Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Gakkon 4 - konwent

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

5/10
postaci: 3/10 grafika: 7/10
fabuła: 4/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,67

Ocena czytelników

5/10
Głosów: 34
Średnia: 5,24
σ=1,88

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Kysz)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

HaruChika ~Haruta to Chika wa Seishun Suru~

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2016
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Haruchika – Haruta & Chika
  • ハルチカ ~ハルタとチカは青春する~
Tytuły powiązane:
Postaci: Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Powieść/opowiadanie; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Realizm
zrzutka

Skrzyżowanie Hyouka z Hibike Euphonium? A mogło być tak pięknie…

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Rozpoczęcie nauki w nowej szkole to świetna okazja do zmiany wizerunku. Doskonale zdaje sobie z tego sprawę Chika Homura, która gimnazjalne lata poświęciła siatkówce i teraz ma wrażenie, że więcej straciła, niż wygrała. Treningi, treningi i jeszcze raz treningi sprawiły, że nie miała czasu na przyjaźnie, ani tym bardziej na miłość. Teraz pora to zmienić, a żeby przeistoczyć się w słodką dziewczynkę, postanawia dołączyć do szkolnej orkiestry jako flecistka. W końcu wszyscy muzycy wyglądają tak wytwornie i dorośle, a flet jest wyjątkowo kobiecym instrumentem! Ten plan może i by wypalił, gdyby nie spotkanie z przyjacielem z dzieciństwa, który gra na waltorni w rzeczonej orkiestrze. Spokojny i opanowany Haruta Kamijou stanowi całkowite przeciwieństwo energicznej Chiki i nie ma zamiaru zatajać przed innymi prawdziwego charakteru dziewczyny. Jakby tego było mało, zajęcia klubowe, na które Chika tak liczyła, zostają zakłócone przez niezwykłą wiadomość w formie zapisu nutowego, namalowaną farbą na tablicy. Jej adresatem jest opiekun zespołu, nauczyciel muzyki, Shinjirou Kusakabe, w którym zarówno Chika, jak i Haruta są po uszy zakochani. Nasi bohaterowie nie mogą zostawić tego w spokoju i w końcu udaje im się rozwikłać tę dziwną zagadkę, a konkretniej robi to Haruta. Tak rozpoczyna się emocjonująca historia o rozwiązywaniu tajemnic przez licealnego detektywa i jego wesołą asystentkę, których łączy równocześnie rywalizacja o serce tej samej osoby…

…a przynajmniej dobrze by było, gdyby ta seria tak właśnie wyglądała. Pierwszy odcinek, mimo iż na kolana nie rzucał, wyglądał dość zachęcająco i jako wstęp sprawdził się nie najgorzej. Relacje między bohaterami zostały ciekawie nakreślone, zaś zagadka była na tyle interesująco skonstruowana, by przykuć uwagę widza. Nawet nietypowy trójkąt romantyczny nie był w stanie tego popsuć i choć nie poczułam się zauroczona, z ochotą włączyłam drugi odcinek. W nim zaś wszystko się posypało. Od tego momentu nie byłam już pewna, czym właściwie ta seria chce być, odniosłam bowiem wrażenie, że wszystkim po trochu, co oczywiście jest najgorszym możliwym rozwiązaniem, jakie można było obrać. Na potrzeby tej recenzji postanowiłam więc postawić cztery kluczowe pytania, na które odpowiedź będzie zapewne najbardziej rzutowała na odbiór tego tytułu.

1. Czy HaruChika sprawdza się jako anime muzyczne?

W tym przypadku odpowiedź jest prosta: nie. Choćby nie wiem jak na to patrzeć, tytuł ten ma tyle wspólnego z muzyką, co K­‑ON!, czyli prawie nic. Bohaterowie co prawda należą do klubu instrumentów dętych i nawet czasami coś ćwiczą, jednak ten motyw został potraktowany tylko jako tło dla faktycznej fabuły, której osią są rozwiązywane przez Harutę zagadki. Z jednej strony trudno mi to uznać za konkretną wadę, nie zmienia to jednak faktu, iż jestem takim obrotem spraw mocno nieusatysfakcjonowana. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że seria rozpoczyna się od sceny koncertu, co w pewnym sensie sugeruje, iż mimo wszystko warstwa muzyczna odegra jakąś ważniejszą rolę, albo chociaż będzie obecna. Nie twierdzę, że powinniśmy dostać wątek na miarę Hibike! Euphonium, ale skoro już zdecydowano się umieścić bohaterów akurat w orkiestrze, byłoby dobrze jakoś to wykorzystać. Jeśli pokazuje się, że ćwiczą oni, by wygrać jakieś zawody, to zrezygnowanie z zaprezentowania eliminacji do owego konkursu na rzecz wyjaśniania zagadki prawdziwego właściciela zagubionego psa jest trochę nie halo.

Inna sprawa, że można było ten defekt zrekompensować efektowną ścieżką dźwiękową, zwłaszcza gdyby jako podkład wykorzystano więcej utworów zaliczanych do ogólnie pojmowanej muzyki koncertowej. Tego jednak nie uczyniono, w zamian oferując nam bardzo standardowe plumkanie, dobrze zgrane z obrazem, ale nijakie. Gdybym włączyła pierwszą lepszą serię obyczajową, usłyszałabym mniej więcej to samo. Jedynym wyróżniającym się kawałkiem był opening, śpiewany przez zespół fhána, zaliczający się z pewnością do czołówki zimowego sezonu.

2. Czy warto to oglądać dla warstwy kryminalnej?

Odpowiedź na to pytanie również brzmi „nie”. Jak już wspomniałam wcześniej, pierwsza łamigłówka okazała się dość interesująca i przyciągnęła moją uwagę. Na dodatek wyraźnie zostało podkreślone, iż nie będziemy mieli do czynienia z łapaniem groźnych przestępców, za to skupimy się na rozwiązywaniu problemów w jakiś sposób związanych z uczniami liceum. Od drugiego odcinka rozpoczęło się więc poszukiwanie nowych członków klubu i dziwnym trafem wszyscy, którzy by się do tej roli nadawali (bo grają akurat na instrumencie, który przydałby się w orkiestrze), bardzo nie chcą do zespołu dołączyć z powodu wielkiej traumy, z którą nieodmiennie związana była jakaś zagadka. Równocześnie przewijały się sprawy innych osób, na które bohaterowie natrafiali z reguły przypadkowo, w ramach „codziennej porcji przygód”, i ostatecznie na każdą tajemnicę poświęcano wyłącznie jeden odcinek. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że do takiej epizodycznej formuły dołożono naprawdę ważne problemy społeczno­‑obyczajowe, jak choćby śmierć brata czy zespół stresu pourazowego zdiagnozowany u byłego żołnierza z wojny wietnamskiej. Tak szybkie ich przedstawienie pozbawiało je ładunku emocjonalnego, który mógłby sprawić, że pomimo mało interesującej formy byłyby one w jakiś sposób zajmujące.

Tak oto docieramy do najważniejszego, czyli do konstrukcji zagadek. Wychodzę z założenia, iż nawet najbanalniejsze problemy bardzo zyskują, jeśli podane zostają w pomysłowej formie. Najlepiej, jeśli widz ma możliwość samodzielnego obserwowania dochodzenia i może wysnuwać wnioski w oparciu o przedstawiane mu poszlaki niezależnie od detektywa. Gdyby zastosowano się tu do tej zasady, być może łaskawszym okiem spojrzałabym na ten tytuł. Sęk w tym, że wszystkie rozwiązania zostają podane przez Harutę na samym końcu, w kilka minut i to na podstawie informacji, do których dostęp miał tylko on sam. Na dodatek chłopak dysponuje niesamowitą inteligencją i wie o rzeczach, o których normalny licealista nie powinien mieć zielonego pojęcia. Ponieważ nie interesował mnie aspekt emocjonalny zagadki, a sposób jej kreacji był głupi i płytki, wszystkie te historie wydały mi się zwyczajnie nudne.

3. To może chociaż okruchy życia?

I tu na szczęście wreszcie mogę przytaknąć – tak, jeśli już mamy sięgać po to anime, to jedyną rzeczą, dla której możemy to zrobić, będą najzwyklejsze w świecie okruchy życia. Mamy tu do czynienia z prostą, ale dość sympatyczną szkolną komedią. Jest ich wprawdzie wiele, ale jeśli ktoś należy do fanów tego gatunku, powinien być zadowolony. Niestety i w tym tkwi haczyk, a są nim bohaterowie. Wiele razy spotykałam się z opinią, wedle której nawet jeśli fabuła kuleje, to ciekawi bohaterowie są w stanie to zrekompensować. W przypadku obyczajówek ich rola jest zaś jeszcze ważniejsza, bo to od nich w największym stopniu zależeć będzie odbiór całej serii. Niekoniecznie muszą być obdarzeni skomplikowanymi osobowościami, byleby tylko dało się ich polubić. HaruChika jednoznacznie udowadnia, że to naprawdę złota zasada, od której trudno uciec. Dwie tytułowe postaci, czyli Haruta i Chika, nie tylko stanowią swoje przeciwieństwo, jeśli chodzi o charaktery, ale także sposób ich odbioru. O ile Chika, jako pogodna, energiczna i mocno zakręcona dziewczyna łatwo wzbudza sympatię, o tyle Haruta stanowi przykład chama i kompletnego buca, do którego trudno żywić pozytywne uczucia. W teorii powinni dostać równorzędne role, niestety w praktyce to Haruta stoi na pierwszym planie, psując swoim zachowaniem wszystko, co się da. Już w drugim odcinku na jaw wychodzi, że mamy do czynienia z osobą skrajnie samolubną, pozbawioną jakichkolwiek zasobów empatii. Chłopak robi właściwie co chce, bez pardonu wtyka nos w cudze sprawy, absolutnie nie zważając na uczucia innych osób. Nieważne, że może kogoś zranić, liczy się tylko to, że klub potrzebuje nowych członków. Naprawdę, oglądanie jego poczynań było dla mnie istną mordęgą.

Chice przypadła rola asystentki detektywa, która motywuje go do działania i „podpowiada” rozwiązania poprzez swoje błędy i wpadki. Innymi słowy – robi za dyżurnego głupka, któremu trzeba wszystko tłumaczyć, dzięki czemu widz orientuje się w tym, co dzieje się na ekranie. Boli mnie to tym bardziej, że naprawdę widziałam w niej spory potencjał na jedną z sensowniejszych bohaterek w anime. Charakterna, zadziorna, z dystansem do siebie, a przy tym niepretendująca do miana brutalnej chłopczycy, rozwiązującej problemy za pomocą pięści, wnosiła początkowo mnóstwo pozytywnej energii. Z czasem zeszła na drugi plan, stając się ledwie komediowym dodatkiem, mającym jeszcze dobitniej podkreślić wyjątkowość Haruty. Bardzo, naprawdę bardzo szkoda, że nie wykorzystano ukrytego w niej potencjału.

Reszta postaci zostaje sprowadzona do niewartego uwagi tła. Przedstawiane w kolejnych epizodach historie poszczególnych bohaterów drugoplanowych nie mają żadnego znaczenia w późniejszych odcinkach. Kompletnie nie mają też wpływu na zachowanie postaci w dalszej części historii – nagle stają się one wypranymi z charakteru marionetkami, mającymi tylko zapełniać drugi plan. Tak, jakby po rozwiązaniu tajemnicy przez Harutę, ich problem znikał – był ważny jedynie dlatego, by pokazać, jak inteligentną osobą jest protagonista, ale poza tym nie miał absolutnie żadnego znaczenia, nie tylko dla fabuły, ale także dla nich samych. Nie mam nic przeciwko epizodycznej fabule, lecz jeśli już twórcy decydują się na sięgnięcie po problemy cięższego kalibru, nie mogą potem ot tak odrzucić ich na bok, tego się zwyczajnie nie robi.

Jedyną postacią, którą jeszcze starano się jakoś wyróżnić, był nauczyciel. W teorii miał prawdopodobnie grać rolę opanowanego, trzeźwo myślącego mentora, który wspiera swoich podopiecznych trochę z boku, najczęściej dobrą radą, nie mieszając się niepotrzebnie w ich sprawy. W praktyce nie robi nic, jest, bo ktoś musi się opiekować zespołem, i okazuje się po prostu bezbarwny, jak cała reszta. Jednakże z jego osobą wiąże się jeszcze jedna kwestia, którą muszę poruszyć w tej recenzji:

4. Jak wygląda romans w tym anime?

Krótko mówiąc: nijak. Nie dlatego, żeby został źle poprowadzony, ale ponieważ od początku miało go tu nie być. Już na wstępie dano nam jasno i wyraźnie do zrozumienia, że na miłość między Harutą a Chiką nie ma co liczyć. Bariera została wyraźnie nakreślona poprzez wpisanie bohaterów w ramy trójkąta romantycznego z nauczycielem w roli „tego trzeciego”. Dało to możliwość uwolnienia ich od ciężaru „romantycznego przymusu”, jaki niewątpliwie szybko by się tu wykreował, a jednocześnie było na tyle nierealne, że absolutnie nie miało racji bytu. Przyczepiłabym się natomiast do tego, że nawet nie spróbowano rozwinąć owego motywu, dodając mu psychologicznej głębi, tak jakby nikomu nie chciało się specjalnie wysilać przy czymś, co i tak większego znaczenia nie miało. Może i nie, ale o ileż przyjemniej oglądałoby się ten wątek, gdyby przypisano mu jakiś głębszy sens, np. dla samych zainteresowanych.

Tyle chociaż, że wizualnie wyszło niemal jak zawsze, jeśli chodzi o to studio, czyli dobrze. Twórcy nie wspięli się na wyżyny swoich możliwości, ale ostatecznie zaprezentowali nam produkt dobrej jakości, pozbawiony wyraźnych wad i po prostu przyjemny dla oka. Animacja była płynna i jedynie na ogólnym planie kłuły w oczy sztuczne ruchy postaci w tle. Za to na plus należy zaliczyć, iż nie ograniczono się do statycznych kadrów podczas okazjonalnych pokazów gry. Troszkę źle wybrano może kolorystykę – dominowały mocne barwy, a przy tym miałam wrażenie, jakby na to nałożono szary filtr, przez co wszystko wyglądało jak lekko przybrudzone, a przez to mało estetyczne. Największy problem miałam z projektami postaci, które niespecjalnie przypadły mi do gustu. Zakochałam się w ich tęczowych oczach, ale na dłuższą metę wyglądały zbyt plastikowo, głównie z powodu ograniczenia ilości detali (te wyglądające niczym hełmy włosy) i niedbałego konturu, przechodzącego częstokroć w brzydką, grubą krechę. O wiele lepiej narysowano instrumenty muzyczne, wyraźnie skupiając się na ich wiernym odwzorowaniu i efekt zdecydowanie zasłużył na pochwały.

Jedna ze znanych teorii (pseudo) spiskowych dotyczących P.A.Works głosi, iż studio to od jakiegoś czasu zdecydowało się na naprzemienne wydawanie anime (bardzo) dobrych i tanich koszmarków. Ponieważ ich ostatnia seria, Charlotte, prezentowała bardzo niski poziom, spodziewać się należało, iż następna w kolejności, HaruChika, będzie hitem. Cóż… teorie spiskowe mają to do siebie, że są z reguły wyssane z palca, co po raz kolejny zostało udowodnione. I to niestety bardzo dobitnie. Seria z pewnością szybko zostanie zapomniana, na co w pełni zasługuje. Można ją obejrzeć tylko i wyłącznie dla warstwy obyczajowej, a i to pod warunkiem, że nie jesteśmy zbyt wyczuleni na punkcie postaci i samo pokazanie szkolnego życia nam wystarczy do szczęścia. Wszystko inne (zagadki, tło muzyczne i potencjalny romans) są albo kiepskie, albo ich tu prawie w ogóle nie ma.

Kysz, 29 maja 2016

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: P.A. Works
Autor: Sei Hatsuno
Projekt: Asako Nishida, Namaniku ATK
Reżyser: Masakazu Hashimoto
Scenariusz: Reiko Yoshida
Muzyka: Shirou Hamaguchi

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
HaruChika - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl