Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Gakkon 4 - konwent

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

1/10
postaci: 1/10 grafika: 1/10
fabuła: 1/10 muzyka: 1/10

Ocena redakcji

1/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 1,00

Ocena czytelników

2/10
Głosów: 31
Średnia: 1,74
σ=1,98

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Tassadar)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Tenkuu Danzato Skelter Heaven

Rodzaj produkcji: seria OAV
Rok wydania: 2004
Czas trwania: 19 min
Tytuły alternatywne:
  • Skelter+Heaven
  • 天空断罪スケルターヘブン
Postaci: Obcy; Miejsce: Japonia; Inne: Mechy
zrzutka

Przypuszczalnie najgorsze anime, jakie kiedykolwiek nakręcono. Przerośnięty kosmiczny kalmar atakuje Ziemię, zaś stawić mu czoła mogą tylko młode dziewoje w kolorowych pancerzach wspomaganych. Plusów nie stwierdzono.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się nad tym, jakie anime może uchodzić za najgorsze w wieloletniej historii, z pewnością obił się wam o uszy tytuł Mars of Destruction. O tej krótkiej, ale równocześnie bogatej w niezapomniane i niekoniecznie pozytywne wrażenia OAV krążą już legendy, a poszczególne sceny i cytaty są wśród fanów kiczowatych anime absolutnie kultowe. Na swój sposób jest to jednak „dzieło” oglądalne o tyle, że poziom zidiocenia fabuły i nieprawdopodobne wręcz natężenie kiczu gwarantują mnóstwo dobrej zabawy, w formie raczej niezamierzonej przez autorów autoparodii. Odpowiedzialne za ów twór studio Idea Factory rok wcześniej popełniło jednak inną zbrodnie na animacji, kręcąc Tenkuu Danzato Skelter Heaven. Tym razem jednak gwarantuję, że nikomu nie będzie do śmiechu.

Niniejsze anime to prawie 19 minut czystej psychozy i popis nieznajomości nawet najbardziej podstawowych spośród zasad obowiązujących filmowców. Teoretycznie scenariusz nawiązuje w mniejszym lub większym stopniu do mało znanej gry na Play Station 2, ale podejrzewam, że nawet jej fanatyczni maniacy mamroczą pod nosem klątwy na twórców anime za to, co uczynili z fabułą. Widz nie dowiaduje się praktycznie niczego poza tym, że olbrzymia fruwająca kałamarnica chce zniszczyć Tokio, a jedyną nadzieją ludzkości są, jak to zwykle bywa, młode dziewczyny i ich roboty bojowe. Oczywiście pilotki mają tajemniczą przeszłość i są zakochane w dowódcy (sądząc po wyglądzie, mieszkającym na co dzień w solarium), ale autorzy nie drążyli specjalnie tematu chyba w obawie, że umysły widzów nie wytrzymałyby nadmiaru wrażeń. Zresztą w tak krótkim czasie nie opłacało się nawet podejmować dodatkowych wątków.

Biorąc pod uwagę wyjątkowo mizerną długość OAV, tym bardziej zadziwia absolutny brak pomysłu, co zrobić z czasem ekranowym i najprostsze nawet ujęcia dłużą się w nieskończoność. Po odliczeniu klasycznej minuty i 30 sekund zarówno na opening, jak i ending, pozostaje jeszcze 16, które jakoś trzeba było zapchać. Swoją drogą, skandalem nazwać trzeba fakt, iż w czołówce znalazł się czas na przedstawienie imion, wzrostu, wagi, grupy krwi i daty urodzin bohaterek, a pominięto tak kluczową informację, jak trzy podstawowe wymiary. Wykazując się wrodzonym sprytem członkowie studia minutę zmarnowali też na ujęcie, w którym kamera powoli przybliża się w stronę naszej planety, zaś w tle słyszymy efekty dźwiękowe, które – o ile ucho mnie nie zwodzi – nagrano, przystawiając mikrofon do nieszczęśnika machającego w pocie czoła wielkim arkuszem blachy falistej. Dalej jest równie fascynująco – grupa uderzeniowa zbiera się w supertajnym centrum dowodzenia i ustala brawurowy plan pod tytułem „Strzelimy do niego z bliska z bazooki, żeby odkryć jego słaby punkt!”. Bardzo jestem ciekaw, w jaki sposób miałoby to go cudownie objawić, jak i tego, skąd u bohaterów niezachwiana wiara w fakt, iż każdy kosmiczny najeźdźca taki słaby punkt posiada. Oczywiście przebieg potyczki nie układa się jak trzeba. Wychodzą na jaw animozje pomiędzy dziewczynami, retrospekcje, niespodziewana trauma u jednej z bohaterek i dramatyczne wyznanie miłości. Na sam koniec zaserwowano też zwrot akcji, tak przebiegły i niespodziewany, że nawet najtęższe umysły nie będą się go spodziewać. Wbrew pozorom dałoby się z tego sklecić coś oglądalnego, ale widać z miejsca, że w ekipie nie było nikogo, kto miałby choćby mgliste pojęcie o reżyserii. Przeskoki pomiędzy poszczególnymi scenami są wyjątkowo nienaturalne i chaotyczne, a do tego okraszone niedorzecznymi ujęciami, jak choćby ćwiczenia na maszynie przypominającej niespełnioną fantazję rozochoconego masochisty.

Gwoździem do trumny staje się jakość oprawy audiowizualnej, jedynego elementu, który mimo całkowitego braku sensu mógł coś jeszcze zmienić. Animacja jest szczątkowa – bohaterowie ledwo co poruszają ustami przy wypowiadaniu swoich kwestii i od czasu do czasu machają losowo wybraną kończyną. Nawet i bez tego postacie są zresztą szkaradne, zwłaszcza poprzez zniekształcone rysy twarzy i mimikę wyrażającą głównie tęsknotę za rozumem. Jakby tego było mało, kosmici, roboty i inny sprzęt wykonani są w całości w CG, jakościowo chyba wręcz gorszym od tego, co w 1983 roku prezentował film Golgo 13: The Professional , a pozwolę sobie przypomnieć, że Skelter Heaven datowane jest już na wiek XXI. Poziomem nie odstają też wyraźnie cierpiący seiyuu, fatalnie obsadzeni i najwidoczniej zmuszeni do pracy niewolniczej, dźwiękowcy nagrywający efekty metodami z początków istnienia gramofonu oraz kompozytorzy, którzy dali popis kakofonicznej doskonałości, przygotowując wręcz doskonałą anty­‑muzykę.

Ostatecznie wielce żałuję, że system ocen na stronie nie przewiduje możliwości wystawienia pięknego, okrągłego zera. Tak bowiem jestem zmuszony znacznie zawyżyć wszystkie oceny wystawiając pełen zestaw jedynek, a w mym być może mylnym mniemaniu uważam, że i na jedynkę trzeba jednak czymś zasłużyć. Tenkuu Danzato Skelter Heaven to anime absolutnie beznadziejne i jednocześnie tak nijakie, że nie sposób się nawet śmiać ze scen w nim zawartych. Ma jednak dwie niezaprzeczalne zalety z czysto formalnego punktu widzenia. Po pierwsze, pozwala skutecznie wyznaczyć dno skali ocen, swoiste zero absolutne w każdym rankingu. Jest też najlepszym lekarstwem, jakie można zaaplikować sobie przed obejrzeniem potencjalnie kiepskiego tytułu. Po tych kilkunastu minutach spędzonych ze Skelter Heaven, każda inna perspektywa jawi się jako nieopisana rozkosz.

Tassadar, 7 grudnia 2011

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Minamimachi Bugyousho
Autor: Shingo Kuwana
Reżyser: Yoshiteru Satou
Scenariusz: Yoshiteru Satou