Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Podlaski Festiwal Anime 6 - konwent

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

4/10
postaci: 7/10 grafika: 6/10
fabuła: 3/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

5/10
Głosów: 1
Średnia: 5
σ=0

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Avellana)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Mahou Tsukai Precure!

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2016
Czas trwania: 50×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Maho Girls Precure!
  • 魔法つかいプリキュア!
Tytuły powiązane:
zrzutka

Magiczne dziewczęta tym razem z prawdziwą magią. Tylko dlaczego z tak okropnie nieudaną fabułą?

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Mirai Asahina, dumna prawie­‑drugoklasistka w gimnazjum, widzi pewnego wieczora dziwną spadającą gwiazdę. Już następnego dnia bohaterka ku niekłamanemu i nieskrywanemu zachwytowi odkrywa w pobliżu prawdziwą czarownicę! No dobrze, „czarowniczka” byłoby właściwszym słowem, bo widać wyraźnie, że chociaż Riko nadrabia miną, brakuje jej co nieco umiejętności magicznych. Przybyła do świata ludzi w poszukiwaniu magicznego szmaragdu – i jak się okazuje, tego samego szuka także mocno podejrzany jegomość, który napuszcza na obie dziewczynki zaimprowizowanego potwora. Jednak gdy wszystko wydaje się stracone… No tak, nie przewiduję nagród za odgadnięcie: dotychczas nieskuteczne magiczne zaklęcie wykrzyczane jednocześnie przez Mirai i Riko sprawia, że przemieniają się w wojowniczki Precure, odpowiednio Cure Miracle i Cure Magical. Pan niemiły zostaje zmuszony do strategicznego odwrotu, natomiast Riko, nieco zdumiona całym zajściem, postanawia zgłosić je czynnikom wyższym, czyli nauczycielom w magicznej szkole. Oczywiście zabiera też ze sobą Mirai – i tak właśnie rozpoczyna się przygoda w świecie ludzi i w świecie magii.

Jeśli ktoś miał do czynienia z cyklem Precure, to doskonale zna obowiązujące tutaj reguły gry, ale na potrzeby nowych czytelników pozwolę sobie je przybliżyć. Obecna seria, tak jak większość poprzednich samodzielna i niewymagająca znajomości całego cyklu, podobnie jak wcześniejsze odsłony czerpie garściami z dorobku gatunku. W tym przypadku wśród inspiracji można na pewno wskazać Słodkie, słodkie czary, a także dawno wymarły nurt mahou shoujo, reprezentowany przez tytuły takie jak Sally Czarodziejka czy Bia – czarodziejskie wyzwanie, w którym dziewczętom ze „świata magii” przychodzi zamieszkać wśród ludzi. Ponieważ mnóstwo osób ma do tego właśnie nurtu spory sentyment, nie przesadzę chyba, jeśli napiszę, że na tę odsłonę Precure czekało więcej osób niż zwykle. Jeśli to ich pierwszy kontakt z tym cyklem, to zapewniam: zwykle jest lepiej, a czasem nawet dużo lepiej.

Zdarzało mi się poważnie narzekać na różne serie Precure, ale powód zawsze był ten sam: nieudane lub wręcz antypatyczne i irytujące bohaterki. Wydawało mi się, że scenariusz jest naprawdę odporny na uszkodzenia ze względu na swoją prostotę i powtarzalność: ciąg walk z potworami tygodnia, w połowie serii skokowe zwiększenie magicznych umiejętności (często też nowy gadżet lub zmieniona przemiana), dalszy ciąg walk, wielki finał. Co tu można popsuć? Jak się ze zdumieniem przekonałam, naprawdę dużo. Mahou Tsukai Precure! ma scenariusz zwyczajnie nieporadny, jakby pisany przez kogoś, kto nie umie ani ogarnąć tworzonego świata, ani zapanować nad spójnym ciągiem wydarzeń.

Sama konstrukcja świata okazała się tym razem dość problematyczna. Magiczny świat, w którym wszyscy znają magię, z konieczności musi się okazać bezradny wobec sił Ciemności – tym razem w postaci podwładnych szkieletowego typa nazywanego Dokuroxy. Nie oczekuję, że każdy mag będzie znał zaklęcia ofensywne optymalizowane pod gry RPG, ale trzeba przyznać, że nie ma większego sensu, gdy magia nie służy absolutnie do niczego – nie mówię o ataku, ale chociażby o jakiejś obronie. Jakiekolwiek działania podejmuje tylko jedna osoba, dyrektor magicznej szkoły, ale on także obowiązkowo musi być praktycznie bezużyteczny od samego początku. Takie detale mocno zgrzytają, szczególnie w sytuacji, gdy przeciwnicy, zwłaszcza na początku serii, nie sprawiają wrażenia aż tak niebezpiecznych. Znacznie poważniejszym problemem okazało się jednak rozbicie fabuły pomiędzy dwa światy – zupełnie jakby scenarzyści nie potrafili się zdecydować, do której szkoły właściwie mają uczęszczać bohaterki. W efekcie miotają się pomiędzy jedną a drugą, w sposób mocno przypadkowy i słabo uzasadniony, co przy okazji uniemożliwia zresztą wprowadzenie jakichkolwiek wątków związanych z nauką magii (choć początkowo się wydaje, że powinny one mieć duże znaczenie).

Co tam jednak świat, skoro fabuła… Jaka fabuła, na litość wszystkich bogów chaosu… Po pierwsze, szybko możemy się przekonać, że obu stronom brakuje jasnego celu. Jak wynika z powtarzanych na okrągło wyjaśnień dyrektora magicznej szkoły, zadaniem Precure jest zapobiegnięcie bliżej niesprecyzowanej katastrofie. W tym celu między innymi poszukują magicznego szmaragdu, w międzyczasie kolekcjonując inne klejnoty, z których kilka umożliwia im nowe przemiany, a pozostałe pozwalają w czasie walki używać nowych zaklęć­‑ataków. Samo to może nie byłoby aż takim złym pomysłem, gdyby nie to, że co za dużo, to niezdrowo. W sumie mamy dwanaście klejnotów, w tym cztery umożliwiające przemiany. Scenariusz wprowadza je całkowicie chaotycznie, bardzo często po prostu pojawiają się przed bohaterkami, kiedy są potrzebne, tak że wkład Mirai i Riko w ich faktyczne odszukanie i zdobycie jest minimalny. Potem z kolei są równie chaotycznie używane. Nie tylko nie idzie spamiętać, który klejnot do czego służy, ale w ich zastosowaniu i wyborze nie ma absolutnie żadnego porządku. Wszystko razem przekłada się na nadmierny i zupełnie niepotrzebny bałagan z mocami, w połowie serii spotęgowany nowymi pomysłami scenarzystów. Po stronie sił Ciemności bardzo szybko przestałam rozumieć cokolwiek, a nie wydaje mi się, żeby seria dla dzieci aż tak mnie przerastała intelektualnie. Wrogowie giną i wracają, znowu giną, pojawiają się nowi, wracają starzy i tak do samego końca. Sensu w tym trudno się dopatrzyć, a co gorsza, trudno się tym zainteresować.

Tym, co właściwie utrzymuje serię na powierzchni, są bohaterki, chociaż one także okazują się trochę rozczarowujące. Mirai i Riko są nieźle przemyślane, sympatyczne, odmienne, a jednocześnie ładnie się uzupełniające. Mirai jest ciekawa świata i pełna entuzjazmu, Riko to typ znacznie ostrożniejszy i bardziej wyhamowany. Ciekawym pomysłem był wątek problemów Riko z magią praktyczną, kontrastujących z jej wiedzą teoretyczną. Niestety scenariusz zwyczajnie nie pozwala im się wykazać, co sprawia, że dość szybko obie stają się nieodróżnialne, jednakowo miłe i nijakie. Kompletnym pudłem była natomiast trzecia członkini zespołu, „wyhodowana” z malutkiej wróżki Haa­‑chan. Jako maskotka była tylko lekko irytująca, jako równorzędna postać pierwszoplanowa stała się zwyczajnie nieznośna. To, co miało zapewne być zabawne i urocze, czyli jej beztroska i wieczne pakowanie się w kłopoty, niebezpiecznie graniczyło z krowią bezmyślnością (szczególnie po paru powtórzeniach niemal tego samego). Szczebiotliwy głosik z wykrzykiwanym co chwilę popisowym „haaa!”, który zapewne wymagał od jej nieszczęsnej seiyuu, Saori Hayami, sporo wysiłku, brzmiał sztucznie i nieznośnie.

Główna maskotka serii, czyli należąca do Mirai pluszowa Mofurun (tak, to jest ona, nie on), jest już tylko nijaka. Jeśli natomiast idzie o postacie drugoplanowe, to cierpią one z powodu tego, o czym pisałam wcześniej – czyli akcji rozgrywającej się w dwóch światach. Efekt jest taki, że żaden nie jest przekonujący, a szkolne koleżanki Mirai i szkolne koleżanki Riko dostają po jednej (słabo) wyróżniającej cesze na łebka i musi im to wystarczyć. Wrogowie natomiast, mimo ich ogólnej mnogości, okazują się kompletnie nieciekawi, chyba głównie dlatego, że ich wątki są w przypadkowych miejscach zaczynane i urywane, ambicje pojawiają się i znikają, zaś sami niemilcy są likwidowani w sposób mocno przypadkowy i bez żadnego porządku. Nie wspomnę, że twórcom chwilami trochę brakuje wyczucia – sługa Złego z pierwszej połowy serii, który zbiera kości swojego zabitego pana i robi z nich stracha na wróble, do którego się modli, to pomysł nieco zbyt upiorny jak na serię dla dzieci.

Jednym z poważniejszych rozczarowań była grafika. Może to moja wina, bo niesłusznie nastawiałam się na słodko­‑halloweenowy klimat, jak ze wspomnianego Słodkie, słodkie czary, albo z Pumpkin Oukoku no Takaramono, wchodzącego w skład kinówki powiązanej z Go! Princess Precure. Świat magii jest zupełnie nijaki, to klasyczna fantastyczna kraina zamieszkiwana przez zwyczajnie wyglądających ludzi i mocno przypadkowe baśniowe stworzenia w rodzaju pegazów. Chociaż bohaterki sporo czasu poświęcają na eksplorację różnych zakamarków tego świata, właściwie nie zapamiętałam niczego, co dałoby się nazwać chociażby pomysłowym. Równie nijako wygląda świat ludzi – właściwie nie ma tu nic złego, ale też nic, co pozwoliłoby jakoś tę serię zapamiętać. Na pewno negatywnie zapamiętam za to wyjątkowo rzucające się w oczy elementy „marketingowe”, czyli wszystkie te plastikowe zabawki i gadżeciki bohaterek. Owszem, są obecne w każdej serii, ale już od dawna nie pamiętam, żeby aż tak nachalnie pchano je widzom przed oczy. Ścieżki dźwiękowej jak zwykle nie zapamiętałam, natomiast dość sympatyczny był opening – Dokkin Mahoutsukai Precure! w wykonaniu Rie Kitagawy. Natomiast obie piosenki w endingu, śpiewane przez seiyuu bohaterek, jakoś zupełnie mi nie pasowały do tej serii. Może to kwestia animowanego komputerowo tańca, który z jednej strony jest obowiązkowy w każdej części cyklu, a z drugiej zaczyna mi się wydawać coraz mniej pomysłowy.

Jeśli ktoś rozważa rozpoczęcie przygody z cyklem, to mam prośbę – nie od tej serii. Wiem, że pomysł wyjściowy jest obiecujący, a bohaterki na tyle sympatyczne, że da się to jakoś oglądać. Ale naprawdę nie widziałam jeszcze w całym cyklu Precure tak słabej fabuły, sprawiającej wrażenie, jakby była pisana na kolanie przez kompletnych amatorów. I nie, to nie jest wszystko jedno. Jeśli każdy cykl ma górki i dołki, Mahou Tsukai Precure! znajduje się na dnie wyjątkowo głębokiego dołka.

Avellana, 18 lutego 2017

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Asahi Productions, Asatsu DK, Toei Animation
Autor: Izumi Toudou
Projekt: Emiko Miyamoto
Reżyser: Masato Mitsuzuka
Scenariusz: Isao Murayama
Muzyka: Hiroshi Takaki

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Mahou Tsukai Precure! - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl