Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Gakkon 4 - konwent

Komentarze

Sekai de Ichiban Tsuyoku Naritai!

  • Avatar
    R
    pozeracz_syfu 25.06.2014 13:19
    „Jeśli chodzi o projekty postaci, Sekai de Ichiban Tsuyoku Naritai prezentuje poziom nieco lepszy od, dajmy na to, typowych hentai.”

    To jak powiedzieć, że ktoś ma więcej włosów niż Bruce Willis.
  • Avatar
    A
    Subaru 10.04.2014 13:56
    Sekai de Ichiban Tsuyoku Naritai
    „Och, ach, nieee, boli, poddaję się, uuuu, aaaa” – i cała fabuła z głowy.

    Niewiele jest serii ecchi, które mają w sobie więcej ecchi niż ta. Cały myk w tym, że zapasy są świetną okazją, by pokazać nagie ciałka… według twórców (bo co z tego, że sport?). Więc dziewczyny paradują w bardzo skąpych strojach, tylko że… to nie są zapasy, bardziej wrestling, i to w wersji hard. Reguł praktycznie nie ma, można na ring wnieść nawet niebezpieczne narzędzie, a sędzia, jeśli w ogóle reaguje, to i tak nie wyciąga żadnych konsekwencji. Generalnie róbta, co chceta, byle pokazać goliznę (rządzą zbliżenia krocza) oraz posłuchać zawodzenia dziewczyn skręcających się w bólu.

    One naprawdę cierpią, aż przykro było patrzeć, jaki ból znoszą, zwłaszcza że ściskano nagie ciała, czyli też napięta skóra… brrr. Biusty nie bardzo trzymają się zasad fizyki, rozmiary stanowczo przesadzone, no chyba że typowa Japonka ma rozmiar D wzwyż.

    Sama intryga fabularna jest bardzo przewidywalna, bo nie potrzeba niczego więcej, skoro to golizna jest główną bohaterką. Sceny niemiłosiernie wydłużane, całe anime można by zamknąć w sześciu odcinkach, jak nie mniej.

    Animacja oszczędna, widoczne zwłaszcza po tłumie kibiców. Tak, to jest seria sadomasochistyczna, tak wiele bólu i golizny naraz jeszcze nie widziałem.

    Tak głupie, że aż śmieszne, więc 2/10.
  • Avatar
    A
    fin 3.02.2014 20:10
    finish
    ciekawe czy tylko mnie to anime przypomina ( zmieniając na żeńską wersje) takie filmy jak ,,po prostu walcz” i ,, mocne udetrzenie”.
  • Anonymous 27.12.2013 23:50:05 - komentarz usunięto
  • Avatar
    A
    Shine 27.12.2013 22:24
    Całkiem, całkiem
    Nie było wcale takie okropne, i szczerze przyznam, że potrafiło mnie zaciekawić. 7/10
    • Avatar
      jaś 29.12.2013 13:39
      Re: Całkiem, całkiem
      to i tak lepsze niż queens blade , choć początki są podobne
  • Avatar
    A
    harpagon 27.12.2013 13:09
    Jakby to ująć… może pomysł nie był zły. Była szansa złapać za ogon szympansa i zrobić z tego coś dobrego. Niestety wyszło tak jak zawsze, mało śmiesznie i bez sensu. Zdecydowanie wracam do Tygysiej Maski. Tam przynajmniej gościu wiedział o co walczył.
  • Avatar
    A
    Grisznak 8.12.2013 21:55
    Dobra, twórcom udało się do pewnego stopnia zaskoczyć w finale 10 odcinka, jednak nie powiem, by to była dobra czy też sensowna niespodzianka – bo niby jak  kliknij: ukryte  Nawet absurd powinien mieć jakieś granice…
    • harpagon 27.12.2013 13:07:52 - komentarz usunięto
  • Avatar
    A
    Grisznak 1.12.2013 18:39
    Doprawdy… bohaterka wygrała JEDNĄ walkę (przerypała kilkadziesiąt) i już się doczekała uczennicy, mistrzynie świata chcą się z nią bić… Serio, można to był jednak bez większego wysiłku pokazać nieco sensowniej. Ciekaw jestem bardzo, jak się ta seria sprzeda.
  • Avatar
    A
    Grisznak 24.11.2013 18:29
    Dobra, mieliśmy jeden odcinek, w którym dano bohaterce wygrać, jeden, przez który mogła się tym nacieszyć i znowu – 24 minuty zbierania batów i jęczenia. Tak już będzie do końca?
  • Avatar
    A
    Grisznak 5.11.2013 11:19
    Zastanawia mnie w tym anime jedno – fakt, że w zasadzie przez niemal pół serii non stop bohaterka przegrywa i obrywa, jakby główną ideą miało być jej ciągłe upokarzanie i obijanie. Nie dość, że jest to nudne (bo wszystkie walki przegrywa w identyczny sposób), to jeszcze po prostu męczy widza. Jasne, klasycznym motywem serii bijatykowych jest przegrana postaci, która po klęsce się podnosi i idzie do przodu. Kłopot w tym, że Sakura jak na razie tylko i wyłącznie przegrywa walkę za walką (bodaj kilkadziesiąt już), a jej tragizm jest taki, że gdy choć ciut lepiej zaczęło jej iść (w sensie, nie przegrała po dwóch minutach, ale po pięciu) to już zaraz och i ach. Nie wiem, czy ten tytuł robi jakaś banda sadomasochistów, którym frajdę sprawia obijanie i upokarzanie bohaterki, ale mnie to zwyczajnie męczy, nawet bardziej niż generalna sztampowość tej produkcji (ta akurat była do przewidzenia, więc nie narzekam).
  • Avatar
    A
    senbon sakura 13.10.2013 19:36
    lepszy rydz niż nic
    inni niech myślą co chcą . to anime jest i tak lepsze niż jakieś fighting beauty wulong . tam mieszają zapasy z nikomu nie potrzebną w tym sporcie filozofią siły wewnętrznej. nie dość że trudno znaleźć odcinki , to ich oglądanie jest stratą czasu. w przypadku ,, sekai de…” mamy do czynienia (z nszego punktu widzenia ciutke zboczonym)z zapasami najbliższymi realnym . podziwiam głównom bohaterke za nie poddawanie się. w czasie walki gubiło ją tylko pewność siebie w niewlaśćiwym momencie i skutek wiadomy. mimo to nie warto się zniechęcać , choć czekanie na emisje odcinków jest dobijające
  • Avatar
    A
    Grisznak 13.10.2013 16:54
    Drugi odcinek – plusem niewątpliwym jest fakt, że zamiast do głównej roli wstawić bohaterkę wygrywającą cudem swoje pierwsze walki samą siła woli, postanowili pokazać, że nawet z tarczą fabuły, główna postać bez doświadczenia zostanie zlana dokumentnie przez ciut bardziej doświadczoną rywalkę. Dobre i to.
    • Avatar
      grucha 13.10.2013 19:43
      wygrywanie fartem jest nurzące. predzej czy później wygrywający pregra. przypadek wygrywania cudem mamy w anime typu angelic layer. nie zrozumie sie anime tylko na podstawie dwóch pierwszych odcinków. bohaterka przypomina mi tą z senki zesshou symphogear. od zera do hera
  • Avatar
    A
    Grisznak 8.10.2013 10:55
    Linia dialogowa głównej bohaterki składa się głównie z westchnięć, stęknięć i jęknięć, ale trzeba przyznać, że jej seiyuu tym jest niezła. Fabuły, póki co, nie stwierdzono, nie jest to także tak fazowe jak „Queen's Blade” – tam jednak realia fantasy dawały twórcom większe pole do popisu, wrestling, mimo całego swojego wariactwa, musi bazować na realizmie (nawet tak osobliwie pojmowanym).
    Aha, ending jest całkiem miły dla ucha.