Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 5/10 grafika: 6/10
fabuła: 4/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

6/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,00

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 172
Średnia: 6,82
σ=1,89

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Nazo no Kanojo X

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2012
Czas trwania: 13×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Mysterious Girlfriend X
  • 謎の彼女X
Widownia: Seinen; Postaci: Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Supermoce
zrzutka

Liceum, niewyróżniający się niczym On, tajemnicza Ona i miłość od pierwszego… polizania śliny?

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Akira Tsubaki wiedzie zwyczajne życie japońskiego licealisty – do czasu, gdy na jego drodze pojawi się tajemnicza Mikoto Urabe, uczennica, która z nieznanych przyczyn przenosi się do jego szkoły i klasy w trakcie roku szkolnego. Tsubaki od początku zainteresowany jest nową koleżanką, ta jednak wydaje się wyjątkowo aspołeczna – nieustannie chowa oczy pod bujną czupryną, nie zwraca większej uwagi na współtowarzyszy szkolnej doli, odrzuca życzliwe propozycje przyjaźni i co gorsze, potrafi nagle i z zupełnie niezrozumiałych przyczyn wybuchnąć głośnym śmiechem podczas lekcji. Z tych powodów szybko uznana zostaje za dziwaczkę i zostawiona sama sobie, co bynajmniej jej nie przeszkadza – i na tym właściwie powinna się ta historia zakończyć, gdyby nie boska ręka scenarzysty…

Trzeba przyznać, że choć punkt wyjściowy fabuły Nazo no Kanojo X jest co najmniej mało nowatorski, zawiązanie akcji wypada zdecydowanie oryginalnie – Tsubakiego i Urabe wiąże bowiem jego uzależnienie się od jej śliny, bez której – od przypadkowego polizania – nie jest w stanie się obejść. Nieprawdopodobne? A jednak, w anime wszystko jest możliwe – więcej nawet, Urabe wcale nie uznaje kolegi za obleśnego fetyszystę, sama z własnej woli „dzieli” się z nim śliną, wkrótce też zaczynają wspólnie wracać ze szkoły… tylko czy aby na pewno można określić ich jako „parę”? Ano właśnie, seria opowiada ni mniej, ni więcej, tylko o stopniowym zbliżaniu się do siebie dwójki młodych ludzi, którzy niby są razem, ale nie bardzo wiedzą, co z tym fantem zrobić. Dla obojga jest to w końcu pierwszy związek… Dodajmy, że owo zbliżanie się ma miejsce przede wszystkim na płaszczyźnie fizycznej (choć bez „momentów”) i to powinno wystarczyć do skompletowania obrazu serii.

Niektórych pomysł „dzielenia emocji poprzez wzajemne lizanie śliny” może zniesmaczyć, mnie osobiście nie przeszkadzał – muszę przyznać, że sam w sobie jest nawet dość obiecujący. Większe zastrzeżenia mam do sposobu ukazania w Nazo no Kanojo X związków międzyludzkich. Wzajemna fascynacja („miłość” to chyba za duże słowo) bohaterów nieodmiennie przywodziła mi na myśl coś w rodzaju spadającej nieoczekiwanie zarazy, dotykającej jednostki zupełnie przypadkowe, a objawiającej się tym, że zakażone osobniki robią się zaborcze i zazdrosne tym bardziej, im głębsze jest łączące ich „uczucie”… i tylko tym. Zdaję sobie sprawę, iż nie jest to zjawisko odosobnione i niestety dość często związki ukazywane w anime sprowadzone są do takiego poziomu, niemniej w serii kameralnej i nastawionej na relacje międzyludzkie razi to w dwójnasób. Tej umowności (polegającej w dużej mierze na uproszczeniu) nie rekompensuje niestety fabuła, epizodyczna i składająca się z raczej oklepanych motywów, takich jak wypad nad morze, szkolne święto czy okazjonalny występ podłej rywalki, wyraźnie stanowiących jedynie pretekst do ukazania zmian, jakie zachodzą w relacjach bohaterów.

Nie tylko sposób poprowadzenia akcji, również postaci (z wyjątkiem Urabe) pozostawiają trochę do życzenia. Tsubakiego najłatwiej byłoby zapewne określić jako „zwykłego nastolatka”, gdyby nie to, że o każdym zwykłym nastolatku da się przecież coś powiedzieć, o głównym bohaterze Nazo no Kanojo X nie dowiadujemy się zaś praktycznie niczego – czy ma jakiekolwiek zainteresowania, co robi w wolnym czasie, jakie ma oceny, co lubi jeść… nie ma ani jednej wyróżniającej cechy, poza ogólną poczciwością i dosyć szczególną zaborczością, rzecz jasna ukierunkowaną na jego „tajemniczą dziewczynę”. Również jego sytuacja rodzinna zostaje potraktowana po macoszemu – dopiero w ostatnim odcinku znajduje się informacja, dlaczego właściwie matkuje mu siostra, po raz pierwszy pojawia się także ojciec (i nie, w tle nie stoi żadna wielka tajemnica ani zaskakujący zwrot akcji).

