Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 7/10 grafika: 7/10
fabuła: 3/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

5/10
Głosów: 4 Zobacz jak ocenili
Średnia: 4,75

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 98
Średnia: 6,74
σ=1,83

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Haiyore! Nyaruko-san W

zrzutka

„Cthulhu, Cthulhu, Hastur, Hastur, nie mam macek jedenastu”. Co niektórych pewnie ucieszy, bo fani japońskiego absurdu znów znajdą porcję odrealnionej wariacji na temat nie mniej nierealnych opowieści mrocznych a plugawych.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Muszę przyznać, że nie jest mi łatwo pisać niniejszą recenzję. Bynajmniej nie dlatego, że Haiyore! Nyaruko­‑san W to seria wybitna, czy też choćby szczególnie bliska mojemu sercu. Nic z tych rzeczy. Cthulhu utopiony w tym, że mój szanowny poprzednik, Cthulhoo, pisząc nieco ponad rok temu recenzję pierwszego sezonu tej serii, popełnił tekst rzetelny, rozbudowany i poprawny. Wypunktował w nim wszystkie zalety i wady, ukazał świat i bohaterów. I na tym właśnie polega mój problem, gdyż sezon drugi, który zamierzam tu przybliżyć, jest w większość nieomalże identyczny ze swoim poprzednikiem. Nie ma tu żadnej rewolucji, zamiast której mamy tylko ostrożną ewolucję. I w tym cały jest ambaras, jak to ocenić, by o plagiat Cthulhoo nie być posądzonym zaraz?

Jak się już dociekliwy czytelnik domyśla, fabuła Nyaruko­‑san W stanowi płynną kontynuację wydarzeń z poprzedniego sezonu, z tym że pierwszy odcinek służy jako swego rodzaju przypomnienie dotychczasowych wydarzeń oraz bohaterów. Reszta natomiast prezentuje się standardowo. Mamy więc kolejny pokaz perypetii miłosno­‑erotycznych na linii Mahiro, Nyaruko, Kuuko i Hasuta, ze zwierzaczkiem Shantakiem na dokładkę. Bohaterowie, a wraz z nimi widzowie, odwiedzą między innymi największą bibliotekę wszechświata, aquapark, będą biwakować nad rzeczką, wparują na pewną wyspę, a nawet odwiedzą Krainę Marzeń (która ma, jak na mój gust, z marzeniami tyle wspólnego, co koń z koniakiem). I choć kilka początkowych odcinków może sugerować pewną więź przyczynowo­‑skutkową pomiędzy kolejnymi epizodami, to koniec końców i tak wychodzi na to, że większość odcinków stanowi niezależne historie. Na plus jednak trzeba zaliczyć tej serii, że zamyka ona kilka otwartych w poprzednim sezonie wątków i wprowadza co najmniej jedną nową istotną postać, która zdrowo namiesza w relacjach między bohaterami.

No właśnie, postaci. Co prawda większość czasu antenowego upływa w znanej i przez fanów pewnie lubianej mgiełce totalnego absurdu i pogardy dla mrocznego klimatu stanowiącego podstawę mitologii Lovecrafta, to doczekamy się kilku poważniejszych wątków i rozmów, które wreszcie ruszą nieco kwestię stosunków uczuciowych na linii Mahiro­‑Nyaruko. Muszę jednak ostudzić nadzieje co poniektórych, bo żadnego wielkiego kroku naprzód tu nie będzie, choć zdecydowanie widać pewną poprawę. Poza tym jednak postaci są pod względem charakterów praktycznie takie same, jak w sezonie pierwszym. Mahiro to zdystansowany i nijaki drań bez uczuć, ukrócający miłosne umizgi Nyaruko widelcem. Sama Nyaruko jest nadal radosna, beztroska i trochę głupawa, skupiająca się na wizjach posiadania dziecka z Mahiro (co ona w nim, na litość, widzi?) oraz opędzaniu się od umizgów Kuuko. Ta z kolei, mimo że nadal zapatrzona w swoją Nyaruko, coraz częściej zwraca też uwagę na swojego „młodzieńca”. No i jest też oczywiście Hasuta, który wciąż gra rolę słodkiego do bólu młodszego braciszka i po swojemu stara się skraść serce Mahiro. A oprócz tego występują też mama Mahiro, „ośmiorniczka” Ruuhii, no i przyjaciele z klasy Mahiro, Yoichi, którego jest jeszcze mniej niż wcześniej i Kurei, która doczekała się wreszcie większej ilości czasu antenowego, a nawet poświęconego jej endingu! Ale ogólnie rzecz biorąc, nadal jest tylko bohaterką dalekiego drugiego planu.

Pomówiliśmy o fabule, pomówiliśmy o postaciach, czas więc na gwóźdź programu, czyli poczucie humoru. A to, niespodzianka!, prezentuje się bardzo podobnie do tego, co znamy z sezonu pierwszego. Tyle tylko, że jakby trochę mniej tu miłosnej natarczywości Nyaruko, której miejsce zajmują pozostałe postaci z obsady, co jak sądzę, wyszło tej serii w sumie na dobre. Mniej też jest fanserwisu, co jednak nie oznacza, że tu nie występuje. Na szczęście jednak pozostał na tym samym, nienachalnym poziomie, co kiedyś. Mamy więc stare dobre sztuczki z widelcami (i tak à propos, okaże się wreszcie, skąd Mahiro je bierze. Ja tylko zdradzę, że okazuje się, że nie jest on nieślubnym owocem chwili słabości ojca Andersona z Hellsinga), mamy żarty z wątków yaoi i yuri, mamy nabijanie się z sesji RPG, no i obowiązkowe aluzje do znanych bądź nieznanych serii anime i filmów, także zachodnich. Innymi słowy, nihil novi, ale jeśli komuś podobał się sezon poprzedni, to teraz też powinien być zadowolony.

Niewiele także zmieniło się pod względem graficznym. Te same modele postaci, te same tła i animacje. Częściowo ta sama muzyka. Co oznacza oczywiście, że jest często gęsto kolorowo, radośnie i płynnie. Mniej tutaj jednak mroku, którym miejscami epatowała poprzednia seria i zdecydowanie mniej tutaj scen walk. Choć gdy te się już pojawią, to obfitują w ładne efekty, są dynamiczne i mają całkiem sporo ikry, choć jednocześnie są zupełnie bezkrwawe, tak więc niesmaku w nikim nie wzbudzą. Większe zmiany nastąpiły za to w kwestii muzycznej. Niestety, twórcy zrezygnowali z poprzedniego, rzekłbym że genialnego openingu, chociaż nowy utwór jest całkiem sympatyczny. To jednak zdecydowanie nie to samo… Z drugiej strony, twórcy zaszaleli z endingami, gdyż jest ich w sumie aż pięć rodzajów. I każdy oczywiście z własną animacją towarzyszącą i muzyką. Ta ostatnia jest zresztą dużo lepsza od dosyć nijakiego utworu towarzyszącego nam w poprzednim sezonie.

Czas napisać podsumowanie tej, wbrew moim obawom nie tak krótkiej, recenzji. Haiyore! Nyaruko­‑san W zostało stworzone w myśl złotej zasady sequla, czyli „jeszcze więcej tego samego w lepszej formie”. Nie przeczę, są tu zauważalne pewne zmiany, rozwinięcia doczekał się najistotniejszy wątek fabularny, a i doszło nieco nowych postaci oraz przesunięto trochę ciężar prezentowanego humoru, ale z grubsza rzecz biorąc, dostajemy dokładnie to samo, co wcześniej. Jest głupawo, jest absurdalnie, jest prześmiewczo. Jeśli kogoś poprzedni sezon odrzucił, dwójki nie ma nawet po co ruszać, a jeśli ktoś po obejrzeniu poprzednich dwunastu odcinków krzyczy „jeszcze!”, może brać się za drugi sezon w ciemno. Ja po obejrzeniu ostatniego odcinka czułem się już nieco zmęczony zastosowaną formułą, a w efekcie moje ogólne odczucia były mniej entuzjastyczne niż po obejrzeniu „jedynki”. Mogło być to jednak spowodowane tym, że oba sezony oglądałem jeden po drugim.

Diablo, 6 grudnia 2014

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: XEBEC
Autor: Manta Aisora
Projekt: Koin, Masaaki Takiyama
Reżyser: Tsuyoshi Nagasawa
Scenariusz: Noboru Kimura
Muzyka: Monaca