Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Otaku.pl

Komentarze

Shigatsu wa Kimi no Uso

  • Avatar
    A
    Warmupek 15.08.2017 11:08
    Niestety, gdyby całe anime zamknięto w 12­‑stu odcinkach, to mogłaby to być całkiem dobra seria. A tak wyszło coś beznadziejnego raczej.

    Akcja anime posuwa się tak wolno że czasem w odcinku jest dosłownie 5% posunięcia się fabuły do przodu a 95% retrospekcje, jakieś uczucia i pełne patosu scenki które w większości irytują i nie da się ich oglądać. Czasami po prostu przewijałem odcinek bo nic nie wnosił do fabuły. Lubie oglądnąć jakieś spokojne i melancholijne anime ale tu to jest po prostu wszystko sztuczne i niepotrzebne ze dostawałem raka od patrzenia na to…

    No logic. Po prostu brak logiki u niektórych bohaterów jak choćby „nie słyszę dźwięku fortepianu”... Jak nie słyszysz człowieku xD, albo samo zachowanie matki głównego bohatera, a już o miłości kaori nie wspomnę. Po prostu pełno tutaj nie trzymających się kupy motywów i bohaterów z dupy wziętych xd.

    Ogólnie sama historia opowiada o gimnazjalistach, więc anime przeznaczona raczej dla młodszych widzów bo tym starszym raczej ciężko będzie się utożsamić właśnie z gimnazjalistami xddddd.


    Rozśmieszyło mnie jeszcze wstawienie tych niepotrzebnych bohaterow do serii. Takie po prostu zapychacze które absolutnie nic nie wnoszą do anime.

    Jeżeli masz 18+ i oczekujesz po anime czegoś inteligentniejszego to uciekaj stąd xd.
  • Avatar
    A
    Keicam 12.08.2017 19:27
    Perełka
    Anime, według mojej oceny, jest wybitne pod praktycznie każdym względem.. niestety, prawie każdym. Nieskomplikowana, czysto 'okruchowo życiowa' fabuła, charyzmatyczne postacie, które w wiarygodny i realistyczny (czasami aż za) sposób ukazują swój charakter, relacje. Genialna, dość szczegółowa kreska + animacje twarzy i ruchu które mnie osobiście zachwyciły. Humor też niczego sobie, w niektórych momentach można ostro brechnąć ^^ No, i oczywiście oprawa audio.. genialna i nadająca produkcji swoistego klimatu, nie przypuszczałem że aż tak polubię muzykę klasyczną, była cudowna. Oba openingi i endingi to arcydzieła, ciężko pominąć

    Napisałem prawie idealna dlatego, iż anime ma kilka istotnych, ponownie według mnie, dość szczegółowych wad. Pierwszą i najważniejszą z nich jest długość. Historia ciągnie się dość zawile, i chwilami wieje specyficzną monotonią, szczególnie podczas retrospekcji bohaterów (+flashbacki jak w filerach Naruto). 22 odcinki to dużo, 12 to za mało. Coś pomiędzy byłoby idealnie.
    Kolejną jest romans, a raczej jego.. brak? Dla mnie anime było strasznie irytujące pod tym względem. Ja to widzę tak:  kliknij: ukryte . Ogólnie postać Kaori nie przemówiła do mnie. Jest śliczna, utalentowana i słodka, ale jej morały była nijakie. Myślałem że twórcy posuną chociaż wątek Tsubaki, ale jak widać –
    na dobrą sprawę, średnio.
    Ostatnią rzeczą która mnie zniesmaczyła jest ilość dramatu:  kliknij: ukryte . Jest to wszystko nad wyraz wierne rzeczywistości, i chwała temu za to, no ale jednak.
    Takie naciągane 9/10, szczególnie za przedziwną końcówkę.
  • Avatar
    A
    Danz 20.06.2016 00:10
    Arcydzieło z jedną niezrozumiałą rzeczą
    Oczywiście mógłbym tutaj rozpisywać się o wspaniałości tego anime, ale już to zrobiła recenzentka i inni użytkownicy w komentarzach. Ja natomiast mam jedno pytanie:  kliknij: ukryte 
    • Avatar
      Amarena 20.06.2016 00:45
      Re: Arcydzieło z jedną niezrozumiałą rzeczą
      po jakie licho ciągnęła to przez cały rok ?

      Jedynym powodem, który przychodzi mi do głowy jest wspomniana już przez Ciebie „wspaniałość tego anime” ^^
    • Avatar
      Saarverok 20.06.2016 22:55
      Re: Arcydzieło z jedną niezrozumiałą rzeczą
      ja to interpretuję w taki sposób,  kliknij: ukryte Jest to jakiś mankament fabularny, ale mimo wszystko bardzo ładnie nawiązuje do tytułu i w miarę się trzyma kupy. Tu mi się bardzo kojarzy Mirai Nikki z pytaniem – co potrafiłbyś poświęcić w imię miłości? Nie mówię, że Mirai to rewelacyjne dzieło, ale pytanie pozostaje.
      • Avatar
        Danz 26.06.2016 22:44
        Re: Arcydzieło z jedną niezrozumiałą rzeczą
        Zgadzam się z twoją interpretacją, myślę, że właśnie o to chodziło autorom, ale dalej nie mogę się z tym pogodzić. Odnośnie Mirai Nikki, to myślę, że na swój sposób jest to rewelacyjne dzieło.
        • Avatar
          Yagami1 6.01.2017 00:17
          Re: Arcydzieło z jedną niezrozumiałą rzeczą
          Jeśli komuś podoba się pairing psychopatki i CIACH[, to jak najbardziej. W życiu nie widziałem tak irytujących bohaterów, jedynie 9 była na plus. Sama eliminacja była w porządku, potem dodali jakieś cofanie przeszłości, równoległe wszechświaty i inne bzdury. Ostatnie odcinki to kicz i parodia w najgorszym wydaniu.
  • Avatar
    A
    scharlott 10.03.2016 19:09
    Z odcinka na odcinek, zdawałam sobie sprawę, że to naprawdę piękne dzieło
    Muszę przyznać, że Shigatsu naprawdę do mnie dotarło.
    Możliwe, że to przez przepiękną muzykę (oryginalne soundtracki oraz muzykę klasyczną, którą osobiście uwielbiam, a to anime naprawdę ukazało jej piękno). Sama historia, mimo że dość prosta, okazała się strzałem w punkt skłaniający do refleksji.
    Bohaterowie anime również przypadli mi do gustu, a zwłaszcza Kaori (co pewnie nikogo nie dziwi). Liczne retrospekcje w przypadku tego anime, budowały fantastyczny klimat. Animacje oraz kreska także zasługują na oklaski.
    Podsumowując, Shigatsu wa Kimi no Uso z wielką przyjemnością uznaję za jedno z moich ulubionych anime. Polecam je naprawdę każdemu (jednak ostrzegam, że po obejrzeniu może zostawić kilka dni lekkiego zdołowania). Oglądając je, z odcinka na odcinek, zdawałam sobie sprawę, że to prawdziwie piękne dzieło ;)

    We Love You- Kaori
  • Avatar
    A
    atashi 2.01.2016 23:44
    Wyciskacz łez z okropnym zakończeniem
    Widziałem wiele wyciskaczy łez, ale jeszcze nigdy coś tak smutnego jak Shigatsu. Autor stosował nawet takie zabiegi jak celowe mylenie widza i dawanie nadziei, żeby potem jedynie zwiększyć dramat.
    Cały czas miałem nadzieję na inne zakończenie.
     kliknij: ukryte 
    W tym anime jest mnóstwo zabiegów, które mają jak najbardziej wzruszyć widza. Można im ulec lub nie, ale prawdę mówiąc to trudno się nie popłakać.
  • Avatar
    A
    thorn 23.11.2015 00:19
    Historia prosta jak drut i obficie grająca różnymi schematami, ale przy tym ciepła i w przyjemny sposób nostalgiczna. Szczerze myślałem, że na koniec będę miał ochotę doczepić się do wielu rzeczy: momentami przeciągniętych scen koncertowych, nadmiaru postaci (każda z obowiązkowym background story) czy czegoś tam jeszcze innego.

    Ale koniec końców jakoś mi się to wszystko ładnie złożyło do kupy. Nie rzucałem się co prawda na każdy kolejny odcinek z niewiadomo jakim zapałem,  kliknij: ukryte . Ale było bardzo sympatycznie. Pewnie na moją korzyść zadziałał też sposób w jaki podano tematykę związaną z muzyką klasyczną, ćwiczeniami, koncertami- romantycznie i emocjonalnie, w sam raz dla laika w tych kwestiach. Ominęło mnie zgrzytanie zębami na to, czy jakieś kwestie nie zostały nadmiernie uproszczone albo wykrzywione.

    PS: OP1- genialny, moja prywatna ścisła topka.
  • Avatar
    A
    Prox 5.10.2015 23:14
    Słabizna
    Przy 8 odcinku miał być drop, potem przy 11. Stwierdziłem, że skoro ktoś na MAL daje tak ciach oceny (tutaj również), to chyba będzie arcydzieło i zacisnę zęby, wytrzymując do końca. Jestem na 20 docinku.

    Ani razu nie było mi smutno, nawet nie czułem wspólczucia. Anime jest sztucznie napompowane przesadnym dramatyzmem, z rozdziawioną gębą czytam, że ktoś przy tym płakał albo anime zmieniło jego życie. Say what?! To anime jest jak przeciętny romanso­‑dramat.

    Jak już fajnie zaczyna się dziać, to nagle humorystyczny przerywnik nie powiem skąd wyjęty. No po co to?!

    Dostałem coś, co próbuje być dramatem, ale nijak nie jest dramatyczne. Bohaterowie totalnie nielogiczni, więc ciężko się z nimi utożsamić. Bohaterowie drugoplanowi nic nie wnoszą, to takie zapychacze. Historię dałoby się zmieścić bez nich w 12 odcinkach, ale nie. Oglądaj Pan o tym, że nieobchodzący Cię koleś miał marzenie, a potem jego siostra też miała marzenie. Who cares?!

    Sam motyw choroby – oklepany jak 150. Motyw miłości – oklepany. Nic nowego. Motyw  kliknij: ukryte  – oklepany banał. Tutaj nie ma nic nowego, nic świeżego, a to co jest nieco świeższe, zniszczono przesadnym dramatyzmem i bezsensownymi monologami. Mógłbym wyjąć niektóre teksty z ust bohaterów i wyszłyby kwatki, jakich Coehlo by się nie powstydził. Wypowiedzi w tonie poetów aż się niedobrze robi.

    Jako facet, którego uwiódł Clannad, AnoHana czy niegdyś, dawno temu Air – serdecznie odradzam innym samcom. Gniot jakich mało, totalnie overrated, nie wiem kto ocenia to anime na więcej niż 5, ale albo mało widział, albo podąża ślepo za tłumem.

    Na 20 odcinek na 22, daję 5/10.
    • Avatar
      Kysz 5.10.2015 23:21
      Re: Słabizna
      Prox napisał(a):
      Jako facet, którego uwiódł Clannad, AnoHana czy niegdyś, dawno temu Air…

      Fatycznie, bo te trzy tytuły są tak oryginalne, naturalne i wcale nie przedramatyzowane xd
      • Avatar
        Klemens 9.10.2015 12:38
        Re: Słabizna
        Tru, tru, ale wiesz – im mniej 'doświadczenia' w oglądaniu animców, tym bardziej człowiek uczuciowy. Na początku mojej przygody Shigatsu pewnie mnie by ujęło, tak jak Clannad czy AnoHana. A teraz stwierdzam ten sam fakt co Ty – przedramatyzowane. Ale sentyment pozostał :P
        • Avatar
          Yagami1 9.10.2015 13:13
          Re: Słabizna
          Clannad i Air to jeszcze jak cię mogę, ale AnoHana ten sztuczny do bulu gniot? Boku no Pico bardziej mnie wzrusza niż to coś nazywane „wyciskaczem łez”.......
          • Avatar
            michas 9.10.2015 14:46
            Re: Słabizna
            Słabe porównanie. Akurat Boku no Pico niejednego faceta przyprawiło o łzy.
    • Avatar
      M54 11.10.2015 17:13
      Re: Słabizna
      Podpisuje się, ja wszystko mogę znieść, ale to niszczenie klimatu poprzez pseudo komediowe wstawki to jest M­‑A-S­‑A-K­‑R-A, przez to anime zacząłem nienawidzić superdeformed.

      Akurat AnoHana jest w tej kwestii lepsza, ja się bardzo w nią wciągnąłem, w przeciwieństwie do Shigatsu zamiast biadolić o pierdołach połowę odcinka, to anime skupiło się na rozwijaniu relacji bohaterów i pokazania ich uczuć. AnoHana liczy zaledwie 11 odcinków, a ja przywiązałem się do bohaterów i obejrzenie tego anime skłoniło mnie do lekkiej refleksji na temat przyjaźni, poza tym mówiąc szczerze też trochę mi się oczy spociły pod koniec.
      Shigatsu nie było złe, motyw  kliknij: ukryte  głównej bohaterki, mimo że sztampowy w połączeniu z jej osobowością naprawdę przybijał, dwa razy uroniłem łezkę (nie aż tak bardzo jak przy anohanie, ale jednak było mi przykro), pierwszy raz gdy  kliknij: ukryte , a drugi podczas ostatniego odcinka, ale drugi przypadek to było czyste granie na emocjach żeby podnieść ogólną ocenę i żeby widzowie dobrze zapamiętali anime.
      Przez wstawki komediowe niemalże znienawidziłem Shigatsu, nie dlatego że jest ono bardzo złe, tylko że ono mogło być naprawdę perełką, miało moim zdaniem wielki potencjał.

      PS. Te sceny na których „oczy mi się pociły”, to nie jest majstersztyk, po prostu ja jestem okropnie wrażliwą osobą.
      • Avatar
        Prox 26.10.2015 23:12
        Re: Słabizna
        Z tą jazdą na rowerze nic mnie nie ruszyło, dopiero końcówka, ale czułem, że zrobili to specjalnie. W 24 odcinki do nikogo się nie przywiązałem, nie poczułem ich więzi, ich uczuć. AnoHana to moim zdaniem inna liga mimo, że wyciska łzy i robi to specjalnie. Bohaterowie w AnoHanie przynajmniej coś sobą reprezentują i jak mają jakiś anstrój, to on pozostaje niezmieniony i udziela się też innym, w tym oglądającemu.

        W Shigatsu mogliby wszyscy zginąć i nie poczułbym nic. Zero. postaci totalnie nierealne, nierealnie nakreślono ich rozwój i wyposażono w zestaw nierealnych uczuć, myśli i braku konkretnych zachowań. Jak można ich określić? Prócz Kaori… roboty. Zero sensownego rozwoju. Nie czułem, jakbym obcował z realnymi bohaterami, tylko reżyser chciał mi wepchnąć kukły i wmówić, że one czują tak i tak.

        A te wstawki… rany. Gdyby się ich pozbyć dałbym te 6+/10.

        Anime nie jest ani smutne, ani nie powoduje przemyśleń. Strata czasu.
  • Avatar
    A
    Ruka 4.10.2015 15:05
    Mi się podobało. Od dawna chciałam je obejrzec i w końcu to zrobiłam. Nie żałuję bo naprawdę świetnie spędziłam czas.
    Kreska muzyka i bohaterowie mi się podobali. Szczególnie Kaori.

    Widziałam że jest planowany film w 2016. Ostatnio nie mają chyba żadnych pomysłów bo coraz więcej powstaje filmów na podstawie anime.Zwykle takie produkcje im nie wychodzą:/
  • Avatar
    A
    NAna76 3.10.2015 13:53
    JJJJ
    nie wiem skąd tyle minusów mnie się to anime podobało bardziej od znanego wyciskacza łez clannad'a.Przyjemna oprawa muzyczna,kreska też niczego sobie.
    • Avatar
      Yagami1 3.10.2015 16:43
      Re: JJJJ
      I to jest prawidłowy komentarz :)
  • Avatar
    A
    Człowiek_z_TBF'u 2.06.2015 17:16
    Mnie anime raczej rozczarowało. Wiem, że twórcy anime wolą patrzeć na muzyków pod kątem zrozpaczonych poetów, ale to nie o to w całej tej zabawie chodzi. Sądzę, że sami twórcy tutaj nie potrafili „zrozumieć” muzyki. Błędnie ją interpretują.
    Kierując się grupą odbiorców (shounen), nigdy bym nie pomyślał, że mnie tak brzydko ktoś oszuka. Shounen? Chyba shoujo. Znajdziemy co prawda w życiu wrażliwych chłopców, ale shounen powinien się kojarzyć z czymś twardym, mocnym, nie zaś rozemocjonowanym i pełnym romansideł.
    Kreska również nie przypadła mi do gustu. Usta bohaterów wyglądają, jakby było im bliżej do murzynów (bez rasizmu), tak wyeksponowane definitywnie nie umilały mi czasu, oglądając tą serię. Choć to może brzmieć jak zwykły zjadacz anime – przekolorowane.
    Jedyny plus u mnie w tej serii jest bardzo dobrze odwzorowany fortepian a także ruchy rąk po klawiaturze. Muzyka klasyczna również mi bardzo się spodobała, Chopin najbardziej.
    • Avatar
      The Beatle 2.06.2015 19:39
      Kierując się grupą odbiorców (shounen), nigdy bym nie pomyślał, że mnie tak brzydko ktoś oszuka. Shounen? Chyba shoujo. Znajdziemy co prawda w życiu wrażliwych chłopców, ale shounen powinien się kojarzyć z czymś twardym, mocnym, nie zaś rozemocjonowanym i pełnym romansideł.


      Nikt Cię nie oszukał. „Shounen” to termin dla mang wydawanych w czasopiśmie przynależącym do tej kategorii. W założeniu mają one być kierowane do nastolatków płci męskiej (pi razy oko 10­‑15 lat, więc szeroki rozrzut). Potem czasami przenosi się termin na anime zrobione na podstawie czegoś innego niż manga na zasadzie analogii. I tak, Shigatsu było na podstawie mangi shounen, a do tego grupa docelowa moim zdaniem się zgadza – wydarzenia są w większości przedstawiane z perspektywy chłopca, występują wątki romantyczne z dwoma postaciami kobiecymi, itd. Nie każdy shounen to mecha, superbohaterowie i mistrzowie sztuk walki. Wbrew powszechnemu archetypowi samca (chociaż wydawało mi się, że to już przeżytek), mężczyźni, a szczególnie ci u początku okresu dojrzewania, są zdolni do odczuwania bardziej subtelnych emocji i nie wymagają wyłącznie bezmyślnej nawalanki w mangach.
      • Avatar
        chi4ko 2.06.2015 20:32
        @Człowiek_z_TBF'u Polecam znaleźć sobie listę tytułów, jakie publikował i obecnie publikuje Shounen Jump. Znajdziesz tam masę ckliwych romansów w klimatach Kimagure Orange Road i „romantyczne haremówki” pokroju Nisekoi.
      • Avatar
        Nick 2.06.2015 21:18
        „Shounen” to termin dla mang wydawanych w czasopiśmie przynależącym do tej kategorii

        Wszystko ładnie­‑pięknie, ale na tanuki pojęcie „shounen” jest używane dla określenia docelowej widowni, a nie określenia źródła pochodzenia oryginalnej mangi, która posłużyła do ekranizacji.
        Jeśli używa się pojęcia „shounen” jako synonimu kategorii czasopism, w których dana manga się ukazuje, to nie można jednocześnie używać tego samego pojęcia w znaczeniu potocznym dla określenia grupy docelowej (widowni) danego anime.
        Dlatego też zastosowany tag „widownia: shounen” jest całkowicie błędny, ponieważ typową widownią tego rodzaju produkcji wcale nie są młodzi chłopcy, tylko młode dziewczyny.
        • Avatar
          The Beatle 2.06.2015 21:35
          na tanuki pojęcie „shounen” jest używane dla określenia docelowej widowni, a nie określenia źródła pochodzenia oryginalnej mangi, która posłużyła do ekranizacji

          Jeśli anime jest na podstawie mangi (jak w tym przypadku), to generalnie „dziedziczy” grupę docelową po mandze (wyjątkowo rzadkie przypadki, kiedy jest inaczej). Natomiast o anime na innej podstawie już pisałem.

          typową widownią tego rodzaju produkcji wcale nie są młodzi chłopcy, tylko młode dziewczyny

          ... i właśnie dlatego pierwowzór, któremu ta adaptacja jest dość wierna wychodził w magazynie przeznaczonym dla młodych chłopców. Geniusz marketingu za tym stał, nie ma co.
          • Avatar
            Nick 2.06.2015 21:46
            Zdziwiłbyś się jak wiele dziewcząt w Japonii kupuje i czyta mangi shounen. Chociaż w drugą stronę to już chyba tak nie działa – chłopcy raczej nie zaglądają do shoujo.
    • Avatar
      Impos 2.06.2015 21:42
      Jak się przejrzy profile tych, co obejrzeli i wystawili ocenę na Tanuki, to można stwierdzić, że widownia nie była typowo kobieca…
      Poza tym po anime, gdzie obok określenia „shounen” są też „artyści”, „romans”, „trójkąt romantyczny”, raczej nie spodziewałabym się „czegoś twardego”…
  • Avatar
    A
    Impos 1.06.2015 12:22
    Początkowo dawkowałam sobie jeden odcinek dziennie, ale końcówkę oglądałam już jednym ciągiem…
    Potem zaczęłam się jednak zastanawiać nad kilkoma kwestiami (jakby co to nie są zarzuty wobec serii, tylko refleksje tuż po seansie)
    Relacje rodzinne głównego bohatera są dla mnie, delikatnie mówiąc, egzotyczne.  kliknij: ukryte  Nie wiedzieć czemu skojarzyło mi się z WataMote…
    A z innej strony szkoda, że wątek Tsubaki był aż tak rozbudowany, a Wataru aż tak skrócony. Na podstawie kilku scen można mieć wrażenie, że  kliknij: ukryte (choć to już pewnie nadinterpretacja)...
    • Avatar
      Matsurika 9.10.2015 02:00
      Gdzie jest...?
      Ja się z tobą całkowicie zgadzam ale  kliknij: ukryte 
  • Avatar
    A
    Rinsey 9.05.2015 01:05
    Jak oni mogli tak to skończyć? T.T No jak? Takie serie powinny ogrzewać serce widza do końca swego trwania. Recenzja niby ostrzegała, że będzie słodko­‑gorzko, ale nie myślałam, że aż tak T.T

    A odstawiając na bok świeże emocje wciąż nieco pociągającego nosem widza, to jest pod każdym względem godna polecenia seria. Kupiło mnie tu niemal wszystko, przesympatyczne postacie, przemiana głównego bohatera, prowadzenie zarówno wątku romantycznego jak i wątków postaci pobocznych. Kaori i Kousei w duecie są po prostu fantastyczni. Zarówno pod kątem personalnym jak i muzycznym. Ach, muzyka… Te wykonania klasyki, bajka! Przyjemność najwyższego stopnia dla ucha melomana. A do tego ta gra światła i cieni… A z drugiej strony całkiem realistycznie oddali psychikę muzyków. Oczywiście sprawa ładunku emocjonalnego to kwestia, z którą się mierzą osoby mające opanowaną do perfekcji sprawy techniczne, tempa, w przypadku skrzypków odpowiednich smyczków… W sumie nawet konflikt pomiędzy wyższością emocji nad techniką bądź na odwrót jest do dzisiaj przedmiotem sporów muzyków. I zostało to moim zdaniem świetnie przedstawione. A to, że nieco to podkolorowali? A kogo to obchodzi, jeżeli w rezultacie dostaje się taką ucztę?

    Oczywiście było kilka rzeczy, które trochę mnie kuły. Faktycznie trauma głównego bohatera została nieco wyolbrzymiona. Troszkę za dużo monologów wewnętrznych i łez, ale i tak i tak nie zmienia to faktu, że ma się do czynienia z wyjątkowym anime. Stawiam 9,5, a ze względu na skalę zatrzymuję się przy 9­‑ce. Prawie postawiłam 10­‑kę… Jednak 10­‑ki zostawiam nawet nie dla serii idealnych, ale dla tych, które wywróciły moją duszę do góry nogami. Tej serii prawie się to udało… prawie, co i tak jest jednym z największych komplementów, jakie mogę kierować w stronę serii.
  • Avatar
    A
    Collision 2.05.2015 16:37
    Re
    Nie rozumiem dlaczego na tanuku wszystkie anime z „cierpiącymi werterami” i inne dostają takie wysokie oceny.
    Bohaterowie też mi się nie bardzo podobali, a główny tym bardziej.(nie wiedział KIEDY odpuścić)
    Niestety był drop więc moja ocena dla tego anime nie może być inna jak zero. Ładnie się zapowiadało, ale no cóż…szkoda.
    • Avatar
      Orihimcia 2.05.2015 16:46
      Re: Re
      Zawsze możesz napisać przecież swoją recenzję :P
      Recenzentce się podobało (jak i wielu innym osobom) więc wystawiła taką a nie inną ocenę :)
    • Avatar
      michas 3.05.2015 15:04
      Re: Re
      Aha…czyli jak ktoś walczy z przeciwnościami losu i własnymi słabościami to jest zły, a ci co odpuszczają są ok, bo wiedzą kiedy się poddać? Ok.
    • Avatar
      Norrc 5.05.2015 21:56
      Re: Re
      Jedyne co wiem z Twojego komentarza to fakt, iż bardzo podobały Ci się postaci i to, że „był drop”.
      Gdyby ktoś nie wiedział, co to słowo znaczy, tylko próbował wnioskować sens tegoż wyrażenia z powyższej wypowiedzi, to pomyślałby, że drop to jakiś zabieg twórców, który wyjątkowo źle wpłynął na Twój odbiór serii.

      Np
      „W serii było dużo incestu, więc nie dałem rady obejrzeć do końca”
      „Kolejny nudny i przewidywalny Happy End zrujnował seans”
      „W połowie serii zaskoczył mnie Drop, który całkiem zmienił moją ocenę tego anime”
  • Avatar
    A
    Amarena 2.05.2015 09:59
    przeżył poważne załamanie nerwowe, co skończyło się utratą zdolności do słyszenia własnej gry

    Naprawdę nie rozumiem jak wszyscy mogą przechodzić do porządku dziennego nad tak absurdalnym i idiotycznym zawiązaniem fabuły. Nie można nie słyszeć akurat wyłącznie własnej gry! Jest to fizycznie i psychicznie niemożliwe! Cały ten motyw jest więc zupełnie z dupy i bez sensu.
    I nie, największym problemem muzyków nie jest przelewanie własnych uczuć i emocji do utworu (bo niby w jaki sposób mieliby to zrobić, skoro gra na fortepianie polega po prostu na wydobywaniu kolejnych dźwięków o odpowiedniej głośności i barwie w odpowiednim rytmie i tempie) tylko prawidłowe wykonanie utworu w ogóle. To wymaga długich ćwiczeń, żeby naciskać odpowiednie klawisze w odpowiedniej sekwencji. I są w utworach fragmenty łatwiejsze i trudniejsze, które trzeba powtarzać do znudzenia, żeby je w ogóle poprawnie zagrać. Na tym właśnie polega trud muzyka, na nieustannym powtarzaniu tego samego utworu, aż osiągnie się perfekcję.
    A w tym anime czegoś takiego nie uwidzisz: tutaj ten gra piękniej, kto wkłada w grę więcej serca niż inni. No sorry, ale w ich wieku, przy tej skali trudności kompozycji, które wykonywali, to problem wciąż jeszcze kręci się wokół tego, żeby bezbłędnie utwór zagrać. Bez fałszów i bez obsuwy w tempie. Pewnie, że istnieją muzycy, którzy potrafią wspaniale interpretować Chopina czy Rachmaninova, ale to wcale nie znaczy, że rozmyślają w tym czasie o zmarłej matce, bo równie dobrze mogą zastanawiać się, co zjedzą na kolację. Utwór wyuczony na blachę wykonuje się potem niemal automatycznie. Myśli sobie krążą wokół różnych spraw, a palce grają same. Muzyk tylko wczuwa się w linię melodyczną, dając się jej prowadzić. Ale nie, nie poznasz wtedy po nim, że jest zakochany i w kim jest zakochany. Co za bzdura…
    Zresztą, muzyka ma więcej wspólnego z matematyką, niż z plastyką, więc utwory naprawdę są przede wszystkim odpowiednio konstrukcyjnie zaplanowane, a nie są jakimś strumieniem emocjonalnej świadomości kompozytora. Wszystkie dźwięki muszą się w końcu ze sobą zgrywać w czasie i harmonizować. A jak ktoś ma talent, to potrafi sprawić, że to potem brzmi ładnie. Ale nie dodawajmy na Boga do muzyki jakichś porąbanych teorii o opowiadaniu historii życia czy stanach umysłu muzyka. Więcej ma ona wspólnego z jazdą figurową na lodzie, gdzie też trzeba perfekcyjnie wykonać elementy techniczne i dochodzi do tego wartość artystyczna przejazdu. Nikt nie ma jednak wątpliwości, że jazda łyżwiarza o niczym nie opowiada.
    • Avatar
      Andrzej 3.05.2015 11:14
      Słuszne zarzuty ale myślę, że można przymknąć oko na te nierealistyczne przedstawienie występów. W końcu to bajka a mi się bardzo dobrze oglądało jak grając na fortepianie bohater przeprowadza patetyczne monologi podczas gdy wokół wirują płatki wiśni itd. Realistyczne podejście do gry na fortepianie by nie dawało tylu wspaniałych emocji.
    • Avatar
      Kysz 3.05.2015 13:56
      Oczywiście, że wszystko zostało podane tutaj w mocno „romantycznej” formie, ale jakby nie patrzeć nie była to seria stricte muzyczna, a po prostu za pomocą tego tematu przekazywano nam inne treści.
      Osobiście, jak już pisałam, nie znam się na muzyce na tyle, by się porywać na skomplikowaną analizę sposobu jej przedstawiania itp., jednak nie wychodziłabym tak daleko z teoriami, jakoby nie miała ona nic wspólnego z emocjami. Owszem, ciężki trening to podstawa (i tu zresztą zgrzytem dla mnie było to, że Kousei, który dwa lata nie tknął fortepianu, potrafi w ogóle coś na nim zagrać), natomiast wciąż muzyka zawiera się w obrębie kultury artystycznej, nie zaś ścisłej i nie bez kozery jest jednak bliższa plastyce, niż matematyce xd Jakby nie patrzeć związek muzyki z emocjami był i jest obecny w różnego rodzaju teoriach muzyki, ciężko zatem go całkowicie skreślać.
      Swoją drogą zauważ, że np. Kaori, która zagrała swój utwór bardzo specyficznie, wzbudziła w widzach wielkie emocje, ale automatycznie została przez sędziów skreślona. Tak więc nie było to tak, że kto zagra z większą pasją wygrywa, a oczywiście poprawność była tu najważniejsza. W dzieciństwie zresztą to Kousei wygrywał wszystko właśnie dlatego, że był przez matkę tak rygorystycznie szkolony, by wykonywał utwory automatycznie z idealną poprawnością. W jego przypadku właśnie zaprezentowane zostało przeciwstawienie suchego przekazu zwykłej „konstrukcji muzycznej” a grania opartego na emocjach. Owszem, mocno to wyidealizowano, ale wciąż nie jest to kwestia wzięta z kosmosu przecież.
      • Avatar
        Amarena 3.05.2015 15:32
        A czy jak nucisz piosenkę, to próbujesz w ten sposób wyrazić swoje skomplikowane uczucia w stosunku do zmarłej matki? A czy każda zaśpiewana przez ciebie piosenka przeistacza się w serenadę do śmiertelnie chorej ukochanej? Przypuszczam, że wątpię.
        To chyba jednak nie znaczy, że nie wkładasz emocji w swoje występy, tylko że jest to zupełnie inny rodzaj emocjonalności – chcesz wykonać utwór tak, aby wyszło ładnie, aby podobał się tobie i słuchaczom. Decydująca jest tu dyskretna, niewerbalna wrażliwość estetyczna, a dorabianie sobie jakiejś łopatologicznej emo­‑filozofii.
        Do tego w grę wchodzi jeszcze hermeneutyka – to, że ja wykonując utwór byłam smutna i przygnębiona wcale nie oznacza, że ktoś moje wykonanie odebrał jako liryczne i rzewne. Może komuś zrobiło się ciepło, miło i wesoło, bo tak dany utwór na kogoś działa? Nie sposób niczego zagrać w taki sposób, żeby wszyscy słuchacze identycznie to wykonanie odebrali i zinterpretowali.

        muzyka zawiera się w obrębie kultury artystycznej, nie zaś ścisłej i nie bez kozery jest jednak bliższa plastyce, niż matematyce

        Może w przyszłości w konserwatoriach, za twoją sugestią, na wydziałach kompozycji i reżyserii dźwięku zaczną zatem wykładać plastykę, zamiast matematyki. Kto wie?
        • Avatar
          Kysz 3.05.2015 16:29
          Ale czepiasz się tego jak bardzo wyolbrzymiono ten motyw tutaj, negując jednocześnie całościowo tezę o emocjonalności muzyki. Inna sprawa, że uczepiłaś się też tej zmarłej matki, ale w ogóle nie patrzysz na to, że po prostu taki a nie inny motyw został tu wybrany. To oczywiste, że Kousei myśli o swojej matce podczas gry, zwłaszcza, iż okoliczności jej śmierci tak mocno nim wstrząsnęły i mają na niego wpływ aż do teraz. To jest rzecz ważna dla niego, tak samo jak sprawa związana z Kaori. I te uczucia w pewien sposób mogą się wyrażać w sposobie jego gry, z zaznaczeniem, że (tu się zgodzę) niekoniecznie muszą być odebrane przez widzów, a nawet najprawdopodobniej nie będą, bowiem jakby nie patrzeć utwór się nie zmienia mimo wszystko + indywidualna wrażliwość znacząco wpłynie na odbiór. Co nie znaczy, że muzyka jest pozbawiona emocji, bowiem jakby nie patrzeć jest formą artystycznego wyrazu właśnie.


          Może w przyszłości w konserwatoriach, za twoją sugestią, na wydziałach kompozycji i reżyserii dźwięku zaczną zatem wykładać plastykę, zamiast matematyki. Kto wie?

          Daruj sobie ironię skoro wyraźnie nie zrozumiałaś o co mi chodziło. To, że matematyka i muzyka są ze sobą związane na poziomie komponowania to jedno, ale sposób odbioru, cele danej „nauki” to inna sprawa. W matematyce nie masz możliwości artystycznego wyrażenia się, kiedy w muzyce (i plastyce) jak najbardziej, a wręcz jest to zadaniem tych sztuk tak w ogóle – i właśnie poprzez to są one do siebie podobne. Inna sprawa, że obecnie mamy do czynienia z muzyką elektroniczną i to w tym związku tak ważna jest matematyka. Już nawet nie będę rozwijała tematu o przygotowaniu teoretycznym na studiach po prostu, bo już totalnie wyjdzie tu offtop…
          Tak czy siak, jakby nie patrzeć, nie znajdziesz muzyki w obrębie nauk ścisłych xd
          • Avatar
            Amarena 3.05.2015 16:47
            To, że Arima myśli o matce podczas gry nie oznacza, że ktokolwiek słuchając jego gry może mieć jakiekolwiek podejrzenia na temat tego, o czym on sobie podczas gry myśli. Stan ducha ma niewielki wpływ na wykonanie utworu, ponieważ jeśli został on skomponowany w tonacji molowej, to zawsze zabrzmi smutno, a jeśli w durowej, to zawsze wesoło. Traumatyczne przeżycia Arimy mogły mieć wpływ na jego stosunek do gry w ogólności, ale już nie na sposób, w jaki gra, bo za to odpowiada technika i jego muzyczna wrażliwość.
    • Avatar
      The Beatle 4.05.2015 10:02
      Zresztą, muzyka ma więcej wspólnego z matematyką, niż z plastyką, więc utwory naprawdę są przede wszystkim odpowiednio konstrukcyjnie zaplanowane, a nie są jakimś strumieniem emocjonalnej świadomości kompozytora. Wszystkie dźwięki muszą się w końcu ze sobą zgrywać w czasie i harmonizować.


      Powyższe stwierdzenie zdaje się negować miejsce wszelkich improwizacji w muzyce. A gdyby niejaki Don Van Vliet jeszcze żył, zapewne zastanawiałby się, o co chodzi w matematyce, zgraniu w czasie i harmonizowaniu.
      • Avatar
        Amarena 4.05.2015 11:05
        Powyższe stwierdzenie zdaje się negować miejsce wszelkich improwizacji w muzyce.

        Powyższe stwierdzenie w najmniejszym stopniu nie odnosi się do wszelkich improwizacji w muzyce.
        Po pierwsze, improwizacja (jak sama nazwa wskazuje) nie jest spisanym utworem, rozpisanym na wiele instrumentów, tylko spontanicznym odegraniem nieustalonej nigdy wcześniej melodii przez muzyka. W momencie, w którym linia melodyczna improwizacji zostaje spisana i zaczyna być odgrywana zawsze w ten sam sposób, przestaje być improwizacją.
        Po drugie, w muzyce klasycznej w ogólności, a w orkiestrach symfonicznych w szczególności, nie ma miejsca na improwizację. A z tego, co rozumiem, dyskutujemy tutaj o przedstawieniu muzyki klasycznej w „Shigatsu” (przynajmniej ja się wyłącznie do tego odnoszę). Jeśli kiedyś usiądziesz nad pięciolinią i spróbujesz rozpisać utwór na kilkadziesiąt instrumentów, to wtedy zrozumiesz, że bardziej przyda ci się do tego matematyka, niż plastyka.
        Po trzecie, skoro moje stwierdzenie, że „muzyka ma więcej wspólnego z matematyką, niż z plastyką”, kłóci się twoim zdaniem z ideą improwizacji w muzyce, to wytłumacz mi proszę, w jaki sposób muzyczna improwizacja objawia się w sztukach plastycznych? Jakoś nigdy nie zauważyłam, żeby wyrzeźbiony posąg spontanicznie zmieniał swój wygląd w zależności od nastroju artysty. Nie spotkałam się też z tym, żeby artyści przychodzili do galerii przemalowywać swoje skończone już obrazy, bo im się zmienił humor.
        • Avatar
          The Beatle 4.05.2015 19:24
          Założyłem, że to konkludujące cały komentarz stwierdzenie odnosi się do muzyki ogólnie. Skoro później pojawia się ogólne porównanie do łyżwiarstwa figurowego, to ciężko mówić o szczególnym przypadku (a swoją drogą ja nawet nie tyle mam wątpliwości, co jestem przekonany, że jazda łyżwiarza może o czymś opowiadać – to sport, który ma swoje korzenie m.in. w balecie, więc przekazywanie jakiejś historii jest mu przypisane). Jeśli jednak było inaczej i za „muzyka” stało „muzyka poważna w Shigatsu”, to rzeczywiście kwestia improwizacji nie jest zasadna, bo takie nie pojawiły się w anime.

          w muzyce klasycznej w ogólności [...] nie ma miejsca na improwizację

          Beethoven wykonywał improwizacje, jak wielu jemu podobnych. Czyżby jedna z bardziej znamienitych figur w muzyce poważnej nie miała w niej miejsca?

          Jeśli kiedyś usiądziesz nad pięciolinią i spróbujesz rozpisać utwór na kilkadziesiąt instrumentów, to wtedy zrozumiesz, że bardziej przyda ci się do tego matematyka, niż plastyka.

          Moja wyobraźnia jest na tyle rozwinięta i zgodna z rozsądkiem, że nie muszę siadać i rozpisywać utworu, żeby zrozumieć, jak jest to złożone i jak bardzo pomaga tam zastosowanie matematyki w większości przypadków. Mój punkt to, że matematyka nie jest warunkiem koniecznym to zaistnienia muzyki.

          Po trzecie, skoro moje stwierdzenie, że „muzyka ma więcej wspólnego z matematyką, niż z plastyką”, kłóci się twoim zdaniem z ideą improwizacji w muzyce, to wytłumacz mi proszę, w jaki sposób muzyczna improwizacja objawia się w sztukach plastycznych?

          Nie widzę powiązania logicznego między częściami tego zdania.
          Jeśli miałbym odpowiedzieć w zgodzie z prawdą, odpisałbym: muzyczna improwizacja nie ma odpowiednika w sztukach plastycznych, bo te wyłączają artystę w funkcji medium pomiędzy autorem dzieła, a jego odbiorcami (pomijam wymykające się temu kryterium instalacje). Natomiast muzyka wykonywana na żywo wymaga zaangażowania artysty, a w przypadku improwizacji artysta ten jest jednocześnie autorem.
          Tak czy siak, niezbyt rozumiem, gdzie ta odpowiedź ma nas doprowadzić.

          Chciałbym jeszcze wrócić na główny tor dyskusji i dopowiedzieć, że nie podoba mi się takie ujęcie muzyki jako rzemiosła i wydaje mi się ono niezgodne z rzeczywistością. Muzyka jest sztuką, a sztuka przekazuje jakieś uczucia. W tym przypadku źródła uczuć są dwa: kompozytor i wykonawca. O ile wpływ artysty na utwór nie jest duży, to jednak występuje – sam znam liczne wykonania tych samych utworów mające zupełnie inny wydźwięk emocjonalny.

          W Shigatsu została uwydatniona część interpretacyjna muzyki i nie widzę w tym nic złego. Czy widownia rzeczywiście mogła usłyszeć zmiany nastroju grającego? Zapewne nie ze stuprocentową trafnością, ale znając dobrze dany utwór co bardziej doświadczeni słuchający pewnie byli w stanie wyłapać różnice. Nawet jeśli rzeczywistość nie odnotowuje podobnych przypadków, wspomniane anime nie dawało komunikatu „wszystko zostanie przedstawione z ekstremalnym realizmem”. Tytuł zachowuje wewnętrzną spójność i to jedyny aspekt, który tu można ocenić.
          • Avatar
            Amarena 4.05.2015 20:27
            Czy widownia rzeczywiście mogła usłyszeć zmiany nastroju grającego?

            O nie, nie, nie! W „Shigatsu” nie chodziło tylko o zmiany nastroju wykonawcy. Tam widzowie porywali się wręcz na stwierdzenia w rodzaju:
            "- Ale Arima obnażył się ze swoimi uczuciami tym występem!”
            A w jaki niby sposób mógł się przed kimś emocjonalnie obnażyć grając na fortepianie? Jakie intymne szczegóły ze swojego życia osobistego opowiedział słuchaczom swoją grą? Żeby to jeszcze on sam improwizował… ale nie! On grał utwory skomponowane przez kogoś innego, komu podczas ich tworzenia mogły towarzyszyć zupełnie inne uczucia, niż Arimie podczas występu. Natomiast „Shigatsu” sugerowało niemal dosłownie, że Arima swoją interpretacją opowiadał niejako słuchaczom o swoich skomplikowanych uczuciowych relacjach z matką (którą kochał i nienawidził jednocześnie) albo o miłości do Kaori, a słuchacze rzekomo rozumieli, że jego muzyka właśnie o tym opowiada. I to było wałkowane w kółko – każdy muzyk To są już skończone bzdety.
            „Shigatsu” ma tyle wspólnego z muzyką, co „Dragon Ball” ze sztukami walki. Fajnie popatrzeć/posłuchać, bywa emocjonująco, ale w rzeczywistości polega to na czymś zupełnie innym.
            Muzyka jest sztuką, a sztuka przekazuje jakieś uczucia.

            Bodajże Eisenstein przeprowadzał w Związku Radzieckim eksperymenty „filmowe, który polegały m. in. na tym, że pokazywano widzom zmontowane krótkie ujęcia, na których było widać tę samą twarz człowieka, a następnie zupę, dziecko, nóż itp. Potem pytano widzów, co czuł ów mężczyzna, a oni zgodnie odpowiadali, że:
            - jeśli patrzył na zupę, to głód;
            - jeśli patrzył na dziecko, to ojcowską miłość;
            - jeśli patrzył na nóż, to nienawiść i żądzę zemsty.
            A to był za każdym razem ten sam wyraz twarzy! Ba, dokładnie to samo ujęcie.
            Podobnie muzyka nie przekazuje żadnych uczuć, bo nie ma ku temu żadnych środków – nie dysponuje odpowiednim nośnikiem, jakim są słowa i obrazy. To odbiorcy nadają muzyce jakiś ładunek emocjonalny, który towarzyszył im podczas słuchania. I dlatego w każdym słuchaczu to samo wykonanie może wzbudzić zupełnie różne uczucia.
            Sam znam liczne wykonania tych samych utworów mające zupełnie inny wydźwięk emocjonalny.

            Mogę Ci zagrać ten sam utwór na dziesięć różnych sposobów, że będziesz sądził, że raz było wesoło, raz smutno, raz namiętnie, raz rzewnie, a mi w czasie wykonywania nie będą towarzyszyć żadne uczucia, emocje czy nawet przemyślenia na temat własnej gry.
            Już to wcześniej pisałam i jeszcze raz powtórzę – muzyczna wrażliwość nie ma nic wspólnego z uczuciowością jako taką. To podświadome wyczucie muzyki, nastroju utworu, barwy dźwięku. Przecież autystyczni muzycy potrafią niekiedy przepięknie wykonywać najbardziej skomplikowane utwory, a nie rozmyślają wtedy o pojednaniu ze zmarłą matką.
            Emocje związane z grą polegają na tym, że muzyk daje się ponieść melodii, a rytm utworu wprowadza go niemal w trans. Wykonawca zatraca się wtedy we własnej grze i te „emocje” znajdują ujście w jego wykonaniu. Ale to są emocje niewerbalne, podświadome, czysto muzyczne. Nie polegają na przekazywaniu słuchaczom jakichkolwiek złożonych informacji na temat własnej traumatycznej przeszłości.
            W „Shigatsu” mamy zaś do czynienia z czymś zupełnie przeciwnym – Arima w ogóle własnego wykonania nie słyszy (sic!), więc jak miałby się dać porwać muzyce? Inne dzieciaki również w kółko tylko chcą „coś komuś przekazać” swoją grą. Tylko wykonywane utwory interesują ich wszystkich najmniej. Nikt tam nie rozmyśla, jak zinterpretować dany utwór, żeby nie zagrać go tak, jak zawsze. Żeby wyszło jeszcze piękniej, niż w nutach.
            Z „Shihatsu” wyłania się całkowicie zafałszowany obraz muzyki i muzyków.
            Beethoven wykonywał improwizacje, jak wielu jemu podobnych.

            No i co z tego? Każdy muzyk wykonuje improwizacje. Są z tego nawet zajęcia w szkołach. Tylko że na koncercie masz wykonać konkretny utwór, na który składają się spisane przez kogoś innego nuty. I właśnie w czasie wykonywania takiego utworu nie ma miejsca na improwizację. Jedyne, co w „Shigatsu” jest dobrze pokazane, to bój młodzieży o to, żeby móc interpretować utwór po swojemu. Interpretować, to znaczy tyle, co samemu zdecydować, kiedy zagrać głośniej, a kiedy ciszej, kiedy legato, a kiedy staccato, kiedy zwolnić, a kiedy przyspieszyć. To w nutach jest wszystko zapisane i zgodnie ze sztuką nie wolno muzykowi tych zaleceń autora zmienić ani o jotę. A co dopiero dodawać własne elementy w postaci improwizacji!
            Kłócisz się ze mną, że w muzyce klasycznej jest miejsce na improwizację, a gdzie tę improwizację zauważyłeś w „Shigatsu”? Jedynie pierwszy występ Kaori możnaby było na siłę podciągnąć pod improwizację od momentu w którym Arima przestał jej akompaniować. Oznaczało to jednak dla niej dyskwalifikację.

            PS Więcej na kolejne zaczepki nie odpowiadam, bo widzę, że wyłącznie z laikami mam tu do czynienia. No może poza tym waltornistą, który nie używa płuc do gry na waltorni ;)
            • Avatar
              The Beatle 4.05.2015 20:39
              Więcej na kolejne zaczepki nie odpowiadam, bo widzę, że wyłącznie z laikami mam tu do czynienia.


              Och, jak dobrze, że przed dokładnym czytaniem rzucił mi się w oczy ten fragment, bo zaoszczędziłem trochę swojego czasu. Rzadko kiedy jest okazja „odwdzięczyć się” komuś, kto tak traktuje swojego rozmówcę i w ten sposób próbuje ucinać dyskusję. Tutaj jednak mam sposobność, żeby najzwyczajniej nie przeczytać Twojego komentarza, jakakolwiek by nie była jego treść i dać Ci tego świadomość. :)
              • Avatar
                Lileath 5.05.2015 15:40
                .
                Przeczytałam wszystkie wypowiedzi Amareny i nie jestem w stanie się zgodzić. W anime(generalizując) występuję uproszczenie rzeczywistości, hiperbolizacja… nie rozumiem tego całego zbulwersowania. I żeby nie było, że jestem „laikiem”, to posiadam wykształcenie muzyczne(swoją drogą nazywanie innych laikami chyba sygnalizuje chęć wywyższenia się, czego również nie popieram). Anime było w porządku. Jasne, że nie odwzorowuje rzeczywistości w stu procentach, autorka komentarza ma w pewnym sensie rację. Wydaje mi się jednak, że ta seria wyodrębnia pewien element grania na instrumencie i skupia się na nim, w tym przypadku na uczuciowości. Nie oznacza to, że uczuciowość jest najważniejsza, nie oznacza też, że jest to jedyny „problem”, czy w ogóle największy „problem” muzyków. Przesłanie „Shigatsu…' uważam za bardzo pozytywne. Pokazuje, jak ważne jest by być sobą i uzewnętrzniać siebie. Do dziś w głowie mam słowa jednego z moich dyrygentów: „Grajcie swoje dzieciństwo, grajcie ojca i matkę”

                Pozdrawiam.
                • Avatar
                  Amarena 5.05.2015 16:48
                  Re: .
                  Przeczytałam wszystkie wypowiedzi Amareny i nie jestem w stanie się zgodzić.

                  I co z tego, że zawarłam w nich kilkadziesiąt różnych twierdzeń i poglądów! Przekreślmy wszystko jednym zdaniem – „Nie zgadzam się z niczym, co Amarena napisała.”
                  No normalnie wytrąciłaś mi wszystkie argumenty z ręki!

                  Jasne, że nie odwzorowuje rzeczywistości w stu procentach, autorka komentarza ma w pewnym sensie rację

                  Czyli jednak jesteś w stanie się ze mną zgodzić.

                  W anime(generalizując) występuję uproszczenie rzeczywistości, hiperbolizacja…

                  Rzeczywistość w „Shigatsu” nie jest uproszczona, tylko prostacka, bo urąga ludzkiej inteligencji.

                  swoją drogą nazywanie innych laikami chyba sygnalizuje chęć wywyższenia się

                  Albo chęć uniknięcia dyskusji z ludźmi, którzy nie wiedzą, co to synkopa. Mój komentarz od początku skierowany był do muzyków, bo bardzo się zdziwiłam, że nikogo nie poirytowały te fantasmagorie.

                  I żeby nie było, że jestem „laikiem”, to posiadam wykształcenie muzyczne

                  W takim razie dalsze dyskusje z nie­‑laikami również sobie daruję…
                  • Avatar
                    Lileath 5.05.2015 18:56
                    Re: .
                    Nie mam obowiązku analizować wszystkich Twoich argumentów i ich negować, poza tym, z niektórymi się zgadzam, jak już wspomniałam wyżej. Mnie chodzi o to, że nie podoba mi się ogólny wydźwięk wypowiedzi, gdyż ja na muzykę patrzę trochę inaczej i nie ma w tym nic złego. Na pewno jeśli by spojrzeć na to anime tak śmiertelnie poważnie, to nie jest niespodzianką, że brak w nim realizmu. Wiem, na czym polega trud muzyka i wygląda on inaczej niż w Shigatsu – wiem aż za dobrze! Bo kto by nie chciał skupiać się jedynie na emocjach? Przed tym trzeba odwalić niezły kawał roboty, która często nie jest przyjemna(rozczytywanie utworu – koszmar :D). Różnimy się tylko tym, że dla mnie to nie jest wadą anime, nie odebrałam tego negatywnie. Nie zwykłam również skreślać ludzi po przeczytaniu paru zdań w internecie czy fakcie, że nie wiedzą, co to synkopa, tak jak zrobiłaś to Ty ;) Moim zdaniem nie warto.

                    Miejmy nadzieję, że w przyszłości pojawi się również i tytuł bardziej realistyczny o tej tematyce. ;) Choć ja nie pogardzę i podobnym do Shigatsu.
    • Avatar
      Sector152 7.05.2015 02:48
      Prawda
      Oczywiście nie da się z tobą nie zgodzić, sam oglądając wiele serii zwracam uwagę na realizm. Jednak nie oglądałem podobnych anime wcześniej, z muzyką mam tez niewiele wspólnego i chyba to sprawiło, że odrzuciłem ten realizm, ale dzięki temu oglądało się na prawdę przyjemnie i według mnie zasługuje na wysoką ocenę.
  • Avatar
    A
    Anginsan 25.04.2015 23:59
    Czy cierpienie może pozwolić byśmy stali się lepsi? Czy może sprawić byśmy spojrzeli na świat, i odważyli się żyć, a nie wegetować w ciemnym pokoju? Historia opowiedziana zgrabnie, chwytliwie, czasem przydłużała za dużo zmieszała. Czasem znów gubiła sens, czy mamy płakać czy też uśmiechać się? Czy mamy zrozumieć czy też odrzucić? Czy bycie samolubnym może cokolwiek tłumaczyć? Całość spięta początek, środek, zakończenie. Historia o muzyce, nadziei, jednakże muzyka, która pozwala nam otworzyć drzwi do świata wyobraźni zawodzi, nie porywa, nie zaskakuje, po prostu jest obserwuje nas biernie nie próbując wymusić na nas czegokolwiek. Zakończenie coś co ma sprawić, że zapamiętamy, że opowiemy o tym innym, zanika. Łzy próbują płynąć, ale serce odmawia, nie widzi powodu, sensu drzwi wyobraźni są zamknięte.
    List wysłany przeczytany, zapomniany.
    Czas to wróg, który pokonał nawet swego stwórcę, a więc jak mamy się mu przeciwstawić, jak go pokonać? Minuty, sekundy znikają, na straconej pozycji w momencie narodzin. Lecz jest sposób, niewielki malutki bunt na przekór wszystkiemu i wszystkim. Cieszmy się płynącym czasem, wykorzystajmy każdą sekundę do płaczu, uśmiechu, radości, do odkrywania i spełniania swych marzeń. Gdy wszyscy wokół patrzą pustym wzrokiem na zegar świata i czekają na koniec. Ty wyjdź naprzeciw i z uśmiechem oczekuj zakończenie wszak nie zmarnowałaś ani sekundy. Marzyciele zawsze otrzymują najmniej czasu, to straszni wariaci, którzy kolorują ten szary świat.
    Obejrzane, zapamiętane, lecz niestety szybko zapomniane, łza nie popłynęła.
  • Avatar
    A
    Czajuś 14.04.2015 11:33
    To jest ten typ anime romantycznych, który rzeczywiście do mnie trafia. Umówmy się – romansów, które nie są stricte shoujo (a właściwie josei), praktycznie nie ma. Nie wliczam oczywiście wszystkich shonen ecchi, bo one z romansem wspólnego nic nie mają. Tak zaś by dostać męskiego protagonistę i jednocześnie damskie postaci, które by uwieść serce wybranka, nie wskakują mu do wanny – takich serii to na palcach jednej ręki można policzyć. Gdzieś tam Suzuka czy Clannad, gdzieś Golden Time (które też zresztą troszkę zawiodło)...
    Shigatsu na pewno nie jest anime idealnym. Bywało przeciągnięte na tyle, że aż kusiło skipnąc te kilka minut w niektórych odcinkach, wiele scen dało się łatwo przewidzieć, czasem bywała nierówna grafika. Nie zmienia to jednak faktu, że sama historia była interesująca a bohaterowie w miarę zbliżeniu do rzeczywistości. Postaci wykraczały poza swoje rolę.  kliknij: ukryte  Grafika, mimo kilku drobnych potknięć, zwykle stała na wysokim poziomie. Muzyka i w odcinku, i jako op/end zdecydowanie mnie satysfakcjonowała. Ba, nawet kilka razy udało im się mnie wzruszyć. Nie, nie płakałem – po prostu zaczęło pylić!
    8/10i gotów jestem serię polecić.
  • Avatar
    A
    Andrzej 10.04.2015 11:57
    Wspaniałe anime. Kilka razy wzruszyłem się do łez. Nie zliczę ile razy wracałem do ostatniego występu. Przepięknie to zrobiono. Szkoda tylko, że nie pokazano reakcji publiczności tak jak w mandze. Jak ktoś lubił Nodame Cantabile, Piano no Mori, 5 centymetrów na sekundę, Clannad After Story to powinien śmiało sięgnąć po Shigatsu.
  • Avatar
    A
    YuukiChan 4.04.2015 12:26
    10/10
    Świetna seria. Pełna emocji. Największą zaletą są bohaterowie. Pokochałam głównego bohatera, a zwłaszcza to jak grał :P Pierwszy raz w miłości dopingowałam tą przyjaciółkę z dzieciństwa. Tsubaki była świetna ^^. Kaori była irytująca, no i jej postępowanie i zamiary były trochę nie sprawiedliwe w odniesieniu do reszty. Pomogła Kousei'owi, ale jednocześnie swoim egoizmem prawie z powrotem przyprawiła chłopaka o depresje ^^'. Odnośnie zakończenia… gdyby było inne byłoby to bardziej nieznośne. Dobrze to zakończyli.

    Chciałabym zobaczyć więcej Kousei'a, Tsubaki i tego no… drugiego przyjaciela :D Postaci drugoplanowe też były świetne, zwłaszcza dwójka rywali Kousei'a. Bardzo barwne postaci. Dajcie mi więceeej :D

    Polecam bardzo wzruszająca seria, w każdym odcinku ;)
  • Avatar
    A
    Mario 3.04.2015 22:42
    Nie potrafię przełożyć uczuć na ten tekst, po prostu tak dobrze się oglądało, że te chwile spędzone było obecnie najlepsze w tym roku, ciekawe co on jeszcze przyniesie :) Końcówka mnie zniszczyła, była strasznie bolesna dla duszy, ale jakoś przetrwałem i wiele bym dał za kontynuacje, ale chyba to nie możliwe z ważywszy na końcówkę.
  • Avatar
    A
    Lileath 1.04.2015 23:49
    Dobre, nawet mimo kilku wad.
    Na obejrzenie tej serii zdecydowałam się ze względu na muzyczną tematykę i piękny graficznie trailer. Na pewno liczyłam na dużo lepszy opening i ending, ale może po prostu za dużo wymagam (; Bardzo przyjemnie mi się słuchało rozmów na temat interpretacji utworów oraz samych występów, choć czasem zbyt długo się ciągnęły. Postaci były w porządku, szczególnie Kousei i Tsubaki przypadli mi do gustu, w przeciwieństwie do Kaori, którą bardzo starałam się polubić, ale… wydawała mi się nieco sztuczna(i irytująca). Ogólnie – oceniam „Shigatsu…” na solidną siódemkę, przede wszystkim za klimat i zakończenie, które mimo, że  kliknij: ukryte , to sprawiło, iż zapamiętam tę serię na dłużej. Zdecydowanie na plus zadziałał fakt, że jestem w stanie utożsamiać się z większością bohaterów(muzyków), całym tym stresem i duchowym rozdarciem. Na minus – przewidywalność(choć przyznam, że momentami zapominałam o tym i emocje brały górę). W anime powtarzają niczym mantrę, jak ważne jest, by grać dla kogoś ważnego dla nas. Myślę, że to właśnie pozostawi we mnie ta seria. No i oczywiście mam nadzieję, że w przyszłości pojawi się więcej muzycznych tytułów! (:
  • Avatar
    A
    Matsurika 22.03.2015 16:58
    Cudne
    Nie popłakałam się na tym anime, ale zostawiło mnie z wielkim, dołującym smutkiem w środku. Jednak próbując patrzeć na to wszystko obiektywnie mam parę zarzutów:
    - grafika. Niby jest piękna, powiecie. Te refleksy światła, te płatki wiśni, te światła. Wszystko super. Ale dlaczego zrezygnowano z normalnego animowania grających rąk zastępując to toporną animacją komputerową a za to w ostatnim odcinku zaoferowano nam piękne ujęcia fortepianu i odbijającego się od niego światła słońca… serio?
    - czuję pewien niedosyt.  kliknij: ukryte 
    - ciągły płacz – wszyscy bohaterowie płaczą. Mogłabym to wybaczyć, w końcu są gimnazjalistami. Ale w pewnym momencie zaczynało mnie to męczyć zwłaszcza że  kliknij: ukryte 
    - jeszcze jeden absurd – rysowanie dzieci. Dwunastolatkowie w tej serii wyglądają jak pięciolatkowie. Ogólnie cały rozwój ludzi wygląda dziwnie – są malutcy aż do dwunastego roku życia a potem nagle magicznie przeskakują w górę do poziomu nastolatka. Jak w Simsach. Śmiesznie to wyglądało.

    Serii daję 9/10, bo mimo tych drobnych powyższych niedogodności bardzo poruszyła.
    • Avatar
      Kenavru 22.03.2015 19:35
      Re: Cudne
      co do punktu „ciągły płacz ".
      Takie zachowanie u Japończyków to standard
      • Avatar
        Matsurika 22.03.2015 21:41
        Re: Cudne
        Serio? Myślałam że właśnie Japończycy rzadko to robią bo są powściągliwi i zwykle ukrywają co ich boli co w sumie w anime też miało miejsce ale strasznie mi to kontrastowało z tym płaczem przy ludziach.
        Te sceny mnie denerwowały. Bo ile oni wszyscy mogą płakać. Bardziej mnie wzruszyło  kliknij: ukryte 
    • Avatar
      abunia 23.03.2015 00:20
      Re: Cudne
      Matsurika napisał(a):
      Miałabym nadzieję na jakieś OAV ale pewnie twórcy się na to nie zdecydują.

      15 maja tego roku ma się ukazać OVA tego anime :)
      • Avatar
        Matsurika 26.03.2015 20:16
        Re: Cudne
        Przez chwilę moje serce z lodu rozpuściło się. Ale tylko na chwilę bo obawiam się że ta oavka będzie raczej zbiorem komediowych gagów (recykling wyciętych scen) lub czymś w tym stylu a nie tym  kliknij: ukryte  Ale mam nadzieję szczerą że się mylę.
        • Avatar
          rorek 26.03.2015 22:27
          Re: Cudne
          W OVA ma być pokazana rywalizacja w dzieciństwie Arimy, Takeshiego i Emi, mała Kaori pewnie też się załapie.
      • Avatar
        Shirokami 26.03.2015 22:08
        Re: Cudne
        Według MAL­‑a ta ova to spin- off czyli, że nie pokarzą ich przyszłości, tylko pewnie jakiś koncert.
  • Avatar
    A
    Zagadkowy 21.03.2015 21:50
    Przygnębiające anime. Jak ktoś lubi dramat i dobrą muzykę to polecam.Soundtrack jest świetny,oprawa wizualna również.Mimo,że znałem zakończenie to jakoś pozostał niedosyt.
  • Avatar
    A
    Sector152 21.03.2015 19:56
    Perełka
    Nie mogłem się powstrzymać i nie zostawić pozytywnego komentarza pod tym tytułem, choćby w kilku zdaniach, a można by książką.

    Seria praktycznie od początku wciąga, ciągle utrzymuje napięcie i rozważnie dozuję nam kolejne porcje informacji. Sama fabuła jest przepiękna, prawdziwa i życiowa. Pokazuję, że jak dużo jest ludzi na świecie tak wiele mamy problemów i własnych rozterek.

    Choć oglądam anime od wielu lat, to znów przyszło mi trafić na dzieło zaprawdę wybitne, które wbiło mnie w fotel i na trochę do niego przycisnęło. Wielkim sukcesem serii jest fakt, że mogę je polecić każdemu – dorosłemu widzowi jak i dziecku, fanom komedii, akcji czy nawet supermocy(nie mówiąc o samym dramacie), ponieważ wydaję mi się, ze każdy znajdzie tu coś dla siebie.

    Pozdrawiam
  • Avatar
    A
    blob 21.03.2015 00:25
    Piękna seria. Taka „ludzka”. Do tego przepięknie zrealizowana zarówno w sferze graficznej, dzwiękowej jak i fabularnej. No i ta ekspresja. Ta mimika twarzy (która apogeum osiąga chyba w ostatnim odcinku np.  kliknij: ukryte . Cudo!

    Nazwijcie mnie prostym człowiekiem, ale jako, że nie jestem „fanem” muzyki klasycznej nigdy też nie zrozumiem głębi jakiej inni się w niej doszukują, całej tej gamy odczuć, skojarzeń i emocji jakie np. wywoływała u bohaterów tego anime. Wiadomo, że jak u każdego człowieka i u mnie muzyka wywołuje różnorakie emocje, natomiast przyznam szczerze, że nie potrafię powiedzieć co czyni genialnego pianistę genialnym i czy faktycznie po tym jak gra da się odczytać jego stan emocjonalny, przynajmniej nie potrafię odczytać tego w takim stopniu jak opisywały to postacie słuchające np. Arimy (i czy nie jest to przejaskrawione). Wiem natomiast jedno: seria chwyta za serce, nie pozostawia obojętnym i zostaje w pamięci. "Todoke". Warto obejrzeć, bo tak właśnie robi się „okruchy życia”.

    9+/10. Ocenia nie maksymalna tylko dlatego, że „okruchy życia” to jednak nie mój ulubiony typ anime :P

    PS: kliknij: ukryte .

    PS 2: Jeszcze taka uwaga na koniec. Dla wielu jest to pewnie wiadome, ale miło po raz kolejny zobaczyć jak Japończycy cenią sobie muzykę Chopina. Napawa to dumą :P
  • Avatar
    A
    RaiRenall 20.03.2015 00:49
    No i koniec...
    No i koniec. Zabierałem się za to z pewnymi oporami ale opinie mnie zachęciły i nie żałuję… Niby w niczym mnie nie zaskoczyli – wydaje mi się jednak, że nie dałoby się tej konkretnej serii przedstawić lepiej. Zazwyczaj nie daje 10 anime z poza mojego kręgu zainteresowania (tak dla zasady) ale tutaj chyba zrobię wyjątek.

    Zgodnie z przewidywaniami musiałem sobie puścić coś weselszego dla normalizacji samopoczucia. Na szczęście pod ręką miałem Nodame Cantabile.
  • Avatar
    A
    Sestian 20.03.2015 00:25
    Cóż mogę powiedzieć- jedno z najlepszych anime, jakie oglądałem. Piękna historia, świetny dramat, który na mnie zadziałał i wybaczam autorce to, że w jednym momencie dawała nadzieję, żeby zaraz potem ją zniszczyć, a następnie znowu przywrócić i zniszczyć, i tak ciągle. Bohaterowie fantastycznie wykreowani i realistyczni, niejednowymiarowi, nieschematyczni i wbrew wielu opiniom, zachowujący się jak na swój wiek przystało (widocznie niektórzy zapomnieli, jak się zachowuje człowiek w ich wieku, na progu dzieciństwa i dorosłości; zgadzam się również z komentarzem poniżej- niektórzy chyba sprowadzają gimnazjalistów tylko do picia piwa pod blokiem, zgadzam się również z tym, że wpływ na nich na pewno miało dość nietypowe jak na nastolatków środowisko, w którym się obracali). Końcówka wspaniała, sceny pod koniec takie jak ta symboliczna „gra” na dachu czy już sama scena występu Kouseia w ostatnim odcinku- coś fantastycznego. W dodatku połączenie tej historii z muzyką klasyczną stworzyło genialny klimat i podkład. Cóż, przy tym anime aż szkoda mi pisać o bardziej technicznych sprawach, ale to zrobię- soundtrack fenomenalny, oprawa graficzna również. Wad nie stwierdziłem żadnych. Może przesadnie się zachwycam, ale nie potrafię inaczej.
    • Avatar
      abunia 20.03.2015 20:18
      Idealnie ujęte
      Całą sobą podpisuję się pod tymi słowami – idealnie to ująłeś :) Przepiękna seria…
  • Avatar
    A
    imspidermannomore 15.03.2015 18:13
    Kwestie, które bohaterowie wygłaszają (szczególnie te pojawiające się w monologach wewnętrznych) brzmią zbyt dojrzale jak na ich wiek. W efekcie wszyscy oni wyglądają na starych malutkich (może z wyjątkiem Watariego, który wydaje się nie mieć aż tak rozbudowanego życia wewnętrznego jak jego koledzy). Jako opowieść o dojrzewaniu ta seria staje się niewiarygodna gdy zaludniają ją postacie, które tak precyzyjnie potrafią określać własne stany emocjonalne.

    Poza tym jednym zgrzytem seria jest rewelacyjna. Wzruszam się na niej jak pensjonarka nad tanim romansidłem i szykuję chusteczki na ostatni odcinek.
    • Avatar
      Gimnazjalista 16.03.2015 12:20
      Można wiedzieć, gdzie oni się tak dojrzale zachowują? Bo ja nic takiego nie zauważyłem, ba, ten Watari zachowuje się chyba najdojrzalej…
      • Avatar
        imspidermannomore 16.03.2015 18:59
        Nie chodzi mi o to jak się zachowują. Zachowują się normalnie jak na swój wiek. Chodzi mi o to, jak opowiadają o swoich przeżyciach emocjonalnych (w szczególności chodzi mi o te monologi wewnętrzne)
        • Avatar
          Gimnazjalista 16.03.2015 19:41
          Ja też piszę o tym co myślą…
          I pytam o przykłady, bo według mnie zachowują się jak dzieciaki i w głowie, i na zewnątrz.
          Szczególnie główny bohater i ta przyjaciółka z dzieciństwa.
          • Avatar
            imspidermannomore 16.03.2015 20:24
            Na przykład młodsza siostra Aizy:
            Trzynastolatka wspomina to jak wcześniej jej starszy brat był dla niej niczym superbohater. To, że dziewczynka idolizuje swojego starszego brata jest dla mnie zupełnie na miejscu. To jednak, że sama potrafi tak dobrze zdać sobie sprawę z tego, że idolizuje swojego brata i do tego potrafi przedstawić swoje uczucia w postaci barwnej analogii (motyw superbohatera) jest dla mnie świadectwem dojrzałości emocjonalnej daleko wykraczającej ponad jej wiek.
            • Avatar
              GLASS 16.03.2015 21:36
              Re: Na przykład młodsza siostra Aizy:
              Dobrze wiem, o co ci chodzi. Wspomniałam o tym w swoim komentarzu, ale jak widać nie spotkałam się ze zrozumieniem moich odczuć wobec ich wewnętrznych monologów. Dla mnie są naprawdę niewiarygodne. Byłam nastolatką całkiem niedawno i bardzo dobrze pamiętam, co chodziło po mojej głowie. Tak nie myślą nastolatkowie. Przynajmniej NIE ZA KAŻDYM RAZEM. Widać, że tytuł stara się być dzięki temu super głęboki i w ogóle, ale ja tego nie kupuję. Gdyby mieli takie rozmyślania raz na jakiś czas, to MOŻE jeszcze bym w nie uwierzyła.
            • Avatar
              Gimnazialista 16.03.2015 21:59
              Re: Na przykład młodsza siostra Aizy:
              Akurat rozumowanie w zakresie „to jest mój idol, ja chce być taka jak on” nie jest chyba jednoznaczną oznaką dojrzałości emocjonalnej… Przecież nawet małe dziecko wie kogo, za co i dlaczego kogoś lubi i go podziwia.
              A na dokładkę widać jej dziecinność w rozumowaniu chociażby przy głównym bohaterze.

              Tak jak pisałem, osobiście myślę, że jedynymi w miarę dojrzałymi postaciami są Watari i Kaori (chociaż co do tej drugiej nie jestem pewien), a reszta zachowuje się dziecinnie.
              • Avatar
                imspidermannomore 17.03.2015 05:37
                Re: Na przykład młodsza siostra Aizy:
                Gimnazjalista napisał(a):
                Akurat rozumowanie w zakresie „to jest mój idol, ja chce być taka jak on” nie jest chyba jednoznaczną oznaką dojrzałości emocjonalnej…

                Zgoda. Mnie jednak nie chodzi o zdolność do stworzenia sobie z kogoś idola i umiejętność powiedzenia za co się go podziwia. Mnie chodzi o zdolność refleksyjnego spojrzenia i analizowania tego procesu psychologicznego u siebie.

                Domyślam się że przeciętna 13 latka zapytana o swojego idola podałaby Justina Biebera albo jakiegoś innego celebrytę ze świata filmu lub muzyki, bo tych ludzi w około nazywa się idolami. Wątpię jednak, czy byłaby wstanie zauważyć to, że jej starszy brat jest dla niej wzorem do naśladowania/idolem i z jakiej racji.
                • Avatar
                  Kysz 17.03.2015 09:28
                  Re: Na przykład młodsza siostra Aizy:
                  Wydaje mi się, że tutaj wkracza środowisko, w jakim obracają się bohaterowie tej serii, które ich kształtuje właśnie w taki sposób. Z pewnością nie można o nich mówić, jak o przeciętnych nastolatkach, bo jaki przeciętny nastolatek choćby słucha Chopina czy Mozarta, nie mówiąc już o interpretacjach ich dzieł? W końcu muzyka klasyczna uczy też pewnej dojrzałości i wrażliwości, temu też pod tym względem nie widzę żadnej sztuczności w ich zachowaniu czy przemyśleniach. A zauważ, że to właśnie ci bohaterowie, którzy zajmują się muzyką w tej serii, mają najbardziej „dojrzałe” przemyślenia.
                  • Avatar
                    imspidermannomore 19.03.2015 23:50
                    Re: Na przykład młodsza siostra Aizy:
                    Myślałem również nad tym. Ta linia obrony jednak nie wydała mi się specjalnie przekonująca. Do głowy przychodzi mi następujący kontrargument:

                    Nauka gry na instrumencie daje ludziom narzędzie ekspresji własnych uczuć. Nie daje im jednak narzędzi do konceptualizacji tych uczuć. Dlatego też jestem w stanie zrozumieć sytuację, w której młody artysta wyraża przepełniające go uczucia poprzez muzykę nie mogąc znaleźć jeszcze właściwych słów na wyrażenie tego co czuje. W tym kontekście monologi wewnętrzne bohaterów (szczególnie te które słyszymy w trakcie ich występów) stanowią ciekawy komentarz do interpretacji utworów, które mamy okazję słyszeć. Dzięki temu przeciętny widz, jak ja, jest wstanie zrozumieć zamierzony przekaz jaki ma nieść interpretacja danego utworu. Nie mogę jednak zrozumieć jak ci młodzi ludzie potrafią tak precyzyjnie opowiadać o swoich uczuciach również słowami. (Ten kontrast między wiekiem bohaterów a sposobem wyrażania mnie mierzi.)

                    Zgodziłbym się, że obcowanie ze sztuką rozwija wrażliwość (artyści odbierają świat mocniej). Nie rozumiem jednak jak za tym miałaby iść również dojrzałość. Tym bardziej, że bohaterowie, którzy tak dojrzale opowiadają o swoich uczuciach, jak na swój wiek zachowują się zupełnie normalnie.
                    • Avatar
                      Kysz 21.03.2015 22:03
                      Re: Na przykład młodsza siostra Aizy:
                      Mimo wszystko, kiedy tacy młodzi artyści zabierają się za interpretację danego utworu, muszą go też w jakiś sposób przeanalizować, w tym też te wszystkie emocje, jakie są z danym utworem związane. Im więcej myślisz o czymś, im bardziej starasz się coś zrozumieć, to automatycznie też dojrzewasz na danym polu. Jeśli zatem oni tak wiele czasu poświęcają na zrozumienie swoich uczuć, to też i zapewne potrafią je lepiej wyrażać.
                      Ogólnie nie odbieram bohaterów tych serii jako jakoś zbyt dojrzałych jak na swój wiek. Zwłaszcza, że w rzeczywistości to nie jest tak, że wszyscy w wieku gimnazjalno­‑licealnym to dzieciaki z totalnym chaosem uczuciowym w głowie. Może więc i odstają oni od poziomu przeciętnego nastolatka, wciąż jednak nie czyni z nich to osób mało wiarygodnych pod względem kreacji. A przynajmniej ja to tak odbieram.
            • Avatar
              yumiki 17.03.2015 00:00
              Re: Na przykład młodsza siostra Aizy:
              przesadzacie. Gimnazjaliści wbrew pozorom nie są tacy puści. Sama niedawno byłam w gim i pamiętam, że rożne dziwne filozoficzne myśli krążyły mi po głowie. To samo u niektórych rówieśników. Ja tam nie widzę braku realizmu.
    • Avatar
      Sector152 21.03.2015 20:12
      Prawda
      Gdzieś po kilku odcinkach doszło do mnie to samo uczucie. Bohaterowie mają po 15 lat, a niekiedy są wstanie przeanalizować coś lepiej niż nie jeden doświadczony psycholog. Jednak uważam, że to celowy zabieg, który miał wywołać w nas pewne refleksję oraz zmusić do głębszej analizy przez pokazanie, ze na problem zazwyczaj składa się kilka czynników, a nie tylko to co stoi przed nami,

      Pozdrawiam
  • Avatar
    A
    Matsurika 9.02.2015 18:42
    Jaka?
    Pytanie do tych którzy są po conajmniej, niech pomyślę, piątym­‑szóstym odcinku:
     kliknij: ukryte  To tyle co mnie ciekawi.
    • Avatar
      lekarz 1-ego kontaktu, spec. med. rodz. 9.02.2015 19:01
      Re: Jaka?
      Mi to wygląda na guza mózgu, ale może przekonamy się, kiedy ją będą operowali.
      • Avatar
        Matsurika 9.02.2015 19:40
        Re: Jaka?
        Czy ja wiem… Chyba  kliknij: ukryte 
        • Avatar
          rorek 9.02.2015 21:39
          Re: Jaka?
          Możliwe że to  kliknij: ukryte 
          • Avatar
            Matsurika 10.02.2015 00:23
            Re: Jaka?
            To nawet pasuje. Czytałam o tym na wikipedii ale  kliknij: ukryte Ale w każdym razie moja ciekawość została jak na razie zaspokojona. Ciekawi mnie jeszcze  kliknij: ukryte  Mam sesję to lubię bawić się w Doktora House'a :D
    • Avatar
      Czesc 9.03.2015 23:49
      Re: Jaka?
      Cześć, jej objawy są podobne do chorób neurologicznych. Mdlenie, omdlewanie, strata władzy w nogach/niekiedy w rękach/ utrata mowy, słuchu, zaburzona koncentracja. Prawdopodobnie coś związane z Ataksją rdzeniowo­‑móżdżkową lub zaawansowanym zespołem Arnolda Chariego. Są to charakterystyczne choroby, na które się umiera, są niewyleczalne (choć są operacyjne- lekarze starają się je spowolnić) i każda z nich wiążę się z utratą władzy w nogach, umiera się na nie często w młodym wieku, choć aktualnie Charie pod kontrolą pozwala funkcjonować i przeżyć bardzo długo, co innego z Ataksją…  kliknij: ukryte 

      Spoilery się ukrywa.
      Moderacja
  • Avatar
    A
    GLASS 6.02.2015 20:10
    Humor i bohaterowie
    Czy tylko mnie denerwuje humor w tej serii? Jest okropnie sztuczny i na siłę próbuje „rozluźnić” dość ciężką atmosferę. Nie wiem, mnie on po prostu w ogóle nie śmieszy… Poza tym bohaterowie. Tylko Kaori mnie urzekła, bo reszta strasznie przynudza! I te wielkie wewnętrzne monologi – MACIE PO NAŚCIE LAT. WYLUZUJCIE. DOPIERO SIĘ WAM ŻYCIE ZACZYNA. Nie kupuję tego w ogóle. Aha i  kliknij: ukryte 
    • Avatar
      SamWieszKto 7.03.2015 12:57
      Re: Humor i bohaterowie
      No jasne, bo nastolatkowie nadają się tylko do picia piwa pod blokiem, chodzenia na dyskoteki i siedzenia na FB. To, że ktoś ma lat naście, nie musi wcale oznaczać, że jest emocjonalną i intelektualną wydmuszką. Szczególnie w środowisku, gdzie większą część życia spędza się w otoczeniu sztuki.

      W dzisiejszych latach upadku kultury może trudno doszukać się takich przypadków, ale kiedyś normalne było u dzieci elit, że w tym wieku mówiły w kilku językach i były zapoznane z podstawami myśli teologiczno­‑filozoficznej. Patrząc na to z tej perspektywy, głębokość monologów w Shigatsu nie wydaje mi się niczym niesamowitym.
  • s 5.02.2015 23:04:02 - komentarz usunięto
  • Avatar
    A
    Ja 4.02.2015 18:04
    Anime
    Na początku to anime mi się podobało, ale im dalej w las tym więcej dramatu i robi się dla mnie zupełnie przyciężkie. Mogliby sobie już odpuścić chorobę bohaterki, naprawdę.

    PS MEGA SPOILER, NIE KLIKAĆ JEŚLI NIE ZASTANOWILIŚCIE SIĘ 1000 RAZY
     kliknij: ukryte  Dla mnie ten fakt już obniża ocenę anime o co najmniej 2 oczka.
    • Avatar
      Autor wymagany 4.02.2015 22:25
      Re: Anime
      A dla mnie podwyższa,  kliknij: ukryte . Liczyłem na poważny romans a dostałem szkolną komedyjkę, trochę dramatu się przyda. :P
    • Avatar
      Nanaka11 5.02.2015 12:28
      Re: Anime
      Mogłeś napisać że spoiler z mangi co do zakończenia, myślałam że spoiler z bieżących odcinków…
      • Avatar
        Ja 5.02.2015 12:39
        Re: Anime
        przecież od samego początku było wiadomo, że  kliknij: ukryte  to było oczywiste od pierwszych odcinków!

        Ukryto spoilery.
        Moderacja
        • Avatar
          Orihimcia 5.02.2015 12:49
          Re: Anime
          Ajajaj! Dzięki za spoiler ;_;
          Dlaczego, ludzie, nie zasłaniacie spoilerów!?
          • s 5.02.2015 23:08:16 - komentarz usunięto
    • Avatar
      RaiRenall 9.02.2015 10:47
      Re: Anime
       kliknij: ukryte 
      • Avatar
        Matsurika 9.02.2015 18:43
        Re: Anime
        Och, to oczywiste. Ale ktoś mógł się łudzić że jednak ona przeżyje. W końcu raka da się leczyć i tak dalej, różnie autor mógł z tego wybrnąć.
  • Avatar
    A
    jolekp 3.02.2015 12:02
    Drama overload
    Z odcinka na odcinek robi mi się coraz bardziej smutno… Jak tak dalej pójdzie to mogę tego nie wytrzymać. A zapowiadało się tak sympatycznie i miło. Naprawdę nie rozumiem, po co naładowano tam aż tyle dramatu, jakby nie można było z tego zrobić lekkiej, okruszkowej historyjki, na jaką się zapowiadało na początku. Arima i jego wychodzenie z traumy zdecydowanie by wystarczyło. Ech, jestem zawiedziona.
    • Avatar
      bedlamite 3.02.2015 14:05
      Re: Drama overload
      Nie mogli, bo materiał źródłowy jest dramowy, a nie lekkookruszkowy.
      • Avatar
        jolekp 3.02.2015 14:12
        Re: Drama overload
        Raczej nie czytam mang, więc nie znam pierwowzoru, ale ogólnie tak historia obeszłaby się świetnie bez całej tej dramy.
        • Avatar
          Enevi 3.02.2015 14:24
          Re: Drama overload
          Ale autorowi było mało i poziom dramatyzmu jest wprost proporcjonalny do rozwoju akcji…
    • Avatar
      xy1zadasda 4.02.2015 13:58
      Re: Drama overload
      Dramat i superdeformed nie idą w parze. Pewnie gdy zrobi się naprawdę smutnie, to bohater albo bohaterka zrobi dziwną minę i rzuci jakimś tekstem który roz&^%$e całe napięcie.
      Autor chciał zrobić komedię i dramat jednocześnie, to był bardzooo zły pomysł.
      • Avatar
        jolekp 4.02.2015 14:16
        Re: Drama overload
        Ale… czemu niby? Komediodramat to gatunek jak każdy inny i nie ma w nim nic złego. Jak się chce dosolić ciężkim dramatem, a przy okazji nie sprawić, by widz chciał iść sobie golić żyły, to dobrze jest od czasu do czasu rozładować to napięcie. Akurat w Shigatsu radzą sobie z tym całkiem zgrabnie, nie zauważyłam, żeby elementy komediowe występowały jakoś przesadnie często czy były źle wkomponowane. Jak dla mnie w ogóle nie rujnują nastroju – ba, nadal podczas oglądania jest mi pieruńsko smutno. Ale akurat komediodramat to mój ulubiony gatunek filmowy :)
        • Avatar
          xy1zadasda 4.02.2015 22:27
          Re: Drama overload
          To już zależy od gustu, jeden człowiek wrzucanie podczas poważnej rozmowy superdeformed za ciekawy sposób na rozładowanie napięcia, a drugi za stopowanie fabuły :)

          Mam nadzieje że nie rozwinie się z tego jakaś dyskusja, bo nick nie znaczy nic, był wklepany na potrzebe 1 wypowiedzi, i głupio tak się cały czas podpisywać xy1zadasda xD
        • Avatar
          xy1zadasda 5.02.2015 01:49
          Re: Drama overload
          Tak teraz mnie naszło na przemyślenia bo lukam na 15 odcinek i powiem ci że superdeformed pasowałoby do tego anime, gdyby było stosowane w granicach dobrego smaku. Oglądanie SD za każdym razem gdy rozmowa wtacza się na poważny tor jest przesadą i to ostrą. Przez 15 odcinek więcej było karykaturek skaczących/wyginających się z głupią miną, niż normalnych twarzy bohaterów.
          Przez takie wahania nastroju można dostać „zajoba”, przykładowo  kliknij: ukryte , no k^%$@ mać…
          Może to ja się starzeje, i nie potrafię śmiać się z czegoś takiego, ale anime na początku opowiada o przemocy, patologi, śmierci, czyli o tragedii, aby następnie zamienić się w szkolną komedyjkę. To tak jakby oglądać „Śmierć Superbohatera”, w połowie wyłączyć i zacząć oglądać „American Pie”, od pewnego czasu spotykam dzieła tego typu.

          Dla mnie Shigatsu to przede wszystkim zmarnowany potencjał, naprawdę póki co, anime jest dla mnie (mimo wcześniejszego zachwytu) na 4 może słabe 5. Musiało by się wydarzyć coś przełomowego żeby podnieść ocenę.
          • Avatar
            jolekp 5.02.2015 07:11
            Re: Drama overload
            15 odcinek jest wciąż przede mną, a wcześniej SD nie rzucało mi się jakoś szczególnie w oczy, może stąd moja opinia ^^
            Natomiast z twoim ostatnim akapitem zgadzam się w 100% :)
  • Avatar
    A
    Matsurika 7.12.2014 14:02
    Dziwna filozofia
    A ja obawiam się że zrobi się w tym anime jakaś chora sytuacja.  kliknij: ukryte 
    • Avatar
      Matsurika 9.12.2014 19:20
      Re: Dziwna filozofia
      Wiem że odpowiadam sama sobie xD Ale kliknij: ukryte 
      • Avatar
        jolekp 28.12.2014 15:23
        Re: Dziwna filozofia
        To dla odmiany, może ja ci odpowiem :)

        Cóż. Matka Arimy to klasyczny przykład przerostu ambicji i posługiwania się dzieckiem do spełnienia własnych niezrealizowanych marzeń. To, niestety, nie jest wcale jakiś bardzo odosobniony przypadek.  kliknij: ukryte  To akurat zauważają praktycznie wszystkie postaci i to z tego szydzą nazywając Arimę marionetką mamusi itp.  kliknij: ukryte  Bardziej mnie zastanawia, co w tym czasie robił jego ojciec, w sumie niewiele o nim wiadomo.
        A co do samego Arimy. To była mimo wszystko jego matka i myślę, że na jakiś tam swój sposób jednak ją kochał i chciał ją zadowolić.  kliknij: ukryte 
        Zaś wątek Kaori budzi mój niepokój. Skoro zbudowano już taką solidną traumę wokół Arimy, to wątek  kliknij: ukryte  można było sobie spokojnie odpuścić. No, chyba, że twórcy mają zamiar zadusić widza dramatem. Obawiam się, że historia może zatoczyć koło, ale mam nadzieję, że do tego nie dojdzie, bo to już byłaby gruba przesada. Kategorycznie żądam happy endu w tej serii! ^^
        • Avatar
          Matsurika 2.01.2015 21:43
          Re: Dziwna filozofia
          Obawiam się że  kliknij: ukryte  Wiem że moje wypowiedzi są kompletnie nieskładne, ale piszę na gorąco xD Poza tym mam argumenty:
           kliknij: ukryte 
          • Avatar
            Matsurika 17.02.2015 01:11
            Re: Dziwna filozofia
            No i wszystko układa się jak powiedziałam :/
             kliknij: ukryte 
  • Avatar
    A
    X32 19.11.2014 17:36
    Superdeformed
    Pierwsze anime w którym największą wadą jest superdeformed, jest on wpychany wszędzie! Autor chyba oszalał, bohaterowie zaczynają rozmawiać o poważnych tematach a tu nagle jedna z nich zamienia się w chibi gówno i nawija cos kompletnie bezsensu co niszczy cały klimat.


    [link][link][/link] – dla tych który nie wiedzą co to jest „sd”
    • Avatar
      X32 19.11.2014 17:37
      Re: Superdeformed
      na poważny temat*
    • Avatar
      Sestian 3.02.2015 15:42
      Re: Superdeformed
      Według mnie to świetnie oddaje wiek bohaterów serii- nie ma tu gimnazjalistów rozmawiających śmiertelnie poważnie na poważne tematy, tylko nawet, gdy takie się pojawią, to i tak za chwilę zaczynają się zachowywać niepoważnie- dla mnie to zaleta.
      • Avatar
        zzz 4.02.2015 13:58
        Re: Superdeformed
        Ale starają się zrobić z tego anime dramat, więc to jest bardzo irytujące.
  • Avatar
    A
    Samek 13.11.2014 08:10
    Zakochałem się w tym, w ciągu roku nic ciekawego nie okazało się dla mnie – to mi naprawdę wpasowuje się w mój gust. Piękne tła i projekty postaci (czasami zrzędzi animacja, ale idzie to przełknąć), jak na anime muzyczne to piękna też muzyka (zwłaszcza OP i ending). Główni bohaterowie są ciekawi, zwłaszcza blondynka, a fabuła nie wydaje się czymś oklepanym. Kupuję ten tytuł.
  • Avatar
    A
    Matsurika 30.10.2014 18:38
    TA ANIMACJA
    Ja nie wiem co to ma być z tą grafiką. Raz jest piękna, momentami szczegółowa, projekty postaci bardzo fajnę…
    Ale rękę grającą na fortepianie MUSIELI animować komputorowo. I to jeszcze w ważnej scenie, do tego dość paskudnie. Jeszcze rozumiem że jak epizodyczne postaci grały i były to tylko plansze przybliżające się na tle muzyki, ale tej animacji komputerowej nie zrozumiem. Ogromny minus.
  • Avatar
    A
    dfgdfg 26.10.2014 14:38
    ;o
    Typowe, nudne, oklepane! Udające coś, czym nie jest. Znowu ponawiane schematy, postaci płaskie i bez osobowości. Muzyka dobra, więc 3/10.
    Jedyne co podnosi oglądalność tej serii to niezrozumiały hype i przeczący logice fakt, iż seria się wszystkim podoba! Ogólna ocena, 4/10

    Tadam. Nie musicie się już wysilać. Wklejcie to i dodatkowe 10 stron pseudo­‑intelektualnego samogratyfikującego bełkotu i recenzja na tanuki gotowa :D
    • Avatar
      MarcowyZajac 28.10.2014 16:48
      Wkleiłeś na razie tylko 6 linijek pseudo­‑intelektualnego samogratyfikującego bełkotu, czyli zostało jeszcze 9 stron i 38 linijek. Póki co nie możesz powiedzieć, że odwaliłeś większą część pracy.
  • Avatar
    A
    zmrol 24.10.2014 20:30
    Znowu to zrobili! XD
    Tłinkur, tinkur rider sta, hał aj łanda, co ty śpiewać do pawian? O_o'
    Normalnie „Mirchu Horsztajn” wysiada przy tym, jak ta panienka, robiąca zdjęcia swojemu jedzeniu, śpiewała po ingriszu ;P
    • Avatar
      tamakara 24.10.2014 21:02
      Re: Znowu to zrobili! XD
      • Avatar
        zmrol 24.10.2014 21:09
        Re: Znowu to zrobili! XD
        Przeżyłem „Odę do radości” w wykonaniu Gunslingerek, to przeżyłem i to ;)
        Ale naprawdę już dawno takiego bełkotu nie słyszałem! Tam w środku zwrotki, to w ogóle nie było wiadomo co ona za głoski z siebie wydaje i nawet nie potrafiła wymówić dwa razy z rzędu „tłinker”, tylko za drugim razem „śpiewała” tinker ^^#
        • Avatar
          Kysz 24.10.2014 21:37
          Re: Znowu to zrobili! XD
          W sumie faktycznie to wyszło tragiczniej niż zawsze. Nawet chyba ta mała z Papa no Iukoto to lepiej śpiewała xd
        • Avatar
          tamakara 24.10.2014 21:44
          Re: Znowu to zrobili! XD
          Obejrzałam na razie tylko jeden odcinek, więc wszystko przede mną xD ale teraz jestem przygotowana.
  • Avatar
    A
    jolekp 20.10.2014 17:50
    pytanie totalnego laika
    Tak się pytam, bo się nie znam, a to dość ciekawe. Jak to możliwe, że można ten sam utwór zagrać na różne sposoby, skoro przecież nuty są te same?
    A co do samego anime, to jednak bardzo przypomina Nodame Cantabile. Z jednej strony to dobrze, bo Nodame to jeden z moich ulubionych tytułów, a z drugiej to jednak już to widziałam. Mam nadzieję, że jednak ten tytuł nie będzie zupełną powtórką z rozrywki i twórcy pokuszą się o coś oryginalnego. Jak na razie jestem pozytywnie nastawiona.
    • Avatar
      qwerty 20.10.2014 18:14
      Re: pytanie totalnego laika
      Jak to możliwe, że można ten sam utwór zagrać na różne sposoby, skoro przecież nuty są te same?

      Po pierwsze może się różnić dynamika, czyli które fragmenty utworu gramy głośniej, a które ciszej (to tak w największym uproszczeniu). Po drugie może różnić się tempo, w jakim gramy (z reguły powinno być to od początku do końca to samo tempo, ale można na przykład celowo przyśpieszać, żeby dodać utworowi dynamiki, albo zwalniać, żeby tej dynamiki odjąć i zagrać bardziej lirycznie). Po trzecie może różnić się rytm, a co za tym idzie rozłożenie akcentów (można zatem przykładowo synkopować). Po czwarte można też dokonywać własnych modyfikacji w utworze, czyli zasadniczo linia melodyczna się zgadza, ale jakiś trudny do zagrania fragment sobie ułatwiamy, albo zmieniamy ten, który nam się nie podoba, bo uważamy, że nie był do końca przemyślany przez kompozytora.
      Blondynka zagrała więc we własnym tempie, z własną dynamiką, dokonując przy tym „dźwiękowych” modyfikacji w różnych fragmentach utworu.
      • Avatar
        Klemens 20.10.2014 18:21
        Re: pytanie totalnego laika
        Dodajmy, że możemy przy kluczu postawić inne znaki chromatyczne, zmieniając tym samym tonację i cały wydźwięk utworu, ale ogółem to tak, kolega wyżej ma 100% rację. Lepiej bym tego nie ujął :)
      • Avatar
        Klemens 20.10.2014 18:24
        Re: pytanie totalnego laika
        No i nie zapominajmy też o wszelkiego rodzaju ozdobnikach, pokroju arpeggio, staccato, vibrato, glissando, tremolo i wielu, wielu innych. Chociaż nie jestem pewien o jakim instrumencie tu mówimy :P
        • Avatar
          zmrol 20.10.2014 19:18
          Re: pytanie totalnego laika
          Chociaż nie jestem pewien o jakim instrumencie tu mówimy

          Mówimy tu o krzypcach ^^
    • Avatar
      San-san 4.01.2015 01:41
      Re: pytanie totalnego laika
      Można zagrać dokładnie każdą nutę we właściwym rytmie, z dynamiką i innymi oznaczeniami jakie są zapisane w partyturze, a będzie to wykonanie po prostu poprawne. Cała rzecz z grą Arimy wg tego co kazała mu matka polega na tym, że potrafił zagrać wszystko doskonale technicznie. Wygrywał wszystko co znalazło się w partyturze, ale w rezultacie było to bezpłciowe. Coś jak puścić sobie midi… Jak komputer.

      proszę, żeby nie być gołosłownym porównanie różnych wersji,
      zabawmy się z tym:
      1. [link]
      2. [link]
      3. [link]
      4. [link]
      5. [link]

      sam oceń jak bardzo się różnią ^^
  • Avatar
    A
    jolekp 15.10.2014 18:48
    No i wygląda, że to mój kolejny trafny typ z tego sezonu. Liczyłam na coś w stylu Nodame Cantabile z mniejszą ilością muzyki, a bardziej rozbudowanymi wątkami obyczajowo­‑romansowymi, pozostaje mieć nadzieję, że muzyka będzie tam odgrywać jakąś większą rolę niż tylko tło (a początek w sumie daje takie nadzieje). W każdym razie, pierwszy odcinek rozbudza mój apetyt. Tylko… naprawdę trójkąt romantyczny? Czemu nikt mnie nie uprzedził :(? Cóż, pozostaje mieć nadzieję, że jakoś znośnie to rozwiążą, bo początek był naprawdę uroczy, dokładnie taki jak lubię i bardzo nie chciałabym się poważnie zawieść na tym tytule.
  • Avatar
    A
    Yui_KuroiTenshi 15.10.2014 15:34
    Bardzo sympatyczne okruchy życia. Ba, mało, że sympatyczne, to jeszcze „muzyczne”. Pierwszy odcinek super, zobaczymy jak będzie później, ale coś czuję, że to anime znajdzie miejsce w mojej topce sezonowej. Tylko żeby z tym romansem nie przesadzili…
  • Avatar
    A
    Kysz 10.10.2014 17:59
    Czyżby wreszcie wyszły ciepłe i słodkie okruszki, których zawsze wyczekuję z niecierpliwością, a których prawie nigdy nie dostaję? Pierwszy odcinek, a dokładniej jego końcówka wyraźnie to potwierdza! Już po zapowiedzi miałam spore oczekiwania względem tego tytułu, ale teraz… teraz chyba się załamię jeśli to zepsują xd Na szczęście tytuł ma być dwusezonówką, więc szanse są naprawdę spore na coś wyjątkowego^^

    Aha – i tak właśnie się tworzy postaci ekscentrycznych artystów, ot co!
    • Avatar
      Enevi 10.10.2014 18:40
      Kysz napisał(a):
      Czyżby wreszcie wyszły ciepłe i słodkie okruszki, których zawsze wyczekuję z niecierpliwością, a których prawie nigdy nie dostaję?


      Wolisz błogą nieświadomość czy niezbyt optymistyczne oświecenie? Co prawda zakończenie nadal może być dobre (w sensie happy endu), ale biorąc pod uwagę ogólny klimat (nostalgia i cichy dramat pełną gębą), słodkość to ostatnia rzecz, jakiej bym się spodziewała. A początek jest wyjątkowo zwodniczy, choć wskazówki co do kierunku, w jakim całość poszła pojawiają się dość szybko. Mogę się podzielić spoilerami (tomy 9 i początek 10), aczkolwiek nie zachęcam…
      • Avatar
        Kysz 10.10.2014 19:13
        Nie, wolałabym nie znać spoilerów, bo jeszcze się zniechęcę -.-
        Cóż, tag „dramat” jednak zobowiązuje jak widać, Nadal jednak, o ile to nie będzie przedramatyzowane, nielogiczne czy po prostu „tanie”, to serię uznam za udaną. Dobry dramat nie jest zły ;p Choć w sumie szkoda tych „ciepłych i słodkich okruchów życia”...
      • Avatar
        Sef 10.10.2014 19:14
        A ja bym poprosił jeśli można. Przeczytałem tylko 17 rozdziałów, które znalazłem po angielsku, więc nie pogardzę żadnym info, nawet spoilerami.
        Chyba że możesz wskazać miejsce gdzie mógłbym dalej to czytać lub kupić.
        Ale ogólnie to zgodzę się, że początek nieco myli.
    • Avatar
      Kanivaru 10.10.2014 19:14
      1 odcinek
      A ja miałem wrażenie, że za bardzo się starają.  kliknij: ukryte 
      • Avatar
        Kysz 10.10.2014 19:47
        Re: 1 odcinek
        Szczerze powiedziawszy masz rację w tym co piszesz, bo te elementy również zauważyłam i generalnie nie jestem ich zwolenniczką. Ale… no właśnie – nie wiedzieć czemu, one mi tu po prostu nie przeszkadzały! Wydaje mi się, że to tak jakoś strawnie zostało podane. Może to kwestia tego, że ja naprawdę uwielbiam okruchy życia i w każdym anime z takowym tagiem staram się doszukać mojego wyczekiwanego anime (choć niestety z reguły realia bardzo szybko studzą moje zapędy -.-). I w tym przypadku jak na razie mam wrażenie, że z tego może faktycznie coś dobrego wyjść :)

        Btw. nie wiem, może to tylko ja tak do odebrałam, ale jak dla mnie „bohaterka poboczna” jest wyraźnie zakochana w głównym bohaterze. W dodatku mam też niemiłe wrażenie, że „bohater poboczny” kocha ową bohaterkę xd
        • Avatar
          Hiromi 15.10.2014 02:06
          Re: 1 odcinek
          Błagam relacje bohaterów są podane, jak na tacy przyjaciółka z dzieciństwa kocha muzyka, sportowiec kocha ją.