Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Otaku.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 8/10 grafika: 6/10
fabuła: 6/10 muzyka: 9/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 4 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,50

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 88
Średnia: 6,58
σ=1,56

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Avellana)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Rozen Maiden [2013]

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2013
Czas trwania: 13×24 min
Tytuły alternatywne:
  • ローゼンメイデン [2013
Gatunki: Dramat
Postaci: Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Magia
zrzutka

Kolejne spotkanie z zaczarowanymi lalkami. W dalszym ciągu intrygujące i w dalszym ciągu dalekie od doskonałości.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Są recenzje, które wystarczy zacząć od streszczenia fabuły. Są też takie, które wymagają najpierw przybliżenia założeń świata. Ale trafiają się przypadki, kiedy do zrozumienia genezy serii konieczna jest wiedza o wydarzeniach ze świata całkowicie realnego.

Rozen Maiden powstało jako manga duetu Peach­‑Pit. Bohaterem był gimnazjalista imieniem Jun, który przestał uczęszczać do szkoły (jak się później okazuje – z powodu załamania nerwowego) i spędzał całe dnie przed komputerem, zamawiając (i odsyłając) najrozmaitsze „przeklęte” i „magiczne” przedmioty. Znalezioną pewnego dnia kartkę z tajemniczym pytaniem „Czy odważysz się przekręcić klucz?” uznał za kolejną ulotkę reklamową i zaznaczył odpowiedź potwierdzającą. W ten sposób w jego życie wkroczyła Shinku, piąta z siedmiu lalek Rozena, uwikłana w mistyczną grę – Alice Game – czyli serię walk toczonych przez lalki, których celem jest skompletowanie artefaktu o nazwie Rosa Mystica i stworzenie „idealnej dziewczynki”. Po dwóch latach niezakończona oczywiście manga doczekała się telewizyjnej adaptacji, która jednak od samego początku odbiegała znacznie od założeń świata – w ogóle pominęła postać siódmej lalki, Kirakishou (w mandze będącej najbardziej niebezpieczną z przeciwniczek), zmieniła też kompletnie historię pierwszej lalki, Suigintou (obsadzonej tu w roli antagonistki). Seria telewizyjna nie zamykała oczywiście głównego wątku Alice Game, ale stawiała kropkę w miejscu, w którym można było to bez większej szkody zrobić.

Popularność mangi i anime zadecydowały jednak o nakręceniu rok później kontynuacji. Nie była ona stuprocentowo spójna z pierwszą serią (na przykład przywróciła do stanu w miarę zgodnego z oryginałem postać Suigintou), ale też z oczywistych przyczyn nie mogła już adaptować bezpośrednio fabuły mangi, ograniczając się do wykorzystania niektórych wydarzeń, w zmienionym kontekście i ze zmienioną obsadą. Tym razem także nie pojawiła się Kirakishou (zapewne za trudno byłoby ją wprowadzić na tym etapie), a scenarzyści zaprezentowali widzom bardzo do niej podobną z wyglądu i charakteru Barasuishou, która w mandze w ogóle nie występowała. Druga seria miała już znacznie słabsze zakończenie – „rozgrzebane” i otwarte – wydawało się więc, że kontynuacja to kwestia czasu. I pewnie by się tak stało, gdyby nie to, że panie z Peach­‑Pit straciły serce do rysowanej mangi i porzuciły ten projekt, koncentrując się na Shugo Chara!. Po kilku latach postanowiły jednak wrócić do historii o magicznych lalkach, ale zamiast po prostu pisać dalej poprzednią mangę, rozpoczęły ją od nowa – jako ni to kontynuację, ni to wersję alternatywną. Omawiana tu seria anime stanowi adaptację tej właśnie kontynuacji – oczywiście obecnie jeszcze niezakończonej.

Pierwszy odcinek tego anime został chyba stworzony po to, żeby odstraszyć wszystkich widzów z wyjątkiem najwytrwalszych fanów cyklu. W dwudziestu trzech minutach upycha skrót wydarzeń z pierwszej mangi, pokazanych w kalejdoskopowym skrócie i praktycznie niezrozumiałych dla kogoś, kto od początku nie wiedziałby, o co chodzi. Wydaje mi się, że zamiarem twórców było pokazanie i naprostowanie rozbieżności między mangą a poprzednimi seriami anime, ale efekt jest co najmniej odstręczający. Na szczęście zaraz potem robi się znacznie lepiej. Oto bowiem poznajemy Juna (nazywajmy go może Junem Starszym), studenta podrzędnej uczelni i aspołecznego samotnika. Ponieważ w swoim czasie zignorował pytanie o przekręcenie klucza, nie poznał nigdy Shinku i innych lalek, a chociaż udało mu się przełamać i z powrotem zacząć naukę, jego życie jest w tym momencie szare i nieciekawe. Kiedy pewnego dnia zaczyna otrzymywać (niezamawianą) prenumeratę czasopisma zawierającego fragmenty lalki do samodzielnego złożenia, zajmuje się tym, żeby oderwać się trochę od codziennej rutyny. Pojawienie się Shinku i wkroczenie w świat Juna Starszego magii nie zmienia początkowo aż tak wiele, jak można by się spodziewać. Shinku jest tu tylko chwilowym gościem – przedostała się do tego świata, aby pomóc Junowi Młodszemu i pozostałym lalkom, uwięzionym (lub wręcz zabitym) z powodu intryg Kirakishou. Jun Starszy, motywowany dodatkowo e­‑mailami od swojej młodszej wersji z innej linii czasowej, niechętnie zgadza się na współpracę z Shinku, tyle że nie jest pewien, na ile jego udział może w ogóle coś zmienić.

Te początkowe odcinki są bez wątpienia najlepsze w całej serii, paradoksalnie właśnie dlatego, że w niewielkim stopniu odwołują się do magii i zjawisk nadprzyrodzonych. Autorki – podobnie jak w pierwszej serii telewizyjnej – potrafią bez przerysowania i niezwykle przekonująco przedstawić samotność bohatera w taki sposób, że wypada on wiarygodnie, ale nie staje się żałosny. Rzucają przy tym interesujące światło na jego przeszłość – dawniej mogliśmy odnieść wrażenie, że Jun padł w gimnazjum ofiarą prześladowania, ale teraz widzimy, że bardzo wiele należałoby tu złożyć na karb jego przewrażliwienia i kompleksów, z których zresztą nadal się nie wyleczył. Samotne i szare życie to w dużej mierze coś, na co sam się skazuje, nowy rodzaj ucieczki od rzeczywistości, podejmowania decyzji i nieuchronnego popełniania błędów. W dodatku mamy tu do czynienia z młodym, ale już dorosłym mężczyzną i widać, jak trudno jest Shinku dostosować się do tego i przywyknąć, że niekoniecznie jest dla niego pępkiem świata – Jun Starszy ma jeszcze studia i pracę w księgarni, z których nie zamierza rezygnować, by spełniać zachcianki arystokratycznej lalki.

Ten starannie budowany obraz samotności bohatera i relacji, jaka nawiązuje się między nim a Shinku, zaczyna się jednak gwałtownie sypać, gdy do głosu dochodzą nieuchronnie wątki związane z Kirakishou i pozostałymi lalkami. Nie mam pojęcia, co w tym momencie zawiodło, podejrzewam jednak, że zabrakło jakiegoś wprowadzenia (pierwszego odcinka nie licząc), przygotowania gruntu pod te wydarzenia. Rozterki i tragiczne dylematy lalek (pokazane dobrze chociażby w Traümend) tutaj wydają się zaskakująco płaskie i pozbawione emocjonalnej siły – możliwe, że po prostu dzieją się zbyt nagle i zaczynają „od środka”. Ot, na scenę wkraczają postaci jak z innej sztuki, w samym środku swojego dramatu, ale ponieważ nie śledziliśmy ich losów od początku, trudno się teraz nimi przejąć. Do tego dochodzą pospolite błędy scenariuszowe – aby fabuła posuwała się w kierunku zaplanowanym przez autorki, Jun Starszy musi nagle stracić zdolność myślenia i podstawowego kojarzenia faktów, co w pewnym momencie poważnie nadszarpnęło moją sympatię do tej postaci. Także zakończenie jest niestety odzwierciedleniem nowego trendu, bardzo obecnie częstego: zamiast zamknąć pokazywaną historię w sprzyjającym momencie (co było absolutnie możliwe) i zostawić widza z poczuciem, że poznał pewien zamknięty etap w życiu bohaterów (w szczególności Juna Starszego), ostatni odcinek musi pójść o kilka scen dalej, tylko po to, żeby w pośpiechu zacząć nowy wątek i pokazać, że koniecznie potrzebna jest kontynuacja.

Tym, co na samym początku wzbudziło największe kontrowersje związane z tą adaptacją była zmiana studia Nomad (które wyprodukowało poprzednie serie telewizyjne oraz OAV) na Studio Deen i wynikające z tego różnice w oprawie graficznej. Można się spierać co do konieczności uwspółcześnienia rysunku, ale nie da się ukryć, że nowa seria wyraźnie oszczędza, stosując uproszczone komputerowe faktury i gradienty zamiast szczegółów i detali strojów lalek lub wnętrz, które w poprzednich seriach budziły prawdziwy zachwyt. Ostatecznie mam jednak mieszane uczucia – niektóre zmiany wyszły grafice na dobre, inne niestety okazały się chybione. Podobało mi się, że lalki są tu mniejsze w stosunku do ludzi – dzięki temu bardziej przypominają faktyczne lalki – ale z drugiej strony wydawały się też bardziej „ludzkie” z wyglądu i zachowania, a to nie jest ten efekt, o jaki by mi chodziło. Przygaszona i ciemna paleta barw sprawdza się rewelacyjnie w przypadku zwykłego świata otaczającego Juna Starszego – niesamowity jest kontrast między jego maleńkim mieszkankiem, a czystym, pełnym światła i przestronnym domem, w którym mieszkał Jun Młodszy. Trochę gorzej te kolory wyglądają w przypadku lalek – sukienki Shinku czy Suiseiseki stale wydawały mi się lekko przybrudzone – a zupełnie zawodzą przy próbie pokazania fantastycznych wymiarów świata snów, poprzez który podróżują lalki, pustych, nieostrych i nieprzekonujących. Nie eksperymentowano z muzyką, ale o ile Shinkichi Mitsumune ponownie potrafił stworzyć udaną ścieżkę dźwiękową, o tyle czołówka w wykonaniu Ali Project potwierdza, że kolejne piosenki tego zespołu coraz bardziej powielają stare wzory i coraz słabiej nadają się do słuchania (acz towarzysząca jej animacja ma swój urok, szczególnie sekwencja otwierająca i zamykająca ją). Lepiej wypada nastrojowa piosenka przy napisach końcowych, Alternative, śpiewana przez piosenkarkę o pseudonimie Annabel.

Mam nadzieję, że z mojego tekstu jasno wynika, że jeśli ktoś jest fanem tego cyklu ze względu na lalki, to nowa odsłona może go poważnie rozczarować. Wprawdzie pojawiają się tu wszystkie „córki Rozena”, ale większość z nich wkracza na scenę późno i na krótko. W dodatku dramatyczne wydarzenia, w których uczestniczą, sprawiają, że nie mają ani czasu, ani nastroju na picie herbatki i przekomarzanie się między sobą. Jeśli natomiast chodzi o główny wątek, związany z Rozenem i Alice Game, to niestety gdzieś na etapie Traümend straciłam do reszty wiarę w to, że autorki wiedzą, co robią. Chociaż restart mangi dawał im możliwość naprawienia wszystkiego, nadal nie mogę się pozbyć poczucia, że Peach­‑Pit po prostu same kompletnie nie wiedzą, dokąd zamierzają zaprowadzić tę historię i nie znają wyjaśnienia tajemnic, na których oparły swoją fabułę. Przyznam jednak, że nie byłam do końca rozczarowana seansem. Obawiałam się raczej, że scenarzyści spróbują pójść po linii najmniejszego oporu i stworzą specyficzną haremówkę, a zamiast tego dostałam naprawdę udany wątek obyczajowy, który z przyjemnością śledziłam do samego końca. Fani cyklu na pewno i tak sięgną po tę serię, żeby zobaczyć, „co zostało zepsute”, natomiast nowi widzowie… Nie znając przeszłości lalek nie powinni mieć poważniejszych problemów z pominięciem i skróceniem ich wątków, wszystko więc zależy od tego, na ile zainteresują ich losy głównego bohatera.

Avellana, 6 października 2013

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Studio DEEN
Autor: Peach-Pit
Projekt: Kyuuta Sakai
Reżyser: Mamoru Hatakeyama
Scenariusz: Tomomi Mochizuki
Muzyka: Shinkichi Mitsumune