Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Festiwal Fantastyki Twierdza - konwent

Komentarze

Magic-Kyun! Renaissance

  • Avatar
    A
    vaka 31.12.2016 19:39
    Dziewczyna z misją i jej pacjenci.
    Co ja zobaczyłam, po co to zobaczyłam i dlaczego nie mogę tego odzobaczyć? ;/
    To właściwie mogłoby „robić” za cały komentarz, bo nie sądzę, by ta seria zasługiwała na obszerniejszą recenzję, ani nawet na porządniejszy komentarz. Będzie więc krótko, by tylko dać znać tym, którzy zastanawiają się, czy warto poświęcić temu czas, że nie, absolutnie nie warto. Lojalnie uprzedzam, stoi toto może z level wyżej niż Brothers Conflict, czy Diabolik Lovers, co oznacza, że jest bardzo źle. Pierwsze dwa odcinki dają niejaką nadzieje, że seria okaże się przeciętnie dobra, ot na 6/10, ale dalsze pokazują, że niestety nie ma na co liczyć. Przeciętna tak, ale przeciętna… chałtura.
    Niestety Kohana przez 3/4 czasu ekranowego gra rolę zagubionej kozy, która nie wie którędy na pastwisko, a przez pozostały czas udaje, że jest dzielna, co w jej wydaniu wypada tak żałośnie, że widz ma ochotę własnoręcznie ją wykończyć, by udowodnić jej, że nie, jednak nie jest. Do dzielności jej tak daleko jak Peterowi Pettigrew z Harry'ego Pottera.
    Główną wadą tej serii jest druzgocząca wręcz przewidywalność. Schematy, ach schematy, tak wiele schematów. W kwestii fabuły, dialogów, bohaterów… Tych ostatnich muszą chyba wykrajać wszystkich z jednej formy. Jestem nawet w stanie uwierzyć, że gdzieś tam w świecie twórców anime istnieją takie foremki, z których wykraja się te same postaci po czym nieznacznie tylko zmienia się szczegóły, dla niepoznaki domalowując im inne włosy, lub ubrania. Od razu jakoś przyszedł mi do głowy Ciastek ;)
    Kohana jest zdecydowanie postacią rozwijającą się w trakcie trwania serii. Rozwija się tylko w nieodpowiednim kierunku, z postaci w miarę strawnej staje się bowiem postacią coraz bardziej irytującą. Jej życiową misją jest zbieranie bishów niczym artefaktów w grze, a następnie naprawianie ich, podobnie jak odnawia się popsute zabawki. Cóż za irytujący zamysł, tak oczywisty i często powtarzany w różnych seriach. Najwidoczniej według przerażającej większości twórców anime, każdy mężczyzna jest zepsuty dopóki nie spotka właściwiej kobiety, która naprawi go i wskaże właściwą drogę, niczym jakaś pozaziemska przewodniczka duchowa. Poważnie, gdybym była mężczyzną, to bym się obraziła na takie postawienie sprawy.
    Inną sprawą jest to, że brakuje jakiejkolwiek chemii między bohaterami. To puste lalki wypowiadające drętwe kwestie
    i kierujące się powierzchownymi, nudnymi motywacjami. Większość rozmów brzmi jakby była czytana z kartki, a bohaterzy sami nawet nie wiedzieli co mówią, dlaczego to mówią i dlaczego właściwie w ogóle mówią. To nawet mogłoby być ciekawe, gdyby tak nagle wszyscy zbiorowo zamilkli, przynajmniej raz jeden przełamali by schemat i wybawili nas od słuchania bzdur jakie wypowiadają ich usta. Milczące Zgromadzenie Bishów, postuluję, by zrobić taką serię. Wracając do tematu, bo i tak się już niepotrzebnie rozpisałam, sam pomysł na to anime (czyli magiczna akademia sztuk pięknych) jest nawet w pewnym stopniu ciekawy, gdy odrzemy go ze szczegółów w jakie ubrało go to anime, realizacja jednak leży całkowicie. Dawno nie widziałam anime, które wykorzystywałoby tak wiele schematów, było tak nudne, jednowymiarowe, przewidywalne, płaskie. Kohana z jej wyglądem głupiej i pustej dzierlatki, o równie pustym umyśle i z interesującą zdolnością mówienia banałów na każdą okazje. Magiczni chłopcy reprezentujący wszystkie typy męskich bohaterów jakich można spotkać w tego typu seriach. Mało wciągająca, przewidywalna fabuła i słaby humor. Gwoździem do trumny jest szybkość rozwiązywania problemów przez Kohanę. Wystarczy jedno słowo i bish nagle odzyskuje chęć do życia. Doprawdy, gdyby w zwykłym życiu wystarczyło pstryknąć palcem, by naprawić świat…
    Zmęczył mnie ten tytuł i podziwiam samą siebie, że dotrwałam, aż do odcinka siódmego. 2/10, choć cieżko nawet powiedzieć za co te dwa punkty.