Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Tsuru Japan Festival 2017

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 7/10 grafika: 6/10
fabuła: 7/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,00

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 6
Średnia: 7
σ=1

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (moshi_moshi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Kyoukai no Rinne [2017]

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2017
Czas trwania: 25×24 min
Tytuły alternatywne:
  • 境界のRINNE [2017]
Gatunki: Komedia
Postaci: Duchy, Shinigami, Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Magia
zrzutka

Mnóstwo kłopotliwych egzorcyzmów i kilka rodzinnych tajemnic. To i znacznie więcej w trzeciej części przygód ubogiego shinigami i jego nie do końca normalnych przyjaciół.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Przyznaję, że zastąpienie Seikiego Sugawary przez Hiroshiego Ishidori na stanowisku reżysera, trochę mnie zaniepokoiło. Na szczęście już pierwsze odcinki trzeciej serii Kyoukai no Rinne udowodniły, że niepotrzebnie się martwiłam. Anime pozostało lekką i przyjemną rozrywką, pełną uroczo złośliwych żartów. Nie zmieniła się ani formuła, ani nastrój. Co prawda pierwszy odcinek może sugerować coś innego, ponieważ w całości został poświęcony jednej historii, ale kolejne powracają do podziału na dwa lub trzy krótkie epizody.

Dzięki wspomnianemu odcinkowi dowiadujemy się co nieco o licencji shinigami, mającej kilka wersji, w zależności od doświadczenia właściciela (liczby wyegzorcyzmowanych dusz). Otóż ktoś wpadł na „genialny” pomysł sprzedaży fałszywych złotych licencji (redakcja nie przewiduje nagrody za odgadnięcie nazwiska winowajcy), które zalewają Zaświaty i doprowadzają pracowników Biura ds. Śmiertelników do białej gorączki. Śledztwo w tej sprawie prowadzą Kain wraz z Rinne – przy okazji wychodzi na jaw dość zaskakujący fakt na temat ojca Rokudou. Oczywiście opisywany epizod obfituje w dziwne zbiegi okoliczności, szalone pościgi i pojedynki. W trzeciej serii nie zabraknie także „zwyczajnych” spotkań z duchami, chociażby staruszką, która nie chce odejść do Zaświatów, ponieważ ma uraz do bakłażanów, lub tajemniczą osobą ochlapującą uczniów czarną farbą. Jednak najciekawsze wątki dotyczą pewnej ulicznej wróżki, Anematsuri, oraz tajemnic rodziny Rokudou.

Anematsuri to niezwykle popularna wróżka, która posługuje się szklaną kulą, dla odmiany faktycznie pokazującą przyszłość. Sympatyczna, ale i zdrowo postrzelona wieszczka szybko staje się jedną z ważniejszych postaci w serii, co i rusz sprawiającą głównym bohaterom nie lada kłopoty. Odcinki z jej udziałem należą do najlepszych i bardzo żałuję, że pojawiła się dopiero teraz. To samo można napisać o wątku rodziny Rokudou, a konkretnie mamy Rinne. Rumiko Takahashi zakręciła całą historię niczym świński ogonek, po czym polała gęstym zawiesistym sosem z absurdu. Wyszło pysznie i przezabawnie, a przy okazji nieco odświeżająco. Dzięki podobnym drobiazgom Kyoukai no Rinne nie wydaje się powtarzalne i nudne – w życiu bohaterów cały czas coś się zmienia, a fabuła nie stoi w miejscu.

Naturalnie tyczy się to wszystkiego oprócz romansu. Relacje Sakury i Rinne przeżywają regres. Podobnie jak w poprzedniej części, dopiero na końcu twórcy przypominają sobie, że między protagonistami iskrzyło. W ogóle mam wrażenie, że rola Sakury została mocno zredukowana względem początku cyklu, nawet jej interakcje z Jumonjim nie są już tak częste. Z jednej strony ma to trochę sensu, biorąc pod uwagę, jak dużo ważnych postaci przybyło, z drugiej widać, że wynika to ze złego rozplanowania wątku romantycznego przez autorkę oryginału. Mimo to na ekranie dzieje się tak wiele, że widz nie do końca zauważa wspomniane wady, a nawet jeśli, nie traktuje ich jako coś poważnego. Kyoukai no Rinne jest na tyle udanym i wciągającym widowiskiem, że błędy rażące w innych seriach tutaj wydają się błahostką, co świadczy tylko o talencie mangaczki i umiejętnościach twórców.

Nie jest to typ serii, w której bohaterowie przechodzą jakieś znaczące przemiany wewnętrzne, ale nie sposób nie zauważyć, że dzięki zmianie perspektywy widz zwraca uwagę na rzeczy wcześniej niewidoczne. Tyczy się to zwłaszcza Rinne, uczynnego i szlachetnego, ale jednak wykazującego chwilami podobieństwo do ojca. Niby nikt nie ukrywał tego przed widzami w poprzednich odsłonach cyklu, ale jakoś w trzecim zaznaczono wspomniane podobieństwo wyraźniej. Z drugiej strony nieznacznie złagodzono wizerunek Sabato, który pozostaje wyjątkowo podłą kreaturą, ale bardziej pocieszną i mimo wszystko obdarzoną jakąś szczątkową empatią. Nowością jest Anematsuri, czyli osóbka leniwa i niezbyt bystra, ale sympatyczna. Całkiem nieźle wpisuje się ona w galerię bardzo dalekich od ideału postaci, nadających Kyoukai no Rinne niepowtarzalny charakter.

Chyba największą wadą produkcji pozostaje grafika, jeszcze uboższa i bardziej niedopracowana niż w drugiej części. Żywa kolorystyka i ładne tła nie zmieniły się, ale projekty postaci wyglądają chwilami tragicznie. Nie ma znaczenia czy patrzymy na zbliżenie, czy obserwujemy sylwetkę w oddaleniu, i tak jest krzywo i niedokładnie. Twarze potrafią przypominać dzieła kubistów, nie wspominając już o anatomii. Rozumiem, że anime nie ma pokaźnego budżetu, ale skoro graficy dają radę w miarę przyzwoicie zanimować dość dynamiczne sceny pojedynków, to co stoi na przeszkodzie, by bohaterowie mieli proporcjonalne twarze, kiedy stoją i milczą? Niestety różnica między pierwszą serią a trzecią jest ogromna, a dodatkowo podkreślają ją ślicznie ilustrowane plansze, pojawiające się w środku i na końcu odcinka, jak również w animacjach do openingu i endingu.

Ścieżka dźwiękowa jest do tego stopnia wtórna, że mogłabym skopiować odpowiedni akapit z poprzedniej recenzji i pasowałby idealnie. Utwory wykorzystane jako podkład w ogóle nie zapadają w pamięć. Są dosłownie przezroczyste i jest duża szansa, że gdyby ich zabrakło, trochę czasu zajęłoby mi zauważenie tego. Natomiast trochę lepiej wypadają piosenki pojawiające się w anime. Czołówki, czyli SHINY (Yoru no Honki Dance) i Setsuna Yumemishi (KEYTALK) to przyzwoity j­‑pop z wyraźnie słyszalną gitarą, na dodatek zupełnie dobrze zaśpiewany. Da się ich słuchać w oderwaniu od animacji i w sumie całkiem nieźle sprawdziłyby się jako utwory motywujące do szybszego biegu na autobus, który właśnie ma zamiar nam odjechać. Natomiast piosenki towarzyszące napisom końcowym, Suki nano Kana Softly i Puzzle w wykonaniu Mone Kamishiraishi, to przyjemne optymistyczne kompozycje, bardziej szeptane niż śpiewane, które wprowadzą słuchacza w marzycielski nastrój. Lista seiyuu nie przeszła żadnej rewolucji, chociaż warto zwrócić uwagę na Megumi Hayashibarę, grającą mamę Rinne, a także Miyuki Sawashiro w brawurowej roli Anematsuri.

Trzeciej serii Kyoukai no Rinne z pewnością daleko do ideału, ale jest to ten typ anime, który bawi niezależnie od wad. Produkcji nie zaszkodziła ani zmiana reżysera, ani stagnacja wątku romantycznego – nadal jest radośnie i optymistycznie. Jednak nie ma to jak dobrze podana klasyka, pachnąca mangowo­‑animowanym starociem. Nie widzę sensu przekonywać kogokolwiek do seansu – jeżeli przypadły Wam do gustu dwie poprzednie części, to i na tej będziecie się doskonale bawić. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że nie jest to ostatnia animowana odsłona przygód Rinne i Sakury.

moshi_moshi, 7 października 2017

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Brain's Base
Autor: Rumiko Takahashi
Projekt: Kazuhiko Tamura
Reżyser: Hiroshi Ishiodori
Scenariusz: Michiko Yokote
Muzyka: Akimitsu Honma