Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

5/10
grafika: 4/10
fabuła: 5/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,50

Ocena czytelników

brak

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Enevi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Kao An

Rodzaj produkcji: film
Rok wydania: 2009
Czas trwania: 81 min
Tytuły alternatywne:
  • Port of Return
  • 靠岸
zrzutka

Wielka miłość i rozpaczliwa ucieczka przed wojną na pokładzie wielorybiego statku w potrawce z abstrakcji.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Mroźne Światełko pamięta tylko, że czekała na kogoś w porcie, który nagle ostrzelały wrogie oddziały, a ona sama wraz z kilkoma innymi osobami została porwana przez Tygrysie Oko, kapitana niezwykłego statku, który krąży bez celu w przestworzach. Zagubiona dziewczyna pragnie jak najszybciej znaleźć się w swoim domu, na świecie panuje jednak wojna i powrót wydaje się niemożliwy. Co gorsza, wraz z kolejnymi powracającymi wspomnieniami, nastolatka zaczyna podejrzewać, że Zachodni Wiatr, na którego czekała zgodnie z obietnicą, wcale nie zamierzał dotrzymać słowa…

Jakaś ucieczka, jakaś obietnica, jakaś wojna, jakiś statek, jakiś świat… Można by wyliczać tak dalej i po wstępie oraz pierwszych minutach filmu dojść do wniosku, że to typowe „niewiadomoco”, które w ogóle nie ma na siebie pomysłu i próbuje zatuszować braki surrealistycznymi wstawkami. Owszem, na początku trudno połapać się, o co tak właściwie w tym wszystkim chodzi, gdyż fabuła pędzi do przodu bez jakichkolwiek wyjaśnień, a rzucane na prawo i lewo informacje nijak mają się do siebie. Nie pomaga też to, że twórcy dosłownie zalewają widza abstrakcyjnymi obrazami, akcjami bez ładu i składu z ogólnym wyjaśnieniem „bo tak”. Potem jednak, gdy do głosu dochodzą wspomnienia głównej bohaterki, wszystko zaczyna się powoli układać w spójną całość i okazuje się, że w tym całym burdelu kryje się zwyczajna i w miarę logiczna historia.

Tajwański reżyser Mike Chang nie jest pierwszą osobą, która pod płaszczykiem kompletnie niezrozumiałej niezwykłości stara się przemycić opowieść prostą, ale jednocześnie (teoretycznie) łapiącą za serce. Trudno powiedzieć, czy Kao An poruszy każdego, ale nie ma co ukrywać, że film ten jest w gruncie rzeczy czystej wody dramatem (nie, nie takim teatralnym) romantycznym. Czy się udało? Nie wiem, bo co prawda scenariusz nie należy do odkrywczych, ale historia sama w sobie pomimo pewnej schematyczności jest ładna i nie czeka na widza z łopatą, a co najwyżej z paczką chusteczek. Problem polega na tym, że zanim potencjalny widz dokopie się do tego wszystkiego, czeka go wyjątkowo chaotyczna i momentami naprawdę męcząca podróż przez najdziwniejsze wytwory wyobraźni autorów. Nie wiem, czy dla wszystkich będzie też strawna próba wciśnięcia do filmu sporej ilości myśli buddyjskiej, która sama w sobie jest bardzo ciekawa, ale podana w taki sposób, sprawia wrażenie pseudofilozoficznego bełkotu, nijak mającego się do akcji, chociaż stanowi podstawę całości. Bez wzięcia pod uwagę tych podstawowych założeń film może jawić się jako wyciskacz łez, który próbowano ubrać w ładne pstrokate ciuszki, ale coś twórcom mocno nie wyszło. Nawet jeśli widz jest buddystą lub przynajmniej zna buddyjską Anguttara Nikaya (lub Rozprawę według liczb, zbiór nauk uporządkowanych w jedenastu księgach, których autorstwo przypisuje się Buddzie i jego uczniom), może się złapać za głowę i stwierdzić, że takie wykorzystanie tych elementów filozofii wschodniej jest kompletnie niestrawne, a całość zwyczajnie przekombinowana.

(Nie)przyjemne wrażenia z seansu w dużej mierze będą również zależeć od tego, jak widz odbierze zachowanie głównej bohaterki. Mroźne Światełko jest osóbką energiczną, ale przy tym naiwną, nieco samolubną, straszliwie upartą i w równym stopniu zagubioną. Z początku może sprawiać wrażenie nieznośnej, ale z biegiem czasu, jeśli tylko wczujemy się w historię dziewczyny, jej charakter zaczyna rysować się zupełnie inaczej w świetle powracających wspomnień i protagonistka ma szansę zaskarbić sobie sympatię widza. Co prawda Kao An nie jest teatrem jednej aktorki, ale o pozostałych postaciach trudno napisać coś konkretnego – wprawdzie poznajemy bliżej historię kilkorga z nich, ale ich rola w fabule jest tak minimalna, że trudno się nimi przejąć. Większość z nich pozostanie widzowi raczej obojętna, ale przynajmniej zachowanie niektórych bohaterów nabierze sensu, gdy już cała fabuła się wyjaśni.

Bardzo nierówna jest również oprawa graficzna, a chociaż pierwszym, co rzuca się w oczy, są efektowne tła, cała reszta pozostawia sporo do życzenia. Widać to już po projektach postaci, gdyż istnieje wyraźna różnica między świadomymi zniekształceniami a niezamierzonymi potworkami. Niestety, w przypadku Kao An mamy do czynienia z nawet nie tyle kanciastymi, ile po prostu krzywymi bohaterami, których anatomia cierpi niewysłowione męki. Jeszcze gorzej prezentuje się animacja, bardzo toporna i momentami wręcz rażąca sztucznością i niedopasowaniem do reszty. Swoistą wisienką na tej wątpliwej jakości torcie są efekty trójwymiarowe, niemiłosiernie gryzące się z tłem. Znacznie lepiej, chociaż też nieszczególnie rewelacyjnie, wypada utrzymana w raczej ponurym klimacie ścieżka dźwiękowa. Znajdziemy na niej różne utwory, które w oderwaniu od obrazu może niekoniecznie nadają się do słuchania, ale jako ilustracja do filmu dobrze spełniają swoje zadanie.

W ostatecznym rozrachunku Kao An okazało się bardzo specyficznym, niefortunnym połączeniem stylów i różnych elementów (pop)kultury, które nie każdemu musi przypaść do gustu. Na pewno nie jest to propozycja dla łowców dziwadeł, bo całość obrana z grubej skórki abstrakcji okazuje się prostą i niekoniecznie porywającą historyjką miłosną. Z kolei zainteresowanych buddyzmem może odrzucić męczący i chaotyczny sposób prowadzenia akcji, która dopiero na samym końcu nabiera pewnego sensu, a i wtedy nie wszystkich musi usatysfakcjonować. Sam pomysł na pewno był ciekawy, ale przy wprowadzaniu go w życie dodano zdecydowanie zbyt wiele własnych pomysłów i bardzo nieumiejętnie wszystko połączono. W efekcie powstał film przeznaczony dla nikogo: nie na tyle dobry, by się podobać, i nie na tyle zły, by jednoznacznie odrzucać; nie na tyle głęboki, by poruszać, i nie na tyle płytki, by bez mrugnięcia okiem spisać go na straty.

Enevi, 28 stycznia 2014

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Spring House Entertainment
Projekt: Jennie Lai, Tina Yang
Reżyser: Mike Chang
Scenariusz: Bear Lin, Cynthia, Ernest Huang, Fion Wei, Jasmine Ou, Jiaing Tsai, Marina Pu, Mike Chang
Muzyka: Thomas Tsai