Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 8/10 grafika: 5/10
fabuła: 7/10 muzyka: 9/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 8 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,62

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 133
Średnia: 7,66
σ=1,35

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Kono Subarashii Sekai ni Shukufuku o! 2

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2017
Czas trwania: 10×24 min
Tytuły alternatywne:
  • KonoSuba – God’s blessing on this wonderful world!! 2
  • この素晴らしい世界に祝福を! 2
zrzutka

Kazuma i spółka nadal w formie… w przeciwieństwie do animatorów. Niezła kontynuacja, ale niedosyt większy niż po pierwszej serii.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Pamiętacie może dramatyczną scenę na końcu pierwszego sezonu Kono Subarashii Sekai ni Shukufuku o!? Jak się okazuje, nie była to tylko zabawna puenta wysiłków bohaterów mających na celu uratowanie miasta. Kazuma naprawdę ląduje przed sądem, oskarżony o zniszczenie siedziby możnowładcy, a co za tym idzie – o spiskowanie z demonami. Jego przyszłość maluje się w ponurych barwach, zaś od kary głównej ratuje go tylko wstawiennictwo panny Lalatiny Dustiness­‑Ford, co oczywiście samo w sobie pociąga za sobą dalsze problemy. Chwilowo na zwolnieniu warunkowym, bohater musi oczyścić się z zarzutów, co oczywiście czyni… Zaś na koniec całe wesołe towarzystwo udaje się na zasłużone wakacje do miejscowości słynącej z gorących źródeł.

Podobnie jak poprzednio, fabuła rozbita jest na szereg jednoodcinkowych epizodów, które jednak są powiązane pomiędzy sobą przyczynowo­‑skutkowo i nie dałoby się ich dowolnie wymieszać. Powiedziałabym, że w tym przypadku różni się nie tyle ich poziom, co typ humoru i obiekt żartów – dlatego ocena, które z nich są lepsze, a które słabsze, zależy od indywidualnych preferencji. Po raz pierwszy jednak pojawia się wątek trochę dłuższy, związany z wyjazdem do gorących źródeł i perypetiami, w jakie w czasie tej podróży oraz pobytu w kurorcie wplątują się bohaterowie. Bez wątpienia jest on bardzo udany (po trochu dlatego, że trudno nie dostrzec w nim wyraźnego zacięcia satyrycznego), ale wydaje się trochę zbyt pospiesznie domknięty. Z drugiej strony KonoSuba specjalizuje się w szybkim (i rozsądnym) rozwiązywaniu problemów, które w przeciętnej serii wymagałyby wielu odcinków podchodów i przygotowań, więc trudno powiedzieć, żeby było to sprzeczne z oczekiwaniami widzów.

Gorzej jednak, że ten sezon wydaje się niekompletny jeszcze bardziej od poprzedniego. W konstrukcji fabuły nie ma żadnego porządku, żadnego logicznego punktu, który uzasadniałby właśnie taki podział. Jasne, można powiedzieć, że skoro historia jest epizodyczna, to nic nie szkodzi, ale jednak nie mogę nie obciąć za to punktów z oceny. Nawet jeśli drugi sezon to niezła porcja zabawy, bardzo słabo broni się jako samodzielna seria, ponieważ jest całkowicie pozbawiony zarówno początku, jak i zakończenia. Szkoda, że nie zdecydowano się pociągnąć ekranizacji trochę dalej, szczególnie że materiału by wystarczyło, ale trzeba pamiętać, że light novel także jest daleka od zakończenia, więc na jakiekolwiek konkluzje nie należałoby liczyć. (Chociaż ja prywatnie obstawiam, że ta ekipa zdoła wykończyć Władcę Demonów poprzez doprowadzenie go do załamania nerwowego).

Postaci prowadzone są bardzo konsekwentnie. Trudno napisać, że dowiadujemy się o nich czegoś nowego, należy raczej pochwalić, że zostały skonstruowane w sposób dający duże możliwości fabularne. Tak jak wcześniej warto zwrócić uwagę na to, że bardzo wielu autorów popełnia błąd, pod hasłem „postać komediowa” tworząc skrajnie niekompetentnego i ograniczonego umysłowo nieudacznika. Trójka dziewcząt tworzących harem… przepraszam, drużynę Kazumy jest w gruncie rzeczy przerażająco wręcz kompetentna, tyle że w charakterze handikapu dostają potężny zestaw wad i niedostatków charakteru. Jeszcze lepiej niż poprzednio widać, jak ważną rolę pełni Kazuma – nie służy tylko do puentowania żartów, ale jako jedyny potrafi jakoś nad tymi żywiołami zapanować i (z grubsza) skłonić je do w miarę sensownej działalności. Niestety, on także nie jest wcieleniem cnót i chociaż nie brakuje mu sprytu, a nawet inteligencji, najpoważniejszym wrogiem dla niego jest… on sam, ponieważ regularnie udaje mu się całkiem przypadkiem sabotować poczynania własnej drużyny.

Spośród dziewczyn na pewno najmniejszą rolę tym razem odgrywa Megumin (wróble ćwierkają, że light novel poświęca jej większy wątek, do którego ekranizacja jeszcze nie dotarła). Darkness ma okazję zabłysnąć i od nowa udowodnić, że jej postać nie ogranicza się tylko do elementów komicznych, a jej przydatność – do scen komediowych. Zaskoczyło mnie natomiast, że znaleziono więcej okazji, by pokazać od innej strony Aquę. Nie, nie dowiadujemy się nagle, że to w gruncie rzeczy słodkie i miłujące świat dziewczątko. Przypominamy sobie natomiast, że nawet jeśli Aqua ma poważne braki w charakterze i kręgosłupie moralnym, to jednak jest boginią i ma stosowne do tego możliwości. Regularną, chociaż epizodyczną rólkę ma samozwańcza rywalka Megumin, Yunyun. Niestety jej wątek cierpi na tym, że – podobnie jak wcześniej w przypadku Wiz – wycięto z ekranizowanego materiału jej wprowadzenie. Ot, nagle się pojawia (wcześniej równie nagle pojawiła się w OAV), a my mamy uznać, że już ją znamy. Właśnie, skoro mowa o uroczej nieumarłej, mogę z przyjemnością zapowiedzieć, że bierze ona udział w wycieczce do gorących źródeł. A przy okazji możemy znaleźć pewne wskazówki, czemu pozwolono jej tak po prostu „wypisać się” z Armii Ciemności i zająć handlem detalicznym.

W recenzji pierwszego sezonu pisałam, że KonoSuba podobałaby mi się tak samo, nawet gdyby była rysowana w Paincie i animowana we Flashu. Miałam wrażenie, że ktoś postanowił powiedzieć „sprawdzam”. Pod względem jakości seria jest jeszcze bardziej nierówna od poprzedniej, a fragmenty – w tym cały początek – wyglądają dość okropnie. Jasne, można tego trochę bronić, bo na przykład trudno czasem odróżnić celową deformację komediową od zwykłego pośpiechu i niedokładności rysowników. O ile pamiętam, sam reżyser twierdził, że ponad dopracowanie i ujednolicenie szczegółów ceni sobie charakter ujęć, można się jednak zastanawiać, na ile to faktyczna wizja artystyczna, a na ile dorabianie szlachetnie brzmiącej teorii do zgrzebnej praktyki. Znajdziemy tu sceny wyglądające i animowane bardzo dobrze, w szczególności podczas finałowej bitwy, ale i wcześniej, jeśli się dobrze przyjrzeć. W sumie jednak wypada powtórzyć werdykt: to nie jest seria, którą ogląda się dla urody animacji, zwyżki poziomu grafiki są miłą niespodzianką, ale nie warto specjalnie na nie wyczekiwać.

Ocena za udźwiękowienie pozostaje bez zmian i wliczają się do niej zarówno idealnie dobrana muzyka (ach, te dramatyczne i podniosłe akordy w kluczowych momentach!), jak i gra aktorska. Ponownie na największe brawa zasługuje Ai Kayano, wcielająca się w Darkness. Bez przesady można powiedzieć, że zmiany tonu i intonacji jej głosu odpowiadały za chyba ponad połowę efektu komediowego, a sporą sztuką było też to, że wypowiadane kwestie brzmiały zabawnie, ale nie stawały się niesmaczne – bardzo łatwo można by tu przeszarżować. Aki Toyosaki (m.in. Uiharu w Toaru Kagaku no Railgun, Yui w K­‑ON!, Izana w Sidonia no Kishi) jako pechowa Yunyun miała pole do popisu przede wszystkim w króciutkich segmentach po napisach końcowych, towarzyszących zapowiedzi następnego odcinka, gdzie w listach do domu opowiadała o swoich perypetiach. Kilka dobrych scen (przede wszystkim kłótni z Aquą) ma także Książę Piekieł, podwładny Króla Demonów, niejaki Vanir, którego gra Masakazu Nishida.

Z poprawką na okazjonalną zadyszkę (żeby nie powiedzieć: ciężką astmę) grafiki, fani w drugim sezonie Kono Subarashii Sekai ni Shukufuku o! dostali dokładnie to, czego mogli się spodziewać. Jak poprzednio, seria doskonale wykorzystuje komizm płynący z interakcji postaci – tutaj udane są nawet zwyczajne sceny typu „siedzą i gadają”. Również jak poprzednio, najlepsza jest wtedy, kiedy nabija się ze schematów RPG w każdym wydaniu, szczególnie że często robi to całkowicie mimochodem, bez uciążliwego podkreślania, że patrzcie, tu właśnie mamy parodię i czy na pewno ją zauważyliście? Zauważamy, zauważamy. Śluzowe potworki są najłatwiejsze do pokonania, akurat żeby nabić parę punktów doświadczenia na start…

Avellana, 6 kwietnia 2017

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Studio DEEN
Autor: Natsume Akatsuki
Projekt: Kouichi Kikuta, Kurone Mishima
Reżyser: Takaomi Kanasaki
Scenariusz: Makoto Uezu
Muzyka: Masato Kouda