Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 7/10 grafika: 8/10
fabuła: 7/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,00

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 79
Średnia: 7,1
σ=1,48

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Flying Witch

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2016
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • ふらいんぐうぃっち
Tytuły powiązane:
Postaci: Magowie/czarownice, Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Magia
zrzutka

Nastoletnia czarownica w prowincjonalnym japońskim miasteczku. Okruchy magii i okruchy życia, z przewagą tych drugich.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Tradycja nakazuje, by młoda czarownica wyprowadziła się z domu rodzinnego i przeniosła do innego miasta, aby nauczyć się samodzielności. Rodzice piętnastoletniej Makoto Kowaty tradycję szanują, ale mają zrozumiałe obawy, dlatego też odrobinę naginają zasady i wyprawiają dziewczynę do krewnych w małym prowincjonalnym miasteczku. Makoto od tej pory będzie mieszkać z państwem Kuramoto oraz dwójką ich dzieci – jej rówieśnikiem Keiem oraz jego młodszą siostrą Chinatsu. Chociaż magia w tym świecie trzymana jest w tajemnicy, nie ma konieczności utrzymywania jej w sekrecie przed rodziną i bliskimi, dlatego bohaterka nie musi się specjalnie ukrywać. W nowym miejscu czeka na nią nowa codzienność: szkoła, dom, a od czasu do czasu także odświeżanie umiejętności magicznych i nauka nowych zaklęć.

Jeśli komuś początek skojarzył się z Podniebną pocztą Kiki, nie wydaje mi się, żeby był to przypadek. Jednakże klimat jest tu zupełnie odmienny, dominują jedne z najspokojniejszych okruchów życia, jakie zdarzyło mi się widzieć w anime. Nie ma tu nawet cienia innych gatunków – może odrobina komedii, ale jeśli na przykład ktoś liczyłby na romans, będzie rozczarowany. Makoto i Kei są zaprzyjaźnieni, jednak absolutnie nic nie wskazuje na to, żeby miało ich połączyć coś więcej. Nie ma tu także fanserwisu, zaś sama magia jest zaskakująco zwyczajna, bez kolorowych kręgów i efektów świetlnych znanych z innych anime. Co zostaje? Tak jak pisałam, codzienne życie z jego malutkimi odkryciami i perypetiami, toczące się leniwie w sennym miasteczku. Sądząc po ocenach i komentarzach wielu czytelników Tanuki, coś takiego idealnie trafiło w ich gust. Oto bowiem mamy serię, która odpręża i uspokaja, nie zawiera żadnych elementów irytujących czy niesmacznych, nie próbuje się zalecać tanimi sztuczkami i jako całość wydaje się zaskakująco dojrzała. To bardzo rzadki przypadek i muszę przyznać, że niewiele znam podobnych tytułów.

Dlatego zapewne narażę się teraz na krytykę, gdy napiszę uczciwie, że – trochę ku własnemu zdumieniu – kiedy oglądałam kolejne odcinki, nie potrafiłam się pozbyć leciutkich ukłuć irytacji. Flying Witch to anime pełne ciepła i spokoju, ale czegoś w nim zabrakło. Bardzo trudno będzie „to coś” przyszpilić, jednak jeśli spojrzymy na ponadprzeciętne produkcje z tego gatunku, da się zauważyć, że chociaż ich fabułę można zwykle streścić do „codzienne życie kogośtam”, zawierają one coś jeszcze, co decyduje o ich niezwykłości. Tego właśnie mi tutaj zabrakło i piszę o tym w pełni świadoma, że zapewne zostanie mi zarzucone, iż domagam się krwi, seksu, narkotyków i rock’n’rolla.

Być może problem tkwi w braku jakiegoś motywu przewodniego serii. Nie mówię tu o wątku głównym, raczej o temacie spajającym poszczególne historie epizodyczne. Nie jest nim – co w sumie dość zaskakujące – adaptacja Makoto do nowego życia. Chociaż bohaterka przyjeżdża z wielkiego miasta na głęboką prowincję, od samego początku sprawia wrażenie doskonale przystosowanej do leniwego rytmu lokalnej codzienności. Równie dobrze można by powiedzieć, że w podobnym otoczeniu spędziła całe dzieciństwo. Nie jest to także opowieść o usamodzielnianiu się lub poszukiwaniu własnej drogi w życiu. Makoto ma zostać czarownicą, a chociaż nie wie jeszcze nawet, w czym chciałaby się specjalizować, ogólna ścieżka życiowa rysuje się przed nią jasno. Poza tym zaś jest raczej typową piętnastolatką, nieprzejmującą się nadmiernie przyszłością i żyjącą bezpiecznie i spokojnie dzięki (nienachalnej) opiece dorosłych. Nie mówię, że to nie jest prawdopodobne i realistyczne – należałoby jednak zadać pytanie, czy to wystarczy w przypadku osoby będącej protagonistą fabularnej opowieści.

Oczywiście tym, co wyróżnia Flying Witch jest przede wszystkim magia, ale… tak, ona też właściwie nie stanowi „kręgosłupa” tej serii. W naturalnym, pozbawionym pretensjonalnego mistycyzmu podejściu Makoto (i innych oglądanych tutaj czarownic) do magii jest coś niezwykle świeżego, ale kryje się tu także pewna pułapka. Magia pokazana jest jako zestaw czynności tak zwyczajnych i codziennych, że równie złożonym i widowiskowym jak rzucanie zaklęcia procesem okazuje się smażenie młodych pędów paproci w tempurze. Wydaje mi się, że największym problemem jest podejście Makoto do magii. Nie chodzi o to, że ma się zachowywać jak adeptka wiedzy tajemnej, jednak nie potrafiłam w niej dostrzec ani odrobiny ciekawości świata, pasji, z jaką ludzie podchodzą do zawodu, który wybrali z własnej woli i dla własnej satysfakcji. Makoto podchodzi do magii jak grzeczna uczennica, która stara się być dobra ze wszystkich przedmiotów, ale w gruncie rzeczy nie potrafiłaby powiedzieć, czy coś ją naprawdę interesuje. Znowu – to nie jest nieprawdopodobne i pasuje do jej niezdecydowania, ale niekoniecznie się sprawdza w fabule.

To wszystko dotyka szerszego tematu, jakim są postaci i relacje pomiędzy nimi. Wszyscy spotkani ludzie, niezależnie od wieku, są mili i spokojni z charakteru, co do pewnego stopnia stanowi wyróżnik gatunku „leczniczych” anime, mających koić nadszarpnięte nerwy widzów. Jednak z czasem zaczęło we mnie narastać wrażenie, że w gruncie rzeczy absolutnie niczego się o nich nie dowiadujemy. Bohaterowie pierwszoplanowi w takiej serii powinni zostać widzowi przybliżeni jak członkowie rodziny lub bliscy przyjaciele, tymczasem przypominają raczej znajomych znajomych, których spotykamy od czasu do czasu, rozmawiamy z nimi miło przez godzinę i zapominamy na następny rok o ich istnieniu. Makoto, Kei i Chinatsu to zwyczajne i dobre dzieciaki – Makoto łatwo się gubi, Kei lubi filmy i gry wideo, a Chinatsu bywa po dziecięcemu nieśmiała i pełna zapału – ale to praktycznie wszystko, co można o nich powiedzieć. Nie znaczy to, że są nieudani jako bohaterowie, wręcz przeciwnie, bardzo łatwo jest ich polubić, podobnie jak pojawiające się w różnych momentach postacie drugoplanowe i epizodyczne. Powiedziałabym zresztą, że tu właśnie anime błyszczy, bo ci, o których dowiadujemy się niewiele, wydają się zdecydowanie najbardziej intrygujący. I nie mówię tu tylko o czarownicach, takich jak wróżbitka Inukai, czy też Akane – starsza siostra Makoto, ale także o zwykłych ludziach, choćby rodzicach Keia i Chinatsu.

Oprawa wizualna Flying Witch jest tyleż mało efektowna, co bardzo staranna. O ile puste ulice można tłumaczyć prowincjonalną sennością (chociaż naprawdę nie zdarza się chyba, by w kadrze pojawił się jakiś przypadkowy przechodzień), o tyle trudno nie zauważyć, że animacja w wielu scenach jest więcej niż oszczędna. Nie znaczy to jednak, że w studiu nie przyłożono się do roboty. Polecam zwrócić uwagę na rzecz rzadko docenianą, a mianowicie ruch całego ciała bohaterów. Kiedy siedzą lub leżą, zmieniają pozycję czy czymś się zajmują, przybierają zróżnicowane pozy, bardzo naturalne i dokładnie narysowane. Zadbano także o mimikę, chociaż to się mniej rzuca w oczy z dwóch powodów – nie ma tu prawie efektów super­‑deformed i komediowego przerysowania, a poza tym bohaterowie po prostu nie przeżywają gwałtowniejszych emocji. Z ogromną pieczołowitością odwzorowano świat, poczynając od budynków, a kończąc na roślinach, które dają się rozpoznać co do gatunku. Jedynym elementem, jaki mi przeszkadzał, był projekt Chito, kotki należącej do Makoto – nie potrafiłam się przyzwyczaić do tego, że z nieznanych powodów obdarzono ją ludzkimi oczami z widocznymi białkami i okrągłymi źrenicami.

Muzyka jest idealnie dopasowana do klimatu, co jednak oznacza, że sama w sobie niemal się nie wyróżnia. Sporo tu spokojnych i nastrojowych kompozycji, ale także melodii granych na pojedynczym instrumencie, w szczególności punktujących sceny komediowe. Wyjątkowo podobała mi się czołówka – ślicznie zanimowana (aż trochę żałowałam, że w serii nie zastosowano podobnie zielonego konturu, przynajmniej w niektórych scenach), z uroczą, pogodnie rytmiczną piosenką Shanranran. Wykonanie Nichijou no Mahou przy napisach końcowych powierzono Minami Shinodzie i Eri Suzuki, czyli seiyuu Makoto i Chinatsu. Obie te seiyuu – dla Shinody była to pierwsza większa rola, Suzuki grała do tej pory m.in w Rokujouma no Shinryakusha!? (Sanae) i Heavy Object (Milinda) – poradziły sobie dobrze, podobnie jak reszta obsady. Nie chwalę jednak ani nie wyróżniam nikogo, ponieważ nie była to seria wymagająca aktorskich popisów, raczej zwyczajnej naturalności brzmienia, a to się udało – nikt nie popiskuje tu typowym „głosikiem z anime”, a dorośli brzmią odpowiednio do swojego wieku.

Całe moje powyższe narzekanie miało nie tyle zniechęcać do serii, ile uzasadnić ocenę – przyzwoitą, ale nie tak wysoką, jak by być mogła. Mimo wszystko Flying Witch to pozycja dla wszystkich amatorów okruchów życia, a przy tym bardzo ładne kino familijne, którym można by poczęstować także osoby niebędące fanami japońskiej animacji. Polecam chociażby dlatego, że takich tytułów nie ma, nie było i raczej nie będzie dużo.

Avellana, 7 lipca 2016

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: J.C.STAFF
Autor: Chihiro Ishizuka
Projekt: Masato Yasuno
Reżyser: Katsushi Sakurabi
Scenariusz: Deko Akao
Muzyka: Yoshiaki Dewa

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Flying Witch - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl