Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Otaku.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 7/10 grafika: 7/10
fabuła: 6/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,00

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 20
Średnia: 7
σ=1,38

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Kysz)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Sansha Sanyou

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2016
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • 三者三葉
Postaci: Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Realizm
zrzutka

Trzy dziewczyny, trzy całkowicie różne charaktery. Niezwykle interesujące moé okruchy życia z wyjątkowo naturalnymi kreacjami głównych bohaterek, czyli rzecz nie tylko dla fanów gatunku.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Czasy liceum zawsze stanowią niesamowity okres w życiu każdego z nas, podczas którego nierzadko nawiązują się przyjaźnie trwające potem jeszcze przez wiele lat. Czyż może być coś przyjemniejszego niż spędzanie wolnego czasu ze znajomymi, korzystając w ogromu wolności i swobody, jaką daje nastoletni wiek? Niestety, Youko Nishikawa nie zaznała jeszcze prawdziwej uciechy płynącej ze szkolnego życia, głównie dlatego, iż… nie ma żadnych przyjaciół. Pochodząca z dobrego domu dziewczyna do niedawna opływała w luksusy, nic więc dziwnego, że zachowywała się jak klasyczna ojou­‑sama, co nieodmiennie dystansowało od niej wszystkich rówieśników. Pech chciał, że jej rodzina zbankrutowała, co sprawiło, że musi się ona nauczyć żyć jak zwyczajna nastolatka. Nie tak łatwo jednak zmienić swoje przyzwyczajenia, a tym bardziej całą osobowość i choć Youko bardzo chciałaby znaleźć przyjaciół, nikt szczególnie się nie kwapi, by do niej zagadać.

Pewnego pięknego, słonecznego dnia, podczas samotnego spożywania posiłku w ustronnym miejscu, do naszej bohaterki nieoczekiwanie dosiadają się dwie inne dziewczyny. Uczęszczające do równoległej klasy Futaba Odagiri i Teru Hayama nic sobie nie robią z „księżniczkowej” aury otaczającej Youko i wszystkie trzy wesoło spędzają razem czas… aż do dzwonka wzywającego z powrotem na zajęcia lekcyjne. Czy taki będzie koniec tej pięknej znajomości? Ależ skąd – to dopiero początek!

Sansha Sanyou stanowi idealny przykład moé okruchów życia poświęconych codzienności słodkich dziewczynek. Oznacza to ni mniej, ni więcej tyle, że całość składa się z luźno powiązanych ze sobą epizodów poświęconych prozaicznym czynnościom i wypełnionych rozmowami o wszystkim i o niczym szczególnym. Największym problemem może być właśnie to, że serii brakuje jakiegoś charakterystycznego motywu przewodniego, wyróżniającego ją spośród masy podobnych tytułów. Kiedy piszę, że oglądamy codzienne życie, to jest to w istocie tylko i wyłącznie codzienne życie – zajęcia w szkole, pierwsza praca, wspólne wypady za miasto i tym podobne drobiazgi. Z drugiej strony – czyż to nie jest właśnie w tym najlepsze, że wśród tylu serii, z których każda stara się przyciągnąć widzów nietypową tematyką, mamy wreszcie do czynienia z całkowicie „czystym” przedstawicielem gatunku?

Choć główny akcent położony jest na okruszki i kreowanie miłego nastroju, całość podano w lekkim, komediowym klimacie. Humor koncentruje się w głównej mierze na zderzeniu ze sobą dziwacznych osobowości, co samo w sobie jest pomysłem mocno wyeksploatowanym w anime. Nie znaczy to jednak, że skoro widzieliśmy już podobną koncepcję milion razy, nie będziemy się dobrze bawić przy kolejnej wariacji na ten sam temat. W przypadku tego typu scenariuszy liczą się przede wszystkim detale i od nich zależeć będzie, w jakiej atmosferze upłynie nam seans. Miło mi napisać, że w tym przypadku twórcy postanowili skupić się dokładnie na takich niuansach, poświęcając odpowiednią ilość czasu na doszlifowanie szczegółów. Dzięki temu sceny, które na pierwszy rzut oka wyglądają na powielenie standardowych schematów wykorzystywanych w moé produkcjach, nie są tak naprawdę kolejnymi kopiami bez wyrazu. Najdoskonalszym tego przykładem niech będzie odcinek plażowy, czyli coś, bez czego nie mogło się obyć w serii spod znaku słodkich dziewczątek robiących słodkie rzeczy. Doskonale zakotwiczono go w wytworzonym tu klimacie, sięgając po wszystko, co do tej pory udało się wypracować we wcześniejszych odcinkach. W szczególności zaś tyczyło się to ugruntowania pozycji niemalże wszystkich liczących się postaci.

