Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Funcon 2017 - konwent

Komentarze

Rurouni Kenshin: Densetsu no Saigo Hen

  • Avatar
    A
    tamakara 7.04.2015 11:40
    Całość to gorsza wersja dwójki, czyli jest naprawdę kiepsko…
    Film wręcz zmęczyłam. Przecierpiałam jak jakąś karę. W kawałkach, przez niemal tydzień, byle tylko mieć z głowy. Nie było warto. No dobrze, może dla obsady, trochę.
    Ogólnie zgadzam się z recenzją, we mnie jednak nie było oburzenia, jedynie nuda i zadziwienie. Chociaż pocieszające jest dowiedzenie się, że winna jest inwencja twórcza scenarzystów, nie rozwiązania oryginału. Odzyskałam nieco wiary w tę historię.
    Dzieją się tu cuda na kiju. Wspomniana w recenzji scena tułaczki po plaży panny Kaoru zrobiła na mnie największe wrażenie (eghem) było to tak strasznie głupie! (W tym miejscu poczułam ochotę na rozpisanie się w kwestii innych głupot i bezsensów, ale wyszedłby z tego tekst niczym druga recenzja…)
    Sceny treningu w leśnej gorzelni (sic) prezentują się zupełnie inaczej. Przede wszystkim mają jakby inny nastrój, wręcz inny klimat. Oczywiście to zasługa Fukuyamy, który jest po prostu genialny. Eh, nigdy nie uważałam się za jakiegoś skończonego fangirla, ale cały czas gdzieś pod czaszką kołatało mi „oto patrzysz na prawdziwego aktora, klasa sama w sobie”. Co nie znaczy, że reszta obsady nadaje się tylko do zmiatania pyłu spod jego stóp. Jednakże Hiko jest jedyną postacią, która zachowuje stabilność i nie miota się po ekranie jak kot z pęcherzem plotąc trzy po trzy ┐(‘~`;)┌ aż mi ich szkoda było, że grają w czymś tak słabym.
    • Avatar
      ursa 7.04.2015 19:07
      ooo, bardzo się cieszę, że weszłaś na ten temat, bo zdałam sobie poniewczasie sprawę, że w tych potokach żalu i oburzenia nie oddałam sprawiedliwości aktorom. postaci są, jakie są, więc mają do zagrania, co mają, ale uważam, że w sumie, tzn. patrząc całościowo na wszystkie trzy filmy, jest całkiem nieźle. a w niektórych przypadkach, jak zauważyłaś, genialnie ;) aczkolwiek Hiko sam w sobie, jako postać w mandze, jest cudowny, osobiście go uwielbiam chyba nawet bardziej niż Kenshina. tu po raz kolejny składam pełne zachwytu hołdy Fukuyamie i wciąż dziękuję wszelkim bogom kinematografii, że scenarzyści tego nie spaprali jak reszty. nigdy dość zachwytów nad Hiko! ;)
      ale i pozostali, oprócz tych najbardziej skrzywdzonych przez los (Kaoru, Aoshi), dają nieźle radę… pewnie też dzięki temu, że w sumie mają dwa albo i trzy filmy do pokazania się, i tam gdzie mogą to zrobić, wychodzi im dość udanie. Aoshi naprawdę stracił okrutnie, zostało coś z niego tylko w pojedynkach, a to była znacznie bardziej złożona postać. o Kaoru na plaży chciałabym móc zapomnieć. nie, w ogóle bym ją wymazała z tego filmu, dla jej dobra i własnego. Sano tutaj a Sano w jedynce… pffft, Sano w mandze i anime!! aa, ja znów o tym samym. po prostu przeżałować nie mogę ;] w każdym razie, żeby zamknąć ten temat, rzeczywiście należy im się więcej uznania niż granym przez nich bohaterom :] ehhh. gdyby, gdyby nie…