Anime
Oceny
Ocena recenzenta
6/10
| postaci: 8/10 | grafika: 5/10 |
| fabuła: 4/10 | muzyka: 5/10 |
Ocena czytelników
Kadry
Top 10
Karin
- かりん
- Wampirzyca Karin (manga)
Wampiry w kolejnej odsłonie – tym razem „oryginalnej”. Dziękujmy bogom, że przynajmniej komediowej.
Recenzja / Opis
Co zrobisz, jeśli koleżanka z klasy dostanie tak silnego krwotoku z nosa, że zemdleje w kałuży krwi? Zawołasz pielęgniarkę? Wezwiesz pogotowie? Jeśli jesteś bohaterem anime, odpowiedź jest oczywista – weźmiesz ją na barana i zaniesiesz do domu, bo przecież prosiła, żeby nikomu nic nie mówić… Tak właśnie zrobił Usui, nie podejrzewając wcale, że Karin, której w ten sposób pomógł, jest niewampirem – czyli wampirem, który wydziela krew, zamiast ją pochłaniać. No i jako wampir preferuje określone typy krwi – w szczególności zaś krew naszego biednego i niczego nie podejrzewającego bohatera. Jak się okazuje, jej apetyt jest wywołany jego chronicznym przygnębieniem, spowodowanym brakiem ojca i bezrobociem matki.
Pomysł w sumie niezły – prosto, acz skutecznie przywiązuje do siebie głównych bohaterów. Niestety scenarzyści płatają nam figla i w odcinku 12. postanawiają wyjaśnić, dlaczego owa pani jest bez pracy… Cóż, powiem tylko, że też bym jej w życiu nie zatrudniła. Mało tego, nigdy nie uwierzę, że jej dotychczasowe problemy w pracy spowodowane były tylko lubieżnością przełożonych. Potykanie się o własne nogi i upuszczanie, czego tylko się da, może być zabawne w przypadku gapowatej nastolatki (a i to w rozsądnych granicach), ale na pewno nie dorosłej kobiety. A już próba udowodnienia, że biedna istota (która nie doniosła w całości chyba ani jednego naczynia) została zwolniona za nadmiar męskiej uwagi (który wziął się znikąd po zakończeniu „scenek rodzajowych”), spowodowała, że poczułam się zażenowana. Ot, „drobna niekonsekwencja”.
Niestety w dalszej części anime takowe kwiatki zaczynają się mnożyć jak grzyby po deszczu. Patrząc na tragiczną historię brata Karin nie mogłam się powstrzymać od zastanawiania, jakim cudem jako nastolatek chodził do nowoczesnej szkoły tak na oko 7‑8 lat temu (Karin, obecnie szesnastoletnia, go tam odwiedzała), a przy tym widział na własne oczy babcię, która ostatnie kilkaset lat spędziła w grobie. Historia z drugim pogryzieniem matki Usuia również przedstawia nieco niekonsekwentnie – ale nie będę tu zdradzać szczegółów. Dziewczę pod parasolką wygląda natomiast całkiem malowniczo – ale ma się nijak do swojego wnuka (czy też brata – zależy, o którym dziewczęciu mowa), który po wyjściu na zewnątrz zaczyna dymić nawet przez ubranie. I może ktoś mi powie, jak można pomylić dwie panienki, jeśli jedna z nich ma włosy do ramion, a druga prawie do ziemi? Odjęcie punktu w ocenie (zarówno fabuły, jak i głównej) należy się za końcówkę – a raczej ilość rzeczy, które w niej do siebie nie pasują.
Wszystko to nie oznacza bynajmniej, że anime nie ma swoich zalet. Dość zgrabnie, mimo wyliczonych powyżej dziur, poprowadzona została fabuła. Odnosiłam wrażenie, że nowe wątki wprowadzano akurat wtedy, gdy w starych powiedziano już wszystko i dalsze ich międlenie byłoby po prostu nudne. Całkiem niezłe były też momenty komediowe – ze szczególnym uwzględnieniem tych, których nie próbowano wepchnąć na siłę. Sporo sympatii wzbudzali bohaterowie, może poza Karin. Obawiam się, że panienka, która potrafi tylko czerwienić się, powtarzać, jak to jest zawstydzona (a zawstydza ją chyba wszystko), i uciekać to stanowczo nie mój typ…
Technicznie – nierówno. Bardzo spodobały mi się tła – prosto wykonane, ale całkiem niczego sobie. Trochę gorzej prezentowali się bohaterowie, ale tu denerwujący był przede wszystkim brak konsekwencji. Czy kobiecy biust (a konkretnie biust głównej bohaterki) nie powinien mieć stałego rozmiaru? I nie powiększać się o co najmniej parę numerów z odcinka na odcinek i o numer z ujęcia na ujęcie, osiągając na koniec serii wymiary sporych arbuzów? Poza tym obawiam się, że twórcy kompletnie chybili z fanserwisem. Ilość golizny w samym tylko openingu jest na tyle duża, że co bardziej ostrożnego widza po prostu odstraszy. Będzie to o tyle zabawne, że w samej serii jest jej zdecydowanie mniej. O muzyce nie da się powiedzieć wiele – ot, gra sobie w tle i ani szczególnie nie zachwyca, ani nie razi (co nawet można uznać za osiągnięcie).
Właśnie fanserwis może być największą przeszkodą przy oglądaniu serii – i to nawet nie ten typu „golizna”, tylko taki w stylu „bardzo słodka i biedna panienka, której należy bronić, bo sama nic nie potrafi i zginie marnie”. Jeśli ktoś takie typy lubi – Karin jest serią dla niego. Jeśli zaś nie – radzę poszukać innej.
Twórcy
| Rodzaj | Nazwiska |
|---|---|
| Studio: | J.C.STAFF |
| Autor: | Yuna Kagesaki |
| Projekt: | Yumi Nakayama |
| Reżyser: | Shin'ichirou Kimura |
| Scenariusz: | Yasunori Yamada |
| Muzyka: | Masara Nishida |

