Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 7/10 grafika: 7/10
fabuła: 6/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 5 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,00

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 25
Średnia: 6,36
σ=1,81

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Classroom Crisis

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2015
Czas trwania: 13×25 min
Tytuły alternatywne:
  • クラスルーム☆クライシス
Tytuły powiązane:
zrzutka

Niepoprawny optymista­‑wizjoner i jego genialna klasa kontra twardo stąpający po ziemi nowy uczeń, czyli udana komedia i kiepski dramat w jednym.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

A­‑TEC, czyli specjalna klasa o profilu inżynierskim finansowana i podlegająca korporacji Kirishina, ma poważne kłopoty! Gdyby uczniowie do niej uczęszczający wiedzieli, że nowy kolega, którego dzielnie próbowali odbić z rąk porywaczy (przy okazji niszcząc statek kosmiczny wart tyle, że zera mienią się przed oczami), ma za zadanie zlikwidować A­‑TEC w ciągu trzech miesięcy, być może zastanowiliby się dwa razy, czy rzeczywiście warto… Mleko się jednak rozlało, a Nagisa Kiryuu nie ma w słowniku wyrazu „wdzięczność”. Z zapałem godnym lepszej sprawy rozpoczyna swoje rządy, na początku informując nowych kolegów i koleżanki, a także ich opiekuna, że klasowy budżet zostaje znacznie obcięty. Rozpieszczeni przez korporację geniusze nie radzą sobie w nowej sytuacji, ale nauczyciel, Kaito Sera mobilizuje ich do ciężkiej pracy i walki o przetrwanie A­‑TEC­‑u. Jednak czy grupka dzieciaków pod wodzą skrajnego idealisty i niepoprawnego optymisty ma szansę w starciu z bezdusznym molochem, zarządzanym przez grupę nastawionych na zysk cyników? Cóż, w tym wypadku wiara w siebie i patetyczne przemowy nie wystarczą – rozpoczyna się pełna nieczystych zagrywek i podstępów gra.

Nieco leniwy i nietrafiony początek, świetny środek i niezbyt satysfakcjonujące zakończenie, tak w skrócie wygląda Classroom Crisis. To trudne do zrecenzowania anime, które ma mnóstwo zalet, ale też pokaźną listę wad. Początek jest naprawdę obiecujący – ot, sympatyczna komedia połączona z okruchami życia, umiejscowiona w odleglejszej przyszłości. Poznajemy grupkę całkiem rozgarniętych i pełnych pasji, acz odrobinę oderwanych od rzeczywistości młodych ludzi oraz ociekającego endorfinami nauczyciela, którzy muszą wspólnie stawić czoła chmurnemu nowemu szefowi i koledze jednocześnie, a także jego wiernej i oddanej współpracowniczce. Niestety wszystko układa się na niekorzyść uczniów A­‑TEC­‑u, finansowy kurek zostaje mocno przykręcony, co ma olbrzymie znaczenie, kiedy weźmie się pod uwagę, że bohaterowie zajmują się najnowszymi technologiami. Zarząd firmy upiera się przy likwidacji, a najnowszy projekt uczniów trafił szlag podczas próby ratowania Nagisy. Nie dziwota, że niektórzy tracą zapał i zastanawiają się, czy warto dalej kontynuować naukę w tej klasie. Czyżby stadko biednych sierotek, których wspaniałe marzenia ktoś rozdeptał brudnymi buciorami?

Nie do końca, ponieważ rzekomi antagoniści, czyli Nagisa Kiryuu i jego asystentka Angelina, mają sporo racji, zgłaszając zastrzeżenia do funkcjonowania specjalnej klasy. A­‑TEC to studnia bez dna i nikt, ale to nikt nie przejmuje się wydatkami – zresztą po co, skoro nie musi? Nawet wizja likwidacji nie wzbudza choćby cienia refleksji nad własnym marnotrawstwem i nieumiejętnością zarządzania. Wszelkie błędy Kiryuu i Angelina muszą pokazywać paluchem. Musi minąć trochę czasu, zanim do uczniów dotrze, że ich roszczeniowa postawa tylko pogarsza sytuację i że doniosłe odkrycia wiążą się z wielką potrzebą, ale niekoniecznie z wielkimi pieniędzmi. Przy czym, to nie jest tak, że twórcy serwują widzom piękne przemowy i przekonują, że aby coś osiągnąć, wystarczy tylko chcieć. Nikt tu nie ma zamiaru latać na drzwiach od stodoły.

Ten motyw wyjątkowo przypadł mi do gustu – nawet jeśli dekoracje są fantastyczne, to treść czasami do bólu ocieka realizmem. Można budować nowy, rewelacyjny statek i innowacyjny silnik w starym hangarze, można do tego wykorzystać stare części, ale postęp technologiczny zawsze wiąże się z kosztami, tyle że da się je kontrolować i ciąć! I to nie jedyny przejaw szarej rzeczywistości w życiu bohaterów. Twórcy równie umiejętnie i ostro obnażają prawa rządzące światem finansów i polityki. Dostaje się po równo korporacjom, partiom politycznym, a nawet związkom zawodowym, ale przede wszystkim naiwnym obywatelom, wierzącym w obietnice bez pokrycia. Warto jednak wspomnieć, że wszystkie te szachrajstwa scenarzyści ukazują z odpowiednim dystansem i humorem. Przynajmniej do czasu.

Ktoś wpadł na wyjątkowo chybiony pomysł, by radosną i odbijającą w krzywym zwierciadle nasze życie komedyjkę, „wzbogacić” o wątek dramatyczny. Jak się szybko okazuje, nadrzędnym celem Nagisy nie jest likwidacja niewygodnej klasy, a szeroko pojęta zemsta na własnej rodzinie (czyli szefostwie firmy Kirishina) za tragiczne wydarzenia z przeszłości. Naturalnie młodzieniec nie afiszuje się ze swoim mrocznym planem, ale zawzięcie i z precyzją wprowadza go w życie. Istotną, chociaż bierną rolę w tych wydarzeniach odgrywa jedna z uczennic A­‑TEC, Iris Shirasaki. Niestety cała ta tragiczna farsa pasuje do Classroom Crisis jak kwiatek do kożucha i na nieszczęście serii, wysuwa się pod koniec na pierwszy plan, pozostawiając pewien niesmak.

Druga poważna wada produkcji ma związek z wątkiem romantycznym, z którym wiązałam naprawdę duże nadzieje. Praktycznie od początku widać, że Kiryuu i jego koleżanka z klasy, a przy okazji siostra Kaito, Mizuki, mają się ku sobie. Ba! Dochodzi nawet do romantycznej konfrontacji i to naprawdę mistrzowsko poprowadzonej. Problem polega na tym, że zaraz potem ktoś uznał, że trójkącik romantyczny z pewnością ożywi widowisko i doda mu atrakcyjności – gdybym tylko dopadła tego idiotę… W ciągu dwóch odcinków naturalnie rozwijająca się relacja, doczekawszy się logicznej i sensownej konkluzji, zostaje poważnie zaburzona pojawieniem się tej trzeciej. Nagle bohater dostaje małpiego rozumu i nie jest już pewny swoich uczuć – co gorsza, panie poza słodkim okazywaniem zazdrości, nie wydają się szczególnie przejęte faktem, że oto sympatyczny romans zamienia się w tandetną haremówkę. Żeby nie było, nie jestem całkowitą przeciwniczką wielokątów miłosnych, ale tylko jeśli mają sens i nie zostają wyciągnięte niczym królik z kapelusza. Czemu to wszystko miało służyć?

Cóż, o czymś musi być druga seria, prawda? Bo wszystko wskazuje na to, że twórcy mają ją w planach. Zakończenie nawet nie udawało zamkniętego, a pod koniec scenarzyści wepchnęli tyle materiału fabularnego, że spokojnie wystarczyłoby na dwa razy dłuższe anime. Co więcej, wiele istotnych wątków nie doczekało się finału. Mnóstwo pytań pozostało bez odpowiedzi, co nie przeszkodziło scenarzystom wrzucać nowe wabiki nawet w końcówce ostatniego odcinka. Kompozycja i odpowiednie rozplanowanie zdecydowanie nie są mocną stroną produkcji. Szczerze mówiąc, nie wiem, czy mam ochotę na powtórkę z rozrywki, zwłaszcza że sugerowane nowe przeszkody na drodze młodych bohaterów nie napawają optymizmem. Powiedziałabym, że wręcz śmierdzą tym, co było najsłabszą stroną tej produkcji. Naturalnie istnieje możliwość, że anime kiepsko się sprzeda i kolejnej serii nie będzie, ale to też trudno uznać za pocieszenie.

Fabularne niedostatki wynagradzają wyjątkowo udane postacie, które z miejsca wzbudzają sympatię widza. Na uwagę zasługuje przede wszystkim duet Nagisa – Sera. Panowie prezentują zupełnie odmienne postawy życiowe, wyznają inne wartości, co sprawia, że bez przerwy dochodzi między nimi do spięć. Zazwyczaj zwycięsko z potyczek wychodzi Kiryuu, zawsze mający w zanadrzu solidny argument. Tymczasem Kaito zdecydowanie woli działać i nieraz stawia nastoletniego szefa pod ścianą, kiedy prezentuje mu już zaakceptowane i rozpoczęte projekty. Nagisa to człowiek praktyczny, twardo stąpający po ziemi i nastawiony na konkretne cele, podczas gdy jego nauczyciel to wizjoner i idealista, który nie ogranicza się tylko do marzeń, ale z uporem dąży do ich realizacji. Bywają jednak chwile, gdy panowie nie wiedzą, jak się zachować, tracą grunt pod nogami, i wtedy najczęściej wkracza do akcji damska część obsady.

Przyznaję, że siostra Kaito, Mizuki na początku nieco mnie irytowała i nie wiązałam z nią większych nadziei. Postrzegałam ją jako następną ciepłą kluchę o złotym serduszku, która prócz dobrych chęci nie ma nic do zaoferowania. Na szczęście myliłam się, gdyż Mizuki okazała się całkiem pozbieraną, chociaż niezbyt charakterną dziewczyną. Owszem, to chodząca dobroć, ale kiedy trzeba, potrafi działać – stanowi moralną podporę zarówno dla brata, jak i nowego kolegi, no i nie należy do A­‑TEC­‑u z powodu pięknych oczu. Nieco gorzej wypadła Iris, czyli chłodna w obejściu najlepsza przyjaciółka Mizuki, która po tajemniczym wypadku cierpi na amnezję. Miała to być tajemnicza dziewoja o skomplikowanej przeszłości, wierna przyjaciółka, na dodatek obdarzona niesamowitym talentem do pilotażu. Problem polega na tym, że wyszła płytka i nudna dziewuszka, przerzucana z kąta w kąt przez scenarzystów, przydatna może w trzech ważnych scenach. Jakby tego było mało, na końcu zafundowano jej metaforyczny przeszczep mózgu, zamieniając w kolejną taśmowo produkowaną -dere. Zostaje jeszcze jedyna dorosła przedstawicielka płci pięknej, czyli Angelina – odrobinę pretensjonalna osóbka, po uszy zadurzona w Nagisie. Kobieta czepliwa, ale bystra i profesjonalnie podchodząca do swojej pracy.

Reszta uczniów A­‑TEC­‑u co prawda zostaje wyróżniona z tłumu i przedstawiona widzowi, ale kojarzymy ich bardziej z umiejętnościami lub zajmowanym stanowiskiem, niż po imieniu. Mimo wszystko stawiam za tę barwną grupę dużego plusa, bo raz że to całkiem inteligentne bestie, a dwa, zgrana paczka przyjaciół – co doskonale widać, nie trzeba wierzyć twórcom na słowo. Nieco inaczej ma się sprawa antagonistów, czyli zarządu korporacji Kirishima, bynajmniej nie anonimowego. Tutaj ponownie zadziałał realizm, ale taki z pierwszych stron gazet – panowie to ni mniej, nie więcej, tylko grupa starych sępów, którzy do celu dążą po trupach. Liczy się dla nich tylko zysk, a na układach i układzikach zjedli zęby. Jest też jeden niestabilny psychicznie osobnik, ale to akurat wygląda jak fatalna pomyłka osoby odpowiedzialnej za projekty postaci, dlatego litościwie go przemilczę.

Strona audiowizualna w Classroom Crisis prezentuje się przyzwoicie. Projekty postaci są ładne, nie przesadzone w żadną stronę, tak że zarówno panowie, jak i panie znajdą tutaj coś dla siebie. Poza tym warto wspomnieć o wiekowym zróżnicowaniu – oprócz bandy dzieciaków na ekranie pojawiają się także dorośli i naprawdę nie trzeba szukać opisów postaci w internecie, żeby domyślić się, kto mniej więcej ile ma lat. Bardzo przypadła mi do gustu kolorystyka, żywa, ale nie jarmarczna. Niestety widać, że budżet serii nie należał do wyjątkowo pokaźnych. Rzecz dzieje się na Marsie, gdzie znajduje się jedna z wielu ziemskich kolonii, i owszem, dostajemy kilka widoków na Czerwoną Planetę, a także na same kolonie. Odwiedzamy księżyce i obserwujemy loty statków kosmicznych – ale nie sposób pozbyć się wrażenia, że widoki są ubogie, kosmiczne ujęcia pokazywane od wielkiego dzwonu, a wspaniała technologia przyszłości nie rzuca na kolana. Anime to przede wszystkim okruchy życia, więc dynamiki tu tyle, co kot napłakał, animacja nie porywa, bo i nie ma czym. Nie powiem, jest całkiem schludnie i porządnie, obyło się bez większych wpadek, ale o fajerwerkach możecie zapomnieć.

W tym przypadku ścieżka dźwiękowa to dla mnie tylko i wyłącznie czołówka (Cobalt TrySail) oraz ending (Anemone ClariS), ponieważ żadna inna kompozycja nie zapadła mi w pamięć. Obydwie piosenki to przykład udanego połączenia melodyjnego i dobrze zaśpiewanego utworu z prostą, ale efektowną animacją, ładnie oddającą nastrój anime i przedstawiającą wszystkich ważnych bohaterów. Nie mamy do czynienia z arcydziełami lub piosenkami szczególnie się wyróżniającymi, ale solidny, energiczny j­‑pop też jest w cenie. Mimo wszystko, powstrzymam się od wystawienia oceny za muzykę, gdyż byłaby ona zapewne nieadekwatna do stanu faktycznego.

Classroom Crisis to solidny przeciętniak, który ucierpiał w starciu z niepotrzebnie kombinującymi scenarzystami. Ktoś chciał złapać zbyt wiele srok za ogon, a w efekcie zostało mu tylko kilka ładnych piór. Anime to propozycja skierowana głównie do fanów lekkich komedii i okruchów życia. Obawiam się, że miłośnicy science­‑fiction nie uznają tej serii za szczególnie atrakcyjną. Technologiczne nowinki, statki kosmiczne i wynalazki plączą się gdzieś na trzecim planie i tylko czasem błysną lakierem lub pomachają przewodem – częściej widać monitory komputerów czy stary, dobry telewizor. Przedstawienie ciągną sympatyczne postaci oraz kolejne próby zagrania na nosie Nagisie. Obejrzenie na pewno nie będzie stratą czasu, ale też nie ma co liczyć na pełną satysfakcję po seansie.

moshi_moshi, 13 października 2015

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Lay-duce
Autor: MONTWO
Projekt: Hiro Kanzaki, Satoshi Ishino, Toshihige Tanaka
Reżyser: Kenji Nagasaki
Scenariusz: Fumiaki Maruto
Muzyka: Yuuki Hayashi

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Classroom Crisis - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl