Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 10/10 grafika: 4/10
fabuła: 10/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

4/10
Głosów: 12
Średnia: 3,92
σ=2,4

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Tassadar)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Gifuu Doudou!! Kanetsugu to Keiji

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2013
Czas trwania: 25×24 min
Tytuły alternatywne:
  • 義風堂々!! 兼続と慶次
Gatunki: Przygodowe
Widownia: Seinen; Postaci: Samuraje/ninja; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Przeszłość
zrzutka

Postacie historyczne jako nauczyciele obyczajowości i mentalności obywateli dawnej Japonii. Hołd złożony Tetsuo Harze i pośrednio jednej z najlepszych mang historycznych początku lat 90.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Japonia z czasów samurajów jest z przyczyn oczywistych wyjątkowo atrakcyjnym tematem dla producentów mang i anime. Nie ma w zasadzie sezonu, w którym nie pojawiłby się tytuł nawiązujący do tego okresu w sposób zależny od chwilowej mody (w czasie powstawania niniejszego tekstu wyjątkową popularnością cieszył się słynny pan feudalny, Oda Nobunaga). Jednak o ile mnogość rzeczywistych postaci, miejsc i wydarzeń, mogłaby niejednokrotnie wprawiać w zdumienie nawet wyjątkowo skrupulatnego historyka, to ze względu na wybitnie rozrywkowy charakter większości serii nie sposób z przekonaniem stwierdzić, że podchodzą one do tematu w sposób wiarygodny. Nie jest to wada per se, ale widzowie spragnieni większej dozy realizmu historycznego muszą się nieźle napocić, by znaleźć coś odpowiadającego ich gustom. Gdy więc dowiedziałem się o planowanej ekranizacji mangi Tetsuo Hary, znanego przecież z absurdalnie przerysowanego Hokuto no Ken, niespecjalnie chciałem uwierzyć, że nowe anime miałoby cokolwiek w tej materii zmienić.

Moich wątpliwości, jak zresztą zapewne wielu innych widzów, nie rozwiały materiały promocyjne ukazujące samurajów o sylwetkach zawodowych kulturystów, otoczonych płatkami kwiatów wiśni i odzianych w barwne szaty, w których przypominali tropikalne motyle. Jeśli uwzględnić jeszcze stronę techniczną serii, która ze względu na mizerny budżet prezentuje się momentami wyjątkowo szkaradnie, pierwszy kontakt z Gifuu Doudou!!: Kanetsugu to Keiji dla niejednego może być przeżyciem testującym cierpliwość i raniącym zmysł estetyczny. Mając wcześniejsze doświadczenia z adaptacjami mang tego autora, szybko odrzuciłem wszelkie uprzedzenia i dałem się porwać pełnej zwrotów akcji historii oraz przekonującym bohaterom, których jednym grzechem jest to, że znaleźli się na kartach takiego scenariusza, na jaki żaden producent nie chciał wyłożyć większych pieniędzy.

Fabuła przedstawiona jest z punktu widzenia dwóch tytułowych bohaterów: Keijiego Maedy i Kanetsugu Naoe, którzy byli zaprzyjaźnionymi ze sobą samurajami żyjącymi na przełomie XVI i XVII wieku. Po suto zakrapianym przyjęciu, towarzysze broni znajdują chwilę na pogawędkę i wspominanie dawnych czasów, wobec czego większość wydarzeń ma formę rozbudowanej retrospekcji, zazwyczaj podsumowanej przez bohaterów krótkim komentarzem pod koniec odcinka i wzbogaconej ewentualnymi wtrąceniami w trakcie. Podział ról pomiędzy dwóch przyjaciół nie jest przy tym równomierny, o wiele istotniejszy dla fabuły jest Kanetsugu, będący ważną osobistością w znanym rodzie Uesugi. Obaj mężczyźni wplątują się w polityczne intrygi i zmagają z dylematami natury moralnej, wszystko czyniąc w nieortodoksyjnym stylu, ale zgodnie z własnymi przekonaniami i wizją „prawości”, które to słowo przewija się niejednokrotnie podczas seansu.

Na początku każdego odcinka twórcy raczą odbiorcę definicją i genezą tego pojęcia, podkreślając jednocześnie, jak wielką rolę pełni ono w życiu bohaterów, nierzadko stojąc w sprzeczności z klasycznymi zasadami kodeksu busido. Jednym z najciekawszych elementów serialu jest śledzenie, w jak zróżnicowany sposób poszczególni bohaterowie, także ci zupełnie epizodyczni, podchodzą do nakazów drogi wojownika, interpretując pozornie jednoznaczne nakazy na nierzadko całkowicie zaprzeczające sobie sposoby. Stanowi to interesujący wgląd w mentalność ludzi tamtych czasów, tym bardziej, że akcja ukazana jest nie tylko z punktu widzenia klasy samurajów, ale i obdarzonych wielką odpowiedzialnością panów feudalnych, czy też prostej służby. Nie brakuje również ciekawostek w postaci mało znanych zwyczajów i ceremoniałów, przedstawionych stosunkowo wiernie, choć warto wziąć poprawkę na charakterystyczną dla Tetsuo Hary przesadę i subtelną autoparodię, z rzadka przeradzającą się nawet w pełnowartościową komedię.

Choć do cieszenia się w pełni wszystkimi smaczkami przydatne jest minimum wiedzy o historii Japonii, to sposób, w jaki poprowadzona została historia, pozwala nawet całkowitym żółtodziobom szybko zorientować się w sytuacji. Na początku ilość nazwisk, wydarzeń i miejsc może przytłaczać, tym bardziej że o większości z nich widz dowiaduje się jedynie z rozbudowanych dialogów. Szczęśliwie wystarczy odrobina cierpliwości i uwagi, by śledzić akcję bez ryzyka zagubienia się w niuansach. Pomocny jest też sprawdzony w mangach Hary sposób ukazywania czarnych charakterów – są zdeformowani, brzydcy lub przynajmniej uśmiechają się złowrogo mimo nienagannej aparycji. Na wątpliwości nie ma miejsca. Ponieważ większość wydarzeń ma podłoże polityczne, trudno jednak całkowicie jednoznacznie uznać ich za złych, po prostu ich poglądy stoją w sprzeczności ze światopoglądem głównych bohaterów. Obie strony darzą się szacunkiem (choć mogą na ekscentryczne gesty reagować nieprzychylnie) i nie stronią przed wypiciem czarki sake przed konfrontacją na śmierć i życie.

Obsada składa się niemal wyłącznie z mężczyzn, co jest zgodne z realiami epoki (miejsce dla kilku kobiet także się znalazło), są to niemal wyłącznie faceci o sylwetkach tak monumentalnych, że Schwarzeneggera mogliby przyprawić o kompleksy, a ich zachowanie idzie w parze z wyglądem. Jest to bez wątpienia seria przesiąknięta testosteronem i przez to bardzo specyficzna. Trudno oprzeć się wrażeniu, że w tubalnym śmiechu, zamaszystych gestach, pełnych patosu wypowiedziach nie ma ani krzty autentyczności, że to jedynie wybujała fantazja człowieka, który z opowieści o umięśnionych twardzielach walczących ze złem nie wyrósł po latach szkolnych. A jednak owa stylistyka, w której nawet pies głównego bohatera przypomina monstrualnego polarnego niedźwiedzia, sprawdza się znakomicie, i jeśli tylko ktoś da serialowi szansę, szybko dostrzeże, że jest to wizja konsekwentna, logiczna i poprzez balansowanie na granicy karykatury, wyjątkowo bliska prawdzie. Nie boi się wytykać przywar Japończyków i śmiało mówi o słabostkach znanych osobistości oraz problemach kodeksu busido, polemizując od czasu do czasu z romantyczną wizją znaną z wielu innych anime (choć zdecydowanie nie w stopniu, w jakim czyniło to Shigurui). Znaczna część publiczności będzie innego zdania, ale zwyczajnie nie mieści się ona w bardzo wąskiej grupie docelowej, do jakiej kierowane jest anime i powinna sobie dla własnego dobra seans jak najszybciej odpuścić.

Pozostali, do których mogę zaliczyć choćby oddanych fanów Hokuto no Ken, powinni poczuć się jak w domu, zwłaszcza widząc znajomy styl rysunku. O kolosalnych proporcjach samurajów już wspomniałem, warto więc dodać, że wbrew pozorom reszta oprawy jest już jak najbardziej zwyczajna i skrupulatnie oddaje realia, może poza strojami szytymi według dawnych wzorców, ale tak pstrokatymi i rzucającymi się w oczy, że żaden szanujący się samuraj nawet na chwilę by się w nich nie pokazał. Niestety, poważnym mankamentem, który odcisnął piętno na całym serialu, jest wspomniana już zatrważająco słaba jakość wykonania, spowodowana mizernym budżetem. Nie tylko sprawiła, że część rysunków jest koślawa, a animacja kuleje w co drugiej scenie, ale też mocno ograniczyła możliwości twórców w przedstawianiu batalistyki. W scenie, w której Kanetsugu szarżuje na wroga, siedząc oklep na byku, chciało by się, żeby wyglądała ona równie widowiskowo, jak brzmi. Nierzadko seria jest też po prostu w niezamierzony (?) sposób śmieszna – zastosowane cieniowanie powoduje, że twarze samurajów wyglądają, jakby wysmarowano je na połysk olejem rzepakowym czy też balsamem dla kulturystów. Wymuszony oszczędnościami minimalizm nie pomaga, a w oczach wybrednej widowni, przyzwyczajonej do coraz lepiej wykonanych anime, łatwo dyskwalifikuje Gifuu Doudou!! jako nieoglądany koszmar.

Pocieszenie może stanowić fakt, że o ile praca animatorów była przy tak charakterystycznej kresce jednoznacznie zależna od nakładów finansowych, to już kompozytorzy mogli stworzyć coś wyjątkowego o wiele niższym kosztem. Udało się to bez wątpienia, gdyż ścieżka dźwiękowa serialu jest jedną z lepszych, jakie dane mi było usłyszeć w 2013 roku. Charakteryzuje ją co prawda nadużywanie motywu przewodniego, ale jest on tak dynamiczny i błyskawicznie wpadający w ucho, że jestem to skłonny twórcom wybaczyć. Także pozostałe utwory prezentują się bez zarzutu, ale prawdziwy hit stanowi pierwszy opening, Samurai Rock, który doskonale ilustruje, z jak nietuzinkowym i specyficznym tytułem potencjalny widz będzie miał do czynienia.

Mógłbym poczynić w tym momencie coś, co kusi mnie od samego początku tej stosunkowo niedługiej recenzji. Chciałbym wzorem Keijiego i Kanetsugu pokierować się jedynie własną „prawością”, wystawiając Gifuu Doudou!! spektakularną laurkę pełną pochwał za milion drobnych rzeczy, jakie mnie przez te dwadzieścia pięć odcinków trzymały w ciągłym napięciu i podsycały moje zainteresowanie. Nie ukrywam, że w roku 2013 było wiele zdecydowanie lepszych anime, ale to właśnie przy tym bawiłem się najlepiej. Są tu absurdalnie męscy samurajowie, wciągająca wielowątkowa fabuła (ma nawet krótkie retrospekcje wewnątrz głównej retrospekcji), nieprawdopodobne pomysły godne autora Hokuto no Ken i wielki luz twórców, widoczny mimo ograniczonych możliwości, jakimi dysponowali. Nie rozpłynę się jednak bardziej w zachwytach, gdyż jestem święcie przekonany, że każdy, kto może przy tej serii spędzić równie udany czas, nie potrzebuje więcej argumentów. Reszty przekonywać nie będę, bo i tak nie uwierzy.

Tak po prawdzie, najmilszym zaskoczeniem płynącym z Gifuu Doudou!!: Kanetsugu to Keiji jest świadomość, że dawna, na Zachodzie niemal nieznana klasyka wciąż tkwi w pamięci ludzi na tyle zaangażowanych, by poświęcić siły na jej ożywienie. Daje nadzieję, że ktoś pokusi się o pracę nad Hana no Keiji i po raz kolejny pokaże, na czym naprawdę polega honor i busido.

Tassadar, 16 lutego 2014

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Studio DEEN
Autor: Nobuhiko Horie, Tetsuo Hara, Yuuji Takemura
Projekt: Masaaki Kawanami
Reżyser: Bob Shirahata
Scenariusz: Yasuhiro Imagawa
Muzyka: KAZSIN