Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Otaku.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
grafika: 8/10
fabuła: 5/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

5/10
Głosów: 3
Średnia: 5,33
σ=0,94

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Avellana)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Precure All Stars DX3: Mirai ni Todoke! Sekai o Tsunagu Nijiiro no Hana

Rodzaj produkcji: film
Rok wydania: 2011
Czas trwania: 70 min
Tytuły alternatywne:
  • プリキュアオールスターズDX3 未来に届け!世界をつなぐ☆虹色の花
  • Pretty Cure All Stars DX3: Reach the Future! The Rainbow Flower that Connects the World
Gatunki: Przygodowe
Widownia: Shoujo; Postaci: Magical girls/boys, Uczniowie/studenci; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Magia
zrzutka

Połączony siły Pretty Cure po raz kolejny muszą ocalić świat… Przed kim tym razem?

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: tsui_mokei

Recenzja / Opis

Ponieważ Precure All Stars DX3 wszedł do kin na początku emisji serii telewizyjnej Suite Precure, centralnymi postaciami są rzecz jasna Hibiki i Kanade. Na pokazie mody w ogromnym centrum handlowym całkiem przypadkiem (i całkiem dosłownie) wpadają na bohaterki wcześniejszych tytułów z cyklu Precure. Zanim jednak zdążą się lepiej poznać, cała okolica zostaje dosłownie zalana powodzią uroczych maskotek i zmienia się nie do poznania, łącząc w sobie elementy najrozmaitszych magicznych światów. Co się stało? Najwyraźniej osłabła z jakichś powodów moc kwiatu nazywanego Prism Flower, będącego źródłem energii magicznej umożliwiającej podróże między światami. Chwilę potem – jak nietrudno się domyślić – okazuje się, czyja to sprawka. Przed zdumionymi bohaterkami pojawia się zestaw Złych z poszczególnych filmów kinowych. Zaraz, ale jak to możliwe, skoro część z nich została ubita na śmierć, a część wyrzekła się zła i nie powinna już stanowić zagrożenia? Czyżby stała za tym nowa, potężna i mroczna siła, której celem jest zniszczenie Prism Flower?

Do siedemnastu bohaterek z All Stars DX2 dołączyły – oprócz Hibiki i Kanade – także Cure Sunshine i Cure Moonlight, które w Heartcatch Precure! pojawiły się zbyt późno, by wziąć udział w poprzednim filmie (tu z kolei nie spotkamy jeszcze Cure Beat i Cure Muse ze Suite Precure). Zajęcie czymś dwudziestu jeden dziewcząt nie jest proste, ale twórcy zrobili wreszcie to, na brak czego narzekałam przy pierwszej „zbiorczej” kinówce – rozdzielili je na przemieszane zespoły (uroczo dobrane kolorystycznie). Każdy zestaw w świecie, stanowiącym mieszankę dwóch ponurych światów, musiał się zmierzyć z innymi przeciwnikami – wspomnianymi Złymi, ale także pospolitymi „potworami tygodnia”. Niestety, tego potencjału nie udało się wykorzystać – i to nie ze względu na zbyt dużą liczbę postaci (co byłoby nasuwającym się wyjaśnieniem), ale ze względu na ograniczenia związane ze sztywną fabularnie konstrukcją filmu.

Rozdzielenie bohaterek trwa zbyt krótko i nie pozwala na pokazanie możliwości kryjących się w zupełnie innych niż zazwyczaj zespołach. Wiadomo bowiem, że po etapie borykania się z pomniejszymi wysłannikami ciemnych mocy musi nastąpić walka z ich szefem, koniecznie uwzględniająca wspólne (z widzami kinowymi) machanie latareczkami. Tutaj tenże szef – nazwany złowieszczo Black Hole – jest bardzo rozczarowujący. Owszem, to zagrożenie na skalę praktycznie kosmiczną, ale przy tym (z konieczności), okropnie statyczne. Bohaterki w finale celują po prostu do nieruchomej tarczy – złowieszczej i planetożernej, ale jednak. Próba ubarwienia tego dramatyczną decyzją, jaką muszą podjąć dziewczęta, może podziałać tylko w przypadku osób, które kompletnie nie znają cyklu (a po co miałyby one oglądać tę kinówkę?) i nie wiedzą, że tutaj wszystko obowiązkowo musi się kończyć dobrze.

Podobnie jak poprzednio, zdecydowanie zmarginalizowano rolę „starszych” Pretty Cure na rzecz Hibiki i Kanade, co ostatecznie nie było najgorszym pomysłem – film potrzebuje jednak jakichś głównych bohaterek. Inna rzecz, że nie bardzo mają się one możliwość wykazać, bo ani nie dysponują jeszcze doświadczeniem, ani odpowiednio potężnymi atakami (na które przyjdzie pora dopiero pod koniec Suite Precure), by próbować przyćmić wojowniczki z zakończonych serii, które zdobyły już wszystkie możliwe gadżety i poziomy doświadczenia. Skoro o gadżetach mowa – wśród maskotek pojawia się oczywiście Hummy, ale całkowicie pominięto istnienie Fairy Tones, które w Suite Precure są bohaterkom niezbędne do transformacji. To tylko jedna z licznych „dziurek” fabularnych tego typu: coraz wyraźniej widać, że zbiorcze kinówki mimo wszystko są alternatywne w stosunku do odpowiednich światów serii telewizyjnych i nie mogą być z nimi w pełni spójne.

Jedyną rzeczą, na jaką można narzekać w przypadku grafiki, jest coraz wyraźniejsza rozbieżność między projektami postaci z różnych serii – widoczna szczególnie w przypadku bohaterek Heartcatch Precure! i Suite Precure. Poza tym dostajemy standard, chociaż można też kręcić nosem na recykling – piękne (choć dość statyczne) tła pomysłowo łączą koncepty z różnych filmów, a pomniejsze potworki zostały żywcem przeniesione z serii telewizyjnych. Własnego i oryginalnego wkładu ten film praktycznie nie ma – każdy jego element był już kiedyś wykorzystany – ale trzeba uczciwie powiedzieć, że jest kolorowy, przyjemny dla oka i generalnie prezentuje poziom, jakiego można się spodziewać po stosunkowo nowej kinówce. Typowa już dla cyklu sekwencja taneczna znalazła się tu w czołówce, której towarzyszy kolejna mutacja piosenki Kirakira Kawaii! Pretty Cure Daishuugou, łączącej motywy z openingów serii telewizyjnych. Znacznie ciekawsza jest Arigatou ga Ippai przy napisach końcowych – animacja składa się z przypominających poszczególne maskotki fragmentów serii, ale tu nie należy narzekać na wtórność, bo zabieg był w pełni celowy i pasujący do fabuły. Reszta muzyki pozostaje w normie, chociaż można zauważyć większy chyba niż poprzednio udział komiczno­‑wodewilowych melodyjek, które – towarzysząc niektórym potyczkom – zapewne celowo niwelują jakikolwiek klimat zagrożenia.

Czy przy takiej liczbie bohaterek można w ogóle stworzyć ciekawy film? Uważam, że tak, ale nie w przypadku, gdy dodatkowym ograniczeniem staje się odfajkowanie obowiązkowych punktów scenariusza. W sumie rzecz głównie (jeśli nie wyłącznie) dla fanów cyklu, którym koniecznie zależy na poznaniu go w całości. Ogląda się to sprawnie i szybko, ale nie znajdziecie tu absolutnie niczego ponad to, co już było. Nawet kilka razy.

Avellana, 13 sierpnia 2013

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Toei Animation
Autor: Izumi Toudou
Projekt: Akira Inagami, Akira Takahashi, Hisashi Kagawa, Mitsuru Aoyama, Toshie Kawamura, Yoshihiko Umakoshi
Reżyser: Narumi Kuroda, Takashi Ootsuka
Scenariusz: Isao Murayama
Muzyka: Naoki Satou