Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

5/10
postaci: 6/10 grafika: 2/10
fabuła: 4/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

5/10
Głosów: 17
Średnia: 5,12
σ=1,78

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Soul Buster

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2016
Czas trwania: 12×15 min
Tytuły alternatywne:
  • ソウルバスター
Gatunki: Przygodowe
Postaci: Samuraje/ninja, Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Azja; Czas: Współczesność; Inne: Supermoce
zrzutka

Licealiści ponownie grają w karty, tym razem z odniesieniami do Opowieści o Trzech Królestwach. Mało oryginalna, ale mająca swój urok historia w wołającej o pomstę do nieba oprawie graficznej.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Niestety po raz kolejny popełniam błąd, jakim jest zbyt pozytywne nastawienie. Ot, wystarczy mi, żebym polubił którąś z postaci, i już ślepo wierzę, że wszystko się jakoś poukłada. Niestety życie to nie bajka i takie serie jak Soul Buster sprowadzają mnie na ziemię. Na szczęście tym razem moje przyziemienie było w miarę delikatne, a to dzięki temu, że seria okazała się przyjemnym w odbiorze średniakiem, który w dół ściąga głównie kiepska grafika.

Shin Son to typowy do bólu bohater tego typu historii. Nie wyróżnia się niczym szczególnym poza dobrym sercem i tym, że niespecjalnie przepada za lekcjami historii. Jakby na przekór jego upodobaniom, los w postaci dziwnej staruszki ze snu obdarza go kartą, której bohater od tego momentu musi strzec. Okazuje się, że w karcie zamknięty jest generał z Opowieści o Trzech Królestwach, a chłopak stał się jednym z wielu uczestników zabójczej rozgrywki, od której zależą losy świata. W zabawie biorą udział zarówno dobrzy, jak i źli, główny zły chce zmienić historię i zdobyć władzę nad światem, a bohaterowie muszą zrobić wszystko, aby temu zapobiec. Nie, nie da się tego ciekawiej streścić, ale na szczęście fabuła okazuje się bardziej interesująca niż jej opis. Historię w głównej mierze ratują bohaterowie i rozwijające się między nimi więzi, a twórcy, świadomi ograniczeń czasowych, nie próbowali niepotrzebnie przyspieszać niektórych rzeczy.

O samym głównym bohaterze nie da się niestety wiele więcej napisać ponad to, o czym wspomniałem powyżej. To chłopak o dobrym sercu, obdarzony właśnie tą kluczową cechą, która pozwoli mu dołączyć do grona najlepszych graczy, a z czasem pewnie ich przewyższyć. Na szczęście nie jest to postać irytująca, choć zdarzają się mu lepsze i gorsze momenty. O wiele bardziej polubiłem partnerującą mu Yu Shuu. Niegdyś była wielkim generałem, a teraz za poniżające uznaje sprowadzenie jej do roli pionka w grze. Ma cechy typowe dla tsundere, ale na szczęście w bardzo dobrze wyważonej ilości. Co więcej, para głównych bohaterów zdaje się pasować do siebie niczym pięść do oka, więc po cichu liczyłem na to, że twórcy pchną nieco do przodu wątek romantyczny między nimi, co niestety nie ma miejsca. Do głównej obsady należy także koleżanka Shina – Un, razem ze swoim generałem. To twardo stąpająca po ziemi dziewczyna, szkolona od najmłodszych lat do uczestnictwa w tej grze. Z głównym bohaterem tworzy kontrast na zasadzie weteran­‑nowicjusz, ale w moim odczuciu jej rola jest bardzo płaska, przez co niespecjalnie udało mi się ją polubić.

Mniej więcej w połowie serii do bohaterów dołącza jeszcze Yi Barin, ale jego pojawienie się wydało mi się najmniej uzasadnione i podobnie jak Un, nie wywarł on na mnie większego wrażenia. Dopiero końcówka uświadomiła mi, że wprowadzenie tych wszystkich postaci ma wydźwięk moralizatorski. Twórcy nieco na siłę udowadniają, że tylko praca zespołowa i potęga przyjaźni mają szansę w starciu ze złem. Wyszło to niestety nieco zabawnie i patetycznie, ale i tak mogło być o wiele gorzej, więc sposób wybrnięcia z tego uważam za niewielki plus. Inna sprawa, że cała ta opowieść o potędze przyjaźni była tu średnio potrzebna. Nie najgorzej wypadł natomiast główny antagonista, Anshi Haku i jego „zleceniodawca”, Kentei Han. O ile ten drugi otrzymał niewiele czasu antenowego, o tyle ten pierwszy miał kilka okazji, żeby się wykazać. Nie jest to szczególnie skomplikowana postać, ale ma jasno określony cel i dąży do jego realizacji. W końcówce widać także, że nie zamierza być tylko chłopcem na posyłki i pewnie w swoim czasie „usamodzielni się”. Podsumowując akapit dotyczący obsady, mogę śmiało napisać, że poza Yu, nieco wybijającą się ponad średnią, reszta bohaterów trzyma równy, ale daleki od ideału poziom. Na szczęście żadnej postaci nie udało się mnie zirytować, co w tego typu serii uważam za zaletę.

Niestety notę końcową mocno zaniża oprawa graficzna. Całkowicie zrozumiem, jeśli dla niektórych widzów będzie to bariera nie do przeskoczenia. Grafiki nie można w żaden sposób nazwać eksperymentalną, bo o ile w pierwszej serii Hyakka Ryouran: Samurai Girls pojawiające się na ekranie krople tuszu były czymś interesującym, tutaj mają na celu jedynie zatuszowanie nikłego budżetu. Towarzyszą im cały czas ciemne kadry oraz różnego rodzaju filtry, które sprawiają, że w niektórych momentach od oglądania autentycznie bolą oczy. Nie najgorzej animowane są liczne sceny walk, choć i tu widać daleko posunięte oszczędności. Mimo wszystko jednak ogląda się je z przyjemnością, oczywiście jeśli nie jesteśmy w danej chwili zalewani wspomnianymi kroplami tuszu. Rysunek postaci również nie należy do najładniejszych, trzeba się przyzwyczaić do trójkątnych twarzy i specyficznych fryzur. Na pewno w dużej mierze odpowiada za to pierwowzór, który pochodzi z Chin, więc kreska różni się od tej, do jakiej przyzwyczaiła nas japońska animacja. Najgorsze jednak jest to, że postaci poruszają się chwilami mocno koślawo, każdy ruch deformuje ich ciała, a każdy dodatkowy metr dzielący kamerę od postaci potęguje ten efekt. Na szczęście losu grafiki nie podzieliła ścieżka dźwiękowa, z bardzo ładnym utworem wykonywanym przez Ayane oraz całkiem dobrze dobranymi głosami seiyuu.

Soul Buster mogło być anime dobrym, ponieważ sama koncepcja fabuły mimo prostoty ma swój urok, a powiązanie jej z Opowieścią o Trzech Królestwach i umieszczenie historycznych postaci w nowych rolach jest ciekawym zabiegiem nawet dla kogoś niezainteresowanego historią Chin. Niestety gwoździem do trumny okazuje się oprawa graficzna, a mówiąc bardziej ściśle, brak środków na jej poprawne wykonanie i desperackie próby odwrócenia od tego faktu uwagi widza poprzez całkowicie nieudane eksperymenty wizualne. Na dodatek seria stanowi tylko krótką reklamówkę pierwowzoru i choć opowiedziana tu historia została zamknięta w odpowiednim momencie, to jednak nadal jest to przystawka przed daniem głównym. W tym kontekście uważam, że anime nie spełnia swojego zadania, bo patrząc chociażby na jego oceny wystawiane przez widzów, nie sądzę, aby znalazło się wiele osób, które po seansie sięgną po pierwowzór, zainteresowane dalszymi losami bohaterów. Odnoszę wrażenie, że to, co historia miała ciekawego do zaoferowania, już zobaczyliśmy, a teraz dostaniemy tylko kolejne wariacje na temat, z coraz potężniejszymi przeciwnikami i nowymi pokładami mocy bohaterów. Nie zniechęcam do oglądania, bo a nuż się komuś spodoba, ale jeśli kogoś nie przekona do siebie para głównych bohaterów lub zniechęci grafika, to z czystym sumieniem może sobie tę serię odpuścić.

KamilW, 21 lutego 2017

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Studio Pierrot
Autor: Mao Bai
Projekt: Hiroyuki Taiga, Tsutomu Miyazawa
Reżyser: Koubun Shizuno, Odahiro Watanabe
Scenariusz: Masaya Honda
Muzyka: Akiyuki Tateyama

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Soul Buster - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl