Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Yatta.pl

Komentarze

Hotarubi no Mori e

  • Avatar
    A
    sad angel22 26.03.2017 21:01
    hotaru
    Należę do tych którzy lubią smutne zakończenia(taka już jestem)anime zachwyciło mnie i ujęło swoją prostą treścią i platoniczną miłością.Polecam serdecznie.
  • Avatar
    A
    Patty 9.10.2016 15:29
    ...
    Nie płakałam ani trochę ale anime piękne lecz za krótkie
  • Avatar
    A
    M Neko-chan 11.09.2016 16:21
    Ogólnie...
    Całe anime bardzo mi się podobało, polecam :)

    Podoba mi się całe anime, a w nim co poniektóre wątki. Np. kiedy w czasie festynu główna bohaterka wyznaje „Czuję się, jak na randce…”, na co Gin odpowiada jej „Ponieważ to jest randka :)" Albo kiedy wiązali sobie łapki wstążką, lub gdy trzymali się za patyk. W sumie, to ja bym tutaj kombinowała DOSŁOWNIE ze wszystkim. W czasie trzymania się za ręce, włożyłabym rękawiczki. Kiedy chciałabym go przytulić, po prostu owinęłabym się kocem, albo ubrała w taki sposób, że moja skóra nie wystawałaby spoza ubrań. Jednak, mam parę zastrzeżeń…

    Mianowice, mam wrażenie, że ten cały „romans” nie do końca tutaj pasował. Gin był tak naprawdę DUŻO starszy od głównej bohaterki. Zwróćcie uwagę na to, że przez około 11 lat (czas od 6 roku życia Hotaru, aż do wieku licealnego) Gin w ogóle się nie zmienił! Z racji na to, że zaczął się wolniej starzeć, aż od czasu niemowlęcia, więc skoro w przeliczeniu na ludzki wiek wyglądał na może 18­‑19 lat, musiał żyć już z 200 lat. Tak to rozkminiam, bo pomimo tego, że się tak wolno starzeje, w anime był już raczej dorosły (jeśli dorosłym się jest od 18). Do czego zmierzam? Otóż uważam, że po tym wszystkim, jak on ją „bił”, a raz jej powiedział, że DOPIERO „zaczyna wyglądać, jak kobieta”, powinna się tu bardziej wywiązać relacja taka, jak u rodzeństwa. Jak brat i siostra, a nie jak zakochani.

    I ostatnia rzecz, jest taka, że u dziewczyny po śmierci Gina, nie ma w ogóle smutku! Naprawdę, na jej miejscu bym wyśledziła tego dzieciaka, i mu złoiła cztery litery! Ogólnie, pomimo tego, że zakończenie było piękne… no, miałam nadzieję, że nie skończy się tak przewidywalnie i wcisną tutaj HAPPY END.

    Ktokolwiek polubił anime pt. Natsume Yuujinchou, powinien obejrzeć koniecznie Hotarubi no Mori e, i na odwrót :) Gorąco polecam :)
  • Avatar
    A
    Ezarel 15.08.2016 17:56
    Jak na moje
    Uwielbiam to anime. Jest takie… subtelne. Piękne. Ryczałam jak bóbr na ślubie od połowy anime. Mimo że jest krótkie, to nie ma tu syndromu „uciętej fabuły”. Wręcz przeciwnie. W ciągu tej niecałej godziny, wszystko zostało świetnie rozłożone i ma się po obejrzenie uczucie, że anime się skończyło.

    Podoba mi się też to, jak pokazano tu uczucia, które tak dobrze znamy, ale z czasem zaczynamy rozumieć inaczej, często w trochę gorszy sposób.
  • Avatar
    A
    sad angel 10.11.2015 19:15
    vvvvv
    to było piękne anime,zwłaszcza ta końcówka,coś niesamowitego,obejrzałam to jednym tchem,cóż uwiebiam smutne zakończenia.
  • Avatar
    A
    Turbotrup 25.10.2015 14:41
    Zasadniczo nic specjalnego
    Poza dość dotykającą (choć przewidywalną) końcówką , to sam film był średni. Przebieg zdarzeń oglądało się dość przeciętnie – nie było słabe, ale też niezbyt zajmujące.
    Ogólnie myślałem, że długo nie zapomnę tego anime, ale przeszło mi już następnego dnia (a oglądałem tuż przed pójściem spać…).
  • Avatar
    A
    Dessinateur 11.09.2015 15:58
    Wzruszające
    To było po prostu przepiękne. Z jednej strony szkoda, że takie krótkie, a z drugiej wcale nie ma się wrażenia, że historii czegoś zabrakło. Jak napisał recenzent – polecić można każdemu, kto ma serce. Podobał mi się klimat, grafika, muzyka, a nawet nieco uproszczeni bohaterowie.
    Naprawdę się wzruszyłam, a typowe wyciskacze łez jak np. Angel beats kompletnie na mnie nie działają, są strasznie przedramatyzowane i brak im tej subtelności, którą ma właśnie Hotarubi no Mori e.
    Dlatego też chciałabym spytać, czy ktoś może polecić mi podobną serię?
    • Avatar
      M Neko-chan 11.09.2016 15:33
      Re: Wzruszające
      Seria, którą mogę polecić o podobnej tematyce, jest Natsume Yuujinchou. Jest to adaptacja mangi, której autorka, to ta sama osoba, co Hotarubi no Mori e! Oba anime są o youkai i ayakashi. Natsume Yuujinchou jest również bardzo wzruszającą i spokojną serią, polecam :)
  • Avatar
    A
    Uratugo 24.08.2015 20:34
    Niezwykłe
    To było niezwykle wzruszające. Prostota formy i treści, a zarazem mistrzostwo przekazu i niezwykła, niewinna emocjonalność sprawiły, że ta króciutka opowieść trafiła do grupy moich ulubionych anime. Dycha bez żadnego „ale”.

    Nie mogłem nie skojarzyć „Hotarubi no Mori e” z „Kamizelką” Bolesława Prusa, która również przedstawia tę samą stylistykę i formę przekazu uniwersalnych prawd o miłości. Jak mógłbym się nie wzruszyć? Bardzo trudno jest stworzyć arcyciekawą historię, z głębokimi i skomplikowanymi bohaterami, z wiarygodnym uniwersum, a to wszystko zawrzeć w inteligentnej i dobrej formie. Jednak uważam, że opisanie, tudzież narysowanie historii z gatunku „okruchy życia” w nowelistyczny sposób, a żeby nie było to zrobione tandetnie, prosto (w negatywnym sensie), płytko, czy najzwyczajniej w świecie nudno, jest równie trudne. Może i nawet trudniejsze, bo w przypadku tych „wielkich opowieści” sprawa jest jasna. Albo coś jest dobre, albo nie. Jednak w tego typu historiach, jakie reprezentuje „Hotarubi no Mori e”, granica między dziełem, a kiczem jest bardzo cienka i subtelna.

