Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Forum Kotatsu

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

5/10
postaci: 5/10 grafika: 8/10
fabuła: 3/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 4 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,00

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 23
Średnia: 6,39
σ=1,28

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Enevi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Fuse: Teppou Musume no Torimonochou

Rodzaj produkcji: film
Rok wydania: 2012
Czas trwania: 110 min
Tytuły alternatywne:
  • Fusé: Memoirs of a Huntress
  • 伏 鉄砲娘の捕物帳
Gatunki: Dramat, Fantasy
Postaci: Artyści, Samuraje/ninja, Youkai; Rating: Przemoc; Pierwowzór: Powieść/opowiadanie; Miejsce: Japonia; Czas: Przeszłość
zrzutka

Młodziutka łowczyni przybywa do Edo, gdzie trwa polowanie na psie demony, pożerające ludzkie dusze. Barwny kalejdoskop, który ktoś nieopatrznie upuścił.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Sezonowy

Recenzja / Opis

Zajmująca się myślistwem nastoletnia Hamaji po śmierci dziadka przenosi się na zaproszenie brata, Dousetsu, z głębokiej prowincji do stolicy kraju, Edo. Mający ambicje zostania samurajem mężczyzna potrzebuje pomocy siostry w polowaniu na fuse – pożerające ludzkie dusze psie demony, za których głowy szogun Iesada wyznaczył wysoką nagrodę. Z początku niczego nieświadoma dziewczyna przypadkiem wpada na młodego chłopaka o imieniu Shino, jednego z dwóch żyjących jeszcze demonów, i chcąc nie chcąc, pomaga mu w walce z napastnikami. Jak potoczą się ich dalsze losy?

Nie powiem, całość zapowiadała się naprawdę ciekawie, mimo że taki konflikt lojalnościowy nie od wczoraj gości w animowanych scenariuszach, ale dobrze rozegrany ma szansę poruszyć widza i przy okazji dostarczyć świetnej rozrywki. No właśnie, może, ale nie musi. Tworząc taką historię, twórcy muszą najpierw wiedzieć, co chcą przekazać widzowi, a nawet jeśli nie zależy im na przesłaniu, to przynajmniej powinni wiedzieć, o czym ich film ma tak właściwie opowiadać.

I w przypadku Teppou Musume no Torimonochou tu właśnie jest główny pies pogrzebany. Z jednej strony dostajemy bowiem naprawdę krwawy dramat – jeszcze przed seansem wyświetla się ostrzeżenie i faktycznie już pierwsze sceny nie pozostawiają wątpliwości, co do poziomu pokazywanej przemocy. Również w warstwie fabularnej mamy do czynienia z motywem wręcz tragicznym, bo to, że fuse żywią się ludzkimi duszami, to jedno, a że są wśród nich bezbronne w starciu z łowcami dzieci, to już zupełnie co innego. Wreszcie one same mają problem z zaakceptowaniem swojej natury i próbują z nią walczyć… Przynajmniej teoretycznie, bo film kreśli ten wątek bardzo zdawkowo i resztę dopowiedziałam sobie sama. Ja nie wymagam od anime wywodów filozoficznych, ale chociażby odrobina refleksji byłaby mile widziana przy poruszeniu takiej tematyki.

Z drugiej strony natomiast dostajemy kolorowy i momentami wręcz przejaskrawiony obraz dziewiętnastowiecznej Japonii za panowania jednego z ostatnich szogunów z rodu Tokugawa i ostatnich w ogóle. Akcja rozgrywa się gdzieś w latach pięćdziesiątych XIX wieku, lecz wszechogarniający kryzys i widmo zbliżającej się powoli wojny domowej są praktycznie nieobecne. Twórcy rzucają znanymi nazwami, pokazując widzom kalejdoskop, który jest równie barwny, co chaotyczny i wyjątkowo niepozbierany. Kakofonii wizualnej towarzyszą również wątki lekkie i komediowe, które nijak mają się do okrutnego polowania na fuse i nie wnoszą zupełnie nic do treści. Takie niezdecydowanie wywołuje potężny dysonans i niweczy wszelkie próby tworzenia jakiegokolwiek klimatu.

Na ekranie dzieje się naprawdę dużo, ale nie zawsze (w sumie zatrważająco rzadko) z sensem i choć teoretycznie można wyróżnić łańcuch przyczynowo­‑skutkowy i kilku rzeczy domyślić się z wrzucanych od niechcenia retrospekcji, sporo wątków nie otrzymuje należytego wytłumaczenia. Nie mam tu na myśli dzieła Bakina Takizawy, do którego odwołuje się film, bo zostało ono bardzo sprawnie streszczone, ale podejrzewam, że nawet wielcy znawcy i miłośnicy nowożytnej literatury japońskiej nieraz złapią się za głowę lub po prostu będą się zastanawiać, o co właściwie chodzi.

Kolejny pies spoczywa przy bohaterach, a przede wszystkim przy protagonistce, która mimo wszystkiego co robi, a głównie biega z miejsca na miejsce, wyraźnie pozbawiona jest charakteru. Jej kolejne reakcje, a właściwie ich brak, oznaczają, że widz traci punkt odniesienia, bo to właśnie z jej perspektywy obserwujemy większość wydarzeń. Też nie chodzi o to, żeby Hamaji bawiła się w nadętego sędziego, ale żeby wyrażała jakiekolwiek opinie. Tymczasem dziewczyna praktycznie nie reaguje na to, co się wokół niej dzieje, i raz robi jedno, by już za chwilę postąpić zupełnie inaczej, bez chociażby sekundy refleksji czy oceny sytuacji. Przez lwią część filmu biega bezmyślnie ze swoją bronią po całym Edo, najwyraźniej w ogóle nie wiedząc, co ma ze sobą zrobić. Z woli wszechmocnych autorów wpada na tytułowego fuse nie raz, nie dwa, ale logicznie nic tak naprawdę z tego nie wynika, gdyż relacje tej dwójki są sztucznie popychane do przodu i zupełnie nie wyczuwa się między nimi chemii, którą twórcy najwyraźniej starają się widzom wmówić, zwłaszcza pod sam koniec. Sam Shino też nie do końca wie, co właściwie ma ze sobą począć, ale w porównaniu do Hamaji, zachowuje się nieco bardziej sensownie. „Nieco”, bo to, że jest zagubiony, zdesperowany i zrozpaczony, to widać, ale ponieważ o samych psich demonach dowiadujemy się bardzo niewiele, brakuje mu jakiegoś tła fabularnego, które w tym przypadku na pewno by pomogło.

Pojawiają się też oczywiście inni bohaterowie, mniej lub bardziej zainteresowani tym, co się dzieje i niestety w większości przypadków śmiało mogę napisać, że ich wątki są kompletnie niepotrzebne: głównie odnosi się to do pewnej młodziutkiej artystki, które pragnie zostać znaną pisarką – wszystkiego, co jej dotyczy mogłoby nie być. Paradoksalnie najsympatyczniej prezentują się postaci kompletnie niepowiązane z głównym wątkiem. Mowa oczywiście o biednych, ale wspierających się nawzajem sąsiadach brata protagonistki, a gdyby on sam nie uganiał się bezmyślnie za kobietami i pieniędzmi, miałby szansę do tego grona dołączyć. Kompletną pomyłką okazał się natomiast antagonista, którego dokładne zamiary są tak naprawdę nieznane, zaś to, czego dowiadujemy się pod sam koniec, sytuacji nie poprawia, a wprowadza jedynie większe zamieszanie.

Jako dzieło rocznicowe, Fuse otrzymało niemały budżet i nawet jeśli w warstwie fabularnej nie jest zbyt dobrze, to przynajmniej oprawa techniczna nie zawodzi. Twórcy nie zawahali się użyć wyrazistych kolorów, zwłaszcza przy krajobrazach miejskich. Prym wiedzie niesamowicie barwna i surrealistycznie zaprojektowana Yoshiwara – dzielnica rozrywki w Edo. Bogactwem szczegółów nie ustępują jej prowincjonalne pejzaże – porośnięte lasami lub pokryte śniegiem góry. Sama animacja jest bardzo płynna, co widać w wielu dynamicznych scenach pościgów i walk, ale nie tylko. Seiichi Hashimoto, współpracujący z reżyserem, Masayukim Miyajim, również przy Bounen no Xamdou, stworzył projekty postaci nieco uproszczone w stosunku do tła, ale za to bardzo charakterystyczne. Trzeba również ostrzec młodszych widzów, że pomimo bajkowej otoczki, jest to opowieść brutalna, co objawia się nie tylko w scenariuszu, ale również na ekranie – krew leje się nieraz i na pewno nie jest to przyjemny widok, zwłaszcza że ofiarami przemocy najczęściej padają zwierzęta.

Na ścieżkę dźwiękową składają się różne utwory, z których kilku słucha się naprawdę przyjemnie, ale jako całość na pewno sporo tracą w oderwaniu od obrazu. Trudno mi natomiast napisać, komu spodoba się ending Chouchou Musubi w wykonaniu Chary, której głos nie wszystkim może odpowiadać. Usłyszmy natomiast sporo znanych głosów: Mamoru Miyano w roli Shino, Nanę Mizuki jako Itezuru, czy chociażby Maayę Sakamoto, Katsuyukiego Konishiego i młodziutką Minako Kotobuki.

Fuse: Teppou Musume no Torimonochou na pewno nie jest anime bardzo złym, ale w porównaniu z wieloma innymi opowieściami niesamowitymi, które rozgrywają się w feudalnej Japonii, przegrywa już w przedbiegach. Film kusi niczym barwny kalejdoskop, jednak gdy już bierzemy go do ręki, odkrywamy, że jest zepsuty i nie pokazuje żadnych wymyślnych kompozycji. Zdecydowanie zabrakło konsekwencji i umiaru przy tworzeniu tej historii, przez co całość wydaje się chaotyczna i niepozbierana. Momentami miałam wrażenie, że film staje się karykaturą samego siebie, bo nawet jeśli widać, że twórcy mają tu sporo dystansu do pewnych spraw, to jednak takie połączenie dramatu i komedii zdecydowanie nie zdało egzaminu.

Enevi, 27 lipca 2013

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: TMS Entertainment
Autor: Bakin Takizawa, Kazuki Sakuraba
Projekt: Seiichi Hashimoto
Reżyser: Masayuki Miyaji
Scenariusz: Ichirou Ookouchi
Muzyka: Michiru Ooshima