Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Otaku.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 7/10 grafika: 5/10
fabuła: 6/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,67

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 285
Średnia: 8,29
σ=1,33

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Bakuman 3

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2012
Czas trwania: 25×24 min
Tytuły alternatywne:
  • バクマン。3
Gatunki: Dramat, Komedia, Romans
Widownia: Shounen; Postaci: Artyści, Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Realizm
zrzutka

Kelner, trzeciego schaboszczaka poproszę! Tym razem lepiej podsmażonego.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Trzecia seria Bakuman bezpośrednio kontynuuje wydarzenia poprzednich części. Premierowy rozdział nowej mangi Ashirogi Mutou – PCP – zajmuje pierwsze miejsce w rankingu popularności, a zatem powoli zaczyna się otwierać szansa na adaptację tegoż tytułu w postaci anime. Życie okaże się jednak nie tak proste, a chwilowa radość i zapał przeradzają się w ciężką pracę i trudne chwile. Przed Mashiro i Takagim wyłania się droga na szczyt, kręta, stroma i niebezpieczna. Rywale również nie spoczną na laurach.

Do kolejnego już anime o życiu młodych mangaków podchodziłem bez entuzjazmu. Pierwsze dwa sezony były momentami nużące i przedramatyzowane, krótko mówiąc: zachwycony nimi nie byłem. Podobne obawy miałem też przed emisją nowych odcinków. Bałem się syndromu wielu tasiemcowych shounenów – wypalenia twórców i spadania poziomu coraz niżej, zanudzenia widza, po czym ratowania się kiepskimi, wtórnymi pomysłami. Na szczęście te obawy się nie potwierdziły.

Chyba największym sukcesem najnowszego Bakumana jest odnalezienie złotego środka pomiędzy dramatem a rozwojem akcji. Problemy w życiu zawodowym bohaterów wprost idealnie rozłożono na czas trwania serii, przez co unika ona melodramatycznych dłużyzn, które zdarzały się poprzednio. Całość była napchana wydarzeniami, zwrotami akcji, momentami sukcesu, ciężkiej pracy i odpoczynku, nie nudząc widza ani przez chwilę. Stało się to możliwe dzięki wykorzystaniu zdarzeń i doświadczeń bohaterów zebranych z kilku już lat życia i pracy. Tutaj mogę złożyć ukłon w stronę twórców, dokonali rzeczy, jakiej nie widuje się często w przypadku długich serii – zrobili użytek z tego wszystkiego, co działo się wcześniej, uzyskując bardzo przekonujący obraz dojrzewania postaci, rozwoju ich umiejętności, rozwiązywania napotkanych problemów. Gdy teraz przypominam sobie dwa poprzednie sezony, moja pamięć zgrabnie łączy całość w jedną ciągłą historię.

Jak już wspomniałem wcześniej, autorom udało się dobrać odpowiednie tempo akcji. Zamiast skupiać się na problemach Ashirogiego Muto, osią fabuły stała się rywalizacja pomiędzy wszystkimi bohaterami. Udało się dzięki temu osiągnąć znacznie bardziej żywą i po prostu ciekawszą akcję, a także bliżej przedstawić resztę autorów rysujących dla „Shounen Jack”. Zafascynował mnie pojedynek między Eijim a drużyną Fukudy. Trwająca kilka odcinków rywalizacja sprawiła, iż z niecierpliwością oczekiwałem kolejnych odcinków. Koncentracja akcji pokazanej z kilku punktów widzenia sprawiła, iż był to chyba najlepszy epizod w przeciągu wszystkich siedemdziesięciu pięciu odcinków.

Zdecydowanie gorzej wypadło wprowadzenie czarnego charakteru, czyli Tooru Nanamine. Sam pomysł był dość oryginalny – w grupkę zaprzyjaźnionych ze sobą rysowników nagle wrzucono gościa z absolutnie odmiennym od nich podejściem do mangi i charakterem. Początkowo udawał sympatycznego fana autora swojej ulubionej mangi – Kane to Chie, ale z czasem ukazał całą swoją arogancję, zazdrość i przesadną pewność siebie, czyli zachowania nieodpowiedzialne i nieprzystające profesjonalnemu mangace. Nie myślcie jednak, że o cechy jego charakteru mi chodzi, pod tym względem muszę przyznać, iż stworzono antagonistę pełną gębą, którego znienawidziłem od pierwszej chwili. Problem leżał gdzie indziej – w sposobie prezentacji i wynikach jego twórczości, a także w ukazaniu samego pojedynku pomiędzy nim a bohaterami. Nie kupuję historii, gdzie na scenę wkracza kompletnie nowa osoba, wszyscy się nią zachwycają, a w momencie, w którym ukazuje swoją prawdziwą twarz, jego manga i metoda jej tworzenia momentalnie się załamują. Wyszedł z tego nudny, nieciekawy pojedynek, który nie potrafił mnie zainteresować.

