Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Yatta.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

5/10
postaci: 5/10 grafika: 6/10
fabuła: 3/10 muzyka: 5/10

Ocena redakcji

5/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 4,50

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 1
Średnia: 6
σ=0

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Enevi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Circuit Angel: Ketsui no Starting Grid

Rodzaj produkcji: seria OAV
Rok wydania: 1987
Czas trwania: 45 min
Tytuły alternatywne:
  • Circuit Angel: Resolving Starting Grid
  • サーキットエンジェル 決意のスターティング・グリット
Postaci: Uczniowie/studenci; Rating: Nagość; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Realizm
zrzutka

Nastolatka i jej wierny stalowy rumak… Czterdzieści pięć minut nudne jak niejedna lekcja znienawidzonego przedmiotu.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Siedemnastoletnia Mariko uwielbia jeździć na motocyklu, czym spędza sen z powiek ojcu, który martwi się córkę, zwłaszcza że praktycznie sam ją wychowywał. I martwi się słusznie, gdyż może i dziewczyna ma talent, ale niestety także mnóstwo młodzieńczej lekkomyślności. Pewnego razu Mariko wymyka się z domu, by wraz z przyjaciółmi pojechać do gorących źródeł. Jej popisy na trasie zwracają uwagę Shou Nabeshimy, syna dyrektora korporacji produkującej m.in. motocykle. Czy coś wyniknie z tego spotkania? I co wspólnego z całą sprawą ma znajomy właściciel baru, pan Nanase?

Co z tego wszystkiego wyniknie? Jak się ostatecznie okazuje, nic. Circuit Angel jest produkcją mało znaną i można rzec, właściwie zapomnianą. W sumie nic w tym dziwnego. Z opisu na jednej ze stron internetowych wynikało, iż będzie to krótka, ale być może interesująca historia o nastolatce, której marzeniem jest kariera motocyklistki i udział w Grand Prix. Opis opisem, a rzeczywistość ma się niestety zupełnie inaczej. Trudno właściwie napisać, o czym konkretnie jest ta krótka OAV, mimo że scenariusz jest przejrzysty i prosty jak budowa cepa. Niby coś się tu przez te ponad czterdzieści minut dzieje, ale ostatecznie donikąd nie dojeżdżamy (może poza jednym wątkiem, ale ten jest mało istotnym dodatkiem). Dramatyczna przeszłość pewnego pana, wredny i wyrachowany szef korporacji, Mariko, jej przyjaciele oraz ich wspólna pasja. Skąd, jak, gdzie i po co? Można pytać, i tak się nie dowiemy. Spodziewanych marzeń o karierze nie zastano, dostajemy za to kłótnię przedszkolaków i jej następstwa. Słowem, coś jakby wycinek z większej historii, która opowiedziana nieco inaczej, mogła zainteresować. Niestety, problem z przeszłości nie zostaje rozwiązany, chore ambicje dyrektora są jedynie muśnięte, a miłości do jednośladów nie udało się pokazać w ogóle. Ot, jeżdżą i hałasują. Fabuła wyraźnie nie miała się o co zaczepić i w konsekwencji dryfuje sobie leniwie bez celu. Tak leniwie, że widzom szybko się to znudzi, bo zakończenie wydaje się bardziej niż oczywiste. Na zwroty akcji nie ma co liczyć, nikt o nich w tych okolicach nie słyszał, wyginęły wieki temu.

Dzięki bogom, że Mariko nie okazuje się biuściastą, ładniutką i równie głupiutką heroiną, bo wtedy już w ogóle nie dałoby się tego oglądać. Nie jest zbyt inteligentna, za to zdecydowanie porywcza, ale nie irytuje, raczej nie wywołuje jakichkolwiek emocji. Ot, biega sobie po ekranie. Reszta też jest i dzielnie wtóruje protagonistce w jej „byciu”. Znajomi Mariko pojawiają się tam, gdzie potrzeba sztucznego tłumu, Shou, gdy trzeba namieszać (bo jego „fascynacja” umiejętnościami bohaterki nawet nie kiełkuje), a z braku laku z jego ojca zrobiono coś, co od biedy można nazwać „antagonistą”, ale to chyba byłaby obraza dla wszystkich wyrazistych Geniuszy Zła, więc może pozostanę przy określeniu „knuj”. Chyba jedyną postacią, która wzbudziła we mnie jakąkolwiek sympatię, jest ojciec Mariko (choć z początku wydaje się niezbyt zachęcający), który całkiem słusznie martwi się o swoją lekkomyślną pociechę, gdyż ma tylko ją jedną, a zachowanie bohaterki zdecydowanie nie nastraja optymistycznie. Mimo to, kochający tata potrafi zrozumieć pasję jedynaczki i nie zabrania jej jazdy na motorze. Jak wspomniałam, mamy do czynienia z kartką wyrwaną ze środka zeszytu, więc o samych postaciach nie dowiadujemy się prawie nic, a niestety to, co znalazło się w scenariuszu, brzmi średnio zachęcająco.

Chyba najlepiej z całej tej jednoaktówki wypada oprawa graficzna, która nie straszy, nie oczarowuje, ale prezentuje się całkiem solidnie. Można by rzec: żelazny standard tamtych czasów, a jakby się uważnie przyjrzeć, to niektóre młodsze tytuły mają się pod tym względem dużo gorzej. Projekty postaci to zdecydowanie tzw. „stara szkoła”, ale miłośnicy starszych produkcji powinni się dzięki temu poczuć jak w domu. Tła i kolorystyka wyglądają całkiem nieźle, wszystko jest w miarę szczegółowe i odpowiednio wyraziste. Animacja to zdecydowanie nie pokaz fajerwerków, ale ruch jest w miarę płynny i choć część ujęć się powtarza, naprawdę nie ma na co zbytnio narzekać. Widać jednak, że bardzo chciano przyciągnąć widzów do tego tytułu (chyba że to też standard tamtych lat…) i już w czołówce dostajemy majtki Mariko, którym potem towarzyszy kilka scen kąpielowych. Całkiem zbędnych oczywiście, ale to już kwestia gustu. Muzyka… Coś tam w tle brzdąkało co jakiś czas, ale przyznam, że niewiele z tego pamiętam. Do zestawu dodano też dwie j­‑popowe pioseneczki, bardzo typowe i wyjątkowo nie na temat, ale to chyba przypadłość znakomitej większości openingów i endingów.

Drodzy miłośnicy jednośladów i anime sportowych – bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia możecie ominąć Circuit Angel szerokim łukiem, chyba że jesteście na wyjątkowym głodzie i sam widok stalowych rumaków zaspokoi Wasze mało wygórowane wymagania. Tak naprawdę jednak nie warto tracić nawet tej jednej godziny lekcyjnej, bo jest wiele ciekawszych rzeczy, które może w tym czasie zrobić. Ale jeśli już tak bardzo będzie Wam się nudzić, to możecie się spodziewać prostej, niezbyt odkrywczej, a co gorsza zwyczajnie nudnej historyjki z motocyklami w roli gadżetów.

No dobrze, odkopaliśmy, zbadaliśmy, czas zakopać. Niech spoczywa w pokoju.

Enevi, 2 czerwca 2012

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Studio Unicorn
Projekt: Chuuichi Iguchi
Reżyser: Yoshikazu Tochihira
Scenariusz: Mami Watanabe
Muzyka: Yoshiaki Oouchi, Yoshitaka Kuratomi