    Nie znajdziemy w tym anime niczego, czego byśmy nie wiedzieli; co do tego nie mam wątpliwości. Historia Gina i Hotaru przekazuje nam obraz i uczucia, które każdy z nas dobrze zna, JEDNAK często o nich zapominamy. To anime pomaga nam przypomnieć sobie o tym, w jak niewinny i prosty sposób dzieci czują. A przecież każdy z nas był dzieckiem. Uczucia się nie zmieniają, lecz sposób, w jaki je przekazujemy i odbieramy już tak. Jeśli będziemy pamiętać o naszym wewnętrznym dziecku i je pielęgnować, to z pewnością będziemy lepszymi ludźmi. Myślę, że to właśnie o tym jest historia Hotaru i Gina.
  • Avatar
    A
    Tośkaa 31 25.06.2015 18:00
    Ideane ^-^
    Cudowne anime,to chyba pierwsze takie na którym płakałam.Polecam wszystkim którzy jeszcze nie oglądali. 10/10 ^^
  • Avatar
    A
    ShoriChan 23.06.2015 20:36
    Poryczałam się na końcówce :')
    Gorąco polecam!
  • Avatar
    A
    teke teke xd 1.06.2015 18:40
    Super
    Bardzo fajne anime,szkoda że takie krótkie :<
  • Avatar
    A
    Koszyk 25.03.2015 23:54
    Niby, to anime miało wycisnąć łzy z moich oczu niczym sok ze soczystych cytryn, ale tak na prawdę, nie było nawet kiedy tego zrobić. Nawet podczas retrospekcji w Naruto o Gaara, były smutniejsze. :( Po mimo to historia fajna. 6/10. Czas nie zmarnowany!
  • Avatar
    A
    Tynka 9.02.2015 12:14
    Wszystko pięknie, ale szkoda, że 45 minut...
    Bardzo mi się podobało, to fakt, ale…„Hotarubi no mori e” nie zadowolił mnie w 100%. Oczekiwałam czegoś lepszego, naprawdę. Historia, muzyka i grafika po mistrzowsku, ale…zabrakło mi „tego czegoś”. Według mnie, za krótko. Nie było czasu na płacz, bo ostatnie sceny, w ogóle, ostatnie wydarzenia przeleciały tak szybko, że ciężko się było połapać… O ile „Wilcze dzieci” rozbił mnie totalnie, na tyle, żebym przez kilka dni, ba!- przez kilka miesięcy, nie mogła się pozbierać, to „Hotarubi no mori e” nie specjalnie i za to odjęłam mu trochę punktów.
    Mimo wszystko, chciałabym zaznaczyć, że ten film jest naprawdę świetny. Nie zmarnujecie tych 45 minut na obejrzenie. Polecam i 7/10. ;)
    • Avatar
      Uratugo 24.08.2015 20:37
      Re: Wszystko pięknie, ale szkoda, że 45 minut...
      Mi się wydaje, że świetność tego anime polega właśnie na tym, że jest tak krótkie. Myślę, że gdyby to przedłużyć na godzinę, dwie, czy odcinki(!), to ta ulotna magia zostałaby gdzieś po drodze utracona. Jak dla mnie, to właśnie „Hotarubi no Mori e” jak najbardziej ma „to coś”. :)
  • Avatar
    A
    Avi 26.01.2015 21:51
    RYCZAŁAM JESZCZE Z GODZINE PO OBEJRZENIU :<<<<<<<<
  • Avatar
    A
    abunia 7.12.2014 00:38
    Cudeńko
    Ten niespełna 45­‑minutowy film pokazał mi jak wiele piękna można przekazać w tak krótkim czasie, w tak delikatny sposób. Niezwykle wzruszająca historia o subtelnej miłości pomiędzy dwoma głównymi bohaterami. Przez calutki seans czułam ciepło na sercu. Bardzo polecam obejrzenie tego filmu. Te 45 minut, które poświęcicie na oglądnięcie go z pewnością nie będzie czasem straconym :)
  • Avatar
    A
    Tuvo 4.08.2014 01:05
    Bardzo dopracowane pod każdym względem. Technicznie – bez zarzutu, fabularnie – nie ma się do czego przyczepić. Za krótkie. Wiem, że trudno byłoby zrobić z tego serię, bo przekaz produkcji jest jasny – to historia przyjaźni (nie przesadzałbym tutaj nie nazywałbym relacji między bohaterami romansem), a co za dużo, to nie zdrowo, ale może należałoby wyjaśnić jeszcze coś albo jeszcze coś wprowadzić?

    Z drugiej strony nie wiem, czy warto wydłużać na siłę tak przyjemną i ciepłą produkcję.

    Zasługuje na 10.
    • Avatar
      kadisu 6.08.2014 16:18
      Według własnej interpretacji :)
  • Avatar
    A
    kadisu 30.07.2014 19:30
    Mimo, że jestem fanem Yuujinchou i Mushishi i w ogóle youkai to anime śreeedniawo mi się podobało. Spodziewałam się czegoś innego a dostałam „romans”. Tak czy inaczej końcówka też nie zrobiła na mnie wrażenia- było to do przywidzenia. Dosyć się rozczarowałam, ale kreska ładna, do muzyki też nie ma się za co przyczepić.
  • Avatar
    A
    DreamBreaker 6.05.2014 20:41
    Najpiękniejsze anime, jakie widziałam. Płakałam pod koniec, a później jeszcze dwa dni po obejrzeniu tego. Polecam. c':
  • Avatar
    A
    Nagisa11 26.04.2014 21:13
    Kocham to anime tak jak clannad i clannad after story
  • Avatar
    A
    Nie kupuję 20.11.2013 23:02
    Ładne, ale nie kupuję tego
    Ładne, nastrojowe, spokojne, wzruszające, ale… nie kupuję tego ze względu na jedną małą rzecz, zgrzyt który rozwala koniec tej historii i nadaje jej fałszywą nutę. A mianowicie: gdzie ból głównej bohaterki po tym, jak jej Gin  kliknij: ukryte ? Cóż, mnie raczej pękłoby serce, gdyby chłopak, którego kocham odszedł w ten, czy inny sposób. A tu mamy pełen spokój, wręcz relaks i arcy­‑filozoficzną postawę bohaterki w finale. W końcu cóż się takiego stało, nie? Był facet przez pół mojego życia, nie ma faceta, wielkie mi co. Anime bardzo mi się podobało, ale koniec sprawił, że wyłączyłam film, wzruszając ramionami. Szkoda.
  • Avatar
    R
    Etna 11.07.2013 12:07
    Brawo
    Rewelacyjna recenzja Lin, za którą chcę podziękować.
  • Avatar
    A
    xAlice 9.07.2013 20:18
    Naprawdę przyjemnie się oglądało. Nie wiem co konkretnie napisać, bo to tylko krótki film, ale wystawiłam 9, bo obiektywnie patrząc… zasługuje. Krótkie, piękne, trzeba obejrzeć.
  • Avatar
    A
    Kanaria. 22.06.2013 13:38
    Tajemnicze do samego końca
    Na obejrzenie filmu zdecydowałam się głównie z powodu postaci Gina,którego wizerunek bardzo mnie zaintrygował.
    Myślę,że recenzja bardzo dobrze przekazuje to czego możemy doświadczyć oglądając Hotarubi No Mori E.
    Cała historia jest prosta,bez zbędnych zapychaczy,czy fanserwisu.
    Tajemnica,która opiewa serię od samego początku do końca,naturalność zachowań i typowość postaci to największe zalety filmu. Oczywiście mamy również piękną grafikę i muzykę,gdzie przygrywki na pianinie dodają uroku całej scenerii.
    Zakończenie,chociaż oczywiste,zostało wprowadzone bardzo zgrabnie,bez zbędnych strumieni łez czy góry patosu. Jednocześnie jednak,trochę zaskoczyło,bo pewnie nikt się nie spodziewał,że to nie Hotaru „pożegna” Gina.  kliknij: ukryte 

    Jedyna wada filmu,to czas trwania.
    Jest zdecydowanie za krótki.

    Nie mam w zwyczaju kilkakrotnego oglądania tej samej serii i pomimo,że nigdy już nie wrócę do Hotarubi No Mori E całą historię zapamiętam na bardzo długo.
  • Avatar
    A
    Kuwadorian 28.03.2013 18:53
    Cudo
    Anime zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Niby pomysł banalny, ale równocześnie genialny. Grafika jest ładna, muzyka też, ale wszystko się chowa przy fabule. Cóż, moich uczuć do tego nie opiszą słowa, więc zakończę komentarz ocenią 10. Polecam.
  • Avatar
    A
    Videlec 26.03.2013 16:17
    Piękne.
    Nawet jeżeli wiedziałam, że w końcu  kliknij: ukryte  to i tak film oglądało się niezwykle przyjemnie. Miałam łzy na dnie oczu w ostatnich minutach. To było naprawdę smutne, ale to oczywiste, że tak czy siak happy end by nie wyszedł.

    Mam tylko jedno pytanko.  kliknij: ukryte 
    • Avatar
      blob 26.03.2013 17:13
      Re: Piękne.
       kliknij: ukryte 
    • Avatar
      Misa-chan13 27.03.2013 19:24
      Re: Piękne.
      To jest smutne, że przez tyle czasu się znali a nie mogli się nawet dotknąć ;'( Ale rzeczywiście to, że nie mogli nawet dotknąć swoich dłoni dawało lepszy efekt bo przecież kochali się a nawet nie mogli się dotknąć ;'(
      • Avatar
        Videlec 27.03.2013 19:45
        Re: Piękne.
        Mnie też to smuciło, a nawet powiem więcej: drażniło. Szli obok siebie, czuło się między nimi to uczucie, a jednak… nawet dotknięcia dłoni. Ta bariera była bardzo namacalna. Dlatego lubię dramaty: cholerstwo wszczepia się w mózg jak kleszcz.
        • Avatar
          Misa-chan13 27.03.2013 21:46
          Re: Piękne.
          No;'( Ale mimo wszystko mi się ten film podobał:) A przecież gdyby nie było czegoś takiego, że oni nie mogą się dotykać to film sam w sobie straciłby ten dramatyzm i nie byłby już taki smutny na końcu.
          • Avatar
            Chemik89 27.03.2013 23:11
            Re: Piękne.
            w sumie wystarczyłoby żeby nosili rękawiczki :>
            • Avatar
              Misa-chan13 27.03.2013 23:34
              Re: Piękne.
              W sumie tak, ale i tak nie poczuliby ciepła swoich dłoni ani tak naprawdę by siebie nie dotykali ^^
            • Avatar
              Videlec 27.03.2013 23:37
              Re: Piękne.
              Ale na całowanie nie ma już sposobu C: Przez chusteczkę?
              • Avatar
                Misa-chan13 27.03.2013 23:58
                Re: Piękne.
                niom i w tym jest problem ;/a może mieli się całować z workami na głowach?
                • Avatar
                  Chemik89 28.03.2013 00:56
                  Re: Piękne.
                  lepsze to, niż nic. A rękawiczki przeca zimowe być nie muszą :> No i nie zapędzajmy się tak daleko ... chociaż czym dalej tym izolacja pewniejsza ;) Niemożliwość dotyku rozumiem w tym anime tylko jako symbolikę, można by ją obejść, ale wtedy nie byłoby serii.
                  • Avatar
                    Chemik89 28.03.2013 01:02
                    Re: Piękne.
                    buu, z tą „serią” to się zapędziłem :> przy okazji dodam ogólną ocenę – 7/10. Szczerze mówiąc większe emocje wzbudziła we mnie sama lektura recenzji i późniejsze wyobrażenie całej sytuacji. Po seansie byłem nieco zawiedziony ...
                    • Avatar
                      Misa-chan13 28.03.2013 09:20
                      Re: Piękne.
                      Ja obejrzałam ten film zanim dołączyłam na tanuki, ale przeczytałam recenzję i na serio po tej recenzji można oczekiwać czegoś więcej w tym anime. Mimo wszystko anime mi się podobało i mogę dać 10/10 ^^
                    • Avatar
                      Videlec 28.03.2013 19:09
                      Re: Piękne.
                      Ja natomiast miałam niskie oczekiwania. Spodziewałam się jakiejś tzw. ''perełki'', w której nudne chodzenie obok strumyka plus mądre rozmowy zajmują 3/4 czasu. A tu – niespodzianka, nawet bohaterów polubiłam!

                      Moja ocena to 9, sama nie wiem, czemu. Ósemkę zazwyczaj daję czemuś, co dostarczyło rozrywki na wysokim poziomie plus trochę dylematu moralnego, ale 10 to coś, co jest… no, zapadające w pamięć i trzymające mocno do samego końca. Niby historia zgrabna, z przemyśleniami i smutnymi momentami, ale jednak… trochę za mało, by dać całe 10.
                      • Avatar
                        Misa-chan13 28.03.2013 20:09
                        Re: Piękne.
                        Jak dla mnie t zasługuję to na pełne 10 ^^ Ale wszyscy mają różne gusta i każdy może to inaczej ocenić :D
  • Avatar
    A
    Misa-chan13 24.03.2013 01:30
    Popłakałam się na tym filmie ;'(
  • Avatar
    A
    blob 23.03.2013 23:59
    Warte zobaczenia
    Przyjemna, wzruszająca i prosta opowieść. Idealnie dobrana muzyka. I coś co nie jest może ważne dla całej tej historii i wynika raczej z tego, że seria jest utrzymana w „miłym” tonie, ale podoba mi się jak przedstawiono tu youkai. Lubię sobie czasem dla odmiany obejrzeć animację, w której youkai czy inne magiczne stwory to nie tylko złośliwe lub krwiożercze demony, a sympatyczne i pomocne duchy (tak wiem za dużo Disney'a :P).

    PS: Mimo wszystko w swojej naiwności myślałem, że ta historia skończy się jednak inaczej, ale Japońce to Japońce :P (liczy się przekaz i takie tam…)
  • Avatar
    R
    Videlec 23.03.2013 22:03
    Świetna recenzja alternatywna!
    Chciałabym wyrazić swój zachwyt recenzją Lin. Pięknie napisana, przeczytałam ją jednym tchem. W jakiś sposób mnie urzekła i zachęciła do obejrzenia tego filmu.

    Jestem osobą, która ma wielką potrzebę zachowania dystansu. Posiadam niewygodny opór przed wszelakim przytulaniem, łapaniem za rękę i kiedy ktoś wkroczy na ''zakazany teren'', wywołuje tym u mnie różne reakcje, sztywnienie, odpychanie, chichot albo rumieńce. Może Hotarubi no Mori e pozwoli mi bardziej docenić rolę dotyku w codziennym życiu.
  • Avatar
    A
    Kami-sama 23.03.2013 17:57
    Nic dodać, nic ująć.
    Nie zdawałam sobie sprawy, że dotyk jest taki ważny. Dziękuję.
    Czemu nie obejrzałam tego wcześniej? Film sprawił, że się uśmiechałam, a potem płakałam. niestety, ta relacja  kliknij: ukryte  Gdzie tu jest tragiczne zakończenie? ja chyba go nie zauważyłam. To w rzeczywistości happy end – trzeba tylko dobrze zrozumieć. Relacja pokazana w sposób delikatny i taktowny. Dobrze, że krótkie – mogliby za bardzo to przeciągnąć i zepsuć efekt.
    Nic dodać, nic ująć. Idealne.
  • Avatar
    A
    Carnivall 20.02.2013 17:14
    Rzeczywiście piękne. Perfekcyjnie poruszające. Przepraszam, nie będzie rozpisywania się.
  • Avatar
    A
    Orihime-chan 18.02.2013 13:45
    Don't touch me.
    Ten tytuł sprawił, że bardzo zatęskniłam za latem. Uroczy, klimatyczny film; chętnie do niego jeszcze będę wracać  kliknij: ukryte 
  • Avatar
    A
    Oczko 6.02.2013 12:07
    Zaproszenie w smugę blasku
    Nie dajcie się zwieść niewinnej, niewyszukanej formie tej animacji. Głęboko wierzę, że HnMe to arystokratka incognito. Przybyszka z krainy, w której księżniczki okrywają swój splendor oślimi skórkami, z brzydkich kaczątek wyrastają łabędzie, zaś książęta jeno dla niepoznaki przywdziewają sympatyczne ropusze kształty. Potraktujcie ją z odpowiednią dozą uwagi i czułości, a kto wie, w co się przekształci na waszych oczach. Ja osobiście odkryłam opowieść do zamieszkania. Do smakowania. Historię utkaną z blasku. Z wdzięku i łaski. Wręcz hierofaniczną. Wstrząsającą w swej prostocie i oczywistości. Aż boję się o niej pisać. Nie chcę, by mój dotyk okazał się dla niej zgubny. Ostrożnie, pieszczotliwie muskam to tu, to tam. I jestem coraz bardziej oszołomiona. Sens mi umyka, pulsuje, migocze. Odwzajemnia się pieszczotą. Gdzie nie dotknę, eksploduje lśnieniem.

