Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Copernicon 2017 - konwent

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 8/10 grafika: 7/10
fabuła: 7/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

6/10
Głosów: 5 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,20

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 126
Średnia: 7,71
σ=1,5

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (moshi_moshi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Hakkenden -Touhou Hakken Ibun- 2

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2013
Czas trwania: 13×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Hakkenden: Eight Dogs of the East [2013]
  • 八犬伝 -東方八犬異聞- 2
zrzutka

Czy Shino zdoła odnaleźć właścicieli mitycznych klejnotów na czas? Cóż, z niewielką pomocą przyjaciół… Całkiem udana kontynuacja sympatycznej serii na podstawie mangi Miyuki Abe.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

„Wielkie prośby” to jedne z tych rzeczy, które sprawiają dużo kłopotu, ale z różnych powodów nie można im odmówić. Dlatego też, kiedy jeden z najważniejszych kościelnych oficjeli – Fenegan, prosi Shino i Sousuke, aby odebrali od pewnego znanego artysty zamówioną lalkę, chłopcy niezbyt chętnie wyruszają w podróż. Na miejscu okazuje się jednak, że właściciel warsztatu zaginął, a jego miejsce zajął adoptowany syn, Daikaku Inumura. Mężczyzna oznajmia, że nie jest w stanie wykończyć lalki, więc bohaterowie siłą rzeczy zatrzymują się w jego domu na dłużej. Okolica wydaje się co najmniej podejrzana – chociaż późnojesienna aura daje się we znaki, wokół domu kwitną drzewa wiśni, a i Daikaku nie czuje się najlepiej, dręczony koszmarami. Co się stało z jego ojcem, kim jest tajemniczy mężczyzna, snujący się w pobliżu domu, i skąd wiosenne kwiaty w przeddzień zimy? To tylko część tajemnic, z jakimi będzie się musiał zmierzyć Shino.

Hakkenden -Touhou Hakken Ibun- zostawiło widza z całym mnóstwem pytań i zagadek, na które druga seria, przynajmniej częściowo, stara się odpowiedzieć. Szkielet opowieści pozostał ten sam – Shino poszukuje kolejnych właścicieli tajemniczych klejnotów, nie zdając sobie sprawy (przynajmniej do czasu), że sami do niego lgną. Ale to tak naprawdę łatwiejsza część misji, poniekąd wypełniająca się sama. Tym, co spędza sen z powiek chłopaka, jest Ao, otwarcie przyznający, że ma zamiar odebrać wszystko Sousuke i zająć jego miejsce. Poza tym bohaterów zaczynają ścigać demony przeszłości w postaci pięknej kobiety, która wymordowała ich rodzinną wieś. Mimo to, na próżno szukać tu wyraźnie zaznaczonego wątku przewodniego – podobnie jak w przypadku pierwszej serii, bohaterowie wypełniają kolejne polecenia, podróżując z miejsca na miejsce i spotykając coraz to nowych znajomych. Dopiero dwa ostatnie odcinki przypominają widzom, że ktoś tu skroił całkiem dużą aferę i niestety Shino w pojedynkę nie da rady powstrzymać katastrofy, a po coś jednak autorka wprowadziła to stado ponętnych bishounenów... To bynajmniej nie jest zarzut – owszem, mamy do czynienia z pokaźną grupą szalenie atrakcyjnych panów, ale trudno uznać produkcję za rodzaj galerii pełnej ślicznych obrazów. Albo inaczej – oprócz tejże galerii zostało mnóstwo miejsca na całkiem interesującą historię. Nie przeczę, że w scenariusz wkradł się miejscami chaos, niektóre przygody nie porażają nadmiarem logiki (przez przypadek zleciliśmy demonowi małą masakrę i co my teraz zrobimy… – przy czym poziom zmartwienia kilkunastoma morderstwami wygląda mniej więcej tak samo, jak gdyby panowie stłukli ulubiony wazonik babci), ale anime pozbyło się problemu pierwszej części – nareszcie opowieść wciąga. Zresztą proszę nie wymagać ode mnie nawet krztyny obiektywizmu, gdyż twórcy to istoty okrutne, przez które mój zdrowy rozsądek wyjechał na wczasy już po pierwszym odcinku. Tymczasem władzę przejął wewnętrzny fangirl, głośno dający wyraz zadowoleniu wynikającemu z obecności wspomnianych już bishounenów w ilości, jaka powinna być prawnie zakazana, ze szczególnym wskazaniem na pewnego długowłosego, zarośniętego pana w okularach i jego kotka. Nie upieram się, że to dobra produkcja, wręcz przeciwnie – to seria z półki przeciętniaków, ale sprawnie i solidnie zrealizowana, a dzięki temu sprawiająca frajdę.

Niestety daje o sobie znać aktualnie publikowany mangowy pierwowzór. Dzięki Bogu zakończenie ma sens, chociaż nie wyjaśnia wszystkich wątpliwości i nie rozwiązuje większości problemów. Na pewno jednak jest zamknięciem pewnego etapu w życiu bohaterów, uświadamiającym im, jak wielką moc posiadają i do czego powinni ją wykorzystać. Wskazuje także antagonistę i ujawnia jego plany. Mimo to pozostają kwestie przeszłości Shino oraz planów Kościoła względem chłopaka i jego towarzyszy. O ile w pierwszym przypadku autorka daje na tyle dużo wskazówek, że widz jest w stanie sam domyślić się pewnych istotnych faktów, o tyle w drugim trudno o jakiekolwiek konkrety. Mamy Fenegana, dysponującego ogromną wiedzą i knującego to i owo, ale czy w ostatecznym rozrachunku jest on postacią pozytywną czy negatywną? Tego nie wie nikt. Jest jeszcze Ao, nadopiekuńczy i zaborczy w stosunku do Shino, obdarzony jakimiś tam szemranymi zasadami moralnymi, ale skłonny poświęcić niewinne i postronne osoby do własnych celów. Wyraźnie widać, że niektóre wątki potraktowano po macoszemu, jedynie sugerując ich obecność, ale nie wchodząc w szczegóły. Biorąc pod uwagę długość serialu, liczbę postaci i mnogość powiązań, a także skomplikowanie intrygi, może nie był to aż tak chybiony zabieg – acz niedosyt i poczucie niewykorzystania potencjału pozostają.

Największa zaleta Hakkenden -Touhou Hakken Ibun- 2 jest jednocześnie jego wadą – mam na myśli oczywiście bohaterów. Postaci jest dużo, są sympatyczne i zapadają w pamięć, ale trzynaście odcinków to zdecydowanie zbyt mało, by każdej poświęcić odpowiednią ilość czasu. Na dodatek autorka przedkłada fabułę nad rozwój bohaterów i relacji między nimi. Wyjątkiem jest Shino, który będąc protagonistą, otrzymuje najwięcej uwagi, a jego związek z Sousuke stanowi istotny fragment historii. Problem polega na tym, że zgodnie z założeniami jest ośmiu właścicieli klejnotów i muszą oni działać razem, wypadałoby więc przybliżyć ich widzowi. Jakby tego było mało, oprócz „wybrańców” mamy także czwórkę podopiecznych Kościoła, czyli Satomiego, Osakiego, Mizuki i pojawiającego się dopiero w drugiej serii Hinozukę. I to wszystko nie są statyści, a przynajmniej tak wynika z opowieści. Tymczasem mangaczka ciągle nie rezygnuje z powiększania obsady, dorzucając przy okazji każdej nowej przygody dwie/trzy trzecioplanowe postaci, powracające potem w różnych sytuacjach. Powiem tak – świetnie, lubię mnogość inwentarza, ale bez przesady! Panowie są cudni, do wyboru, do koloru, ale to nie adaptacja gry randkowej, więc wypadałoby nieco rozwinąć ich osobowości (przy czym, nie zrozumcie mnie źle, to jednak inna liga niż nudny pokaz śpiewających/podających kawę/podgryzających „slajdów”). No dobrze, zawiodłam się trochę, ale przecierpiałam, bo uwielbiam tego typu odmóżdżające opowiastki z mrucznymi postaciami – tylko jednej rzeczy nie daruję twórcom (chociaż być może jest to wina autorki), a mianowicie porzucenia absolutnie uroczego wątku Osakiego i Hamaji. Oni byli taką genialną zapowiedzią romansu, a tu co? Ano nic, wielkie i okrągłe nic! W drugiej serii pojawiają się sporadycznie, a jeszcze rzadziej razem, co uważam za skandal straszliwy. Cóż, jeżeli ktoś liczy na rozwój, pogłębienie charakterów i relacji, to niestety srodze się zawiedzie – dostanie dokładnie ten sam zestaw, co podczas pierwszej konsumpcji, wzbogacony zaledwie kilkoma nowymi przyprawami, ale niezmieniający znacząco smaku potrawy. Jeszcze nie odgrzewany kotlet, ale monotonne menu nie wszystkim musi przypaść do gustu.

Na szczęście w przypadku oprawy audiowizualnej wspomniana wyżej monotonia jest wskazana. Graficznie nadal jest dobrze, nikt niczego nie zepsuł, choć trudno mówić o fajerwerkach. Projekty postaci nadal cieszą oko, zwłaszcza że dostajemy kilka nowych „cukierków” – począwszy od Hinozuki, poprzez młodziutką kapłankę Yanę, po braci tengu, Kagetsu i Hazukiego. Szalenie efektownie prezentują się jesienne krajobrazy w tle, a także dość ciekawe projekty demonów i bóstw. Graficy umiejętnie bawią się efektami luministycznymi, dzięki czemu wielobarwne rysunki nie przypominają tęczowej wścieklizny, ale przemyślane i doskonale zakomponowane dzieła. Nadal jednak drażnią detale – brzydkie, pełne przepychu wnętrza, wykonane przy użyciu komputera pociągi i… różowe wybuchy. Generalnie twórcy doszli chyba do wniosku, że różowy to najmroczniejszy z kolorów, idealnie oddający skomplikowaną istotę zła (znaczy, coś na pewno w tym jest, ale…). Dwa ostatnie odcinki toną w różu (i czerwieni), co daje dość tandetny i kiczowaty efekt, wzmocniony różnymi typowymi dla serii z magią i supermocami zagraniami (magiczne kręgi, „świetliste” zaklęcia, piórka, itp.). Cóż, trochę szkoda, że nie obyło się bez taniego efekciarstwa, ale przynajmniej jest ono dynamiczne i nie przypomina robionego na kolanie szkicu.

Nie zaskakuje również ścieżka dźwiękowa, będąca kontynuacją muzycznej ilustracji z pierwszej części. Usłyszymy dokładnie te same instrumenty, w podobnych połączeniach i aranżacjach. Utwory idealnie stapiają się z obrazem, tworząc nierozerwalną całość, zupełnie niezapadającą w pamięć. Tym razem twórcy nie trafili z czołówką, która jest po prostu słaba, zarówno melodycznie, jak i wokalnie. Dziwi to o tyle, że podobnie jak w Hakkenden -Touhou Hakken Ibun-, piosenkę (zatytułowaną wonder fang) wykonuje Faylan – od biedy można raz przesłuchać, żeby obejrzeć udaną animację. Na szczęście kompozycja towarzysząca napisom końcowym ratuje muzyczny honor produkcji. Souai Calendula, śpiewane przez Ceui, łatwo wpada w ucho i czaruje widza ładnym głosem wokalistki oraz elegancką melodią, że nie wspomnę o nastrojowym teledysku.

Szczerze mówiąc, miałam pewien problem z ostateczną oceną Hakkenden -Touhou Hakken Ibun- 2, głównie dlatego, że dość wysoko oceniłam poprzedniczkę (pewnie zdaniem niektórych użytkowników za wysoko). Mogłabym i zapewne powinnam wystawić okrąglutką siódemkę, ale skoro ocena ma odzwierciedlać moją satysfakcję z seansu, bez wahania daję osiem. I owszem, to anime zdecydowanie słabsze niż wskazują gwiazdki, ale idealnie trafiło w moje gusta (a nie należę do osób wymagających) i co najistotniejsze, pozbyło się większości wad obecnych w pierwszej części. Sądzę, że warto nagrodzić tak udany rozwój fabularny i niezepsucie niczego po drodze. Jak na produkcję opartą na aktualnie ukazującym się komiksie, jest bardzo dobrze, i jeżeli komuś podobała się pierwsza seria, z pewnością nie zawiedzie się na kontynuacji. Zobaczy tych samych sympatycznych bohaterów w szalenie estetycznym opakowaniu, ale z lepszym scenariuszem, wzbogaconym słuszną porcją humoru. I zupełnie serio, nie obrażę się, jeżeli w każdym kolejnym sezonie dostanę chociaż jednego takiego przeciętniaka.

moshi_moshi, 20 października 2013

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Studio DEEN
Autor: Miyuki Abe
Projekt: Hiromi Katou
Reżyser: Mitsue Yamazaki, Osamu Yamasaki
Scenariusz: Mitsue Yamazaki, Osamu Yamasaki
Muzyka: Hitomi Kuroishi