Trzy główne bohaterki uznałabym zresztą za jedną z najlepiej przedstawionych ekip w tego typu seriach. Każda została wykreowana wokół jakiegoś pospolitego szablonu, acz nie nazwałabym tych schematów wyświechtanymi. No dobrze – może jedynie w przypadku Futaby miałoby to rację bytu, mamy w końcu do czynienia z kolejnym wiecznie nienasyconym wulkanem energii, którego wszędzie pełno i który pochłonie każdą ilość jedzenia. Ten drugi atrybut pojawia się co prawda rzadziej, ale nie zmienia to faktu, że oba przymioty wciąż są strasznie popularne w anime i na ich bazie buduje się modele wielu ważniejszych postaci. Inaczej przedstawia się to w przypadku Teru i Youko. Pierwsza z nich pod niewinnym wyglądem skrywa iście diabelską osobowość, druga (o czym już była mowa wcześniej) jest typową bogatą pannicą z dobrego domu, zachowującą się z rezerwą i wyższością w stosunku do pospolitych ludzi. Oczywiście, nie mam zamiaru próbować nikogo przekonać, że są one w jakikolwiek sposób oryginalne, ale jeśli prześledzimy obsadę najnowszych moé produkcji, na próżno szukać w nich będziemy obsadzenia właśnie takich charakterów w rolach głównych.

Jeżeli moje zachwyty nad bohaterkami sprowadzałyby się tylko do tego, że raczej sporadycznie spotyka się obecnie takowe klisze, trudno by mi było w jakikolwiek sposób obronić to stanowisko. Jasne, fajnie od czasu do czasu obejrzeć coś mniej zużytego, ale samo w sobie nie świadczy to jeszcze o dobrym poziomie. W Sansha Sanyou na szczęście nie skończyło się tylko na tym, a wręcz stanowiło zaledwie punkt wyjścia do tego, co uważam za największą zaletę tego tytułu, a mianowicie do relacji między owymi trzema postaciami. Nakreślenie przyjaźni między kilkoma osobami nie stanowi wcale łatwego zadania i częstokroć kończy się na pustych formułkach. Youko, Teru i Futaba, mimo iż tak bardzo się od siebie różnią, faktycznie lubią spędzać razem wolny czas, a więź między z nimi z każdym kolejnym odcinkiem coraz bardziej się zacieśnia. Nie musimy wierzyć twórcom na słowo honoru, że one się przyjaźnią, bo to po prostu jasno i wyraźnie widać na ekranie.

Gdyby to samo, albo chociaż coś na zbliżonym poziomie, udało się osiągnąć w przypadku postaci drugoplanowych, byłabym w zupełności ukontentowana. Ten element wszakże zawiódł mnie najbardziej i w ostateczności najmocniej zaważył na takiej, a nie innej ocenie. Poza główną trójką, Shino Sonobe i Seriną Nishiyamą, reszta nie wnosi absolutnie niczego ciekawego do fabuły. Ba, część z nich do końca pozostaje postaciami jednego gagu (najgorzej wypada tu zdecydowanie niebieskowłose rodzeństwo), ani przez moment nie wychodząc poza przypisany im szablon. Boli mnie to o tyle bardziej, że przed seansem miałam spore oczekiwania związane z interesująco zapowiadającą się ekipą bohaterów pobocznych (również dlatego, że pojawiły się w niej także męskie postaci), ci bowiem mogliby wnieść mnóstwo świeżości do kolejnych epizodów.

Wspomniałam natomiast, że z tego grona wyróżniają się Shino oraz Serina. O sile tej pierwszej stanowi w szczególności jej osobliwy charakter, w którym wymieszano dość nietuzinkowe cechy, co nadało tej postaci szalenie przerysowanego, ale autentycznie zabawnego wyrazu. Nie było w niej ani krzty normalności, lecz kompletnie mi jej tam nie brakowało, bo też i jej rola nie zakładała zostawienia żadnego miejsca na pozory normalności. Zupełnie inaczej rzecz miała się z Seriną, która początkowo wyglądała na niezbyt przyjemną w obyciu dziewczynę, mającą wieczne pretensje o wszystko. Z czasem, dzięki dodaniu jej bardziej naturalnych cech, stała się ona bohaterką, którą szczerze polubiłam. Co najważniejsze zresztą, miałam wrażenie, że cały czas się ona rozwija. Potencjał leżący w tej dwójce był więc przeogromny, lecz i jego nie udało się w pełni wykorzystać, niestety.

Całkiem dobrze prezentuje się za to oprawa audiowizualna. Swoistym cukierkiem dla oka jest niewątpliwie grafika, które to określenie pasuje do niej znakomicie, bo cukier aż wylewa się z ekranu. Studio Doga Kobo po raz kolejny udowodniło, że świetnie czuje się w takim stylu i jest w stanie wyczarować coś ładnego niewielkim nakładem środków finansowych. Projekty postaci są urocze, nie straszą krzywizną, za to wyglądają wyjątkowo dziewczęco i z pewnością spodobają się amatorom słodkich panienek. Animacyjnie utrzymano pewien standard, zachowując płynność ruchów, ale ograniczając je do minimum (nierzadko sprowadzało się to jedynie do ruchu warg). Tym, co przyciąga szczególną uwagę, jest oczywiście zastosowana tu paleta barw, pełna ciepłych, ale nieco przejaskrawionych kolorów. Szczęśliwie udało się uniknąć poziomu, który mógłby powodować u widzów ból oczu (tak, jak to momentami wyglądało chociażby w Hana Yamata), za to całość zyskała bardzo pogodny i optymistyczny charakter. Muzycznie mamy do czynienia z odmętami przeciętności, zwłaszcza że nic tu specjalnie nie wpada w ucho i nawet opening oraz ending brzmią jakoś tak mdło. Nieźle słuchało mi się za to seiyuu, co ciekawe, w większości niemających jeszcze większego doświadczenia w tej branży. Chętnie zobaczyłabym zwłaszcza jakieś inne anime, w którym głosu jednej z postaci użycza Mai Kanazawa, występująca tutaj w roli Futaby. Spodobał mi się jej głos oraz sposób, w jaki wczuwała się w swą kreację, aczkolwiek czasami nie były to popisy w pełni udane. Dlatego też interesuje mnie, jak poradziłaby sobie z inną rolą.

Sansha Sanyou to tytuł dosyć nietypowy. Z jednej strony zalicza się on do klasycznych przedstawicieli lekkich, komediowych obyczajówek w szkolnej oprawie i z moé postaciami na pierwszym planie. Z drugiej – nadaje się do polecenia również osobom, które nie uważają się za fanów tego gatunku i chciałyby na przykład sprawdzić, co też ciekawego można w nim znaleźć. Anime bowiem nie jest zbyt hermetyczne i potrafi zaoferować coś więcej widzowi, któremu same słodkie dziewczęta na ekranie nie wystarczą. Jednocześnie operuje tylko i wyłącznie w kategoriach charakterystycznych właśnie dla swojego gatunku. Polecałabym zastosować złotą zasadę „trzech odcinków” – jeśli spodoba się nam to, co w nich dostaniemy, dalsza część na pewno nas nie zawiedzie. Gdyby kogoś odrzucił już sam wstęp, nie powinien liczyć, że później cokolwiek się zmieni – to typ serii, która z czasem tylko rozwija zaprezentowane na początku pomysły, nie wprowadzając do nich niczego nowego.

Kysz, 23 sierpnia 2016

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Doga Kobo
Autor: Cherry Arai
Projekt: Jun Yamazaki
Reżyser: Yasuhiro Kimura
Scenariusz: Hideaki Koyasu

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Sansha Sanyou - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl