Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

5/10
postaci: 5/10 grafika: 6/10
fabuła: 4/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

5/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 4,67

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 50
Średnia: 6,12
σ=2,08

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Enevi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Sousei no Onmyouji

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2016
Czas trwania: 50×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Twin Star Exorcists
  • 双星の陰陽師
Tytuły powiązane:
Gatunki: Przygodowe, Romans
zrzutka

Przeciętna i niepotrzebnie rozwleczona wariacja na temat bardzo dobrej mangi.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Motyw chłopaka, na drodze którego staje nieco ekscentryczna dziewczyna, został wykorzystany w anime na tysiąc jeden sposobów i scenarzyści muszą uciekać się do coraz bardziej wyszukanych metod, aby czymś zainteresować widza. Sousei no Onmyouji idzie tu na skróty, stawiając na nieco już oklepany schemat zaaranżowanego małżeństwa w jakże szczytnym celu ratowania świata. Jest to typowy shounen, więc w tym miejscu chcę uczciwie ostrzec wszystkich zasiadających do seansu z nadzieją na zgrabnie poprowadzony wątek romantyczny pomiędzy parą bohaterów – jeśli jest to główny powód, dla którego rozpoczynacie oglądanie, to możecie od razu dać sobie spokój. Nie ma tu może tragedii, bo jakiś tam rozwój uczuć istnieje, ale nie warto męczyć się z tymi pięćdziesięcioma odcinkami tylko z tego powodu. Piszę to, ponieważ sam zostałem skuszony właśnie przez tak mocno akcentowany motyw związku głównych bohaterów i koniec końców czuję się odrobinę rozczarowany. Drugim elementem, któremu chcę poświęcić część tego przydługiego wstępu, jest dyskusyjna kwestia, czym tak naprawdę jest to anime. Wszelakie źródła podają, że jego pierwowzorem jest manga pod tym samym tytułem, z czym niestety nie mogę się zgodzić. Tak naprawdę bliżej prawdy będzie stwierdzenie, że opowiedzianej tu historii bliżej do luźnej adaptacji niż wiernej ekranizacji. Widzimy bowiem tych samych bohaterów, ten sam świat przedstawiony, ale większość historii opowiedziano na nowo, a tylko niektóre sceny i wątki w mniejszym lub większym stopniu opierają się na pierwowzorze, i to też tylko na tyle, na ile w danej chwili było to potrzebne. Dlatego rozczarują się również widzowie, którzy liczyli na powtórkę z mangi w wersji animowanej. Nie do końca wiem, czym kierowali się twórcy, decydując się na taki krok, ale niestety efekt daleki jest od oczekiwań, a sam seans potrafił bardzo często nużyć, czego nie można powiedzieć o mandze.

Obok naszego świata istnieje Magano, czyli świat równoległy, gdzie egzystują nieczystości, zwane inaczej Kagare. Upraszczając nieco temat i przenosząc go na nasz grunt, można po prostu stwierdzić, że mówimy o wszelkiej maści demonach. Ich usuwaniem zajmują się egzorcyści, którzy dysponują odpowiednimi talizmanami i mogą przenosić się do Magano, by tam skutecznie walczyć z potworami. Rokuro Enmadou jest jednym z egzorcystów i kiedyś stawiał sobie za cel zniszczenie wszelkich nieczystości. Niestety pewne wydarzenie, nazwane później tragedią z Hiinatsuki, sprawiło, że chłopak nie chce mieć nigdy więcej nic wspólnego z egzorcyzmami. A że bywa uparty jak osioł, miałby szansę tej obietnicy dotrzymać, gdyby złośliwy los nie zesłał mu na głowę ekscentrycznej pannicy, która zdecydowała się poświęcić swoje życie walce, tak jak on kiedyś. Jeśli dodamy do tego, że dziewczyna też jak się na coś uprze, to nie ma przebacz, nie ma szans, aby zauroczony nią chłopak nie dał za wygraną i nie wrócił do zawodu egzorcysty. Sytuację dodatkowo komplikuje przepowiednia, że z miłości pomiędzy Bliźniaczymi Gwiazdami narodzi się niejaka Miko, która ostatecznie pokona wszystkie nieczystości i zakończy wojnę. Nietrudno się domyślić, że „bliźniaczymi gwiazdami” są główni bohaterowie, a cała sytuacja stawia ich przed koniecznością zawarcia małżeństwa i spłodzenia potomka w postaci wspomnianej Miko. Nie muszę dodawać, że pasują oni do siebie jak pięść do oka, a ich związek rozwija się na zasadzie „kto się czubi, ten się lubi”.

Na pochwałę zasługuje fakt, że para bohaterów została dobrana z sensem i zgodnie z logiką. Nie mamy tu sytuacji znanej z wielu innych produkcji, gdzie biednej, słabej (i często nierozgarniętej) dziewczyny trzeba będzie przez pięćdziesiąt odcinków bronić, bo potyka się ona o własne nogi – albo w drugą stronę, biednego i fajtłapowatego głównego bohatera trzeba otoczyć 24­‑godzinną opieką, aby nie zrobił sobie krzywdy. Rokuro i Benio są pełnoprawnymi partnerami, którzy świetnie się uzupełniają zarówno w walce, jak i w życiu. Oczywiście nie od razu, bo najpierw kiełkujące uczucie musi zmiękczyć ich charaktery oraz nauczyć tak nielubianej współpracy, ale oglądanie ich rozwoju sprawiało mi autentyczną przyjemność i było chyba głównym powodem, dla którego dałem radę dotrwać do końca. Dodatkowym smaczkiem jest, że śledzimy ponad dwa lata z ich życia, więc seria unika sytuacji, gdzie w tydzień bohaterowie przechodzą zadziwiającą przemianę charakterów.

Rokuro to żywiołowy chłopak z tragiczną przeszłością, która całkowicie zmieniła jego nastawienie do świata i zrewidowała cele życiowe. Na jego nieszczęście poza talentem do bycia egzorcystą matka natura poskąpiła mu względów, więc znalezienie innego zajęcia graniczy w jego przypadku z cudem. Jak każdy główny bohater tego typu serii ma niespotykane wręcz pokłady empatii, a przyjaciele i rodzina zawsze mogą liczyć na jego wsparcie, zarówno w sprawach prywatnych, jak i w walce. Oczywiście nie mogło się obyć bez wyposażenia go w tajemniczą i unikalną broń, która czyni go niezwykle skutecznym na polu walki. Tak oto otrzymujemy dość typowego jak na serię shounen, ale mimo wszystko sympatycznego protagonistę. O wiele lepiej wypada partnerująca mu Benio Adashino, głównie dlatego, że oszczędzono jej roli „dziewczynki do ratowania”. To dumna (może nawet początkowo nieco wyniosła) dziewczyna z głową pełną ideałów i niesamowitą wolą walki, której podporządkowała całe swoje życie. Jest bardzo utalentowaną egzorcystką, co zawdzięcza głównie ciężkiej pracy i treningowi. Jest małomówna, zamknięta w sobie i łatwo się irytuje – szczególnie na Rokuro. Na początku najbardziej denerwuje ją jego niechęć do walki pomimo posiadanych predyspozycji. Jak już wspomniałem, twórcom udała się sztuka bardzo dobrego dopasowania pary bohaterów, chociaż niewiele da się poradzić w sytuacji, jeśli któreś z nich będzie irytować widza. Oczywiście oboje przechodzą stopniową przemianę i zbliżają się do siebie, ale w zasadzie do końca pozostają sobą, więc jak to zwykle bywa, wszystkim oglądającym dogodzić się nie da.

O obsadzie drugoplanowej można by napisać niewielką książkę, więc postaram się przybliżyć tylko postaci najważniejsze dla rozwoju fabuły. Rozpocznę od Mayury Otomi, przyjaciółki z dzieciństwa Rokuro. Szczęśliwie oszczędzono jej roli rywalki do serca głównego bohatera, choć widać, że scenarzystów to kusiło. Niestety na początku to jej przypada rola „damy w opałach”, chociaż na szczęście wraz z rozwojem fabuły i ona postanawia stać się silniejsza, aby nie być kulą u nogi Bliźniaczych Gwiazd. Jej ojciec, Seigen, jest mistrzem protagonisty oraz bardzo potężnym i szanowanym egzorcystą. Może wydawać się chłodny, ale mimo wszystko pozostaje kochającym ojcem i oddanym sprawie wojownikiem oraz nauczycielem. Szefem wszystkich egzorcystów jest natomiast ekscentryczny Arima Tsuchimikado, który zyskuje w oczach widza dopiero, gdy pojawiają się poważniejsze wątki z jego udziałem, ponieważ z początku robi głównie za dyżurnego błazna. Ważną rolę odgrywają też postacie dwunastu strażników – grupy złożonej z najlepszych egzorcystów, która wraz z Arimą stanowi najwyższe ciało decyzyjne organizacji. Niestety poza nielicznymi wyjątkami ich kreacje są rozczarowujące i niepotrzebnie na siłę udziwniane, przez co poza Subaru, Tatarą i Ikarugą nie zdobyli mojej sympatii.

Oddzielny akapit należy się natomiast najbardziej irytującej postaci z obsady, niewystępującemu w oryginale chowańcowi Benio – Kinako. Jeśli dobrze zrozumiałem, twórcom przyświecał cel urozmaicenia fabuły poprzez dodanie kogoś lub czegoś, co będzie mogło stać się dodatkowym elementem komediowym, a jednocześnie przyciągnąć osoby, które lubią słodkie puchate zwierzaczki. Niestety żadnego z tych szczytnych założeń nie udało się zrealizować. Maskotka zachowuje się sztucznie, żarty z jej udziałem są nieśmieszne, jest też przy okazji brzydka i ma irytujący charakter.

Niestety nie lepiej ma się sprawa z antagonistami. Nieczystości to w większości mięso armatnie, które w mniej lub bardziej wyszukany sposób jest „oczyszczane” w początkowych odcinkach, opartych na schemacie „potwora tygodnia”. Wraz z rozwojem fabuły pojawiają się poważniejsi przeciwnicy, a widz zaczyna odkrywać, że świat przedstawiony nie dzieli się tylko na dobrych i złych. Konstrukcja świata nawiązuje do idei yin i yang, która w prosty sposób opisuje więzi łączące oba światy: ludzki i Magano. Wbrew temu, co się może wydawać na początku serii, zdarzają się także ludzie, którzy zeszli na złą drogę, i nieczystości, które mimo wszystko są dobre i nie chcą w żaden sposób nikogo skrzywdzić. Mierzenie wszystkich tą samą miarą jest złe – ten morał może nie jest zbyt odkrywczy, ale dobrze oddaje istotę opowiadanej historii.

Jak już mówiłem, siłą napędową anime jest para głównych bohaterów, a pozostali stanowią tylko mniej lub bardziej udane tło. Chciałbym napisać, że jest to tło średniej jakości, ale niestety jedyne, co dobrego można o nich powiedzieć, to że w większości nie irytują, chociaż ciągną ocenę nieubłaganie w dół.

Trudno się zdecydować, jaką ocenę należałoby wystawić oprawie audiowizualnej. Z jednej strony bardzo podobała mi się kreacja Magano, przywodząca na myśl komiks i film Constantine z pokazaną tam wizją Piekła. Trzeba uczciwie przyznać, że wszelkie tła są w miarę staranne, a kolorystyka dobrze dobrana, choć nie widać szczególnie wielkich pieniędzy włożonych w projekt. Gorzej wypada rysunek postaci z częstymi deformacjami i rozjeżdżającymi się proporcjami twarzy. Anime jest też zdecydowanie oszczędniejsze od mangi w pokazywaniu ran, krwi i brutalnych scen. Rozczarowały mnie jednak walki, którymi seria shounen powinna jednak stać. Uproszczone ataki pokazywane najczęściej jako błyski światła, montaż oparty na statycznych zbliżeniach twarzy walczących czy plansze z nazwami ataków początkowo mi się podobały, by później zacząć irytować chęcią zamaskowania oszczędności bądź nieumiejętności twórców. W dodatku w coraz to nowych openingach można było zobaczyć, że jednak jak się chce, to się da ładnie zanimować sceny walki i ataki specjalne. Natomiast do udźwiękowienia trudno zgłaszać jakiekolwiek uwagi. Aktorzy głosowi wykonali solidną pracę i nie zdarzyło się, by któraś postać irytowała mnie swoim głosem, oczywiście poza Kinako, który irytował pod każdym względem. Na przestrzeni całej serii dostajemy kilka openingów i endingów. Czy się komuś spodobają, to kwestia gustu, ale nie można powiedzieć, że nie było w czym wybierać.

Znowu muszę napisać, że mogło być dobrze, a wyszło jak zwykle. Może gdyby twórcy nie próbowali na siłę pisać historii od nowa, tylko poszli utartą i sprawdzoną ścieżką, byłoby inaczej. Nie wiem, czy wtedy starczyłoby im materiału na pięćdziesiąt odcinków, na pewno jednak byłoby o wiele lepiej, gdyby skoncentrować się nie na ilości, ale na jakości. Z czystym sumieniem poleciłbym serię, gdyby miała o połowę mniej odcinków, jednak przy obecnej długości uważam, że nie ma sensu się z nią męczyć tylko dla paru fajniejszych wątków i sympatycznych bohaterów. Rozczarowała mnie tutaj mniej lub bardziej większość elementów, od wątków romantycznych przez fabułę z masą wypełniaczy i dłużyzn, a także walki, na obsadzie w większości kończąc. Długo można by pisać, co w tym anime się udało, a co nie, ale chyba dość już zostało powiedziane. Polecam sięgnąć po o wiele lepszą i bardziej interesującą mangę.

KamilW, 11 maja 2017

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Studio Pierrot
Autor: Yoshiaki Sukeno
Projekt: Hidetsugu Itou, Kikuko Sadakata
Reżyser: Tatsuya Igarashi, Tomohisa Taguchi
Scenariusz: Naruhisa Arakawa
Muzyka: Mikio Endou

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Sousei no Onmyouji - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl