Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyuu.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

Ocena 8/108/10
postaci: 6/10 grafika: 8/10
fabuła: 7/10 muzyka: 9/10

Ocena redakcji

Ocena 8/108/10
Głosów: 12 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,83

Ocena czytelników

Głosów: 168
Średnia: 8,32
σ=1,98
wystaw ocenę

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Bianca)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Gankutsuou: Hrabia Monte Christo

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2004
Czas trwania: 24×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Cavern King
  • Count of Monte Christo
  • Gankutsuou
  • 巌窟王
Tytuły powiązane:
Widownia: Seinen; Postaci: Obcy; Pierwowzór: Powieść/opowiadanie; Miejsce: Inne planety; Czas: Przyszłość; Inne: Eksperymentalne, Mechy
zrzutka

Hrabia Monte Christo… Trzy słowa, w których zamyka się wszystko. Albo i nic.

Recenzja / Opis

Edmund Dantès (alias hrabia Monte Christo) poznaje Alberta de Morcerf podczas karnawału na planecie Luna. Tam ratuje chłopcu życie i w zamian prosi o protekcję podczas pobytu w Paryżu. Niby nic dziwnego – zaściankowy, chociaż bajecznie bogaty arystokrata chce poznać stolicę i chce, żeby ktoś go przedstawił „odpowiednim ludziom”. A że jest raczej typem ekscentryka, aniżeli wiejskim prostaczkiem, potrafi się pokazać i wzbudza ogromne zainteresowanie. Ale celem hrabiego nie jest zabłyśnięcie w salonach Paryża, tylko zemsta na ludziach, którzy kiedyś zniszczyli jego życie i dzięki temu znaleźli się na samym wierzchołku drabiny społecznej.

Dla widzów obeznanych z powieścią Dumasa anime zaczyna się bezsensownie – czymś przypominającym karnawał w Rio. Ciężarówki i dyskotekowe akcesoria skutecznie niweczą jakiekolwiek szanse na zgodność z epoką. Ale już po krótkiej chwili wiemy, dlaczego tak jest – twórcy przenieśli akcję w przyszłość, do kosmicznego imperium. Następną ważną rozbieżnością z oryginałem jest to, że obiektami (a raczej środkami) zemsty Edmunda zamiast ludzi bezpośrednio winnych jego cierpień staje się młode pokolenie, czyli dzieci jego wrogów.

Zrobienie serialu osnutego na wątkach powieści bardzo znanej (nawet jeśli egzotycznej dla Japończyków), który równocześnie nie stanie się kalką oryginału, jest bardzo trudne. Za kompozycję ogólną twórcom tego anime należą się w pełni zasłużone brawa – tam, gdzie przeciętna 26­‑odcinkowa seria potrzebuje odcinków „wypełniających”, Gankutsuou przykuwa uwagę. Niestety, na tym tle bardzo na niekorzyść wyróżnia się zakończenie, które jest o wiele za bardzo przedramatyzowane. Wystarczy powiedzieć, że płynąca krew tworzy kształt krzyża, a podziemia Paryża zalewa roztopiona lawa z tajemnej kryjówki hrabiego. Zgadza się, jest to widowiskowe. Tyle tylko, że we wszystkim wskazany jest umiar, bo w pewnym momencie całość staje się niestrawna. Tak ma się rzecz chociażby z karą wymyśloną przez hrabiego dla jego wrogów – jest gorsza niż śmierć. Ale wariant, w którym wszystkich czeka na końcu dokładnie to samo…

Problem braku umiaru dotyczy również kompozycji kadrów – gesty postaci są nieco zbyt wyraziste, za bardzo zamaszyste. Głosy seiyuu zostały do nich dopasowane, ale w ten sposób również próbują przekazać więcej niż w rzeczywistości jest do przekazania i z powodu prostego braku kontrastu niektóre momenty naprawdę sporo tracą na swojej wymowie. Poza tym twórcy wyraźnie zapomnieli, że ludzie nie są tylko rodzajem tła. Zaskoczyła mnie głośna rozmowa na ulicy, podczas której wszyscy przechodnie stoją jak zmienieni w posągi, a kroki odchodzącego bohatera słychać echem… Co prawda dodaje to scenie swoistego klimatu – ale ile można powtarzać ten sam zabieg?

Widać też nieporozumienia i niezręczności kulturowe. Na przykład mamy „najwspanialszego konia Francji”, który jest bardzo ważny i może zostać sprzedany za okrągłą sumę. Ale dlaczego jego wieloletnia właścicielka musi dawać służbie instrukcje, jak go karmić?! Nie wspomnę już o tym, że ów koń jest kupowany bez oceny chociażby jego wieku, nie jest też powiedziane, w czym on tak właściwie jest najlepszy, bo jednak konie zaprzęgowe i wierzchowe różnią się dość zasadniczo… Nie brakuje też innych przykładów. Powóz bogatej arystokratki ciągną konie kompletnie różnej maści. „Przyjacielu, dostałem lożę w operze, czy do mnie dołączysz?” oznacza: „ja mam lożę, a tobie kupiłem bilet na parterze”. Wspomniana opera jest cicha jak grobowiec; wchodzący do loży polityk próbuje z niej witać ludzi jak z trybuny; kobieta mdlejąca i lecąca w dół z balkonu nie powoduje nawet westchnienia na sali; kurtyna idzie w górę po tym, jak śpiew się już zaczął; cała sala klaszcze, zagłuszając solistę. Jeszcze inne sceny? Wołanie podniesionym głosem kogoś z drugiego końca wielkiej kamiennej rezydencji. Walenie w drzwi posiadłości z krzykiem „Hrabio, muszę panu coś powiedzieć”... Ja rozumiem, że w historycznej Japonii konnych powozów, oper i wielkich kamiennych rezydencji nie ma – ale jeśli już robimy coś w realiach europejskich, to można by poszukać konsultanta!

Nie przemawiał do mnie również koncept z niewzywaniem doktora do otrutej dziewczyny, chyba tylko po to, żeby było dramatyczniej. Przykro mi, ale przenosząc akcję dziewiętnastowiecznego tekstu w przyszłość trzeba brać pod uwagę takie rzeczy, jak postęp w medycynie i technice. A skoro mowa o postępie technicznym – baza danych w ministerstwie spraw wewnętrznych powaliła mnie na kolana. Taki tryb organizacji jest w stanie zniszczyć dowolne służby specjalne od wewnątrz! Rozumiem, że forma, ale może by jednak trochę treści? Nie wymagam od autorów anime, by mieli pojęcie o tym, jak budowane są rządowe bazy danych… Ale to, co oni zaprezentowali, nie dałby rady funkcjonować nawet jako katalog biblioteczny. A już nie wspomnę o „ważnym i tajnym liście” przekazywanym w postaci papierowej, czy możliwości zafałszowania pochodzenia arystokratycznego w epoce powszechnego dostępu do informacji… Może to i realia, ale chyba jednak nie tej epoki. Do listy dopisać należy również fakt, że bohaterowie maja po 16 lat. Przykro mi, ale dzisiejsza cywilizacja udowodniła chyba bez żadnych wątpliwości, że postęp techniczny powoduje późniejsze, a nie wcześniejsze dorastanie. I bardzo mało prawdopodobne jest, że ta tendencja kiedykolwiek ulegnie zmianie. Tu akurat można się twórcom dziwić – bo bohaterowie ani nie wyglądają na 16 lat, ani się tak nie zachowują. Czyli w zasadzie można było spokojnie uznać, że mają lat 18 albo 19 – a nawet ponad 20, bo wtedy nawet ich znudzenie życiem miałoby większy sens.

Zarówno projekty postaci, jak i w zasadzie cała grafika, skierowane są do wielbicieli wyrafinowanych eksperymentów. Niezbyt spodobał mi się efekt poruszania się ubrań, polegający na tym, że wzór na tkaninie pozostaje nieruchomy, podczas gdy postać podnosi ręce. Może jest to efekt artystyczny, a nie próba oszczędzania, ale wygląda co najmniej dziwnie. Innym ciekawym efektem jest skalowanie wzorów przy zmianie odległości – przy oddalaniu się potrafią nagle stać się większe niż były z bliska. W zasadzie całe anime wydało mi się zbyt przepełnione teksturami i pstrokacizną. Postaciom nawet wychodzi to na dobre – wyglądają ciekawie i charakterystycznie. Jednak tła sporo tracą, upodabniając się do obrazów impresjonistów. Mimo to, a może właśnie dzięki temu, dosyć ładnie wkomponowane są w nie efekty 3D. Uważny widz nie może jednak nie zauważyć, że to jeszcze jeden sposób na oszczędność – zamiast rysować mimikę rozmawiających postaci, prościej jest pokazać ładnie błyszczący kawałek dekoracji. A szczegółowo wykonany projekt drogi i motocyklu ma odwrócić uwagę od tego, że wspomniany motocykl się po niej ślizga, zamiast jechać. Walki na miecze są serią cięć bez jakiegokolwiek sensu czy strategii – chociaż przy tym typie grafiki starannie wyreżyserowane pojedynki wyglądałyby dziwnie. Gra na fortepianie – cóż, zakładając, że ciało ludzkie porusza się wtedy w rytm ruchu rąk, a nie dostaje nagłego ataku epilepsji, można przyjąć, że żaden z grafików nie pofatygował się nigdy, by przyjrzeć się z bliska pianiście. No i chyba klasyk anime – czyli walc rodem z pozytywki.

Surrealizm grafiki w niektórych miejscach powoduje, że rzeczywistość zaczyna wydawać się snem. Manewr ten nie jest nowy, ani rzadko stosowany. Ale w Gankutsuou nabiera nowego znaczenia – pozwala ukryć luki w fabule. Ich istnienie nie jest czymś chwalebnym, jednak to, jak są maskowane, dowodzi naprawdę sporego kunsztu reżysera. Żołnierz trzyma nagle szpadę, której nie miał, bo każdy ma w sercu miecz, a towarzystwo z małej łódki ląduje na czymś niesprecyzowanego kształtu, ale sporego rozmiaru – i nikogo to nie dziwi, w tym widza. Stylizacja zaszła tak daleko, że w niektórych miejscach brakuje perspektywy, a w innych zastosowana została zupełnie tandetna grafika 3D. Chociaż muszę przyznać, że pościg samochodowy, wykonany w 3D jednak się twórcom udał – w odróżnieniu od większości dynamicznych scen.

Równie kontrowersyjna jest muzyka. Przepiękny czarno­‑biały opening z podłożoną w tle fortepianową melodią jest niestety zepsuty przez słowa – jak najbardziej pasujące do historii, ale niedobrane do muzyki. A szkoda, gdyż jest ona naprawdę przepiękna. Głos dużo bardziej pasuje do endingu, który jest zupełnie inny – chaotycznie­‑dynamiczny. W zasadzie jest to streszczeniem całej ścieżki dźwiękowej anime – przepiękna muzyka i sporo gorsi seiyuu. Nie wiem czemu, ale głosy stanowczo nie pasowały mi do postaci – może dlatego, że wybrany rodzaj grafiki nie najlepiej oddawał wiek. Natomiast wykonanie melodii fortepianowych i orkiestrowych było faktycznie mistrzowskie – jeden z tych przypadków, gdy naprawdę cieszę się z jakości mojego zestawu dźwiękowego. Chociaż już w drugim odcinku zaskoczyło mnie streszczenie poprzedniego… Opowiedziane po francusku, co jednak dowodzi pewnej dbałości.

Mając do czynienia z europejską powieścią ekranizowaną przez Japończyków, należy przede wszystkim pamiętać również o zniekształceniach, które pojawią się z racji różnic kulturowych. W szczególności, gdy obiekt ekranizacji oparty jest na tak fundamentalnych i kontrowersyjnych pojęciach, jak zemsta, honor, czy sens życia. Różnice pomiędzy pojmowaniem tych słów przez Europejczyka i Japończyka są co najmniej drastyczne, stąd też japońska wersja hrabiego jest dość daleka od oryginału. Oryginał nie miał również wątków yaoi. Ani mechów.

Mimo to, i mimo wszystkich wyliczonych wad, anime jest naprawdę warte poświęconego mu czasu. Większość niedociągnięć daje się jakoś wytłumaczyć (chociażby efektem artystycznym), a całość jest naprawdę wspaniale skomponowana. Jednak do najwyższej noty Gankutsuou zabrakło mniej przedramatyzowanej i oklepanej końcówki.

Bianca, 18 grudnia 2005

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: GONZO
Autor: Aleksander Dumas
Projekt: Hidenori Matsubara, Mahiro Maeda
Reżyser: Mahiro Maeda
Scenariusz: Natsuko Takahashi, Tomohiro Yamashita
Muzyka: Jean Jacques Burnel, Kouji Kasamatsu, Reiji Kitazato

Wydane w Polsce

Nr Tytuł Wydawca Rok
1 Gankutsuou: Hrabia Monte Christo 4DVD box Anime Gate 2010

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Gankutsuou: Recenzja na a-f.pl Nieoficjalny pl
Gankutsuou - strona oficjalna Oficjalny ja