Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Komentarze

Concrete Revolutio: Choujin Gensou

  • Avatar
    A
    blob 28.12.2015 11:22
    Moi poprzednicy chwalą jej nieszablonowość, ale jeszcze trzeba tej nieszablonowości użyć tak, aby działała na korzyść serii, a nie ją pogrążać. W skrócie: X­‑mani po japońsku, ale zmieszani ze wszystkim co łączy się z „supermocami” czyli sentai, kosmici, mechy czy magical girls. Na papierze wydaje się atrakcyjnie, ale sposób prowadzenia fabuły, a przede wszystkim jej tempo niweczy wszystko. To by się udało, gdyby nie taki jeden mały szkopuł: twórcy mieli chyba pistolet (blaster?) przyłożony do skroni, bo takowo też akcja zapierdzielała. Nie, to nie jest w żadnym wypadku atut tego anime. Anime jest po prostu chaotyczne i charakteryzuje się przerostem formy nad treścią. Ewidentnie twórcy chcieli zmieścić jak najwięcej materiału w jak najkrótszym czasie. To nigdy nie kończy się dobrze… A w gruncie rzeczy mamy tu prostą historię („dobrzy” mutanci vs „źli” mutanci i ich wartości oraz „zwykli” ludzie między nimi), którą to już choćby wspomniani wcześniej X­‑meni drążyli do zarzygania… Postacie choć ciekawe, przez owe tempo akcji zostały spłaszczone tak, że nasza opinia o nich musi być umowna, bo nawet nie mamy ich czasu bliżej poznać. Pomysły fabularne były ciekawe (choć nieoryginalne m. in miłość robotów, czy eksperymenty na mutantach), ale po raz kolejny, z racji tempa akcji, zostały spłaszczone do tego stopnia iż wydają się raczej śmieszne niż poważne. Wygłaszane przez postacie ideały, choć sensowne, sprowadzono do poziomu wymiany zdań kolegów przy piwku. O to dlaczego akcję i fabułę się „buduje”, a nie rzuca od razu w pysk widza…

    Seria pozostawiła we mnie wręcz zniesmaczenie, bo fajny pomysł, potencjał i wykonanie zostały zniweczone przez ograniczenia czasowe i związany z tym chaos… (choć o dziwo drugi sezon już ma ustaloną datę premiery).

    5/10
    • Avatar
      Kryptyk 28.12.2015 12:04
      Niczego nie zrozumiałeś.
      Po pierwsze, to nie X­‑meni po japońsku, tylko Watchmeni po japońsku.
      Po drugie,
      A w gruncie rzeczy mamy tu prostą historię („dobrzy” mutanci vs „źli” mutanci i ich wartości oraz „zwykli” ludzie między nimi)

      Yyy… Nie. Po prostu nie. Cały pic polega na tym, że wcale nie występują tam jednoznacznie dobre lub złe postacie (wątek z Hoshinoko jest tego najlepszym przykładem). Jiro chciałby wierzyć w to, że stoi po stronie sprawiedliwości, Earth­‑chan chce w to wierzyć, nawet Calude'owi wydaje się, że w to wierzy. Ale rzeczywistość cały czas umyka bohaterom właśnie dlatego, że nie jest czarno­‑biała tak, jakby tego chcieli. W końcu muszą opowiedzieć się po którejś ze stron konfliktu, któraś ze stron musi im się wydawać lepsza od drugiej, ale wtedy wchodzą już w relatywizm i zgniłe kompromisy, których tak bardzo chcieli uniknąć, jednoznacznie opowiadając się po stronie umownego „dobra”.
      • Avatar
        blob 28.12.2015 18:46
        Po pierwsze, to nie X­‑meni po japońsku, tylko Watchmeni po japońsku.

        Watchmenów też tu można podpiąć, co zresztą zasygnalizowałem we wcześniejszym komentarzu. Nie będę polemizował, bo motywów i zapożyczeń jest tu tyle, że każdy znajdzie coś dla siebie…

        („dobrzy” mutanci vs „źli” mutanci i ich wartości oraz „zwykli” ludzie między nimi)

        Wychodzi na to że wzięcie wyrazów w cudzysłów to za mało oczywista wskazówka… trudne wybory i rozterki bohaterów, nie wszystko jest czarno­‑białe, no co Ty? „Nie zauważyłem”... tyle że tak jak mówiłem tempo anime odebrało tym rozterkom autentyczności, bo ta mozolnie budowana intryga po prostu nie przekonuje gdy bohaterowie latają i walczą tam i nazad jak popieprzeni, obrzucają się minutowymi monologami („Sprawiedliwość musi wygrać!” itd), a seria skacze pomiędzy datami jak pchła po psim cielsku…

        A skoro już jesteśmy w temacie X­‑menów, to powiedz mi, czy tam wszyscy bohaterowie są czarno­‑biali? Użyłem tego najprostszego skojarzenia, bo też mamy dwie strony konfliktu (mutanci żyjacy w zgodzie z ludźmi czyli „dobrzy” vs mutanci panowie świata, czy tam jak kto woli „następny krok w ewolucji ludzkosci” czyli „źli”). Używanie mutantów jako broni biologicznej? Było. Mutanci mściciele? Byli. To plus wszystkie motywy (o których wspomniałem czyli sentai, kosmici itd), które twórcom udało się nawrzucać do tego bulgoczącego kociołka… które w duuużym skrócie można nazwać, idąc za bohaterami Concrete, „superhuman”... no ale nieważne…

        Powtarzam Ci jeszcze raz. Nie zarzucam serii braku ghłębi i ciekawych pomysłów, ale zarzucam jej spapranie tego wszystkiego chaotyczą konstrukcją fabuły i spłaszczeniem postaci. Co z tego, że mają trudne wybory, skoro ich historia opowiedziana jest w migawkach i podbarwiona zupełnie niepotrzebnymi motywami (np. ten zespół komików). Twórcy zamiast opowiedzieć jedną „konkretną” historię nawrzucali multum różnych wątków czy postaci, które koniec końców wcale wiele do historii nie wniosły, nawet jeśli miały służyć przemianie światopoglądowej Jiro…

        Poprawiono tag.
        M.
        • Avatar
          Kysz 28.12.2015 19:53
          Szczerze powiedziawszy, jak dla mnie twórcy wybrali właśnie bardzo ciekawą opcję na przedstawienie tego, co chcieli. Tak, jest tu chaos, jest mnóstwo wątków, w większości ledwie liźniętych, ale właśnie dzięki temu całość się tak upłynnia. Nie jest to właśnie taka typowa prosta historyjka o dobrych i złych superbohaterach (nawet jeśli owo „dobro” i „zło” ujmiemy w cudzysłów) właśnie też dlatego, że nie wchodzimy głębiej w motywacje postaci, nie ma tu możliwości stanięcia po czyjejkolwiek stronie. A przecież gdyby próbowali to rozwinąć, widzowie w większości wybraliby jakąś jedną „frakcję”, której kibicują. W takim układzie można jedynie opowiedzieć się za swoimi ulubionymi bohaterami, ale nie da się jednoznacznie stwierdzić kto „ma rację”, czy też kto działa w słusznej sprawie, zwłaszcza, że nawet nie do końca wiadomo kto z kim tak naprawdę współpracuje.
          Inna sprawa, że nie wydaje mi się, by to całe multum postaci (a co za tym idzie – różnych koncepcji i wątków) miało po prostu służyć zmianie światopoglądu Jiro. Raczej po prostu służyło to przedstawieniu, że wszystko wpływa na wszystko, każdy szczegół jest jakoś połączony i czasem mały detal może mieć olbrzymie znaczenie w późniejszej fazie opowieści. Zresztą w każdej z tych historii, poza skupieniem się na postaciach drugoplanowych, dostawaliśmy także migawki poświęcone głównym bohaterom.
          Co prawda zgadzam się, że nie wszystko wyszło tutaj dobrze i z pewnością niektóre kwestie przydałoby się bardziej dopracować. Sam pomysł na wrzucenie tutaj najpopularniejszych motywów znanych z historii o superbohaterach jest okay, ale niektóre chwyty są już chyba tak ograne, że może lepiej byłoby je ująć z innej strony (przy czym podejrzewam, że to mogłoby kolidować z ogólną koncepcją tego serialu). Wykorzystanie tak szalonego pomysłu jak skoki czasowe powinno być bardziej dopieszczone – trochę mam wrażenie, że wyrwało się to spod kontroli w kilku momentach.
          Osobiście jednak doceniam pomysłowość twórców i oryginalność tego anime. Takich zwariowanych, z pozoru chaotycznych animacji, które jednak układają się w spójną całość, bardzo mi wśród anime brakuje, może też z tego powodu nie potrafię tego ocenić nisko. Z niecierpliwością czekam na drugi sezon, zwłaszcza iż jest to historia z rodzaju tych, które ciężko ocenić przed finałem, bo cały czas mamy niepełny jej obraz.
        • Avatar
          Kryptyk 28.12.2015 20:14
          Nie kontestuję Twojej oceny – masz do niej prawo, tym bardziej, że ta seria nie jest łatwa w odbiorze i nie musi się podobać.
          Jednak porównanie do X­‑menów uważam za nieuprawnione. W X­‑menach mamy ewidentnie do czynienia z mutantami­‑protagonistami i mutantami­‑antagonistami, którzy oczywiście też mają jakieś swoje racje i nie są jednoznacznie źli, ale jednak z punktu widzenia odbiorcy stoją po tej drugiej stronie barykady. Z kolei w Concrete Revolutio z protagonistami mamy do czynienia tylko z pozoru, bo z każdym kolejnym odcinkiem wychodzi na jaw, że w ogóle nie wiadomo, kto tu jest „dobry”, a kto „zły”, ani kto w tym sporze ma rację. Czy biuro ds. superludzi ma dobre intencje, czy złe? Nie wiadomo. Można mieć uzasadnione wątpliwości co do stosowanych przez nich metod, ale celu tak do końca nie znamy, więc trudno nam to ocenić. Imperial Ads' niby wspiera studenckie protesty, niby sprzeciwia się eksperymentom na superludziach i sympatyzuje z kaiju, ale wygląda na to, że robi to wyłącznie dla swoich partykularnych celów. Tak samo poszczególni „dobrzy” bohaterowie rozdarci są wewnętrznym konfliktem albo podejmują dwuznaczne moralnie decyzje i dotyczy to praktycznie wszystkich: Jiro, Kikko, Earth­‑chan, Rainbow Knighta, Jaguar, Raito, Fuuroty, Hitoyoshi seniora czy Jina. Jedynie Emi wydaje się trochę bardziej jednoznacznie „zła”, ale ona z kolei robi wszystko, by chronić Jiro i to jej służy za system wartości i punkt odniesienia. Podobnie Akita, który wydaje się dość szemraną personą, ale w gruncie rzeczy nie wiemy, czy ma dobre intencje, czy złe.
          I jeżeli coś jest fajnego w „Concrete Revolutio” to właśnie ta moralna niejednoznaczność, skrzętnie ukryta pod płaszczykiem deklamowanych przez bohaterów, górnolotnych monologów, które właśnie nijak się mają do zaprezentowanej widzowi rzeczywistości.
          • Avatar
            blob 28.12.2015 23:20
            No ciekaw jestem czy twórcy faktycznie chcieli osiągnąć to o czym mówicie, czy niczym braciom (siostrom?) Wachowskim – dzieło wybitne wyszło przez przypadek. Nie twierdzę, że nie, ale jednocześnie odnoszę wrażenie, że seria w pewnym momencie wymkęła się spod kontroli.

            Cieszy mnie że polubiliście te serię i w sumie to się wam nie dziwię, bo faktycznie jest nieszablonowa, zwłaszcza w sferze artystycznej (ach ten Ending). Ja niestety nijak nie mogę jej polubić, może po prostu szukałem w niej czegoś innego i tego nie dostałem, albo nie spasowała mi po prostu jej konwencja.

            Jeszcze wracając do tych X­‑menów. Słuszna uwaga o różnicy, ale w momencie gdy skupiamy się na faktycznym podziale bohaterów na prota- i antagonistów. Mi bardziej chodziło o starcie ideologii i ich „dobro” i „zło” względem zwykłych ludzi… Ja natomiast mógłbym przyczepić się do Watchmenów. Tu też można się kłócić o sens porównania, bo choć nad podobieństwem pewnych motywów oboje się zgodziliśmy to w Watchmenach poza Dr. Manhattanem nie mieliśmy prawdziwych „superhumans” tylko przebierańców, a w świecie Concrete wszyscy bohaterowie są w jakimś stopniu nadludźmi… Dlatego też nie ma sensu się rozdrabniać, zostańmy w takim razie przy „pewnych” podobieństwach i uznajmy Concrete za samostanowiące dzieło…
            • Avatar
              Kryptyk 29.12.2015 00:25
              Co do Watchmenów, to i ja się nie będę upierał, bo to raczej amerykańscy recenzenci w kółko doszukują się w „Concrete Revolutio” analogii do twórczości Alana Moore'a.
              Po ostatnim odcinku mam wrażenie, że może chodzić w tym wszystkim o  kliknij: ukryte 
              • Avatar
                Antanaru 31.12.2015 18:26
                Nie będę się teraz odnosił co całej dyskusji, ale jeśli chodzi o kwestię energii atomowej, to upatrywanie w niej głównego wątku czy przesłania serii wydaje się pójściem zbyt daleko. Mam wrażenie, że w Japonii trauma po rzekomym szybszym zakończeniu wojny przez ich obecnego „sojusznika” jest na tyle silna, że ten motyw wypływa prawie wszędzie. Niedawno obejrzałem japońską wersję Titanica o pancerniku Yamato i silnie zarysowanym wątkiem było tam oczekiwanie na dwóch marynarzy ich ukochanych w Hiroshimie… Atom w japońskich produkcjach jest chyba jak flaga w amerykańskich.
                • Avatar
                  Kryptyk 31.12.2015 20:23
                  To sobie obejrzyj jeszcze raz ostatnią minutę 13 odcinka:  kliknij: ukryte 
                  Jakiej większej dosłowności można oczekiwać?
                  • Avatar
                    Antanaru 1.01.2016 13:43
                    Dosłownie za a nie „za literalnego”.

                    Traktuję to jako element postaci a nie główną oś, wokół której miałyby być budowane przedstawione konflikty. Jak napisałem wcześniej, kwestia energii atomu jest tutaj poruszana jak w wielu japońskich produkcjach, ale nie wydaje mi się, że jest to klucz do serii.
                    • Avatar
                      Kryptyk 1.01.2016 14:28
                      Dosłownie za a nie „za literalnego”.

                      Gdybym napisał, że Jiro robi dosłownie/literalnie (bo to praktycznie synonimy, jakbyś nie zauważył) za „Little Boya”, to by znaczyło, że robi za bombę atomową zrzuconą na Hiroshimę, co nie do końca jest prawdą.
                      Stąd też moje zdanie, że
                      Jiro robi za literalnego „Little Boya”
                      , czyli robi za dosłownego małego chłopca, który dopiero symbolizuje „Little Boya”.

                      Traktuję to jako element postaci a nie główną oś, wokół której miałyby być budowane przedstawione konflikty.

                      Szkoda tylko, że twórcy najwyraźniej traktują to inaczej, niż ty. Wszystko kręci się wokół  kliknij: ukryte 
                      • Avatar
                        Antanaru 1.01.2016 15:52
                        „Literalnie” to koślawa kalka z angielskiego. Jeśli miałeś coś innego na myśli to trzeba było inaczej zbudować zdanie.

                        Powtarzam, nie przeczę, że kwestia broni jądrowej jest istotna w tej serii, ale trudno mi się zgodzić na sprowadzenie jej tylko do tego biorąc pod uwagę ile czasu poświęcono na budowanie wszystkich sporów o „wolność”, „sprawiedliwość”, „pokój” i inne wielkie słowa. Moty Jiro jako „Little Boy” nie mógł być bardziej dosłowny, było dużo o bezdusznych naukowcach i ich eksperymentach, ale nie można zapomnieć o wszystkim co się działo przed ostatnim odcinkiem.

                        Możliwe, że druga część serii pokaże, że miałeś rację, ale jak na razie kwestia bomby atomowej wydaje mi się jednym z a nie głównym wątkiem. Chyba nie powinno to dziwić biorąc pod uwagę jak wielowątkowa była nie tylko sama historia, ale i sposób narracji. Możliwe, że przez to rozbudowanie każdy może wyciągnąć z niej coś innego i się na tym skupić, ale powiedzenie, że CR jest o broni jądrowej to uproszczenie serii, której główną zaletą było to, że nie jest prosta.
                        • Avatar
                          Kryptyk 1.01.2016 16:13
                          „Literalnie” to koślawa kalka z angielskiego

                          Za Słownikiem Języka Polskiego pod redakcją prof. Mieczysława Szymczaka:
                          - literalny <<dosłowny>>: Literalny przekład. Literalne znaczenie. <z łc.>
                          Czyli jest to dawne zapożyczenie z łaciny, a nie współczesne z angielskiego.
                          Najpierw sam się doucz, zanim zaczniesz kogoś poprawiać.
                          • Avatar
                            Antanaru 1.01.2016 19:31
                            Byłem nieprecyzyjny. Literalny tak, ale „robić za literalnego” już nie. Podobnie nie ma nic dziwnego w „ja”, ale zaczynanie tak zdania jest naleciałością z angielskiego.
                            • Avatar
                              Kryptyk 1.01.2016 20:21
                              Antanaru napisał(a):
                              „Dosłownie za” a nie „za literalnego”.

                              Antanaru napisał(a):
                              „Literalnie” to koślawa kalka z angielskiego.

                              Antanaru napisał(a):
                              Byłem nieprecyzyjny. Literalny tak, ale „robić za literalnego” już nie. Podobnie nie ma nic dziwnego w „ja”, ale zaczynanie tak zdania jest naleciałością z angielskiego.

                              Gdzie ty w związku frazeologicznym „robić za literalnego” widzisz naleciałość z angielskiego? Jesteś mi w stanie wskazać angielski odpowiednik tego wyrażenia? Może miało by ono brzmieć „working for literal Little Boy”? ^^
                              Co jest „podobnego” w zaczynaniu zdania od „ja” do wyrażenia „robić za kogoś”?
                              I w czym niby byłeś nieprecyzyjny? Od początku konsekwentnie bredzisz coś o anglicyzmach, a przyłapany na ewidentnym błędzie odwracasz kota ogonem.
  • Avatar
    A
    Antanaru 16.11.2015 20:05
    Pierwsza seria od bardzo dawna, której faktycznie nie powinno się rzucać po pierwszym odcinku w przeciwieństwie do korowodu przeciętniaków w tym sezonie, które można przejrzeć na wylot po paru minutach.

    Na początku rzeczywiście może dezorientować i wydawać się chaotyczna, ale wraz z pojawianiem się kolejnych elementów układanki powoli zaczyna się z tego wyjawiać obraz całości. Zostając przy tej metaforze: kolejne elementy niekoniecznie od razu łączą się poprzednimi i mogą leżeć na środku zanim się je dopasuje do którejś z niekompletnych krawędzi. Zazwyczaj odnoszę się z niechęcią do wymuszonego i pretensjonalnego artyzmu, ale w tym przypadku taki sposób narracji faktycznie czemuś służy, a nie jest tylko tanim chwytem pozwalającym udawać, że seria jest głębsza niż w rzeczywistości.

    Owszem, trafiają się słabsze odcinki (w sumie to jeden odcinek z zespołem), ale to jedyna seria w tym sezonie, którą oglądam z ciekawości a nie z nudów. Mdli mnie od przewidywalności większości tytułów, które pojawiają się od dłuższego czasu i bezmyślnego powielania tych samych schematów bez krztyny pomysłowości. CR to przyjemna odmiana w tym morzu nijakości.
    • Avatar
      Kysz 8.12.2015 19:32
      Antanaru napisał(a):
      ale w tym przypadku taki sposób narracji faktycznie czemuś służy

      W sumie od początku serii zastanawiam się czy faktycznie to czemuś służy i jeśli tak, to czemu konkretnie, więc jeśli możesz, rozwiń proszę tę myśl^^ Sama póki co rozważam interpretację wedle której celem owego pozornego chaosu jest między innymi upłynnienie ról bohaterów i zatarcie granicy pomiędzy dobrem a złem. W standardowych opowieściach o superbohaterach zawsze mamy tych „dobrych” i tych „złych”, a tutaj właściwie ciężko wykrystalizować taki podział, mimo (a może właśnie dlatego) iż przez ekran przewija się multum postaci.
      Ogólnie anime mi się podoba, zgadzam się, że jest oryginalne i nieprzewidywalne, jednak z oceną wstrzymam się do ostatniego odcinka, bo wciąż nie jestem całkowicie przekonana, czy to faktycznie ma jakiś sens^^'
      • Avatar
        Antanaru 30.12.2015 20:20
        Może coś jest w tym, że miało to pomóc w kreacji postaci, ale dla mnie to się sprawdza na znacznie prostszym, „praktycznym” poziomie – trzeba uważać. Większość serii ma konstrukcję prostą jak świński ryj i angażują w tak niewielkim stopniu, że poświęca się jedynie część uwagi na seans a w niektórych przypadkach wystarczy jej tylko na początek i koniec odcinka, bo resztę można łatwo samemu sobie dopowiedzieć.

        Natomiast CR wymaga trochę wysiłku od strony widza żeby śledzić te wszystkie wątki i stopniowo składać obraz całości. Nawiązując do twojej interpretacji pozwala to na bardziej zniuansowane rysowanie sporów, które inaczej by umykało uwadze. Nie przeczę, że seria pozwalała sobie czasem na zbyt wiele bałaganu i nonsensu tylko dlatego, że wyglądało to fajnie.

        Ostatni odcinek udowodnił, że jednak to wszystko miało jakiś sens i układankę dało się skończyć na tyle żeby wyjaśnić główny wątek czyli odejście Jiro z Biura. Wciąż obstaję przy tym, że była to jedyna interesująca w tym sezonie i pierwsza przyzwoita seria od Bones od 3 lat.
  • Avatar
    A
    blob 3.11.2015 20:52
    Z przykrością stwierdzam, że seria to po prostu czysty bajzel. Zapowiadało się coś ciekawego, a mamy kolejny kolorowy bełkot. Tego się nie da momentami oglądać…
    • Avatar
      Koogie 3.11.2015 21:29
      Mnie po 3 odcinkach przeszla ochota. Rozumiem ze nadal robia te wspaniale skoki w czasie i w ogole czysty chaos a nie historia?
    • Avatar
      Kryptyk 3.11.2015 22:17
      Ale za to ending świetny! Szkoda, że premiera dopiero w grudniu ;(
  • Avatar
    A
    Yajo.B 16.10.2015 04:25
    Fioletowy patyczak ze swoją grzywką nie wiem dlaczego przypomina mi kreskę i w ogóle anime casshern sins O.o
  • Avatar
    A
    Kysz 11.10.2015 19:53
    Podstawowe pytanie brzmi – czy ten chaos nas do czegoś zaprowadzi? Konstrukcja odcinków, w których mamy do czynienia ze swobodnymi przeskokami czasowymi właściwie mi się podoba – ciekawy zabieg, nawet jeśli okaże się być zastosowanym dla samego faktu istnienia/oryginalności. Jeśli jednak nie złożą tego do kupy, wyjdzie z tego tylko taka kolorowa ciekawostka w najlepszym wypadku.

    Ale ending jest genialny, po prostu się w nim zakochałam – psychodelia na całego^^
  • Avatar
    A
    Koogie 7.10.2015 19:07
    Podobalo mi sie nawet, ale na boga, to byly dwa odcinki w jednym. Voice acting wyszedl przez to sztywno i ledwo w ogole ogarnalem co sie dzieje.
    To anime musi zwolnic, zbudowac troche postacie i bedzie dobrze. Zobaczymy, zobaczymy
    • Avatar
      blob 11.10.2015 19:06
      Hmm, tak więc ta niechronologiczna konstrukcja anime została zachowana i w drugim odcinku (znowu można mieć problem z połapaniem się o co chodzi, zwłaszcza, że jeden z bohaterów jest nie starzejącym się duchem). Hmmm, to może się źle skończyć…
  • Avatar
    A
    blob 5.10.2015 23:19
    Who watches the Watchmen?

    Ciekawe, stylowe anime o superbohaterach i ich relacjach z „normalsami”. Niby już tego było w pieruny, ale z racji trochę innej „pastelowej” grafiki i dynamiki akurat ta seria zapowiada się ciekawie. Po pierwszym odcinku wrażenia pozytywne, choć jak to zwykle bywa jesteśmy bombardowani informacjami, które powoli będziemy musieli w następnych odcinkach poskładać do kupy…