Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Medalikon 2017 - konwent

Komentarze

Sekai-ichi Hatsukoi: Yokozawa Takafumi no Baai

  • Avatar
    A
    jolekp 20.09.2015 20:44
    "O Boże, nie czuję napięcia!"
    Była 19.00, włączyłam film. Minęła pierwsza godzina, druga, trzecia… Patrzę na zegarek – jest 19.10. Mniej więcej takie były moje wrażenia, podczas przyswajania tego dzieła. Cóż, jeśli co pięć minut sprawdzam ile jeszcze do końca, to jest to dla mnie znak, że nie dzieje się dobrze. I jakoś kompletnie mi zwisało, co się tam dalej wydarzy. W zasadzie, poza wspomnianymi niżej przez tamakarę „gochisousama” i walentynkowymi scenkami po napisach, które były całkiem urocze (nawet na czempionów kretynizmu Chiakiego i Kisę dało się patrzeć – szok!), nie potrafię przywołać z pamięci ani jednej sceny, która wywołałaby we mnie jakieś większe emocje. Co, biorąc pod uwagę, że zakończyłam seans niecałe pół godziny temu, mówi chyba samo za siebie. Aczkolwiek, być może duże znaczenie ma fakt, że nie jestem i nigdy nie byłam szczególną fanką SH jako takiego i w zasadzie nie akceptuję tam innych wątków poza głównym (taa… jestem prawdopodobnie jedyną osobą na globie, która tak jakby lubi Ritsu -_-).
    Tak że ogólnie, jestem z deka zawiedziona. Spodziewałam się zwykłej, w miarę sympatycznej historii na lepszy start nowego tygodnia, a wynudziłam się jak rolmops w cebuli. Smutna sprawa.
  • justyna 3.10.2014 16:24:22 - komentarz usunięto
  • Avatar
    A
    tamakara 6.09.2014 19:05
    Obejrzałam ten film bez znajomości drugiej serii tv i przy praktycznym wyparciu serii pierwszej. Na samym wstępie zauważyłam więc, że nie znam bohaterów, których powinnam znać i rozumieć ich wzajemne relacje. Poczułam się zagubiona na jakąś minutę, ale potem bylo już ok. Zwłaszcza, że fabuła nie wymagała wielkiego wysiłku intelektualnego.
    Wszystko jest typowe, niezaskakujące, przewidywalne na dwie sceny do przodu i na dodatek niezbyt pięknie rysowane. Co prawda w pewnym momencie myślałam, że może jednak fabuła nie pójdzie po najniższej linii oporu, ale po motywie z chorobą kota straciłam nadzieję. Rozegrano to nie dość, że w najprostszy możliwy sposób, to jeszcze jakoś tak od czapy :|  kliknij: ukryte  ...ok
    ale przecież obejrzałam do końca, chociaż z przerwami na przysłowiowe wyjście po herbatę…
    Kirishima to największy atut tej produkcji, jego gochisousama podbiło moje serce xD i przy okazji stanowiło pierwszy raz, kiedy naprawdę się roześmiałam. W ogóle facet jest cudowny, a jego seiyuu ma cudowny głos <3 co innego Yokozawa… Yokozawa to przerośnięte głupie uke aż żal, poza tym brzmi strasznie nieatrakcyjnie, szczególnie w tych swoich pomrukach.
    Z innych postaci, które przewijają się w tle, nie ma sensu wymieniać kogokolwiek poza córką Kirishimy i starym kotem. Pozostali to albo statyści, albo smaczki dla fanek. No, może z wyjątkiem Takano, który miał jakiś sens fabularny. Aczkolwiek dodam na marginesie, że usłyszenie Kondo Takashiego jest zawsze miłe, nawet jeśli to tylko chwilka <3
    Swoją drogą, zauważyłam coś jakby efekt mikrofonu typu dummyhead. To było urocze~ Ale rzadko oglądam anime ze słuchawkami na uszach, może to norma?
    Ogólnie powiem tak: mogło być pięknie, a wyszło jak zwykle. Niemniej seans nie był kompletną stratą czasu. Powywracałam oczami, zaliczyłam kilka facepalmów, ale ogólnie było śmiesznie i całkiem pluszowo.


    Extras po pierwszych napisach też były pluszowe i super słodkie, zwłaszcza rozczulił mnie motyw małego mangaki z głosem Tachibany. To było mega rozkoszne~ do momentu  kliknij: ukryte  (;¬_¬) chociaż to taka ciekawa odmiana usłyszeć swojego ulubionego yandere seiyuu w roli głupiego uke xD;;; No i jeszcze mały edytor z głosem Pikorina, słodki~ niech mi ktoś go da, walnę go przez ten mały głupi łeb :D właściwie jego głos to jedyna zaleta tej postaci. Taaa, ogólnie małe ukeśki w tej serii mają wspaniałych seiyuu. Dam za to o punkt więcej XD
    • gajosik 27.09.2014 18:57:16 - komentarz usunięto