Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 7/10 grafika: 8/10
fabuła: 7/10 muzyka: 10/10

Ocena redakcji

6/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,33

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 81
Średnia: 6,42
σ=1,85

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (tamakara)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Joker Game

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2016
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • ジョーカー・ゲーム
zrzutka

Rzecz o szpiegach. Umiarkowanie sensacyjna. Opinia niepopularna.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

W przededniu drugiej wojny światowej, jesienią 1937 roku, cesarska armia japońska zyskała nową komórkę, Agencję D, której celem było szkolenie szpiegów. Po morderczym dla ciała i umysłu treningu wyłoniono najlepsze jednostki, których nazwiska, historia, a nawet wiek są ściśle tajne. Pod dowództwem podpułkownika Yuukiego, ukryci w cieniu, działają na całym świecie. Oto parafraza wprowadzenia, które słyszymy na wstępie każdego odcinka. Tak naprawdę wyjaśnia ono wszystko. Czas akcji, tło historyczne, zarys fabularny i na dodatek przedstawia bohaterów. Czy trzeba mówić coś więcej? Serce bije mi tak szybko. Mam wrażenie, że cokolwiek bym nie napisała, zabrzmi to sucho i choćbym nie wiem jak się starała, i tak nie uda mi się oddać całości pozytywnych wrażeń, jakie zafundował mi seans. Nic to jednak, przejdźmy do rzeczy.

Progi Agencji przekraczamy wraz z porucznikiem Sakumą, którego dowództwo wysłało tam w roli obserwatora. Sakuma jest człowiekiem żyjącym ideałami, młodzi adepci szpiegostwa to w jego oczach prawdziwie potwory, na dodatek pozbawione moralnego kręgosłupa. Bardzo szybko interakcja z podopiecznymi agencji wywróci światopogląd Sakumy do góry nogami i doprowadzi niemal do jego śmierci. Przedstawiona zostaje nam również tytułowa gra. Gra, na którą składa się dyplomacja i oszustwo, która wymaga inteligencji, cierpliwości i brawury, i która rozgrywa się nieustannie na całym świecie. Czy dalsze odcinki opowiadają o dalszych poczynaniach odmienionego porucznika? Nie. Nie uświadczysz tu, drogi widzu, ciągłej linii fabularnej. Składająca się z dwunastu odcinków seria to cykl jedno- lub sporadycznie dwuodcinkowych miniatur, luźno połączonych motywem szpiegostwa oraz osobą Yuukiego, pomysłodawcy szkoły szpiegów, jej przełożonego i nauczyciela. Młodzi szpiedzy, owe nieludzkie potwory, nie pozostają na świeczniku zbyt długo. Teoretycznie każdy z nich ma poświęcony sobie odcinek, nie znaczy to jednak, że bezwarunkowo będzie grał w nim pierwsze skrzypce. Może stać w centrum wydarzeń, ale równie dobrze działać jako pozornie nieistotny element drugiego planu, a czasem jedynie zainicjować pewne zdarzenia i nie brać aktywnego udziału w dalszej fabule. Podoba mi się taki brak utartego schematu, sprawia to, że seria nabiera cech nieprzewidywalności i pozwala uwierzyć, że bohaterowie pełnią wobec historii rolę podrzędną. To oni służą jej, nie ona im. I chociaż moje złamane serce zmusza mnie do napisania, że gdyby dane mi było przez bite dwanaście odcinków patrzeć na przygody wyłącznie jednego z panów i przez tyle samo czasu słuchać jego pięknego głosu, nie skarżyłabym się nic a nic, to jednak trudno mi dopatrywać się jakiejś realnej wady konstrukcyjnej. Brak ciągłej linii fabularnej umożliwia też pewną dowolność w oglądaniu odcinków, tym bardziej że historie nie są ułożone chronologicznie. Dowolność ta jest jednak pozorna. Przed seansem należy pamiętać, że mamy dwa odcinki „podwójne”. Odpowiednio pierwszy i drugi oraz ósmy i dziewiąty stanowią dwie całości. Dodatkowo sporadycznie pojawiające się retrospekcje mogą, chociaż nie muszą, zdradzać istotne informacje dotyczące odcinków wyemitowanych wcześniej. Dodatkowym smaczkiem jest przemycana małymi dawkami historia założyciela D­‑kikan. Wracając jednak do pierwszej myśli, mnie seans częściowo „nie po kolei” krzywdy nie zrobił, ale być może miałam szczęście.

Niewątpliwie twórcom udało się zamknąć każdą z opowiedzianych historii w przeznaczonym jej czasie. Rozpisywanie się na temat każdej z nich sprawiłoby mi niewątpliwą frajdę, ale oznaczałoby zdradzenie sporej części wydarzeń i popsułoby możliwość rozsmakowania się w seansie potencjalnemu widzowi. Mamy tu do czynienia z serią szpiegowską, której bliżej do starych kryminałów niż przygód Jamesa Bonda. Brak tu efektownych pościgów i strzelanin, ale jest jakieś dziwne coś, co wyrywało mnie z butów i trzymało w napięciu. Uczciwość recenzencka każe jednak przyznać, że nie każda historia zachwycała mnie z równą siłą. Poziom zaniża nieco odcinek trzeci, zawierający amnezję pourazową i przywiązywanie do drzewa krzykliwej francuskiej staruszki przez niemieckie żołdactwo – kogoś poniosła wyobraźnia, nie ma to jednak większego znaczenia, bo i tak przyjemnie się oglądało. Pod każdym względem doskonały jest odcinek piąty, którego akcja toczy się w Londynie. Trzymał w napięciu, chociaż wyjątkowo wcześniej znałam szczegóły i rozwiązanie tej historii. Bardzo dobre okazały się odcinki szósty i czwarty. Dobry był również odcinek jedenasty, jakkolwiek nieodwracalnie złamał mi serce. Nie miałam, niestety, kontaktu z pierwowzorem, a porównanie mam jedynie z aktorską adaptacją z 2015 roku. Live action jest bardzo rozrywkowe, bardzo wybuchowe i bardzo po bondowsku kiczowate. Ma nawet niezbędną femme fatale, która, niczym lupinowska Fujiko Mine, wchodzi w drogę głównemu bohaterowi. Adaptacja aktorska to kawał niezłego kina rozrywkowego i remedium dla rozczarowanych serią. Oczywiście tylko dla tych, którzy nie odczuwają lęku przed japońskim kinem. Anime zaś, cóż… Anime stawia na zupełnie inny klimat. I z pewnością więcej w nim realizmu. Oczywiście jest to miejscami bardzo mocno, romantyczna wizja, która raczej nie aspiruje do rzetelności dokumentu, ciągle jednak więcej tu wiarygodności niż w dowolnej produkcji stricte sensacyjnej.

Bohaterowie. Ktoś wspomniał coś o nieludzko doskonałych potworach? Nie wierzyłam w to ani przez chwilę, a z biegiem czasu przekonałam się, że opis pasuje jedynie do Yuukiego. Jego uczniowie mogą co najwyżej próbować dorównać mistrzowi. Co tu dużo mówić, Yuuki jest bezsprzecznie doskonały, chwilami aż nie do uwierzenia. Nie umiem jednak uznać tego za wadę, ponieważ szalenie go polubiłam. Jak już wspomniałam, czasu antenowego nie rozdzielono pomiędzy panów równo, trudno mówić więc o prawdziwym poznaniu każdego z nich. Na dodatek nie wiadomo, kiedy przestają grać swoje role. Z tego jednak, co udało mi się wysondować, zdecydowanie najsympatyczniejszy jest Amari, Fukumoto to materiał na doskonałą panią domu w japońskim stylu, a Hatano jest z natury wredny. Moim faworytem z marszu został jednak Miyoshi. Było w tym nieco predylekcji, bo wystarczyło, że się odezwał, jednak jego cyniczna i wyrachowana osobowość intrygowała mnie najbardziej. Krył w sobie jakiś trudny do zdefiniowana smutek, poza tym, och, był idealnie piękny, i miał doskonały głos. Nie jest tajemnicą, że jestem niepoprawną fanką tego głosu. Hiro Shimono nieczęsto ma okazję grywać bohaterów, którzy nie są nadpobudliwymi małolatami, i każdą taką okazję przyjmuję z zachwytem. Cieszy nie tylko Shimono. W innych rolach słyszymy szereg popularnych nazwisk, pośród nich Yuuki Kaji, Takahiro Sakurai, Yoshimasa Hosoya, a w jednej z ról epizodycznych Maaya Sakamoto. Jeśli jesteśmy przy seiyuu, warto nadmienić, że pan grający Johna Gordona może pochwalić się bardzo wiarygodnym amerykańskim akcentem. Nie jestem z tych, których japoński akcent w angielskim czy też jakimkolwiek innym języku razi, raczej w drugą stronę, ale Kentarou Tone mógłby udzielić kolegom po fachu kilku lekcji. Ucztą dla ucha jest oprawa muzyczna. W tle pobrzmiewa kilka bardzo eleganckich, nienachalnych utworów doskonale budujących nastrój. W kwestii zaś openingu i endingu nie mam dość słów pochwały. Szczególnie ending wydał mi się absolutnie doskonały. Wywołuje we mnie niesamowite emocje. Co tam zresztą, nie będę się powstrzymywać przed emfazą – oprawa dźwiękowa jest fenomenalna.

Na pochwałę, chociaż może nie tak bezkrytyczną, zasługuje strona wizualna. Projekty postaci są, co tu dużo kryć – idealne. Widzimy tu ostre i dość realistyczne rysy twarzy o charakterystycznym profilu i, poza kilkoma wyjątkami, brak uwypuklonych cech szczególnych. Zwłaszcza panie są do siebie wyraźnie podobne. Być może utrudnia to rozeznanie w bohaterach ludziom, którzy rozpoznają postacie po kolorze włosów, jednak nie ma mowy o galerii klonów. Panowie szpiedzy są bardzo przystojną, lub odpowiednio po chłopięcemu uroczą, zgrają indywiduów i wszyscy, co do jednego, wspaniale się ubierają. Ach, te kapelusze, te buty, te kamizelki! Patrzenie na styl i szyk epoki dawno minionej sprawiało mi prawdziwą frajdę. Ktoś naprawdę odrobił pracę domową i zadbał o wszelkie szczegóły. Od fryzur po meble i architekturę – wszystko najwyższa klasa. Gdzie więc kieruję krytykę? Ech, ta recenzencka uczciwość. Krytyka popłynie w stronę nieco nadużywanej animacji komputerowej, która czasami aż wylewa się z ekranu. Chociażby odcinek o pociągu może przyprawić purystę o atak czkawki. Czasami bywa też krzywo, szczególnie w przypadku twarzy znajdujących się w pewnym oddaleniu. Nie na tyle jednak, by wołać o pomstę do nieba.

Na koniec najważniejsze: komu polecić to anime? Może komuś, kto chce spróbować czegoś innego, niż zazwyczaj mamy przyjemność oglądać? A może komuś, kogo gust jest z gatunku tych wyrafinowanych? A może każdemu? A nuż się spodoba? Z pewnością nie jest to seria dla tych, którzy oczekują widowiskowej awantury z wodotryskami. Niestety, takiego kogoś spotka rozczarowanie. Dla mnie, chociaż to strasznie wytarte hasło – anime sezonu.

tamakara, 6 sierpnia 2016

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Production I.G.
Autor: Kouji Yanagi
Projekt: Shirou Miwa, Toshiyuki Yahagi
Reżyser: Kazuya Nomura
Scenariusz: Taku Kishimoto
Muzyka: Kenji Kawai

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Joker Game - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl