Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 6/10 grafika: 6/10
fabuła: 6/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

5/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 5,00

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 53
Średnia: 6,15
σ=2

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Slova)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Schwarzesmarken

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2016
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • シュヴァルツェスマーケン
Rating: Przemoc; Pierwowzór: Gra (bishoujo), Powieść/opowiadanie; Czas: Przyszłość; Inne: Mechy
zrzutka

Miłość, Trabant i wielkie roboty.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

EN ER DE, idące za niedoścignionym wzorem Korei Północnej, lepsza połowa Niemiec, ojczyzna tandetnych zegarków, plastikowych samochodów i pewnie masy innych rzeczy, o których nie wiem, gdyż Niemcy się zjednoczyły, zanim jeszcze nauczyłem się dobrze mówić. Ale historia ukazana w anime o pięknie brzmiącym tytule Schwarzesmarken dzieje się dużo wcześniej, w czasach, gdy Polski już nie było na świecie, gdyż zjadły ją kosmity. Kosmity te przybyły, któż by się domyślił, z kosmosu, założyły na Ziemi wielkie gniazda, a że niektóre osobniki dorastały do rozmiarów pokaźnego wieżowca, były bardzo żywotne i żarłoczne. Zaczęły siać zniszczenie i nie bardzo chciały negocjować, a siła argumentów w postaci broni nuklearnej niezbyt do nich przemawiała. Teraz uwaga, podaję informacje, których w anime nie było, a które przed seansem powinniście znać (w końcu każdy grał w Muv­‑Luv). Ludzie wpadli na pomysł, że kosmitów trzeba zaatakować w ich własnym domu, a że czołgi i inny konwencjonalny sprzęt niezbyt nadawał się do infiltracji gniazd, zbudowano wielkie roboty. Były też po temu inne przesłanki, chociażby takie, że kosmity najłatwiej poddają się przed majestatem stalowego ostrza. I tym oto sposobem, pomijając wiele istotnych faktów, trafiamy do NRD, w którym funkcjonuje tytułowe skrzydło, powiedzmy, lotnictwa uderzeniowego, legitymujące się liczbą bestii, wyspecjalizowane w punktowych uderzeniach na najbardziej uporczywych kosmitów. Należy też wspomnieć, że anime jest bardzo na czasie, bowiem Stasi, lokalny odpowiednik Służby Bezpieczeństwa, także zbiera teczki. Nawet TW Bolek byłby pod wrażeniem tytanicznej pracy niemieckiej bezpieki, która ma akta wszystkich – Ciebie, mnie, a jak na kogoś nie ma, to zaraz zdobędzie, bowiem jak wiemy, Niemcy to uroczy naród, miłujący prawo i sprawiedliwość, dlatego wszyscy radośnie na siebie wzajemnie donoszą. Dziwi więc, że niektórzy postanowili z tego socjalistycznego raju uciec na zepsuty Zachód. Takiego daremnego trudu podjęła się kiedyś rodzina Theodora Hohensteina, głównego bohatera, ale na szczęście Stasi stanęła na wysokości zadania, sprowadzając niedoszłych emigrantów na właściwą drogę. Tym samym Theodor został rozdzielony z siostrą, po której ślad zaginął, sam zaś zaciągnął się do woja, gdzie pilotuje wielkie roboty. Jak przystało na przykładnego bohatera anime, jego umiejętności okazują się ponadprzeciętne, ale współpraca z kolegami kuleje. Na szczęście to niemieckie, co prawda ludowe, ale zawsze wojsko, wobec czego ordnung must sein! i Theodor, teraz posługujący się nazwiskiem Eberbach, nie podziela ciągot bohaterów Gundama do ignorowania poleceń przełożonych.

Jako że Stasi pokrzyżowało wakacyjne plany rodziny Hohenstein, Theodor szczerze niemieckiej bezpieki nienawidzi. Tym bardziej ma problemy ze służbą pod komendą kobiety, o której krążą plotki, że ratując skórę przed Stasi, osobiście zabiła własnego brata. Należy bowiem wiedzieć, że miejsce służby chłopaka to typowy turnus zapoznawczy dla najróżniejszych odszczepieńców, a wraz z Theodorem służą nawet Polka i (chyba) Chinka. Oczywiście wszyscy chodzą zaszczuci wizją donosicielstwa, a bezpieka tylko czeka, by rozmontować Najlepszą Jednostkę Bojową Najlepszych Niemiec™. Podczas jednej z misji bohaterowie ratują życie pilotowi wielkiego robota tych Gorszych Niemiec. Okazuje się, że za sterami maszyny siedzi urodziwe dziewczę, do cna zepsute kapitalizmem, zupełnie nieświadome, że nie przystoi mówić tego, co się myśli. Nawet w myślach. W jej mniemaniu jedyną szansą na pokonanie kosmitów jest, no ja Was proszę, czymiejcie mię, bo nie wyczymię, zjednoczenie Niemiec. Przecież historia już wielokrotnie pokazywała, obecnie także, że to nigdy nie jest dobry pomysł. Okazuje się też, że dziewczyna od zawsze chciała pojechać za wschodnią granicę Er -TFU!- Ef Enu, bo kogoś szuka. Theodor, jak przystało na głównego bohatera, po licznych namowach postanawia nowej koleżance pomóc, ignorując zdrowy rozsądek, knowania Stasi i masę innych logicznych argumentów. Co te baby z nami mężczyznami, ech… Od tego momentu fabuła zaczyna się zagęszczać i stopniowo zmierza w stronę całkiem zgrabnego thrillera politycznego. Mimo to akcji z udziałem wielkich robotów nie zabraknie.

Schwarzesmarken pokazał się od strony lepszej, niż chyba każdy się spodziewał, nauczony doświadczeniami z seansu Muv­‑Luv Alternative: Total Eclipse, adaptacji innej light novel z uniwersum Muv­‑Luv, zdecydowanie nieudanego z powodu rozcieńczenia fabuły masą zupełnie niepotrzebnych wątków, komedią obyczajową i czymś na kształt miernego romansu. Schwarzesmarken unika wszelkich motywów zbędnych fabule, bowiem ta musiała się zawrzeć w kilkunastu odcinkach, z których każdy ujawnia nowe fakty. Konsekwentne prowadzenie historii pokazuje, że widza jest w stanie zainteresować nawet niezbyt wyszukany scenariusz, o ile skupi się na konkretach. Nie ma co się oszukiwać, Schwarzesmarken do czołówki political fiction i science­‑fiction nie należy, konwencja inwazji pozbawionych inteligencji kosmitów to nic nowego i tym bardziej każdy widz będzie potrafił wskazać pozycje lepiej realizujące ten motyw. Tak samo gierki polityczne i walka o władzę w kraju trapionym licznymi problemami mogłaby zostać ukazana staranniej, lecz wtedy dwanaście odcinków mogłoby się okazać zbyt wielkim ograniczeniem. A jednak Schwarzesmarken wzbudza zainteresowanie, najpierw miejscem akcji – komunistycznym krajem, który nie bardzo ma się do kogo zwrócić o pomoc w walce z kosmicznym najeźdźcą, a jednocześnie stanowi ostatnią linię oporu na drodze potworów ku tej wolnej Europie. W wizji świata anime znalazło się miejsce na elementy komunistycznej indoktrynacji społeczeństwa, objawiające się w przeświadczeniu niektórych bohaterów o wyższości Niemiec Wschodnich nad Zachodnimi, wynikającym chyba tylko z dumy. Inni zaś szczerze nienawidzą systemu, w którym przyszło im żyć, widząc zepsucie, jakie powoduje w ludziach. Mimo to nie zabrakło miejsca na ukazanie specyficznego dla państw komunistycznych patriotyzmu, mocno kontrastującego z kosmopolityzmem bohaterów pochodzących z Zachodu. Wiarygodna okazała się też wizja coraz większej inwigilacji obywateli przez państwo, usprawiedliwianej kryzysową sytuacją. Aż dziw bierze, że opracowanie takiego świata przedstawionego udało się właśnie Japończykom, zazwyczaj prezentującym w swoich dziełach pojęcie o rzeczywistości wynikające bardziej z wyobraźni i popkulturowego przekazu niż z faktów.

O ile jednak Schwarzesmarken to produkcja niezbyt wyszukana, tak w odniesieniu do całego gatunku mecha okazuje się nad wyraz dobra, po pierwsze przez fabułę, a po drugie dzięki bohaterom. Co najważniejsze – są oni żołnierzami i zachowują się tak, jak na żołnierzy przystało, chociaż Theodor częściej kieruje się uczuciami niż rozumem. Ale i tutaj pojawia się pewna skaza, a jest nią Irisdina Bernhard. Z pozoru jej kreacja jest intrygująca, na pewno dobrze przemyślana, z wyraźnie zarysowanym tłem fabularnym odkrywanym stopniowo w kolejnych odcinkach. Jednak zimna i pozbawiona emocji dowódczyni pełni w anime zasadniczo jedną rolę i tylko z tego powodu istnieje – stanowi czynnik popychający wewnętrzną przemianę Theodora, a w konsekwencji motor napędowy fabuły. Pozostali bohaterowie wyróżniają się z tłumu w mniejszym lub większym stopniu, ze szczególnym wskazaniem na krewną Theodora, w późniejszych odcinkach grającą istotną rolę. O reszcie dostajemy w zasadzie zdawkowe informacje, co nie jest niczym złym, gdy porównać długość serii do obfitości ukazanych w niej wydarzeń. Zwyczajnie nie dla każdego starczyło czasu, ale czy rzeczywiście poznawanie kulis życia wszystkich pilotów byłoby ciekawe? Z pewnością spowolniłoby rozwój fabuły, która rozpędza się niczym śniegowa kula na stoku. Na dodatkową wzmiankę zasługuje jeszcze chyba tylko rygorystyczna i bezgranicznie wierna ojczyźnie Gretel Jeckeln i to wcale nie ze względu na wyjątkowe w tym anime normalnych rozmiarów piersi, ale dlatego, że pomimo pełnienia funkcji oficera politycznego okazała się postacią sympatyczną i kompetentną, która potrafiła pokazać również swoją uroczą stronę. Jednocześnie jej rola miała na celu podkreślenie beznadziejności systemu, któremu wiernie służy.

Projekty postaci są wierne kanonowi znanemu fanom uniwersum Muv­‑Luv, chociaż akurat w Schwarzesmarken próżno szukać zagiętych jak od ekierki pęków włosów, typowych zwłaszcza dla bohaterek gry. Niemniej osoba przynajmniej pobieżnie znająca pierwowzór w mig zauważy, z czym należy kojarzyć prezencję postaci. Te są zasadniczo bliskie ludzkim proporcjom, oczywiście wyłączywszy z tej kategorii piersi, które wyraźnie uwydatniają się, gdy bohaterki przywdzieją charakterystyczne, obcisłe skafandry pilotów. Poza tym bohaterowie paradują właściwie wyłącznie w mundurach, wiernie nawiązujących do kroju znanego z armii NRD, do których absolutnie nie pasują nieregulaminowe, bujne fryzury dziewcząt, często sięgające daleko niżej pasa i zawsze nienagannie ułożone. Należy przyznać, że panie w uniformach są bardzo atrakcyjne i widocznie projektanci, wychodząc z tego założenia, nie przewidzieli żadnych udziwnień, które można by podciągnąć pod kategorię fanserwisu. Dziewczyny nie noszą nawet spódnic i paradują wyłącznie w spodniach (i w rzeczonych skafandrach), podkreślonych wysokimi oficerkami. Dla mnie bomba, a ponadto akcja dzieje się zimą, więc jakiekolwiek inne ubrania byłyby raczej niewskazane.

Na osobną wzmiankę zasługują Obcy, których jest kilka rodzajów, lecz wszyscy kosmici mają raczej abstrakcyjne kształty, podkreślające ich antagonistyczne nastawienie wobec innych form życia. Ciała Obcych nie są straszne same z siebie, lecz już zupełny brak cech w jakikolwiek sposób ludzkich, lub wręcz przeciwnie – obecność podobnych człowiekowi kończyn czy wzory na ciele układające się w kształt pogrążonej w grymasie twarzy przyprawiają o ciarki. Poza tym przeciwnicy są raczej groteskowi.

I wreszcie najważniejsze, czyli wielkie roboty. Uniwersum Muv­‑Luv cechują naprawdę ciekawe projekty mecha, luźno inspirowane współczesnymi samolotami bojowymi. W przypadku Schwarzesmarken były to głównie płatowce konstrukcji sowieckiej, lecz detale świadczące o tym dostrzegą chyba tylko miłośnicy lotnictwa wojskowego. Mimo tego, że roboty wygenerowano komputerowo, dobrze komponują się one z pozostałymi elementami oprawy wizualnej, tym bardziej że sceny z ich udziałem są bardzo efektowne, a choreografia walk została dobrze przemyślana. Dynamiczne ujęcia, częste zmiany perspektywy i sposobu kadrowania – tego właśnie wymaga się od anime z wielkimi robotami i Schwarzesmarken to kryterium spełnia. Niestety tła nie dorównują temu poziomowi i są raczej ubogie. Już nie chodzi o to, że w NRD wiecznie trwa zima, zwyczajnie budynki, ulice, lasy – to wszystko jest ubogie, potraktowane po macoszemu, byleby tylko coś tam się w tle przewijało.

Należy też wspomnieć, że seria jest dosyć brutalna. Co prawda do klasyki komedii w rodzaju Another w kategorii spektakularnego okaleczania bohaterów nawet się nie umywa, ale nie brakuje niezbyt subtelnych ujęć ludzi zjadanych żywcem przez kosmitów. Ponadto sposób walki wielkimi robotami w koncepcji wschodnioniemieckiej można określić jako karkołomny, a piloci biją się zażarcie, nic więc dziwnego, że na ekranie czasem ktoś zginie w mniej lub bardziej spektakularny sposób. O latających we wszystkie strony fragmentach ciał i wnętrzności kosmitów nie ma nawet co wspominać – to wręcz element dekoracji. O ile jednak pod względem epatowania przemocą Schwarzesmarken nie odbiega szczególnie od standardu znanego z innych pozycji tego uniwersum, tak animowaną adaptację, względem literackiego pierwowzoru, ugrzeczniono pod względem erotyki. W anime jest ona co najwyżej wspominana lub ukazana w postaci jednoznacznych pojedynczych kadrów. Należy jednak zaznaczyć, że o ile z oczywistych względów w serialu nie znalazło się miejsce na bezpośrednie ukazanie scen erotycznych (acz to, na co pozwoliły normy telewizyjne, i tak jest bardzo pikantne), tak sam motyw jest silnie zakorzeniony w fabule i nie można go traktować jak niepotrzebnego dodatku. Anime obyło się też bez znanej z pierwowzoru sceny gwałtu, również fabularnie uzasadnionej, ale może to i lepiej – reżyserowi w wystarczający sposób udało się zobrazować beznadziejność świata przedstawionego, dalsze podkreślanie jego odczłowieczenia nie było konieczne.

Schwarzesmarken nie był tym, czego się spodziewałem. A nauczony doświadczeniem z Total Eclipse, spodziewałem się zwyczajnej szmiry. Tymczasem okazało się, że Japończykom udała się rzadka sztuka stworzenia całkiem niezłego anime osadzonego w Europie dobrze nam znanej. Rozpatrując serię jedynie w kategorii mecha, śmiem wręcz przyznać, że jest zwyczajnie dobra. Anime o wielkich robotach często powielają te same wady, niekiedy utożsamiane z cechami gatunku. Schwarzesmarken prezentuje się inaczej, przedstawiając nieoryginalne, ale przemyślane podejście do tematu, mające szanse okazać się bliższe sercom zachodnich odbiorców, niż starania konkurencji. A obcisłe skafandry zawsze w modzie.

Slova, 8 maja 2016

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Ixtl, Liden Films
Autor: Hiroki Uchida, Kouki Yoshimune
Projekt: Carnelian, Shuuichi Hara
Reżyser: Tetsuya Watanabe
Scenariusz: Tatsuo Higuchi
Muzyka: Elements Garden

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Schwarzesmarken - wrażenia z pierwszego odcinka Nieoficjalny pl