Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 9/10 grafika: 8/10
fabuła: 7/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 4 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,75

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 119
Średnia: 6,82
σ=1,81

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Jitsu wa Watashi wa

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2015
Czas trwania: 13×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Actually, I Am...
  • 実は私は
Tytuły powiązane:
Gatunki: Komedia, Romans
Widownia: Shounen; Postaci: Anioły/demony, Obcy, Uczniowie/studenci, Wampiry; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Harem, Supermoce
zrzutka

Jedna z najbardziej absurdalnych komedii romantycznych, jakie widziałem. Nietypowa grafika, zwariowani bohaterowie i masa śmiechu podczas oglądania.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Asahi Kuromine chodzi do normalnej szkoły (przynajmniej tak mu się wydaje), podkochuje się w normalnej, choć nieco skrytej i nieśmiałej dziewczynie (też tak mu się wydaje) i w końcu za namową przyjaciół zbiera się na odwagę, aby wyznać miłość obiektowi swoich uczuć za pomocą listu. Jakież jest jego zdziwienie, kiedy okazuje się, że wybranka jest wampirem, a fakt, że ktoś poznał jej sekret, sprawia, że będzie musiała natychmiast przerwać naukę i opuścić szkołę (taki warunek postawił jej ojciec). W dodatku cały plan wyznania miłości bierze w łeb, a chłopak pod wpływem stresu oznajmia dziewczynie, że pragnie zostać jej przyjacielem. Ale jak przystało na gentelmana z krwi i kości, nasz bohater przysięga również ukochanej, że nikt inny o jej tajemnicy się nie dowie – nie byłoby to takie trudne, gdyby on sam przez lata nie zapracował sumiennie na przezwisko „cieknące wiadro”, które w tym przypadku wyjątkowo do chłopaka pasuje. Ma on bowiem pewną rzadko spotykaną cechę – nie potrafi kłamać. Ma po prostu tak wyrazistą mimikę, że absolutnie każdy jest w stanie stwierdzić, co nasza ofiara losu w danej chwili myśli – poza oczywiście Youko Shiragami, czyli naszą wampirzycą, która niestety nie grzeszy bystrością umysłu. I tak przyjdzie nam przez trzynaście odcinków śledzić nieraz dość absurdalne przygody uroczo dobranej pary in spe oraz paczki ich (też nie do końca normalnych) przyjaciół, a wytrwałość głównego bohatera zostanie niejednokrotnie poddana próbie, jako że jego ukochana to nie jedyna osoba w szkole skrywająca tajemnice, które nie powinny ujrzeć światła dziennego.

Wielbiciele monster girls dostali w letnim sezonie 2015 r. aż dwie pozycje, które mają szanse wynagrodzić im trwającą od pewnego czasu posuchę w tej tematyce. W przeciwieństwie do Monster Musume no Iru Nichijou, tematyka Jitsu wa Watashi wa koncentruje się w większym stopniu na romansie i wprowadza trójkąt romantyczny zamiast haremu, co teoretycznie dodaje mu nieco powagi i zmienia grupę docelową. Celowo jednak użyłem słowa teoretycznie, gdyż ilość absurdu wylewającego się z ekranu skutecznie niweluje ciężar poważniejszych wątków. Od razu ostrzegam, że jeśli nie przepadacie za humorem polegającym na ganianiu głównego bohatera z młotkiem (lub z łopatą dla odmiany) po szkole, aby wymazać mu pamięć (bo takie rozwiązanie podsuwała przeczytana przez bohaterkę manga), wszechpotężnymi demonami, których pasją jest objadanie się słodyczami i robienie złośliwych dowcipów, kosmitami o wzroście kilku centymetrów zasiadającymi w humanoidalnych mechach, wilkołakami zmieniającymi płeć oraz innymi równie pokręconymi pomysłami, to ta seria zdecydowanie nie przypadnie Wam do gustu. Dla tych jednak, których nie odstraszają tego typu pomysły fabularne, twórcy przygotowali istny maraton bardzo pozytywnej głupawki. Muszę z czystym sumieniem przyznać, że dawno nie bawiłem się tak dobrze, jak podczas oglądania tej serii. Dochodziło nawet do tego, że musiałem przerywać seans, aby pozbierać się po kolejnym ataku śmiechu, do którego co rusz doprowadzali mnie bohaterowie albo wydarzenia rozgrywające się na ekranie. Słowa uznania należą się też twórcom adaptacji, bowiem udało im się wyłowić z materiału mangowego naprawdę udane historie i połączyć je na tyle zgrabnie w całość, aby oglądający nie odczuł, jak odległe od siebie są rozdziały wybrane do zekranizowania. Duża w tym zasługa sporej epizodyczności materiału źródłowego i dużej liczby pojedynczych i oderwanych od głównego wątku fabularnego historii w mandze.

Trochę nietypowo wrzucę wszystkich bohaterów do jednego wora, ponieważ każdego z nich mogę opisać podobnie. Trzon obsady stanowią protagonista i zakochane w nim dziewczyny, celowo jednak skłaniam się ku temu, aby klasyfikować historię nie jako harem, lecz trójkąt romantyczny, ponieważ sytuacja jest tutaj o wiele bardziej klarowna niż w podobnych produkcjach haremowych. Od początku wiadomo, że bohater zakochany jest w Youko Shiragami i nic nie jest w stanie tego zmienić. Godną rywalką naszej niedomyślnej wampirzycy jest tylko przewodnicząca klasy Nagisa Aizawa, kosmitka przebywająca z tajną misją na Ziemi. Poza nimi jedyną zainteresowaną Asahim osobą jest Mikan Akemi – jego przyjaciółka z dzieciństwa i redaktorka szkolnej gazetki, ale stoi ona na uboczu i nie angażuje się w walkę o serce chłopaka tak bardzo jak dwie wspomniane wcześniej dziewczyny. Poza wspomnianą czwórką mamy jeszcze przyjaciółkę z dzieciństwa Youko – Shiho Shishido – wilkołaczkę potrafiącą zmieniać płeć i obdarzoną wyjątkowym przerostem libido, dyrektorkę szkoły Akane Koumoto – tysiącletnią diablicę, która uwielbia słodycze i szeroko pojęte intrygi, oraz Akari Koumoto – nauczycielkę klasy Asahiego, Youko i Nagisy – prywatnie alkoholiczkę i nadzorczynię złośliwej pani dyrektor. O nich jednak zdecydowanie nie można powiedzieć, że stoją w kolejce po serce głównego bohatera, dlatego też twórcom udało się uniknąć typowej konwencji haremu i pomimo w większości żeńskiej obsady stworzyć całkiem przyjemny w odbiorze trójkąt romantyczny z dużą dawką humoru. Obsadę zamykają trzej koledzy Asahiego, którzy tym razem uniknęli roli dyżurnych błaznów wykorzystywanych tylko w celu zróżnicowania humoru. Dostali oni zgoła odmienną rolę i pełnią funkcję momentami zaskakująco dojrzałych doradców głównego bohatera, mających autentyczny wpływ na podejmowane przez niego decyzje i dających mu (najczęściej trafne) sugestie dotyczące tego, jak ma postąpić w danej sytuacji. Trzeba uczciwie przyznać, że kreacje postaci wypadają bardzo dobrze i wszyscy bez wyjątku dają się lubić (nawet początkowo nielubiana przeze mnie Mikan w końcu zdobyła moją sympatię). Natomiast przyznaję, że w walce o serce protagonisty bardziej kibicowałem Nagisie – w przeciwieństwie do Youko jest ona świadoma tego, co czuje, a sceną z festynu całkowicie podbiła moje serce. Wampirzycy też nie można odmówić uroku osobistego, bo chociaż jej zachowanie słodkiej idiotki czasami mnie irytowało, najczęściej jednak wywoływało przy tym uśmiech na twarzy, więc i jej nie sposób ocenić inaczej jak tylko pozytywnie. Bohaterowie wyróżniają się zdecydowanie na plus i są tak naprawdę główną siłą napędową tej produkcji.

Kolejnym elementem, który oceniam bardzo dobrze, jest oprawa audiowizualna. Kreska odbiega od standardów, do jakich przyzwyczaiły nas inne serie, ale niesamowicie pasuje do klimatu opowiadanej historii – cieszy sam fakt, że jest inna niż wszystkie i że w końcu ktoś pokusił się o zrobienie czegoś nietypowego. Całość jest narysowana starannie, projekty postaci są szczegółowe i cieszą oko nietypową stylizacją, a w duchu przywodzącym na myśl amerykańskie kreskówki spod szyldu Warner Bros udało się zaanimować wszelkie dynamiczne sceny, jak na przykład pościgi po szkolnych korytarzach. Świetna jest też mimika postaci i wykorzystanie efektów super­‑deformed, które same w sobie są doskonałym źródłem humoru w serii. Na niewielki minus (ale też tylko przez pryzmat znajomości mangowego pierwowzoru) oceniam tylko to, że Asahi w anime prezentuje się gorzej niż w mandze – uważam, że w pierwowzorze wydaje się o wiele przystojniejszy. Odwrotna sytuacja ma miejsce w przypadku Youko, która lepiej wygląda w anime – choć to kwestia gustu. Tła są dość proste, ale starannie narysowane i mają bardzo przyjemną i pasującą do całości kolorystykę. Trochę przeszkadzała mi sztuczna animacja komputerowa samochodów na autostradzie w ostatnim odcinku, ale był to pojedynczy przypadek, poza tym grafikę jako całość oceniam dobrze. Podobnie pozytywne wrażenia pozostawiła ścieżka dźwiękowa, z kapitalnym wręcz openingiem, który chodzi za mną od pierwszego przesłuchania. Rzadko się zdarza, aby podobały mi się japońskie utwory śpiewane przez mężczyzn – dla tej serii robię wyjątek i uważam, że opening to strzał w dziesiątkę. Świetny jest też dobór i praca seiyuu postaci. Niewielkie ilości fanserwisu też dodają całości punktów. Jest on obecny głównie w scenach z udziałem Shiho, ale pozostaje na tyle stonowany, że nie powinien nikomu działać na nerwy, a bywa źródłem naprawdę udanych żartów, co dodatkowo wyróżnia go pozytywnie.

Jeżeli lubicie zwariowane komedie z masą absurdalnego humoru oraz elementami całkiem udanego romansu, to Jitsu wa Watashi wa jest zdecydowanie serią dla Was. Starałem się możliwie jak najdokładniej opisać, z czym możecie mieć do czynienia, zaczynając przygodę z tym anime. Doskonale zdaję sobie sprawę, że zapewne zjedna sobie ono sporą grupę zagorzałych zwolenników, ale i przeciwników. Niewątpliwym plusem są bardzo sympatyczne postacie i autentyczna chemia i rozwój relacji pomiędzy nimi. Dobrze poprowadzony wątek romantyczny momentami bywa spychany na drugi plan przez wątki komediowe (szczególnie w okolicy połowy serii), ale powraca pod koniec. Z jednej strony żałuję, że twórcy nie postawili kropki nad „i” w zakończeniu, z drugiej, patrząc na ilość materiału źródłowego, mam nadzieję na równie udaną kontynuację i ponowne spotkanie z bohaterami serii, która stała się jedną z moich ulubionych. Naprawdę cieszę się, że co jakiś czas twórcy anime prezentują nam taką produkcję jak Jitsu wa Watashi wa – jest ona bowiem bardzo miłą odskocznią od całej masy bezbarwnych, wtórnych i powtarzalnych serii haremowych z nieśmiesznymi żartami i wciskanym na siłę fanserwisem, jakimi co sezon jesteśmy uszczęśliwiani.

KamilW, 22 października 2015

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: TMS Entertainment
Autor: Eiji Masuda
Projekt: Hirotaka Marufuji
Reżyser: Yasutaka Yamamoto
Scenariusz: Ken'ichi Yamashita
Muzyka: Akito Matsuda

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Jitsu wa Watashi wa - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl