Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Komentarze

Kimi no Na wa

  • Dodaj komentarz
  • Recenzja anime
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 2
    ukloim 29.08.2017 22:31
    Makoto Shinkai nie dorósł jeszcze jako twórca do bycia artystą. To pierwsza myśl, która nasunęła mi się po seansie Kimi no Na wa. To kawał świetnie wykonanej rzemieślniczej roboty, ale nic więcej. Boli niewykorzystany potencjał, bo Shinkai naprawdę świetnie radzi sobie z przedstawianiem codzienności – myślę, że w tym aspekcie może się już równać nawet z tuzami ze studia Ghibli. Problem jest tylko taki, że gdzieś w połowie film przestaje być tym, czym był na początku. Shinkai sięga po pewne motywy zupełnie niepotrzebnie, a wystarczyłoby, że trzymałby się tego, co bardzo dobrze nakreślił i po prostu ciągnął to dalej.

    Wszystko zależy teraz tylko od niego. Kimi no Na wa może być początkiem czegoś naprawdę fantastycznego. Niezbędne narzędzia są w jego rękach i jestem przekonany, że doczekamy się filmu Shinkaia, który będzie godzien najwyższych laurów. Niestety to nie był jeszcze ten moment.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 3
    Nesfor 17.08.2017 01:02
    Wyjaśnienie - końcówka
    Witam mam pytanie co to samiutkiego zakończenia –  kliknij: ukryte 
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Playboy 7.08.2017 02:41
    Czy ten film momentami mnie zaskoczył? Tak
    Czy oprawa wizualna i dźwiękowa są wybitne? Tak
    Czy ten film to dobry romans? Nie
    Czy ten film jest wybitny? Na pewno nie

    Pan który jest reżyserem tego filmu lubi grać na emocjach, niestety nie wystarczająco żeby wywołać u mnie jakąkolwiek reakcje, Kotonoha no Niwa o czym to było, kompletnie zapomniałem.

    Był to dobry film, nie zrozumcie mnie źle, ale na pewno nie jest to film animowany wszechczasów jak niektórzy w internecie uważają.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 4
    The Beatle 29.07.2017 03:00
    7/10
    Jakoś tak się złożyło, że twórczość Makoto Shinkaia poznałem od deski do deski. Każdy film, któremu można przypisać jego pełne autorstwo, zmaga się z tym samym problemem: Shinkai nie potrafi w przekonujący sposób sprzedać swoich pomysłów – brakuje mu odpowiedniego twórczego słownika, bądź też sam gubi się w tym, co chce powiedzieć. Dlatego za każdym razem powtarzam, że przydałby się mu partner­‑scenarzysta, który wiedziałby, jak pewne rzeczy nazwać, inne przetłumaczyć, a jeszcze inne wybić autorowi z głowy. Shinkai wydaje się jednak ponad wszystko stawiać sobie niezależność i chce sam sobie być sterem, żeglarzem i okrętem, czym kastruje się jako potencjalnego twórcę czegoś wielkiego.

    Tu wchodzi Kimi no Na wa. To film inny niż poprzednie, bo skrojony na miarę możliwości Shinkaia jako scenarzysty i pod wieloma względami skazany na powodzenie. Autor dobrze zdawał sobie z tego sprawę, zdawali sobie sprawę również producenci, bo, nie oszukujmy się, znaczną część komercyjnego sukcesu film zawdzięcza odpowiedniej akcji reklamowej. Tak powstał tytuł wzorcowy, bo nie silący się na jakiekolwiek odstępstwa i rewolucje. W centrum wydarzeń jest para nastolatków w wieku doskonałym dla pozyskania jak najszerszej widowni, tematyka obraca się wokół uwielbianego przez Japończyków losu i przeznaczenia, ale też bliskich Japonii katastrof naturalnych; jest po trochu wszystkiego i im dłużej się przyglądam, tym mocniej utwierdzam się w spostrzeżeniu, że to przekrój przez istotę anime jako japońskiej animacji. Japońskiej.

    Animacji. Bo strona graficzna filmu jest absolutnie zapierająca dech w piersiach. Nie ma co się tu rozpisywać, jest to po prostu absurdalnie dobre. Początkowo miałem obawy, że przegapię fabułę, wpatrując się w tła, i faktycznie tak się stało, ale ostatecznie „jakoś to zadziałało” – obudziłem się akurat wtedy, kiedy Taki obudził się w ciele Mitsuhy. Wątpię, żeby to był zamierzony efekt, ale na pewno zrobił wrażenie.

    Problem jest tylko jeden: to film bardzo zamknięty. Nie sprawia widzowi trudności i przyciąga przed ekran, ale nigdzie nie wychodzi poza swoje ramy, bo łapanie szerszego kontekstu odbywa się praktycznie podświadomie, a dominującym wrażeniem po seansie jest płytkie „podobało mi się”. To sprawia, że anime nie może zostać nazwane pełnoprawnym dziełem kultury, a jego rola sprowadza się do używki. Taki jest wynik posiadania twórcy­‑kastrata, który może i śpiewa ładniej i ciekawiej od innych, ale niczego specjalnego nie spłodzi. Jeśli spojrzeć na to nieco szerzej, można jednak stwierdzić, że film sam w sobie jest nieistotny; wystarczy wydźwięk, który przynosi. To odważne przedsięwzięcie produkcyjne, po raz kolejny i jeszcze mocniej pokazujące, że anime to nie tylko bajki dla dzieci i nisza otaku. Należy spodziewać się, że tak jak kiedyś Akira i Mononoke Hime, Kimi no Na wa przetrze nowe szlaki i przyczyni się do ewolucji anime jako medium.
    A co w końcu z tym konkretnym tytułem? Wyszedł, udał się, tak jak może udać się rosół. Dobra robota.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 2
    Nikodemsky 28.07.2017 02:00
    Film był wręcz ucztą dla oczu – masa naprawdę przepięknych scenerii, technicznie dopięte na ostatni guzik.

    Czekałem naprawdę sporo czasu na wydanie w blu­‑ray, żeby obejrzeć w pełnej krasie i naprawdę nie żałuję. Rozczarowany natomiast jestem poziomem fabularnym – jest to historia przepisana raz n­‑ty i niczym specjalnie do siebie nie zachęcająca.

    Porządny kawał okruch życia, momentami trochę komedii, dramatu i wielu innych jednak nie jest to niestety splecione w historię, którą chciałbym rozpamiętywać po latach. Nie ma tutaj żadnych refleksji, żadnego głębszego dna, ani punktu zaczepienia lub zwrotu akcji – natomiast pojawia się naprawdę sporo emocji, którymi twórcy bardzo umiejętnie rozporządzali w czasie seansu.

    Jest to faktycznie przepiękna podróż emocjonalna i recenzja idealnie podkreśla charakter tego czym jest oraz czym mógł być film Makoto Shinkaia. Jest arcydziełem wizualnym, a mógł być również fabularnym.

    Ode mnie 8/10, nie mogę dać więcej właśnie ze względu na niedomagającą fabułę.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    x1x2x3 7.06.2017 19:29
    Patrzenie na Kimi no Na wa bardziej jako na podróż emocjonalną niż fabularną ma dużo sensu. Przede wszystkim ten obraz sprawdza się w tym aspekcie dużo lepiej, w dużej części nawet wybitnie. Jest to film piękny, nawet uderzająco piękny, co pomaga mu porozumiewać się z widzami, omijając skrajnie przewidywalne postępy fabuły.


    Dużo osób nie rozumiem wysokich ocen dla Kimi no Na Wa, a recenzent bardzo fajnie to podsumował.
    Ogólnie chyba każdy kto miał styczność z dziełami Makoto, mniej więcej wiedział czego się spodziewać.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    RTSC 24.05.2017 18:01
    Czy prośba o odrobinę logiki to dużo?
    Uwaga duży spoiler
     kliknij: ukryte 
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 4
    Baronowa Znaks 20.05.2017 13:25
    Kandydat na Oskara?
    Widzę, że będę odosobniona w swojej opinii. Nie rozumiem fenomenu Kimi no Na wa. Zachęcona entuzjastyczną recenzją i wieloma pozytywnymi komentarzami na tym portalu, obejrzałam z uwagą to dzieło.

    Nie odniosłam wrażenia, że obcuję z czymś wybitnym, zasługującym na Oskara (z takimi zdaniami spotkałam się choćby na filmwebie). Moim zdaniem nie wnosi niczego nowego do gatunku, ani nie mówi nic, czego by nie przekazywały inne filmy lepiej. Nie miałam wygórowanych oczekiwań wobec tej produkcji – liczyłam na dobrą, ciekawą, wzruszającą historię ubraną w piękną szatę graficzną.

    Uważam, że Your Name jest anime przeciętnym. Płakałam przy niektórych scenach – trzeba mu oddać, że potrafi zaangażować i wzbudzić sympatię do bohaterów, ale czy nazwałabym to ,,wyrafinowanym graniem na uczuciach widza”? Nie wzruszył mnie bardziej niż inne anime. Nie zauważyłam, by było w nim coś oryginalnego, absolutnie niezwykłego, co pozwoliłoby mi określić je jako wyjątkowe.

    Pierwsza część filmu sprawia wrażenie szkolnej komedii, powielającej schematy, które są częste dla dzieł poruszających tematykę zamiany ciał. O dziwo, tę część anime oglądało mi się najprzyjemniej – miło śledziło się losy głównych bohaterów, modyfikacje, jakie wprowadzają nawzajem w swoim życiu, a także to, w jaki sposób plecie się ich relacja. Niekoniecznie przemówiło do mnie macanie się po biuście jako scenka komediowa – ileż można powtarzać ten sam gag? Irytujące. Tak samo jak to, że  kliknij: ukryte 

     kliknij: ukryte 

    Inne absurdy:
     kliknij: ukryte 

    Trzecia część filmu to już tani wyciskacz łez. Poziom tej produkcji jest bardzo nierówny. Wątek  kliknij: ukryte  też do mnie nie przemówił. Idea dobra, ale wykonaniu trochę brakuje.

    6/10
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Raikami 17.05.2017 22:08
    Podejście drugie
    Ostatnio, kiedy zostawiałem komentarz pod tym filmem kinowym

     kliknij: ukryte 
    brakowało mi odpowiedniego słowa, którym potrafiłbym określić jakie uczucie wzbudził we mnie seans z Kimi no Na wa. Nim przeczytałem recenzję, obejrzałem film raz jeszcze i… stwierdzam, że recenzja idealnie pokrywa się z moimi odczuciami. Pisałem na początku o tym, że brakowało mi jednego słowa określającego Kimi no Na wa. Teraz wydaje mi się, że wiem jakie słowo idealnie pasuje. „Rozczulający”. Dokładnie taki jest ten film.