Zdecydowanie ciekawszą postacią jest Mikoto Urabe – z początku tajemnicza i samowolna, momentami zachowuje się wręcz obraźliwie wobec kolegów, nie dlatego, że taki był jej cel – raczej zupełnie nie zwraca uwagi na ich uczucia. Opinia otoczenia nie znaczy dla niej kompletnie nic, nie usiłuje się przypodobać nikomu – i taka właśnie Urabe z czasem odsłania przed Tsubakim zgoła inną twarz, normalnej dziewczyny, nie zawsze stuprocentowo pewnej siebie, momentami nieco zagubionej we własnych uczuciach, choć nieodmiennie zdecydowanej i z własnym charakterem. Tym bardziej można się dziwić, że podoba jej się akurat idealnie nijaki główny bohater… ale cóż, miłość nie wybiera, a że w tym wypadku uzasadnienie jest jedno („ślina” wiążąca ją wyjątkowo silnie właśnie z Tsubakim), można wręcz uznać, że bohaterka zwyczajnie została obłożona klątwą przez jakąś mającą akurat zły dzień siłę wyższą. Z innych istotnych szczegółów charakterystyki postaci należałoby dodać, iż jej talent do posługiwania się nożyczkami zakrawa na geniusz – z tej strony, z której geniusz przechodzi w zdolności ponadludzkie (nie wspominając już o tym, gdzie te nożyczki nosi…).

Niestety, Urabe to właściwie jedyna udana postać – pozostałe w najlepszym razie pozostają widzowi obojętne, jak kolega ze szkoły Tsubakiego, Kouhei Ueno (panowie dobrali się po nijakości…), w gorszym – zwyczajnie irytują, jak Aika Hayakawa, dawna miłość bohatera (odpowiedzialna za bodaj najsłabsze odcinki serii), czy też starająca się zaprzyjaźnić z Urabe Ayuko Oka, postać może i nieźle skonstruowana z podstawowych składników, takich jak „pozornie miła powierzchowność”, „cynizm”, „znudzenie” i „gdzieś głęboko ukryta autentyczna życzliwość do świata”, ale przy tym jakaś oślizgła i nieprzyjemna. Prawdę mówiąc, mimo szczerych chęci, nie udało mi się polubić żadnej z postaci drugoplanowych.

Przechodząc do kwestii technicznych: projekty postaci nie zachwycają – specyficzny rysunek oczu i silnie zadarte nosy sprawiają, iż twarze bohaterów są raczej brzydkie. Do pewnego stopnia wynagradzają to tła, ładne i dość szczegółowe – dodatkowy plus należy się za efekty świetlne przy zachodach słońca, bardzo licznych z tego względu, że duża część akcji rozgrywa się podczas powrotów ze szkoły. Jak to w większości serii skierowanych przede wszystkim do męskiej części widowni bywa, fanserwis jak najbardziej jest obecny, jednak w ilościach umiarkowanych i nie odrzuca od ekranu. Seria ewidentnie nie miała dużego budżetu (w scenach zbiorowych statyści posłusznie dostosowują się do nieruchomych elementów krajobrazu), mimo to jednak grafika całkiem nieźle wywiązuje się ze swojego zadania, tworząc ciepły, nieco kameralny klimat. Bardzo podobała mi się za to muzyka, szczególnie ta w sekwencjach snów – doskonale podkreślała (a właściwie samodzielnie tworzyła) klimat. Jak to się zdarza w tego typu seriach, ścieżka dźwiękowa nie była zbyt bogata i utwory dość często się powtarzały, mimo to jednak nie miałam wrażenia wtórności i, jak dla mnie, muzyka stanowiła najlepszy element Nazo no Kanojo X.

Szczerze mówiąc, mam niejaki problem z oceną liczbową tej serii. Z jednej strony, gdyby spojrzeć na nią chłodno i realistycznie, zarówno poszczególne elementy fabuły (poza śliną), jak i bohaterowie (poza Urabe) są wtórni i bezbronni wobec krytyki niczym niemowlę wobec opancerzonego oddziału komandosów. Z drugiej jednak strony, spojrzenie chłodne i realistyczne rzadko jest w stanie uchwycić istotę rzeczy – tak jest i tym razem. Seria ma w sobie duże ilości ciepła i paradoksalnie niewinnego uroku, które to czynniki nie pozwalają mi wystawić oceny niższej niż 6 (co też czynię). Podejrzewam, że znajdą się widzowie, których seria zachwyci i oczaruje kameralnym klimatem, jak też tacy, których znudzi, zniesmaczy i odrzuci – mnie osobiście pierwsze odcinki podobały się bardziej niż naznaczony lekką tendencją spadkową środek, więc jeśli już sam początek się nie spodoba, radzę nie męczyć się dłużej. Z drugiej strony, nie zniechęcam do seansu, kto wie, a nuż się spodoba…

hitsujin, 28 lipca 2012

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Hoods Entertainment
Autor: Riichi Ueshiba
Projekt: Ken'ichi Konishi
Reżyser: Ayumu Watanabe
Scenariusz: Deko Akao
Muzyka: Tomoki Hasegawa