    HIEROFANIE BLISKOŚCI

    HnM jawi mi się przede wszystkim jako przypowieść o fenomenie spotkania. Podejmując temat najbardziej podstawowego i niezbędnego z ludzkich doświadczeń, nie tylko realizuje go bez wtórności czy sentymentalizmu, ale potrafi prawdziwie zafascynować grą parabolicznych sensów. Najbardziej znamienny spośród nich zawiera się według mnie we wskazaniu na misteryjny wymiar dobrowolnego wkraczania w cudzą obecność.

    Gdybym miała próbować wyjaśnić, skąd HnMe, pozornie tak nieskomplikowane, czerpie wiarygodność i siłę oddziaływania, postawiłabym na obrazowanie – gęste od uniwersalnych symboli oraz archetypicznych gestów. Ich obecność nobliwie prześwieca przez shoujo­‑sztafaż, przydając tytułowi głębi, powagi i wieloznaczności, ale ani go nie przytłacza, ani nie czyni niezrozumiałym. Jak w przypadku baśni magicznej czy mitu, symbolizmu HnMe nie trzeba pracowicie „dekodować”, rozszyfrowywać. Historia ludzkiej dziewczyny i tajemniczego młodzieńca w masce należy do kategorii narracji, których – zamiast je „rozumieć”- po prostu się zaznaje.

    MISTERIUM TREMENDUM ET FASCINOSUM

    Już samo zawiązanie akcji, zbłądzenie Hotaru w las cudów i potworów (kto ma na tyle mądrości, by odróżnić jedne od drugich?), sygnalizuje folklorystyczne zakorzenienie tytułu i sytuuje go wewnątrz pewnego konkretnego obszaru mityczno­‑baśniowej tradycji. Zagajnik na odludziu, przed którym przestrzegają legendy, brama torii opleciona szimenawą i wiodące w leśne ostępy, spękane od starości kamienne stopnie, nawet srebrnowłosy chłopiec, którego nie można dotknąć, gdyż bezpośredni kontakt z człowiekiem spowoduje jego unicestwienie – wszystko to razem wzięte reprezentuje przestrzeń wyraźnie wydzieloną z codzienności, świętą i zakazaną, obłożoną tabu. Bo tabu – rozumiane jako nieprzekraczalna granica, śmiertelny nakaz, fundamentalna cena porządku i bezpieczeństwa – stanowi jądro tej historii. HnMe jest według mnie przypowieścią o tabu bliskości. Jego naruszenie sprowadza zawsze rozkosz i chaos, olśnienie i utratę.

    Osobiście widzę w HnMe tytuł z tej samej półki, co baśń o Pięknej i Bestii czy mit o Amorze i Psyche. Oczywiście nie w tym rzecz, aby scena z  kliknij: ukryte  wszystkim zaraz kojarzyła się z perypetiami greckiej księżniczki i feralną lampą oliwną. Chodzi mi o bardziej uniwersalne analogie. Ze swoim ambiwalentnym traktowaniem spotkania historia autorstwa Yuki Midorikawy idealnie wpisuje się w bogatą rodzinę fabuł, które w swej najgłębszej istocie opowiadają o trudnym, „potwornym” obliczu przywiązania. O lęku, który trzeba przełamać, zanim będzie można cieszyć się miłosną komunią, o realnej groźbie wynikającej ze zjednoczenia. Są to opowieści z jednej strony portretujące zachłanne pragnienie intymności, z drugiej zaś opisujące zagrożenia z nią związane. Ich fundament stanowi konflikt dążenia i unikania. Jest w nich zawsze jakaś bestia do pokochania, jakiś ropuch do pocałowania, jakiś książę ukrywający się pod osłoną ciemności, jakaś śmiertelniczka umierająca, bo chciała zobaczyć swego zaświatowego kochanka w całym jego boskim majestacie. Zawsze występuje w nich jakiś rezerwuar grozy, wskutek której miłosne przyciąganie miesza się ze strachem i śmiercią. Tego „drugiego”, do którego chcemy się zbliżyć, którego niespodziewanie zaczynamy kochać, definiują one jako misterium. Nie tylko misterium fascinosum, ale też misterium tremendum.

    W HnMe od pierwszych minut filmu obecność drugiej osoby prezentowana jest jako fenomen o niepokojąco dwuznacznym statusie: coś życiodajnego i zagrażającego jednocześnie. Dla zrozpaczonej, zagubionej w lesie Hotaru pojawienie się Gina stanowi oczywiste remedium na pobłądzenie, strach i samotność. Nieważne, że chłopiec ukrywa twarz za dziwną, lisią maską – sam jego głos, sama jego asysta wyrywają z ust zapłakanej bohaterki okrzyk radości i pewność ratunku. „Drugi” jest dla Hotaru schronieniem, uspokojeniem, azylem pośród obcości, dlatego powierza mu się ona z absolutną ufnością. Poprzez żywiołowy entuzjazm przylepnej dziewuszki zostaje jednak uwydatniona – na zasadzie kontrastu – powściągliwość tajemniczego rezydenta górskiej polany. Gin, który cały jest dystansem i ostrożnością, dziwi się otwartości Hotaru, zdumiewa go jej niefrasobliwość i brak lęku. Nie bez powodu. Kontakt rozumiany jako bezpośrednia, cielesna bliskość – oznacza dla jego delikatnego, eterycznego jestestwa zgubę. Boi się ich tak bardzo, że na początku –broniąc swojej osobności – nie waha się być brutalny. Jeszcze nie youkai, już nie człowiek.

    PARANORMAL ROMANCE?

    Właściwie, gdyby się uprzeć, można by z racji na „zaświatowy” status ontyczny Gina zaklasyfikować HnMe jako paranormal romance. Odkąd jednak formuła przeżyła swój spektakularny zmierzch, byłoby to równoznaczne z krzywdzącą, artystyczną degradacją tytułu. Zaświatowość Gina (może lepiej byłoby napisać „poza­‑światowość”) nie jest wszak jedynie pustą, plastikową dekoracją. Symbolizuje – w węższym sensie -emocjonalną kruchość i wycofanie tych,  kliknij: ukryte – zgodnie z eksternalizacyjną poetyką baśni – współtworzy obraz ludzkiej psyche, która z jakichś przyczyn „uwięzła” w postrzeganiu innych oraz zależności od nich jako źródła utajonej groźby (Gin nie tylko boi się Hotaru, ale też boi się „w jej imieniu” – nie może uwierzyć, że ona nie lęka się jego). W szerszym sensie nadnaturalna delikatność  kliknij: ukryte akcentuje bezbronność i podatność na cierpienie jako uniwersalny rys każdej osoby wchodzącej w głęboką relację zaufania, zawierzenia i miłości.

    W głębi międzyosobowych zbliżeń zawsze czai się subtelna groźba. Żadne tandetnie „sparklające” wampiry czy inne metamorfujące wilkołaki nie skontaktowały mnie tak skutecznie z „gotycką” stroną budowania więzi, jak głęboko niesamowita scena,  kliknij: ukryte  Nie trzeba mi więcej, zwłaszcza w połączeniu z  kliknij: ukryte  by uzmysłowić sobie, że wkroczyć w cudzą obecność (i otworzyć przed kimś własną) znaczy wydać się na pastwę. Czarów. Blasków. Więzów. Odmiany. Obcości. Grozy. Straty. Śmierci. Bliskość jest bowiem krainą paradoksu.

    Sprawia, że znikamy. Przestajemy się rozpoznawać. Nie ma nas już takich, jakimi byliśmy wcześniej. Zyskujemy w niej zupełnie nowe, tajemnicze oblicze, jak Hotaru, lub po prostu odzyskujemy oblicze prawdziwe, sprzed masek, jak Gin. Jest to cud, który wyklucza małoduszną ostrożność. Nie dozna go nikt, kto skąpi siebie. Kto jest powściągliwy. W miłość, w dotyk trzeba wkroczyć z desperacką hojnością. Ufnie. Jak dziecko. Nie będąc pewnym niczego. Będąc gotowym na wszystko. Na rozkosz i rozpacz. Pełnię i pustkę. Apoteozę i anihilację. Tylko wtedy jesteśmy się w stanie wyzwolić od nużącego pół­‑bycia. Przeżyć festiwal cudów. Zalśnić. Bo bliskość, jakkolwiek by nie była ryzykowna, konstytuuje nasze istnienie. Konstytuuje człowieczeństwo. Bez bliskości, bez dotyku – znikamy.  kliknij: ukryte  Srebrniejemy, milkniemy, wypełniamy się tęsknotą – cierpliwie znoszoną, choć nie do zniesienia. Zaczynamy się ukrywać – za maskami, w magicznych, oddalonych od świata twierdzach­‑samotniach. Za zasłoną zaklęć, które chroniąc, jednocześnie pętają. Sprowadzają cierpienie będące ceną spokojnego, „kontrolowalnego” odizolowania. Owo niezwykle sugestywne przekazane cierpienie Gina dostarcza najmocniejszego argumentu, by – w sensie całościowym – odczytywać HnMe jako wzruszającą, lecz bynajmniej nie naiwną, afirmację bliskości.

    BETWIXT AND BETWEEN

    Napisałam na początku, że w baśniowym świecie HnMe niesłychanie trudno odróżnić cuda od potworów. Groźby od obietnic. Ścieżki prowadzące do domu od jałowych, bezpiecznych bezdroży. Pobłądzenie od odnalezienia. Że jest to świat rządzony paradoksem. Z jednej strony poznaczony granicami i zakazami, z drugiej strony niezmiennie (choć bez trwałego skutku) dążący do „zmieszania” odrębnych rzeczywistości, do połączenia tego, co rozpaczliwie samotne, „różne”, osobne. Fabuła i obrazowanie użyte w HnMe zdradza wyraźną fascynację Yuki Midorikawy kategorią liminalności, czy raczej procesualności, wiecznej niekompletności. Migotliwe betwixt and between w rękach mangaczki i jej adaptatorów staje się naprawdę sugestywnym narzędziem definiowania bliskości. Jej fenomen zdaje się zawierać właśnie w ulotnym, dręczącym „pomiędzy”. „Pomiędzy” ma potencjał być zarówno przekleństwem, jak i błogosławieństwem.

    Klimat hipnotycznego, ambiwalentnego zawieszenie genialnie ewokuje scena z Hotaru myślącą o Ginie podczas jednego z gorących, letnich popołudni. Dziewczyna leży wówczas na drewnianej podłodze domu wujka, na wprost wyjścia do ogrodu. Przez środek jej sylwetki przebiega wstęga światła sączącego się z niedosuniętych drzwi. Pozostającą w cieniu twarz przykrywa ona trzymanym w dłoni wachlarzem. Relacja twarzy i maski, relacja zasłaniania i odsłaniania, wydaje mi się kluczowa dla wymowy HnMe. Wymyka się ona przy tym (jak zresztą cała reszta) prostym, oczywistym interpretacjom. Najłatwiej byłoby stwierdzić, że historia Gina i Hotaru opowiada wyłącznie o odrzucaniu masek, o wysupływaniu spod zasłon i okryć bezbronnych, ale nareszcie gotowych do intymności jestestw. Kodowaniu maski tylko i wyłącznie jako symbolu negatywnego zamknięcia i odseparowania przeczy jednak wspomniana już tajemnicza scena, w której  kliknij: ukryte  Wraz z wszystkimi innymi symbolami  kliknij: ukryte  może sugerować jednoczesną nieodzowność i niekompletność jakiejkolwiek ludzkiej intymności. Konieczność i niemożność całkowitego międzyosobowego poznania. Niezbywalność „obcego” w bliskim. Z kolei w obrębie wątku pokazującego, jak Hotaru uczy się respektować delikatność granic Gina, jak stopniowo dostraja się do jego ontologicznej kruchości, scena z  kliknij: ukryte  funkcjonuje jako znak czułej zgody na ową nieoswajalną obcość. Więcej nawet: ukazuje celebrowanie przynależnej drugiemu tajemnicy jako postawę, w której dojrzała miłość najpełniej się wyraża.

    MASKA ZDEMASKOWANA?

    Oglądana z tej perspektywy (jak widać, można rzeczone perspektywy mnożyć niemal w nieskończoność) maska, a co za tym idzie tajemnica, z ochronnego przymusu i metafizycznej konieczności nieoczekiwanie przekształca się w wartość. Oznacza już nie tremendum, ale fascinosum – coś co zdumiewa, przyciąga, intryguje. Aż po oczarowanie.  kliknij: ukryte Czy pozbywanie się jej jest w takim razie bezwzględnie dobrym pomysłem? Warto tu jeszcze raz powrócić do sceny z małą Hotaru, która  kliknij: ukryte  W zbliżaniu się do drugiej osoby od początku kiełkuje ziarno oddalenia. „Jeśli zbyt natrętnie będziesz mnie szukać, utracisz mnie” – mówił Amor do Psyche, uczciwie informując księżniczkę o ryzyku związanym z przekroczeniem tabu bliskości.

    Tak dochodzimy do jeszcze jednego ze sposobów odczytania olśniewającego, migotliwego i słodko­‑gorzkiego finału HnMe.  kliknij: ukryte  pogrążając nas w rozdzierającej nostalgii.

