Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 8/10 grafika: 6/10
fabuła: 7/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,50

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 81
Średnia: 7,32
σ=1,42

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Tonari no Seki-kun

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2014
Czas trwania: 21×7 min
Tytuły alternatywne:
  • となりの関くん
Tytuły powiązane:
Gatunki: Komedia
Widownia: Seinen; Postaci: Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność
zrzutka

W czasie deszczu dzieci się nudzą… W szkole również, nawet bardziej!

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Recenzja napisana na podstawie trzynastu odcinków (zgodnie z pierwotnymi informacjami o ich liczbie). Ze względu na konstrukcję fabularną serii nie powinna ulec większym zmianom po jej zakończeniu.

Co można robić podczas nudnej lekcji (jakiejkolwiek lekcji)? Wszystko! Pod warunkiem, że ma się trochę papieru, dużo gumek do mazania i wyobraźnię. A tej z pewnością nie brakuje sąsiadowi z ławki Yokoi, pilnej uczennicy, która bardzo poważnie podchodzi do nauki. Niestety, los sprawił, że musi siedzieć obok Sekiego, chłopaka wynajdującego przeróżne rzeczy, byle tylko nie otwierać podręcznika. I cóż z tego, że Yokoi marzy o porządnych notatkach, kiedy na ławce obok powstaje gumkowe domino lub toczy się dramatyczna wojna ze złym i zdradzieckim generałem? Jak tu przejść obojętnie obok uroczej i godnej podziwu rodziny mechów? Szkolne życie nie jest łatwe, oj nie…

Tonari no Seki­‑kun to seria pełna absurdalnego humoru. Siedmiominutowe odcinki przedstawiają kolejne lekcje, podczas których bohaterka dzielnie walczy ze sobą, by zamiast obserwować pomysłowego kolegę, skupić się na omawianym temacie. Oczywiście najczęściej przegrywa owe „pojedynki”, co skutkuje pretensjami nauczyciela. Dlaczego to Yokoi otrzymuje burę, a nie Seki? Cóż, pomysłowość idzie w parze z inteligencją (bądź instynktem samozachowawczym), dlatego chłopak po pierwsze chowa się za dobrze zbudowanym kolegą, siedzącym przed nim, a po drugie jakimś cudem zawsze zdąża ukryć „zabawki”. Ale nie to jest siłą anime, a właśnie szalone pomysły Sekiego – najczęściej tak głupie, że aż śmieszne.

O ile zabawy z gumką do mazania (niekoniecznie tak wyszukane) czy wysyłanie liścików mieszczą się jeszcze w klasycznym repertuarze znudzonych uczniów, tak nie przypominam sobie, żeby ktoś odgrywał na ławce sceny walki, jeździł po niej samochodem na baterie lub nosił w plecaku profesjonalny zestaw do polerowania drewna. Serio, wyobraźnia Sekiego nie zna granic – mnie najbardziej przypadły do gustu sceny z życia pewnej rodziny mechów oraz pojedynki shougi, które nie mają nic wspólnego z tradycyjnymi zasadami gry. I ta biedna Yokoi, ostatkiem sił próbująca nawrócić kolegę na naukę, ostatecznie stająca się jego „wspólniczką” w zakazanych zabawach. Jestem totalnie zaskoczona, że tak prosty, acz nietypowy pomysł na scenariusz mangi i anime okazał się strzałem w dziesiątkę! Życie szkolne jeszcze nigdy nie było tak zabawne.

Duża w tym zasługa Yokoi, która pełni rolę narratorki opowieści. Wszystkie wydarzenia poznajemy z jej punktu widzenia, podczas gdy Seki pozostaje cichym geniuszem zła, skutecznie udaremniającym jej naukę. Przy czym chłopak nie wciąga jej celowo do swoich zabaw, a i Yokoi zazwyczaj pozostaje bierną obserwatorką jego pomysłów (chyba że zawierają rodzinę mechów, do których dziewczyna ma widoczną słabość), tylko czasem daje się ponieść emocjom. Poza napomnieniami bohaterki i najczęściej urażonymi spojrzeniami Sekiego, trudno mówić o jakichś interakcjach bohaterów. Mimo to da się zauważyć między nimi pewną więź i „iskrzenie”, acz nie ma ono nic wspólnego z romantyczną relacją – to pokrewne dusze, chociaż chyba nie zdają sobie z tego sprawy. Chociaż Yokoi jest niezwykle sympatyczna, a i Seki daje się lubić, ze względu na długość serialu oraz przyjętą konwencję, trudno mówić o jakimkolwiek rozwoju postaci. W przypadku Tonari no Seki­‑kun nie jest to jednak wada, gdyż produkcja świetnie radzi sobie bez takich zabiegów i posiada wiele innych elementów, które skutecznie rekompensują wszelkie braki.

Grafika jest w najlepszym razie przeciętna, acz rysunek dość wiernie oddaje mangowy pierwowzór. Projekty postaci są proste, a nawet uproszczone, ale narysowane zgodnie z prawidłami mangowej sztuki i anatomii. Nie jest to seria szczególnie dynamiczna, na ekranie dzieje się niewiele, dlatego animatorzy nie mieli za dużo pracy. Tak naprawdę uwagę zwraca jedynie ekspresja twarzy, gdyż to dzięki niej możemy lepiej poznać Sekiego, który przez całe anime nie odzywa się ani razu. Na mimikę składają się głównie typowe dla mangi i anime zabiegi – charakterystyczne rumieńce, karykaturalne wykrzywianie ust czy różnorodne, ale zawsze uproszczone sposoby rysowania oczu. Serial nie zachwyca graficznym bogactwem, ale też unika wszelkich wpadek i niedoróbek. Prostemu scenariuszowi towarzyszy takaż oprawa, może niezbyt piękna, ale idealnie wpasowująca się w ogólne założenia.

Znacznie ciekawiej prezentuje się ścieżka dźwiękowa, chociaż nie ma na to dużego wpływu szeroko pojęta muzyka. Tak naprawdę w pamięć zapadają trzy utwory: czołówka Meiwaku Spectacle, śpiewana przez seiyuu Yokoi, Kanę Hanazawę, instrumentalny ending Set Them Free, wykonywany przez jazzowego perkusistę Akirę Jimbo, oraz wyjątkowo zabawna piosenka, towarzysząca odcinkom z rodziną mechów, a opowiadająca o jej członkach. Z wymienionych kompozycji czołówka wypada najsłabiej, ale trudno odmówić jej uroku, zwłaszcza że Kana Hanazawa idealnie wczuła się w rolę Yokoi. Ending jest cudny – pod każdym względem, od wpadającego w ucho rytmu, po pomysłowy teledysk towarzyszący, także doskonale podkreślający relacje bohaterów. Natomiast piosenka o robotach… To po prostu trzeba usłyszeć! Jednak wysoką ocenę ścieżka dźwiękowa zawdzięcza przede wszystkim wspomnianej już Kanie Hanazawie. Seiyuu zagrała fantastycznie, wspaniale oddając wszystkie emocje Yokoi, a także w sposób zabawny i pełen polotu komentując codzienne szkolne życie z Sekim i jego pomysłami u boku. Nawet tytuł serialu, wypowiadany pod koniec każdego odcinka przez Yokoi, za każdym razem brzmi inaczej i stanowi podsumowanie zaprezentowanych wydarzeń.

Tonari no Seki­‑kun jest jedną z najsympatyczniejszych niespodzianek początku 2014 roku. Produkcja nie tylko skutecznie podnosi poziom endorfin, ale sprawdza się również jako reklama mangi. Anime broni się samo, już od pierwszego odcinka przyciągając widza bezpretensjonalnym, szalonym humorem oraz nietuzinkowymi pomysłami na prostą fabułę. Durne to, ale czy zakazane zabawy podczas lekcji kiedykolwiek grzeszyły inteligencją? Gorąco zachęcam do oglądania, śmiech to zdrowie, a i kilka ciekawych przykładów, co można zrobić, kiedy bardzo nam się nudzi, zawsze się przyda.

moshi_moshi, 6 kwietnia 2014

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Shinei Animation
Autor: Takuma Morishige
Projekt: Masae Ootake
Reżyser: Yuuji Mutou