    Wciąż słucham z taką samą radością soundtracków, krajobrazy rozpieszczają moje oczy zaś sama opowieść połączona ze wszystkimi elementami wizualnymi i akustycznymi, w jakiś magiczny sposób rozczula mnie i sprawia, że gdzieś w środku próbuję wrócić do dawnych czasów. Nie jest to dzieło wybitne, ale zdecydowanie należy do takich ekranizacji, które mogą trafić w serducho. Można jedynie zapalić znicza ze smutku, że reżyser nie postanowił pogłębić opowieści, bowiem ta mogła efektywnie spotęgować wrażenia widza. Szkoda także, że z Kimi no Na wa nie postanowiono zrobić serii TV. Być może dłuższy czas antenowy lepiej wpłynąłby na samą historię.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    MiyuMisaki 30.04.2017 11:16
    8/10
    Właściwie to mimo że jest dużo więcej perełek animku (pokroju Millennium actress) to bardzo lubię filmy tego typu, w których nie do końca wiadomo o co chodzi i dlaczego, ale jest wątek poszukiwania czegoś. Był trochę wzruszający i ogólnie rzecz biorąc miły. Drugi raz bym nie obejrzała, stąd też nie oceniłabym wyżej, ale na niższą ocenę też nie zasługuje.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 5
    Moslaten 1.04.2017 04:32
    Mocno sie zawiodlem, ale to tylko potwierdzenie tego, ze nie nalezy kierowac sie MAL­‑em i ocenami mas w wyborze anime :v

    Muzyka byla dobra.
    Boli duza ilosc uproszczen, naciagana fabula (a to moze moje uprzedzenia do bajek z deus ex machina? wiecie, magia, manipulacje czasem itp, odbiorcy mozna wepchnac wszystko i uargumentowac to „no bo tu jest magia” i to troche mnie irytuje), postacie nijakie w dodatku jest ich malo, relacji miedzy bohaterami tez jakos film nie przedstawil.  kliknij: ukryte 

    Film generalnie jest taki pusty, ze az chyba zaluje tych dwoch godzin, bo czy bym go obejrzal, czy nie, nic by to w sumie nie zmienilo, a jakbym przez ten czas obejrzal jakas komedie to chociaz bym sie posmial. (pozno juz, ale po prostu chodzi mi o to, ze oczekuje od bajek dwoch rzeczy, albo rozrywki, albo tresci, jak tresci nie ma, to powinna byc rozrywka, w tym filmie przez polowe jego trwania jest nuda i podwaliny pod tresc, w drugiej polowie olanie calkowicie tresci i pojscie w strone rozrywkowa, ale ta dla mnie jest dosyc mocno watpliwa.)
    Film potencjal na cos glebszego i rozrywkowego mial, ale go nie wykorzystal.

    Pisze to z perspektywy osoby zawiedzionej. Oczekiwalem po prostu czegos dobrego, a dostalem cos w zasadzie sredniego.
    Chyba jednak nie warto sprawdzac ocen przed ogladaniem bajek ;d Takie 5­‑6/10, o samym filmie pewnie zapomne po kilku tygodniach.

     kliknij: ukryte 

    ps. coraz bardziej watpie w ludzi jak czytam o tym, ze to ma byc arcydzielo, 10/10 lub najlepszy film ever…














    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 1
    CommonBlue 19.02.2017 01:51
    No tak średnio bym powiedziała...
    To anime nie jest aż tak dobre.
    Jeśli na tym etapie już się ze mną nie zgadzasz to ostrzegam, że dalej może być tylko gorzej.
    Subiektywnie o tym dlaczego największy blockbuster ostatnich lat, który przedarł się na zachód, jest WEDŁUG MNIE przeceniany.

    Muzyka: Nic co wpadałoby w ucho i w nim zostało, dużo powtarzalnych j­‑pop'owych melodii. Utwory bardzo bezpieczne, nie były czymś co wprowadzało w klimat.

    Strona wizualna: Trzeba oddać twórcom ze tła i otoczenie to górna półka. Miasta są śliczne, wieś oddaje klimat, natura momentami zachwyca a wnętrza pomieszczeń są szczegółowo i dokładnie narysowane. Zupełnie inaczej mają się projekty postaci, które pomimo świetnej animacji (jak wszystkie elementy, nawet auta sprawiają wrażenie płynnego ruchu), nie wyróżniają się niczym szczególnym.

    Fabuła i postacie: NO KURDE. Ciekawy aczkolwiek nieoryginalny główny wątek.  kliknij: ukryte 
    Postacie… są. Z jednej strony sprawiają wrażenie pozbawionych jakiegokolwiek wyrazu, z drugiej, są tak nijakie i sztampowe, że dają pełną dowolność interpretacji, zwykle niejasnych, motywów.

    Na uwagę zasługują też małe głupotki jak np. kliknij: ukryte  Pomijam już typowe chwyty fan serwisowe w stylu „łapanie się za cycki” albo  kliknij: ukryte .

    Nie uważam Kimi no Na wa za złe albo słabe. Gdyby skupiło się ono na jednej ze swoich składowych  kliknij: ukryte  i prowadziło ją konsekwentnie, mogłaby być to perełka na miarę Oskara we wschodnim stylu. Niestety, według mojej opini, uległa rozbiciu i rozproszeniu uwagi na zbyt wiele kwestii. Nie jest to produkcja, którą zapamiętam na długi czas, a szkoda.

    6/10
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Raikami 13.02.2017 23:00
    Kurcze... Wow, czy nie wow?
    Kiedyś oglądałem Ogród Słów i byłem nim bardzo zachwycony. Taka odświeżająca, oczyszczająca, a także refleksyjna opowieść, po której czułem się dobrze. O Kimi no Na wa dowiedziałem się rok temu, zupełnie przypadkiem. Jednakże soundtrack i zapowiedź tak bardzo przypadły mi do gustu, że z wypiekami oczekiwałem go dostępnego online. Z czasem zapomniałem o tym tytule i dopiero dzisiaj przypomniał mi o nim komentarz Koogie. Zabawne, bo brzmi to na jakiś sposób niczym historia z filmu, o którym zaraz zacznę pisać. [bez spoilerów]

    Jak pisałem wcześniej, Ogród Słów bardzo przypadł mi do gustu, dlatego w jakiś sposób patrzę na „Kimi no Na Wa” przez pryzmat tego pierwszego filmu. Czy czuję zawód? Otóż nie! Chociaż, nie stawiłbym obu filmów na równi. Ten pierwszy zdaje mi się trochę lepszy.

    Zaczynając seans zostałem wrzucony w wir wydarzeń, których nie rozumiałem. Były dla mnie chaotyczne. Zabieg był o tyle przebiegły, że z czasem trwania seansu, pierwsze sceny albo wracały nam przed oczy mimowolnie, albo przyprawiały o „Kurde… Faktycznie…”.
    Historia pełna ciepła i uroku. Zdarzyło się nawet, że parę razy łzy stanęły mi w oczach ze wzruszenia, a to rzadkość u mnie. Po skończeniu całości poczułem się podobnie jak po Ogrodzie Słów. Z tą różnicą, że mniej jest we mnie refleksji. Sam film mógłby być świetną serią telewizyjną tak na 12­‑24 odcinki.

    Nie wiem też do końca dlaczego, ale poniekąd nasuwa mi się skojarzenie z ReLIFE, które podobnie buduje wrażenie o sobie jak Kimi no Na wa.

    W każdym razie, daję zasłużone 9,5/10 Warte zobaczenia.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 6
    FanAnime 13.02.2017 22:39
    Wyjaśnienie...
    Jakim cudem Mitsuha mogła zamienić się ciałem z głównym bohaterem skoro  kliknij: ukryte  i na dodatek działo się to trzy lata  kliknij: ukryte 
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 1
    Koogie 18.01.2017 08:25
    Widać, że film nie jest w takiej formie w jakiej być powinien. Wizualnie nie jest to Garden of words, początek wydaje się przelatywać jeden z ciekawszych aspektów (jak nasi bohaterowie nawiązują tą przyjaźń), ostatnie sceny wydaje się kompletnie nie mieć rytmu i dłużą się tak że straciły mnie kompletnie emocjonalnie, a także rezolucja konfliktu z ojcem wydaje się troszkę przyspieszona. Sam reżyser twierdzi, że za mało czasu spędził nad filmem i dało się go jeszcze poprawić.

    Jednak mimo to film jest stanowczo bardzo dobry i przyjemnie się go ogląda. Łatwo dać się wciągnąć w meandry fabuły, a także film oferuje pewną przystępność. Jest parę zwrotów akcji, które wywołują dreszcze i sam koncept filmu przypomina mi cytat z Autostopem przez galaktykę w którym  kliknij: ukryte 

    Polecam obejrzeć. Na pewno nie zmarnujecie swojego czasu.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    1 MrOcZny 1 18.01.2017 01:37
    Prawie się popłakałem :D.
    Naprawde polecam to anime
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Yuan 6.01.2017 18:03
    Fajnie, że  kliknij: ukryte  też całkiem udany.
    Dla mnie najlepszy film jak dotychczas, Shinkai w formie. :)

    Spoilery się ukrywa!
    Moderacja
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 2
    Maxromem 7.12.2016 00:02
    Postanowiliśmy z kumplem odreagować po egzaminie i spontanicznie kupiliśmy bilety kilka dni temu. Właśnie wróciłem z kina.

    Nie będę powtarzać tego co wszyscy, więc tylko powiem, że zgadzam się ze wszystkimi poprzednimi komentarzami, ALE…

     kliknij: ukryte 

    Pomimo tego, zdecydowanie polecam wszystkim. Atmosfera w kinie była taka, że obawiałem się, że na koniec wszyscy zaczną klaskać :D Na szczęście obyło się bez, bo poczułbym się jak w lądującym samolocie przed laty :D
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 10
    Norrc 11.10.2016 03:20
    Choc nie lubie wydawac wielkiej kasy na bilety do kina, to wplynely na mnie opowiesci znajomych (ktorzy swoja droga poszli na seans po 2­‑3 razy) i rowniez zdecydowalem sie sprobowac.

    I musze powiedziec, ze bylo warto!
    Muzyka i grafika wspaniala! Sama opowiesc, pomimo swojego ciepla i uroku, potrafila wycisnac ze mnie kilka lez.
    Nie czytalem o filmie wczesniej nic wiecej, wiec nie mialem pojecia gdzie dzieje sie jego akcja. Przezylem lekki szok (calkiem pozytywny) gdy okazalo sie ze glowni bohaterowie mieszkaja w tych samych prefekturach co ja i moja znajoma, z ktora bylismy w kinie. Takiego obrotu spraw sie nie spodziewalem, a dodalo to odrobine osobitego posmaku do seansu ^_^

    Ogolnie warto polecic wszystkim, jak zreszta kazda z pozostalych produkcji tego rezysera!
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 6
    rayven129 30.09.2016 22:42
    Arcydzieło..
    Czy czasami też tak macie, jak oglądacie coś naprawdę dobrego, to po skończeniu macie doła/depresję/czujecie się jakbyście nie wiedzieli/wiedziały co ze sobą zrobić? Ja tak waśnie mam. Miałem czekać na wersję DVD/Blu­‑Ray lecz nie wytrzymałem, i bardzo się cieszę z tego powodu. Brak mi słów by opisać ten film/anime. Aż chciało by się być w takiej sytuacji :)

    10/10
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    gaijin 27.09.2016 21:12
    Piękne
    Produkcje Makoto Shinkai mają to do siebie, że angażują nie tylko naszą uwagę, ale równie silnie oddziałują bezpośrednio na zmysły i emocje, omijając intelektualny filtr. Muzyka, oprawa graficzna i historia tworzą jedną całość, która porywa i oszołamia. Pięknie oddane Tokyo. Właśnie takim je pamiętam.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 0
    gr8pio 21.09.2016 18:09
    Coś pięknego!
    J. W. Po prostu coś pięknego.
    Odpowiedz
  • Dodaj komentarz
  • Recenzja anime