    • Avatar
      Slova 6.02.2013 15:41
      Re: Zaproszenie w smugę blasku
      To teraz to przeczytaj jeszcze raz i wyślij do Avellany jako recenzję.
      • Avatar
        Enevi 6.02.2013 18:29
        Re: Zaproszenie w smugę blasku
        Jestem zdecydowanie za! Twoje teksty czyta się naprawdę dobrze! :D
        • Avatar
          aotoge 6.02.2013 18:35
          Re: Zaproszenie w smugę blasku
          Również popieram, a nawet powiem, że z nieba mi spadłaś jako ilustracja mojego poglądu, że recenzja to tylko lepiej umiejscowiony komentarz a nie niepodważalny wyrok na dany tytuł, którego potem trzeba bronić armią mrówczych komentarzy. Odwołam się do twojego tekstu w dyskusji o Tonari.
          • Avatar
            Oczko 6.02.2013 22:18
            Wątła, niebaczna, rozdwojona w sobie ;D
            Jestem wszystkim bardzo wdzięczna za wsparcie i zachętę. Zastosowałam się do rady Slovy, przeskanowałam tekst pod kątem ewentualnej publikacji i stwierdzam, nie bez pewnego żalu, że w swej aktualnej postaci niespecjalnie podpada on pod kategorię recenzji. To raczej esej krytyczno­‑interpretacyjny. Odpowiedź na śliczne zaproszenie Enevi do „niewymuszonej refleksji” nad sensami HnMe, która to refleksja szybko przerodziła się w naprawdę zażarte zmaganie z ich niepokorną migotliwością. Ponieważ bardzo długo pracowałam nad efektem końcowym, niemal w nieskończoność negocjując z sobą samą wiarygodność różnych odczytań, pracowicie „godząc” i wiążąc różne wewnętrznie sprzeczne symboliczne wątki – nie czuję się w tym momencie na siłach, by cokolwiek z tekstu wyrzucić. A bez usuwania odwołań do poszczególnych scen czy obrazów, na których zresztą opiera się większość mojego rozbuchanego ;P wywodu, zwyczajnie za wiele w nim spojlerów. Sama gustuję w analitycznych recenzjach i dysponuję daleko idącą tolerancją na odwoływanie się do konkretnych elementów fabuły, jeśli dobrze służy ono objaśnieniu charakteru recenzowanego tytułu. Nie wydaje mi się jednak, by było to podejście powszechne tanuki­‑społeczności. Wprawdzie w moim komentarzu nie walę po głowie „planem wydarzeń”, ale jednak wyobrażam sobie, że z łatwością mógłby on sprowokować rozgoryczony odzew typu „wielkie dzięki, to teraz już nie muszę oglądać filmu!”.
            Porównywanie natury komentarza i recenzji stanowi bardzo ciekawą kwestię. Recenzja jest formą zdecydowanie bardziej „szlachetną”, gotową i uznaną. Posiada większy prestiż (niekiedy przeradzający się – czego faktycznie nie sposób nie dostrzec – w traktowanie jej jak prawdy objawionej), za który jednak płaci koniecznością respektowania różnych ograniczeń. Przede wszystkim w zakresie treści. Będąc z definicji opinią mającą służyć potencjalnym widzom jako zachęta do pierwszego seansu (tudzież przestroga przed nim), nie może zdradzać zbyt wiele. Ma obowiązek być jak „Maja ubrana” Goi. Dopiero komentator – że tak to frywolnie ujmę – dysponuje prawem, by Maję rozbierać (i ukryć skutki swej perwersyjnej działalności za pomocą odpowiednich narzędzi edytora tekstu :P)
            Przyznaję się bez bicia, że już kilkakrotnie obiecywałam sobie napisanie alternatywnej recenzji, ale podczas grzecznego „opiniowania” pokusa „interpretowania” (i dzielenia się owocami owych interpretacji) okazywała się zbyt silna. Ostatecznie powstawały teksty w sposób oczywisty przeznaczone do czytania nie tyle przed seansem, co po seansie (tudzież przed seansem ponownym). Nawet w tym momencie przymierzam się do analizy kilku tytułów i już się miotam, już się waham wewnętrznie rozdarta pomiędzy rzeczonymi teksto­‑strategiami. Domyślam się, że w zdradliwym pociągu do rozważań z gatunku „co poeta miał na myśli” manifestuje się moje zboczenie zawodowe (strzeż się Aotoge, Siostro Polonistko ;P). Dopóki Redakcja TANUKI nie przewidzi na stronie tytułu (poza recenzjami główną i alternatywną) miejsca na esej krytyczno­‑interpretacyjny, pewnie jeszcze nie raz wybiorę (albo tekst wybierze za mnie – bo chyba czuję to w ten właśnie sposób) – bardziej pojemną i mniej opresyjną – formę komentarza.

