Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyuu.pl

Komentarze

Kuroshitsuji [2014]

  • Avatar
    A
    Avalia 11.02.2015 13:58
    O filmie
    Jak to ja najpierw film potem oryginał i dobrze.
    Film sam z siebie nie był zły, miał obsadę z wysokiej półki, jak dla mnie dobrze się go oglądało. Historia historią, troszkę średnio przypadł mi do gustu motyw z narkotykiem ale było też sporo plusów.
    Po zobaczeniu anime, rozumiem jak bardzo może się film nie podobać, jednak oceniam film jako osobną produkcję na podstawie mangi a nie jej przerysowaniu dlatego uważam go za dobry. Czy wart polecenia? Nie jestem pewna, ale jak komuś się nudzi a nie ma lepszej alternatywy to czemu nie? Nie będę zniechęcać, bo film wcale nie jest zły, tylko fani oryginału muszą się od niego odciąć i wczuć w nowa historię.
    • Avatar
      chi4ko 11.02.2015 17:55
      Re: O filmie
      obsadę z wysokiej półki


      Jeżeli to jest wysoka półka, to jakim cudem grali tak marnie? Ciotka wypadła najgorzej.
      • Avatar
        Avalia 11.02.2015 19:14
        Re: O filmie
        Raczej chodziło mi o znane nazwiska niż ich poziom gry, który mi osobiście nie przeszkadzał.
  • Avatar
    A
    Lenneth 12.08.2014 01:17
    Kicz, kamp i plastik - czyli normalka
    Kiczowato, sztucznie i pretensjonalnie – czyli właściwie nie inaczej niż w większości LA, z jakimi zetknęłam się w życiu.

    Realia świata przedstawionego to radosny, nietrzymający się kupy miszmasz. Nikt nie zaprząta sobie głowy tłumaczeniem, w którym roku rozgrywa się akcja i czy w ogóle na Ziemi, czy w jakiejś alternatywnej Nibylandii. Z jednej strony mamy współczesne (niektóre) budynki, broń i samochody, rozwój farmakologii zahacza nawet o sci­‑fi, a z drugiej – bohaterowie posługują się korespondencją pieczętowaną woskiem i pomykają w takich strojach, jakby właśnie urwali się z barwnego konwentu, ewentualnie rekwizytorni jakiegoś teatru. Mam wrażenie, że twórcy woleli, ze względów finansowo­‑organizacyjnych, nie kręcić całego filmu w Europie, a tym bardziej w porządnych realiach epoki wiktoriańskiej, więc ostatecznie stanęło na quasi­‑współczesnej hybrydzie, żeby i budżet się zgadzał, i fani nie narzekali, że ekranizacja nie ma nic wspólnego z pierwowzorem. Oryginalne Kuro też zresztą nie grzeszyło realizmem i dokładnością historyczną, trudno więc oczekiwać od LA, że będzie to dramat kostiumowy z prawdziwego zdarzenia.

    Fabuła miałka, ale przynajmniej jej w tym filmie nie zabrakło – mamy zagadkę, śledztwo, zwrot akcji i rozwiązanie. Sam wątek jest prosty i przynajmniej udaje, że ma ręce i nogi. Gdyby zagłębić się w detale, mogłoby się okazać, że mało co trzyma się kupy (goście ekskluzywnego klubu – wśród nich prominenci, politycy – giną pojedynczo po każdej wtorkowej imprezie, ale jakoś im do głowy nie przyjdzie, żeby wszcząć własne śledztwo; niepełnoletni dzieciak znikąd bez problemu przejmuje poważną firmę, a realia mamy ponoć współczesne; „Ciel” jest tak perfekcyjnie zakonspirowanym szpiegiem, że wie o nim każdy poważniejszy antagonista; i tak dalej, i tak dalej) – no ale po co się zagłębiać, to przecież LA, nie liczy się logika, tylko klimat i procent zgodności z oryginałem. Jedyne, co na poważnie mnie zabolało, to że nie potrafiłam ogarnąć motywacji terrorystów, którzy chcieli przeprowadzić swój zuy i straszny atak, ponieważ… bo tak. Znaczy, ogarniam fakt, że głównej antagonistce –  kliknij: ukryte  – od nadmiaru zgryzoty urwała się piąta klepka, ale przecież babka nie działała w pojedynkę, miała plecy, kontakty… Jednak polityki w tym filmie zero, tam każdy zły zdaje się mordować, bo lubi i może, tyle.

    Aktorzy plastikowo­‑drewniani, ich główne zadanie to wyglądać i deklamować, niekoniecznie grać postacie z jakąś tam głębią psychologiczną.
    Seba chodzi w tym filmie jak modelka po wybiegu – stawia jedną nóżkę dokładnie przed drugą, nawet nieco na krzyż, szkoda tylko, że ma za wąskie biodra, żeby ładnie nimi kręcić, ale i tak wychodzi kamp do kwadratu. Sam aktor początkowo totalnie mnie odrzucił, głównie za sprawą mięsistych, podkreślonych warg (dla mnie, podobnie jak chód modelki, totalnie niemęskich). Później przywykłam, facet zaczął mi wyglądać względnie normalnie, nie szpetnie, ale dalej czegoś mi w nim brakowało – pazura i charyzmy pod płaszczykiem idealnej grzeczności i opanowania, bez czego demoniczny lokaj wypadał poprawnie, ale blado. Ratowały go trochę ładne, zgrabnie wyreżyserowane sceny walk – miło było patrzeć, jak pokonuje bandę mafiozów za pomocą srebrnego noża.
    Brak Ciela przełknęłam natomiast gładko – siedemnastoletnia Kiyoharu Genpou świetnie zastąpiła bucowatego, drewnianego paniczyka bez charakteru. Prawie nie do odróżnienia. I wcale nie piszę tego złośliwie.
    Główna antagonistka wypadła natomiast strasznie żałośnie. Naprawdę nie można z niej było zrobić sensownej intrygantki, bez napadów maniakalnego śmiechu, monologów z serii „teraz wyjaśnię ci, jak bardzo jestem podła i dlaczego”, błagania o życie na kolanach, kolejnych porcji szalonego chichotu i tak dalej? Nie pamiętam już, jak odpowiednik tej postaci wypadał w oryginale, ale wydaje mi się, że tam babka była bardziej ogarnięta, potrafiła lepiej grać i oszukiwać, a jej „trauma” budziła większe zrozumienie, niż kilkunastosekundowa retrospekcja z bukietem róż.

    Tak czy inaczej, to nie jest zły film. Dobry też nie, ale obejrzeć go sobie można, mózg i oczy przy nim nie wypływają. Choć może niekoniecznie trzeba, no chyba, że ktoś czuje nieodpartą potrzebę zobaczenia, jak wypadają „Ciel” i Sebastian w wersji live.
  • Avatar
    A
    Yumi Mizuno 15.07.2014 03:47
    Dylemat
    Oceniając tę produkcję miałam wielki dylemat. Zacznijmy może od obsady aktorskiej – nawet udana. Do Sebcia z loczkami idzie się nawet przyzwyczaić. Jeżeli chodzi o muzykę – bardzo mi się podobała. Efekty? Na poziomie. Akcja – była, chociaż momenty walki Sebcia momentami za długie. Gra aktorska ... No z tą zawsze jest kiepsko jeżeli chodzi o japońskie filmy, dlatego ujdzie w tłoku, ale mogłoby być lepiej…
    A fabuła?
    No i tutaj jest pies pogrzebany. Poza wątkiem Sebcia, kontraktu z paniczykiem, niezdarnej pokojówki i pana Tanaki NIC nie jest takie samo. UWAGA SPOJLERY!
     kliknij: ukryte 
    Z drugiej jednak strony, jak się popatrzy na tę produkcję jako na film, odczepiając od siebie mangę i anime. Popatrzy się jak na całkiem nową i niepowtarzalną produkcję – mamy całkiem ładną ocenę.
    Fani mangi i anime będą zawiedzeni, rozczarowani, być może nie dotrwają do końca filmu, albo będą się śmiać lub załamywać ręce. Zbyt wielkie oczekiwania wiele razy ludzi gubiły. Stąd moja ocena, oceniłam ten film jako indywidualną całość, odrębną od mangi i anime z Sebkiem i Cielem, oglądałam to jako film z Sebkiem i ... i swoim paniczem.
    Chociaż na początku nudziło. Potem akcja się rozkręciła. W sumie, warto było rzucić na to okiem. Polecam.
    • Avatar
      NEBUKADNECCAR 10.08.2014 23:10
      Re: Dylemat
      Dla mnie dobrze dobrany (choćby jeden )pierwszoplanowy aktor potrafi uratować nie jeden film. W tym przypadku taką postacią powinien być oczywiście Sebastian. Aktor, który go gra kompletnie do mnie nie przemawia (jak nie jest zbyt dobrym aktorem to powinien chociaż mieć to mroczne spojrzenie). Nie wiem dlaczego, ale osobą, która zawsze mi się kojarzyła z Sebastianem jest aktor Jun Kaname. Pamiętam go z filmu Goemon (sam film w moim odczuciu jest tragiczny) i jego charakterystycznie mroczną grę.