Niestety, główny wątek romantyczny serii doczekał się kontynuacji w podobnym tonie, co i poprzednio. Początkowo miałem nadzieję, iż Mashiro i Miho wyjdą poza związek „SMS­‑owy”, ale szczerze się zawiodłem. Dalej z uporem osła ciągnięto tę beznadziejną, kompletnie absurdalną i niedorzeczną relację między dwojgiem młodych ludzi. Tak się po prostu nie da. Dwójka ludzi od dziesięciu lat żyjących w separacji, praktycznie niewidujących się ze sobą, nie może ot tak być w sobie zakochanych i chcieć wziąć ślub. W tym przypadku to jeszcze gorsza sytuacja, aniżeli małżeństwo dwóch całkowicie obcych osób – przez te wszystkie lata obydwoje idealizowali siebie nawzajem. Wyobrażam sobie, że w momencie, w którym wkroczą we wspólne życie, nagle okaże się, iż ich codzienne zachowania, które były dla nich naturalne, mogą nie spodobać się drugiej stronie. Mashiro może nie opuszczać deski od sedesu, a Azuki mieć okres i tu nagle zdziwienie – jak to? To mój ukochany/na jednak ma jakieś wady? W takim przypadku poprosiłbym o epilog ze sprawą rozwodową, góra po miesiącu od ślubu. Pomijając zły pomysł, można było z tego wybrnąć obronną ręką. Niestety, upór bohaterów w sprawie dosłownego dotrzymania niedojrzałej obietnicy sprawił, że wyszedł z tego wątek absurdalny.

Kilka nieprzyjemnych rzeczy trzeba też powiedzieć o oprawie wizualnej. Jak na serię traktującą o autorach mangi i zwracającą wielką uwagę na jej aspekty wizualne, sezon otrzymał wprost fatalną oprawę graficzną. Postaci deformowały się nawet na pierwszym planie, a momentami, po przejściu na drugi plan, można było je rozpoznać najwyżej po kolorze włosów. Miałem wrażenie, że ilość tak fatalnych scen co najmniej podwoiła się względem pierwszego sezonu. Tła trzymały normalny, przeciętny poziom, do widoku pracowni bohaterów zdążyłem się już po prostu przyzwyczaić. Różnorodność lokalizacji była niewielka, co też mogło sugerować wprowadzane oszczędności. Trudno mi ocenić animację, ponieważ unikano jej jak ognia, minimalizując ilość ruchu postaci. Wyglądało to poprawnie i chyba tylko tak można ją określić. Podobnie ma się sprawa ścieżki dźwiękowej. Do bólu poprawna, po prostu jest. Utwory w tle się pojawiają, mamy czołówkę, ending, i wszystko jednym uchem wpada, a drugim wypada. Momentów, aby wykazać się muzycznie, było sporo, nie skorzystano jednak z nadarzających się okazji.

Trudno jednoznacznie ocenić ostatnią część Bakumana. Z jednej strony udanych momentów było sporo, z drugiej kilka spraw można było rozwiązać lepiej, co pozostawiłoby lepsze wspomnienia w pamięci widza. Muszę jednak przyznać, iż tę część oglądało mi się najlepiej ze wszystkich serii. Na pewno jest to lektura obowiązkowa dla wszystkich fanów tytułu i chyba tylko dla nich. Trzeba pamiętać, że mamy tu do czynienia z bezpośrednią kontynuacją fabuły poprzednich serii, więc nie ma mowy o zaczęciu oglądania właśnie od tej odsłony – widz po prostu nic nie zrozumie.

Pisząc tę recenzję, cały czas zastanawiałem się, jak podsumować całość, i chyba pokuszę się właśnie o kilka słów na ten temat. Sam pomysł wyjściowy naprawdę mi się spodobał, chociaż część elementów okazała się nietrafiona, a seria momentami była zbyt mocno przedramatyzowana, zaś momentami zbyt rozwleczona i nudna. Do tego wepchnięto ten nieszczęsny romans, który mimo tragicznego założenia można było wyprowadzić na prostą – tego jednak nie zrobiono. Z drugiej strony zdarzały się odcinki, które mnie naprawdę zainteresowały i bawiły, trzymały przy ekranie. Jednego jestem pewien – nie tknąłbym większości mang, które zostały narysowane przez postaci z tegoż anime. Otwarcie mówiono, iż są to dzieła, które nie mają na celu przedstawienia ciekawej historii, wprowadzenia czytelnika w rozbudowany świat, zaprezentowania oryginalnego pomysłu, a tylko wymieszanie jak największej liczby popularnych elementów, aby się sprzedało. Nie wiem, jak wygląda realny rynek mangi na chwilę obecną, patrząc jednak na kolejne premiery anime widzę, iż co nieco prawdy w tym zapewne jest. Jest też coś, co zdecydowanie należy pochwalić. Studio, które wybrało taką metodę ekranizacji mangi, powinno dostać brawa. Ponad siedemdziesiąt odcinków wyemitowane w jednym ciągu (w sumie półtora roku) byłoby dla sporej grupy osób nie do przebrnięcia. Półroczne przerwy na pewno dobrze wpłynęły na odbiór cyklu, dając widzom czas na odpoczynek od bądź co bądź, momentami nudnego anime.

Najnowsza seria aspirowała do wyższej oceny, ale przez popełnione błędy tylko od spodu puka w lepszy poziom. Dostaje ode mnie sześć z plusem, głównie za fascynujący pojedynek z drugiej połowy. Jeśli chodzi o ogólną ocenę wszystkich siedemdziesięciu pięciu odcinków, to sądzę, iż sześć byłoby również odpowiednie, tylko już bez plusika.

Piotrek, 5 maja 2013

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: J.C.STAFF
Autor: Takeshi Obata, Tsugumi Ooba
Projekt: Tomoyuki Shitaya
Reżyser: Ken'ichi Kasai, Noriaki Akitaya
Scenariusz: Reiko Yoshida
Muzyka: Audio Highs