            • Avatar
              IKa 7.02.2013 00:08
              Re: Wątła, niebaczna, rozdwojona w sobie ;D
              Oczko napisał(a):
              Dopóki Redakcja TANUKI nie przewidzi na stronie tytułu (poza recenzjami główną i alternatywną) miejsca na esej krytyczno­‑interpretacyjny, pewnie jeszcze nie raz wybiorę (albo tekst wybierze za mnie – bo chyba czuję to w ten właśnie sposób) – bardziej pojemną i mniej opresyjną – formę komentarza.
              Aaa… Takie rzeczy zamieszczamy na Czytelni, zapraszam serdecznie :>
              • Avatar
                Oczko 7.02.2013 01:16
                Re: Wątła, niebaczna, rozdwojona w sobie ;D
                Dziękuję :) Wezmę to z pewnością pod rozwagę!
            • Avatar
              Slova 7.02.2013 08:59
              Re: Wątła, niebaczna, rozdwojona w sobie ;D
              Dopóki wyrażasz opinie i oceniasz dzieło, dopóty tekst będzie recenzją.
              • Avatar
                Carnivall 20.02.2013 17:27
                Re: Wątła, niebaczna, rozdwojona w sobie ;D
                Co nie zmienia faktu, że jakkolwiek pięknie się to czyta i jest bardzo wartościowe, sama na pewno nie chciałabym tego przeczytać przed seansem, a recenzje przyjmuję jako formę, która umożliwia zapoznanie się z tytułem właśnie przed jego obejrzeniem, by wiedzieć, czy mam na niego ochotę.
                • Avatar
                  Altena 25.03.2013 12:48
                  Re: Wątła, niebaczna, rozdwojona w sobie ;D
                  A ja przeczytałam przed seansem i właśnie to ostatecznie przekonało mnie do zdobycia gdzieś tego anime. Czasami lubię wiedzieć z góry czy zakończenie/puenta mnie nie rozczaruje – a w tym wypadku mam już pewność, że nie, więc będę mogła na spokojnie docenić całą duchowość tej pozycji…
                  • Avatar
                    Carnivall 25.03.2013 19:38
                    Re: Wątła, niebaczna, rozdwojona w sobie ;D
                    Zarzucę starą prawdą objawioną – ile ludzi, tyle opinii
    • Avatar
      ursa 22.06.2013 21:52
      Re: Zaproszenie w smugę blasku
      to ja się dołączę do pochwał i zachęt… znakomity tekst, pisz, proszę, takich więcej! czyta się świetnie i jest świetny ;) dzieła Midorikawy często wymykają się opisowi – trzeba je zobaczyć, odczuć – ale Ty ujęłaś HnMe w oprawę, która dodaje mu jeszcze więcej blasku i głębi. szczere wyrazy ogromnego zachwytu i uznania!
      • Avatar
        Oczko 23.06.2013 19:13
        Re: Zaproszenie w smugę blasku
        To dla interpretatora najwyższa pochwała: usłyszeć, że jego wysiłki posłużyły stworzeniu przestrzeni, w której przedmiot interpretacji ma szansę być bardziej, mówić wyraźniej, lśnić intensywniej. Pięknie dziękuję :)
  • Avatar
    A
    `Madoka 30.12.2012 22:53
    Zbyt krótka piękna historia
    Cudowne, i łapie za serce. Muzyka jest śliczna, a emocji podczas oglądania nie da się wyrazić słowami. Nie trzeba się zastanawiać nad obejrzeniem, bo na pewno nie będzie to czas stracony. Dla mnie jest to po prostu perełka.
  • Avatar
    A
    Sora_no_Akai 28.12.2012 17:54
    ...............
    Niewiele rzeczy może doprowadzić mnie do łez. Anime o takim działaniu, policzę na palcach jednej ręki i właśnie dodałam do nich Hotarubi no mori e. Może sprawił to mój dzisiejszy humor, w co wątpię, ale łzy leciały mi jak grochy. Hotarubi no mori e polecam wszystkim, wiem, że jak zwykle pół świata będzie przeciwko mnie, znajdą się i tacy, którzy nazwą to anime dennym itp. Ale szczerze i bez obrazy, tacy ludzie niech myślą i mówią co chcą, ja zdania nie zmienie. Dziś cały dzień szukałam anime, jakiego jeszcze nie widziałam, szukałam na YT pod hasłem „najlebsze wyznania miłosne anime” patrzyłam na te różne „top 10” i inne, ale hotarubi no mori e jest moim strzałem w dziesiątkę. Kreska i muzyka, przypominają mi pierwsze sezony Natsume yuujinchou i bardzo mnie to cieszy. Wydaje mi się to wręcz magiczne, mam wrażenie, że będę płakać po tym przez tydzień jak sobie przypomnę, ale to dobrze. Uważam, że to anime, w pełni na to zasługuje. Aha i jeszcze jedno  kliknij: ukryte . Polecam.
    • Avatar
      Misa-chan13 27.03.2013 23:43
      Re: ...............
      To było chyba moje pierwsze anime na którym się popłakałam i nadal nie mogę przestać myśleć, że to jest smutne a obejrzałam to kilka miesięcy temu. Po tym anime zaczęłam szukać na YT różne „top anime” ale nie wiem czemu bo jak szukałam sad, romanse anime to nigdzie nie było Hotarubi no Mori e . Ten film jest naprawdę cudowny i z pełnym przekonaniem mogę go polecić innym ^^
  • Avatar
    A
    kushina 17.12.2012 14:51
    powiew smutku
    Niesamowita atmosfera i piękna fabuła. Ładna grafika. A wszystko to za (całkiem uciążliwą) cenę ignorowania beznadziejnych duchów lasu- moim zdaniem powinny być potraktowane dużo poważniej. Ich wygląd, i kliknij: ukryte  były rozczarowujące. Zmarnowana okazja na zarysowanie głębi postaci, innej niż główny bohater i główna bohaterka.
  • Avatar
    A
    NyappyChinatsu 30.09.2012 12:23
    Jedyny minus ~
    Piękne anime, którego jednym minusem jest to.. że jest takie krótkie.
    • Avatar
      Rhapsody 13.12.2012 00:08
      Re: Jedyny minus ~
      Racja, a dla mnie drugi minus, końcówka…
      • Avatar
        Slova 13.12.2012 11:51
        Re: Jedyny minus ~
        Znalazłabyś inna opcję na zakończenie?
        • Avatar
          Rhapsody 13.12.2012 14:41
          Re: Jedyny minus ~
          Jasne. Mianowicie,  kliknij: ukryte 
          • Avatar
            Fontaine Blue 13.12.2012 16:01
            Re: Jedyny minus ~
            Moim zdaniem takie zakończenie byłoby już naciągane. W sumie to właśnie dzięki takiemu a nie innemu finałowi historia tak wzrusza.
          • Avatar
            Slova 13.12.2012 18:14
            Re: Jedyny minus ~
            Zaiste to by było Deus ex machina.
  • Avatar
    A
    tenten97 16.09.2012 14:26
    boskie
    Kolejne anime na listę anime, które kiedyś muszę oglądnąć jeszcze raz. Historia przecudna, muzyka genialna, grafika śliczna, a koniec…  kliknij: ukryte 
    • Avatar
      martac1 28.09.2012 00:53
      Re: boskie
      Moje odczucia po obejrzeniu są dokładnie takie same jak Twoje.  kliknij: ukryte .
      Anime jest naprawdę świetne
  • Avatar
    A
    warsix 29.08.2012 22:10
    大好き!
    Słów mi brakuje, żeby to opisać, na prawdę. Przecudowne, przepiękne, przeurocze, przewzruszające, przenajlepsze, prze­‑muzycznie i prze­‑graficznie, PRZEWSZYSTKO! Wspominałam już, że przecudowne? Nie mam pojęcia, kiedy ta opowieść się skończyła. Włączyłam i nagle poleciały napisy końcowe..
    Spokojna historia, która wzbudziła we mnie emocje, o których dawno zapomniałam. Miałam łzy w oczach, co mi się zdarza rzadko bardzo.

    Kto nie obejrzy, ten lama, ot co.
  • Avatar
    A
    Yachiru-san 9.07.2012 12:49
    T.T
    Nic się praktycznie nie działo, ale działo się wszystko.
    Ma w sobie tyle ciepła i uroku. Sama miałam tragiczną ochotę dotknąć Gina.

    Płakałam jak mały bóbr.
  • Avatar
    A
    ~~~ 25.06.2012 21:43
    ~~~"Hotarubi no Mori e"
    Będzie to na zawsze najpiękniejszy i wzruszający film anime…  kliknij: ukryte  Rzeczywiście, Hotaru nie przeżywała tego tak bardzo, miała to w sobie… przemknęło mi się przez głowę nawet, że płaczę dłużej i więcej niż ona.
    Droga Anyo, ja też myślałam na początku o takim zakończeniu, ale rzeczywiście – byłoby ono chyba zbyt banalne… Ale powinnaś ukryć tekst, bo można z twojej odpowiedzi wywnioskować, co się prawdopodobnie nie stało. Te 40 minut minęło zbyt szybko. Na początku wolno, a potem tak prędko, że nie miałam się czasu do końca ich szczęściem nacieszyć. To anime zapadło mi w pamięć i na długo zostanie w moim sercu. Polecam. Przyjaźń – pragnienie – miłość.
  • Avatar
    A
    Yumi 8.06.2012 14:02
    Przepiękne.
    O emocjach subtelnie i z wyczuciem. Klimat charakterystyczny dla Natsume, ale tu urzekł mnie jeszcze bardziej. Ciężko powiedzieć o czym jest Hotarubi no Mori e – o wszystkim i o niczym. Taka sobie opowieść, a może raczej japońska baśń. Romans i nie romans jednocześnie, ostatecznie całość jest po prostu okruchami życia i to jednymi z najbardziej prostych i bezpretensjonalnych, jakie widziałam. Opowiadana ze spokojem, dopiero po jakimś czasie od tych wydarzeń, dzięki czemu uniknięto dramatyzowania. Ot, życie, choć z pierwiastkiem nadprzyrodzonym, bardziej wiarygodne od niejednej historii osadzonej w 'prawdziwym życiu'.

    Ocena, którą chciałam wystawić, to 9/10. Ale oglądałam z młodszą siostrą, ośmiolatką. Siedzi właśnie obok mnie i stanowczo odmawia wystawienia oceny innej od maksymalnej. Cóż mi pozostaje? Skoro ta poniekąd dojrzała opowieść trafiła także do dziecka, tym bardziej należą jej się brawa. Więc ostatecznie wystawiam najwyższą notę. Hotarubi no Mori e na nią zasługuje.
  • Avatar
    A
    mii 6.06.2012 17:03
    z młoszym rodzeństwem?
    Czy można to bezpiecznie obejrzeć z młodszym rodzeństwem? Wygląda bezpiecznie, ale wolę zapytać :)
    • Avatar
      Erio 6.06.2012 17:18
      Re: z młoszym rodzeństwem?
      Tak, spokojnie możesz oglądać.
      Pewnie wszystkie filmy Ghibli już z nimi obejrzałeś, więc polecę coś mniej znanego dla młodszych: Uchuu Show e Youkoso i Omae Umasou da na (chociaż nie oriętuje się co do polskich fansubów)
    • Avatar
      Rapsilla 6.06.2012 17:39
      Re: z młoszym rodzeństwem?
      W sumie Natsume Yuujinchou tej samej autorki tez możesz spokojnie pokazać młodszemu rodzeństwu.
    • Avatar
      mii 6.06.2012 17:58
      Re: z młoszym rodzeństwem?
      Dziękuję :)
    • Avatar
      NyappyChinatsu 30.09.2012 12:24
      Re: z młoszym rodzeństwem?
      Jak najbardziej. Oczywiście, zależnie też od tego, ile ma lat, bo dzieci w wieku 4­‑5 lat mogą nie zrozumieć tego anime.
  • Avatar
    A
    THeMooN 29.04.2012 23:40
    Krótko i na temat.
    Mocne 8/10, piękna opowieść ^_^
  • Avatar
    A
    Anya 29.04.2012 22:26
    Bardzo ciepła, piękna i lekka opowieść. Zakończenie bardzo wzruszające, ale wyobrażałam sobie je zupełnie inaczej. Miałam nadzieję, że Gin  kliknij: ukryte . No ale nie ma serii, która wszystkim dogodzi.
    Hotarubi no Mori e to jedno z tych anime, które wiadomo jak się zakończy ale i tak z bolącym sercem brnie się do końca serii miejąc resztki nadziei na inny obrót sytuacji. Bohaterów(głównych i pobocznych) da się polubić, a kreska jest bardzo przyjemna dla oka.
    Polecam.
    • Avatar
      Łakomczuszek Pospolity 25.06.2012 21:48
      Mi takie zakończenie wydało się właśnie bardzo naturalne. Bez wielkiego dramatu, bo zapewne  kliknij: ukryte  ^^
  • Avatar
    A
    Miyuki_96 13.04.2012 22:58
    Po prostu piękne...
    Bardzo urocza i ciepła produkcja. Wiedziałam, że mi się spodoba już od  kliknij: ukryte . Później to, jak ona  kliknij: ukryte . No i końcówka –  kliknij: ukryte . To chyba najlepsze zakończenie, jakie mogli wymyślić twórcy (mam na myśli to, że  kliknij: ukryte  XD). Być może było łatwo się go domyślić, jednak nie w moim przypadku. Nie miałam czasu gdybać, cieszyłam się każdą minutą anime.

    Zdecydowanie 10/10. Hotarubi no Mori e staje się jedną z moich ulubionych serii! ^.^
  • Avatar
    A
    Diablo 31.03.2012 09:20
    Przyjemne.
    Przyjemny tytuł, dobrze się go oglądało, a miejscami było nawet zabawnie. Niestety nie wiedzieć czemu koniec mnie jakoś za bardzo nie wzruszył… Choć być może to efekt tego, że właściwie od początku spodziewałem się takiego właśnie obrotu spraw. Tym niemniej, to naprawdę warta obejrzenia produkcja.
  • Avatar
    A
    aotoge 25.03.2012 06:43
    Od samego  kliknij: ukryte  wiedziałam, że to „mój” klimat. Uwielbiam takie proste, operujące oszczędnymi środkami historie, w których – jak w tym przypadku – w idealnych proporcjach i natężeniu opowiada się o czymś tak trudnym jak  kliknij: ukryte . I to w ciągu raptem 40 minut.
    Choć Hotarubi mówi cicho o emocjach, do mnie trafiły one z niecodzienną siłą.
  • Avatar
    A
    Subaru 17.03.2012 12:22
    Pachnie Natsume :) Na końcówce się popłakałem, wzruszające. Ciepła opowieść, nastrojowa, taka prawdziwa. Rodzące się uczucie i.. smutek. Warto obejrzeć. Nie ma patosu, nic nie wymusza się na widzu. Historia prosta, ale zapada w pamięć.
  • Avatar
    A
    Ania 15.03.2012 16:01
    Hotarubi no Mori e
    Nie za bardzo chciało mi się oglądać. Na szczęście ktoś mnie przekonał. Na końcu się poryczałam. Polecam z całego serca. Ale to takie smutne… :(
  • Avatar
    A
    MiaMay 12.03.2012 15:21
    Urocze – po prostu. Niezwykle czarujące anime. Manga wzbudziła we mnie wiele pozytywnych skojarzeń. Jedna z najprzyjemniejszych opowieści, jakie zdarzyło mi się obejrzeć/przeczytać. Stylistycznie prezentuje się bardzo dobrze. Postaci może nieco uproszczono, ale są zwyczajnie urzekające. Bardzo polecam :)
  • Avatar
    A
    Maruda 11.03.2012 09:19
    Hotarubi no Mori e
    Stara baba ze mnie, a poryczałam się na końcu jak bóbr ;) Warto jednak było obejrzeć i się wzruszyć.
  • Avatar
    A
    Yuffy 4.03.2012 21:22
    Hotarubi no Mori e
    Czekałam na to anime, jak tylko zobaczyłam je po którymś odcinku Natsume Yuujinchou i już czułam, że może być to coś naprawdę niepowtarzalnego. Czy się myliłam? Jak dla mnie odpowiedź jest jedna i jasna – nie!
    Fabularnie szału nie ma, bo co tutaj ukrywać, że nie znajdzie tutaj się żadnych wielkich zwrotów akcji ani nic podobnego. Jednakże niesamowita, magiczna atmosfera, która towarzyszy przez cały czas oglądania, jak sami bohaterowie nadrabiają po prostu wszystko. Te 45 minut trwało zupełnie jak 4, a serce aż błagało o więcej i nie mogło się pogodzić z momentem, kiedy nastał koniec. Chociaż z jednej strony, po krótkim ochłonięciu, stwierdzam, że czas przeznaczony na przekazanie całej opowieści zupełnie wystarcza. Dzięki tym 45 minutom Hotarubi no Mori e sprawia, że jest jedyne i w swoim rodzaju. Małym minusem jak dla mnie była muzyka, która czasami była idealna­‑magiczna, ale za chwilę mi nie pasowała. Natomiast kreska według mnie doskonale wpasowuje się w klimaty tego anime.
    Ogółem oceniam 9/10.
  • MikuRi_chan 4.03.2012 14:44:10 - komentarz usunięto
  • Avatar
    A
    Kysz 2.03.2012 15:02
    Przede wszystkim nastrój
    Bardzo piękny film, który całkowicie spełnił moje oczekiwania co do niego (a małe nie były, skoro autorzy projektu odpowiadali też za znakomitego Natsume:P). Sama historia jest mało skomplikowana, ale to nie o to tu chodzi. Klimatycznie to anime kupiło mnie w całości. Szczerze liczę na kolejne adaptacje mang tej autorki, bo wychodzą z tego cudowne perełki^^
  • Avatar
    A
    von_roon 29.02.2012 01:23
    jak Natsume
    W nastroju i fabule bardzo podobny do Natsume Yuujinchou, że aż sprawdziłem, czy głosu Ginowi i Natsume nie daje jedna osoba, ale nie.
  • Avatar
    A
    Maciejka 27.02.2012 22:28
    Jejku, jakie to było piękne… Dawno już się tak nie wzruszyłam. Niczego więcej nie potrafię napisać – po prostu cudowna opowieść, do której na pewno wrócę.
  • Avatar
    A
    Slova 27.02.2012 21:09
    Dawno tego nie było, żebym się wzruszył. Lubię japoński folklor od strony przedstawionej w tym krótkim filmie. Poza tym mistyka trafiała do mnie od czasu Clannadu i Kanona. Polecam, gdyż to naprawdę szczęśliwa historia.