Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Forum Kotatsu

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

4/10
postaci: 5/10
fabuła: 5/10 muzyka: 3/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

brak

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Diablo)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Tomie: Forbidden Fruit

Rodzaj produkcji: film
Rok wydania: 2002
Czas trwania: 91 min
Tytuły alternatywne:
  • 富江 最終章~禁断の果実~
Gatunki: Horror
Postaci: Uczniowie/studenci; Rating: Przemoc; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Live action
zrzutka

Tomie, Tomie, nibyś już normalna a jednak dalej zdzira.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Grisznak

Recenzja / Opis

Zasiadając do tej recenzji, przypomniałem sobie mądre słowa pewnego mądrego człeka, który to stwierdził, że trzeba uważać, czego się sobie życzy, bo nasze życzenia mogą się spełnić. Ot i się w moim przypadku sprawdziło. Bo widzicie, tak oglądałem kolejne części Tomie i patrzyłem, jak praktycznie wszyscy faceci dostają na punkcie głównej bohaterki totalnego kota… Patrzyłem i zastanawiałem się, czy doczekam się dla odmiany Tomie z motywami yuri. W niniejszym filmie dostałem dokładnie to, czego chciałem. I pożałowałem tego…

Jako się powyżej rzekło, tym razem fabuła uwzględnia dwie główne bohaterki żeńskie. Tomie… i Tomie. Tak, bo scenarzyście widocznie nie chciało się kombinować z jakimś innym imieniem dla „normalnej” dziewczyny. Ale nieważne, ta „zwykła” Tomie jest tu wykreowana na utalentowaną literacko, ale kompletnie nieporadną dziewczynę wychowywaną tylko przez ojca i będącą w dodatku ofiarą złośliwości i prześladowań ze strony trzech „koleżanek” z klasy. Z tą „niezwykłą” Tomie spotyka się natomiast w sklepie jubilerskim, po czym nieomalże od razu zostają przyjaciółkami… A do tego wszystkiego dochodzi jeszcze wątek dawnej miłości ojca „zwykłej” Tomie. I mimo tego, że sam film zaczyna się tradycyjnie trupem, to o piątej Tomie można napisać wiele, ale nie to, że jest rasowym horrorem… A więc czym jest? Połączeniem romansu yuri z dramatem psychologicznym podlanym pewną dawką przemocy i obrzydliwości. Owszem, jest tu kilka scen, które można podciągnąć pod gatunek „horror”, ale tyle ich tu, co kot napłakał, a w dodatku byłyby w stanie przestraszyć chyba tylko bardzo młode osoby. Za to z powodzeniem są w stanie wzbudzić prawdziwe obrzydzenie…

Wspomniałem co nieco o kreacji „zwykłej” Tomie. A jak ma się sprawa z innymi postaciami? Dręczycielki to dręczycielki. Gdyby nie miały biustów, skwitowałbym je stwierdzeniem, że to typowe „dresy”, ale na taką łatwiznę iść się nie da. Rzeknę więc, że to typowe rozpieszczone bachory cierpiące na nadmiar wolnego czasu i brak jakichkolwiek twórczych zajęć. W związku z tym namiętnie oddają się dręczeniu słabszych. Sama Tomie przez pół filmu gra typową nastolatkę z nieco nietypowym poczuciem humoru, choć z czasem ukaże oczywiście swoje wyrachowanie. Powiedziałbym, że bliżej jej do kreacji z Tomie: Another Face, niż także omawianego przeze mnie Re­‑birth. Pozostaje jeszcze wspomnieć o tatku Tomie, a jest to moim zdaniem postać tu najciekawsza. Początkowo dość przeciętny, by nie rzec, że nieco nijaki, z czasem zdecydowanie się zmienia, stając się naprawdę niepokojącą osobowością.

Wspomniałem wyżej, że Forbidden Fruit trudno jest nazwać rasowym horrorem. Dlaczego? Ano dlatego, że film ten jest niemiłosiernie wręcz przegadany. Co prawda pierwszy trup pada już zaraz na początku, ale potem na kolejną żywszą akcję widz musi zaczekać dobre czterdzieści minut, a w horrorze taka rozwlekłość nie jest czymś szczególnie mile widzianym. W czasie tych czterdziestu minut mamy dialogi, dialogi i dla odmiany jeszcze trochę dialogów. Dalibóg, gdybym nie wiedział, co to za tytuł, to dałbym sobie głowę uciąć, że oglądam typowy romans, najwyżej z lekkimi naleciałościami paranormalnymi. Co prawda potem jesteśmy znów raczeni pewną ilością akcji, po której jednak znów następuje seria dialogów. No dobra, dialogów z postacią dość… nietypową, ale mimo wszystko dialogów. Swoją drogą, mogą one sprawić nieco radochy weteranom serii, bo sceny te zawierają sporo aluzji do pierwszej części sagi. Film jest jednak praktycznie pozbawiony efektów specjalnych czy jakiejś dynamiki scen. Trafiają się co prawda wyjątki od reguły, ale są one zasadniczo kroplą w morzu. W przeciwieństwie do poprzednich części, brakuje tutaj też ciekawych scenerii. Większość tych niedociągnięć zostaje trochę nadrobiona w końcówce, ale zanim widz do niej dotrze, to i tak przyjdzie się mu z tą odsłoną Tomie pomęczyć.

I cóż mogę rzec w kilku słowach podsumowania… Nie wiem, komu polecić ten film. Fani Tomie, a więc zapewne także horrorów, będą narzekać na dłużyzny, małą ilość akcji i skupienie się na emocjach bohaterów. A osoby, dla których najważniejsza jest gra emocji i romans, których tu w sumie nie brakuje, ryzykują frustrację i odruchy wymiotne spowodowane kilkoma elementami horrorowatymi i dwulicowością „prawdziwej” Tomie. A więc i tak źle, i tak niedobrze… Niech za film zabiorą się najwięksi fani Tomie, tacy, którzy uwielbiają tę postać tak bardzo, że nie wyobrażają sobie nieobejrzenia lub nieprzeczytania czegoś, w czym występuje ich ulubienica. Ode mnie film dostaje 4.

Diablo, 9 maja 2013

Twórcy

RodzajNazwiska
Autor: Junji Itou
Reżyser: Shun Nakahara