Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Otaku.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 8/10 grafika: 7/10
fabuła: 7/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,33

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 17
Średnia: 5,82
σ=1,79

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Grisznak)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Natsu e no Tobira

Rodzaj produkcji: film
Rok wydania: 1981
Czas trwania: 59 min
Tytuły alternatywne:
  • Door Into Summer
  • 夏への扉
Tytuły powiązane:
Gatunki: Dramat, Romans
Widownia: Shoujo; Postaci: Uczniowie/studenci; Rating: Seks; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Europa; Czas: Przeszłość; Inne: Trójkąt romantyczny
zrzutka

Dramatyczna opowieść o problemach dorastania, poszukiwaniu własnej tożsamości i akceptacji, osadzona w realiach XIX­‑wiecznej Francji. Druga po Terra e… animowana adaptacja mangi Keiko Takemiyi.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: yoshii

Recenzja / Opis

Francja, druga połowa XIX wieku, liceum w Cluny. Marion, Claude, Linde i Jacques to przyjaciele, których wiąże idea racjonalizmu. Tworzą nieformalną grupę, na czele której stoi przystojny, obdarzony inteligencją i charyzmą Marion. Oczy niemal wszystkich chłopców w szkole utkwione są zaś w miejscowej piękności – Ledani. Kolejni zalotnicy prowokują bójki i pojedynki. Ledania jednak żywi uczucia tylko do Mariona. On natomiast, choć skrycie odwzajemnia jej zauroczenie, nie potrafi go zaakceptować i na nie odpowiedzieć. Boi się przyznać do własnej słabości i woli swoją obojętnością ranić dziewczynę. Wszystko zmienia się, gdy przypadkowo spotyka Sarę – dorosłą utrzymankę miejscowego hrabiego.

Opowieść o skomplikowanym wielokącie miłosnym, w którym uczestniczą bohaterowie Natsu e no Tobira, operuje dość typowymi motywami. Mamy więc burzę hormonów, problemy z tożsamością i samookreśleniem, pierwsze miłości i inicjacje, dramat wywołany brakiem akceptacji i wreszcie tragedię, w kierunku której nieuchronnie wiedzie fabuła. Warto jednak zaznaczyć, że nie jest to przedramatyzowana bajeczka, jakie kręci się dziś, ale pełna poetyckiego rozmachu opowieść, jakich niegdyś nie obawiały się tworzyć najlepsze z autorek shoujo. Nawet jeśli realizm jest tu dość umowny, to jego brak zdecydowanie nie przeszkadza.

Fabuła na pierwszy plan wysuwa wyraźnie Mariona, którego relacje z pozostałymi bohaterami stanowią oś wydarzeń. Na początku jest on osobą o stałym, ugruntowanym charakterze, wspartym ideologią, w którą mocno wierzy. Gdy coś się z nią nie zgadza, po prostu to odrzuca i wszystko jest cacy aż do chwili, w której spotyka Sarę. Ta dorosła już kobieta nie jest osobą wybitnie inteligentną, ale doświadczeniem życiowym bije chłopaka na głowę, bez trudu czyniąc z niego swoją zabawkę. Choć ma świadomość, że krzywdzi tym innych, niespecjalnie przejmuje się sytuacją.

Bez wątpienia Natsu e no Tobira jest pozycją szczególną, dla widza o określonej wrażliwości. Operuje specyficznym klimatem i wymaga jego akceptacji – inaczej bowiem może wydawać się po prostu śmieszne. Teatralna wręcz przesada, eksponowanie niektórych gestów i słów, język metafor, ale i dosłowność – to osobliwa mieszanka, która widzowi wychowanemu na współczesnym anime może wydawać się tak obca, jak fanom dzisiejszej, hollywoodzkiej kinematografii filmy Bergmana czy Antonioniego. Jeśli jednak zaakceptujecie całe to dobrodziejstwo inwentarza, czeka was seans naprawdę dobrej produkcji.

Autorka wydaje się z perwersyjnym wręcz uwielbieniem ranić swoich bohaterów, a robi to w białych rękawiczkach. Żadna z postaci, które tu się pojawiają, nie ma prawa zaznać szczęścia. Jeśli zaś to się zdarza, można być pewnym, iż jest to chwilowe i wiedzie tylko ku większemu nieszczęściu. Ów fatalizm jednak, nawet jeśli może wydawać się przesadzony, ma jednak sens. Celem Natsu e no Tobira było, jak mi się wydaje, pokazanie tego trudnego do uchwycenia fragmentu w życiu człowieka, kiedy przestaje on być dzieckiem, ale nie do końca jest jeszcze dorosłym, nawet jeśli sam się za takiego już uważa. Wiara w doskonałość rozumu, jaką prezentują Marion i jego przyjaciele, szybko zostaje skonfrontowana z życiem, które nie jest zbudowane wedle prawideł logiki, a oczekiwanie, że ludzie kierują się w życiu wyłącznie tym, co mają w głowie, okazuje się tyleż naiwne, co zgubne.

Ze sporym zaskoczeniem spostrzegłem, że na rozmaitych stronach internetowych Natsu e no Tobira wymieniane jest jako „klasyka shounen­‑ai”. Choć kreska, a zwłaszcza wygląd głównego bohatera może przywodzić na myśl ten gatunek (przypomina on mocno Gilberta z najsłynniejszej mangi Keiko Takemiyi, Kaze to Ki no Uta, skądinąd hardkorowego yaoi), w kwestii fabuły rzecz ma się inaczej. Jedynym, co da się podciągnąć pod yaoi, jest pokazana na trzecim planie nieodwzajemniona sympatia jednego z bohaterów do Mariona. Osią wydarzeń są tutaj relacje między mężczyznami a kobietami. Sprawia to, że Natsu e no Tobira może oglądać każdy, nawet jeśli na dźwięk określenia „shounen­‑ai” reaguje jak grubas ze słynnego skeczu Monty Pythona.

Natsu e no Tobira to swoiste tour de force starej szkoły anime. Adaptacja mangi jednej z bardziej kontrowersyjnych autorek shoujo, Keiko Takemiyi, z muzyką Kentarou Hanedy (Macross) i scenariuszem Masakiego Tsujiego (Urusei Yatsura). Zwraca uwagę grafika – z bardzo malarskim podejściem do sprawy. Pełno tutaj dużych, ręcznie malowych kadrów. Nawet jeśli w Natsu e no Tobira nie znajdziemy tyle symboliki, co np. w Kanashimi no Belladonna, to oba filmy prezentują podobne podejście do erotyki, której zresztą tu nie brakuje. Delikatna, nastrojowa muzyka, w większości fortepianowa, świetnie wpasowuje się w klimat filmu.

Jeśli miałbym się doszukiwać słabszych stron tej produkcji, to niewątpliwie należy do nich wolne tempo akcji – zwłaszcza w środku, na etapie romansu Mariona z Sarą, trudno się oprzeć wrażeniu, że twórcy postawili na efekty wizualne, zapominając, że kręcą anime, a nie teledysk. Na dodatek finał może pozostawiać pewien niedosyt – nie postawiono bowiem kropki nad i, każdy z wątków kończąc raczej wielokropkiem, po którym spokojnie można by dopowiedzieć coś jeszcze.

Oglądanie Natsu e no Tobira jest jak czytanie starych wierszy – może dawać sporo przyjemności, ale tylko wówczas, gdy akceptujemy szczególną, archaiczną już nieco, ale mającą niewątpliwą klasę konwencję, tak graficzną, jak i fabularną. Film potrafi jednak wzbudzić w widzach emocje, a to doceniam, gdyż umiejętność ta niemal zupełnie zaginęła w tworzonych dziś animacjach japońskich.

Grisznak, 24 czerwca 2012

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Madhouse Studios, Toei Animation
Autor: Keiko Takemiya
Reżyser: Mori Masaki
Scenariusz: Masaki Tsuji
Muzyka: Kentarou Haneda