Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Copernicon 2017 - konwent

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 8/10 grafika: 7/10
fabuła: 8/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 4 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,50

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 107
Średnia: 7,19
σ=1,46

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Roku de Nashi Majutsu Koushi to Akashic Records

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2017
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • ロクでなし魔術講師と禁忌教典
Gatunki: Przygodowe
zrzutka

Bardzo solidnie zrealizowana seria przygodowa. Dowód na to, że na podstawie light novel nadal da się zrobić przyzwoite anime.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Z adaptacjami light novel bywa różnie – przeważają wśród nich produkcje przeciętne i słabe, a naprawdę udanych serii ze świecą trzeba szukać. Na szczęście Roku de Nashi Majutsu Koushi to Akashic Records stanowi pozytywny wyjątek od reguły, co bardzo mnie ucieszyło, tym bardziej że same założenia fabuły nie wydają się szczególnie odkrywcze.

Glenn Radars jest świeżo upieczonym nauczycielem w Imperialnej Akademii Magii w Alzano. Niezbyt mu się to podoba, ponieważ jest raczej leniwy z natury, a do samej magii ma dość negatywny stosunek, poza tym jego poziom jako maga oraz fakt, że nie jest zawodowym nauczycielem, powinny go z miejsca dyskwalifikować, ale podobnie jak w naszym, również w tym świecie znajomości potrafią otworzyć niejedne drzwi. Bo czym wobec tych niewielkich wad jest rekomendacja potężnej wiedźmy – Celiki Arfonii, która widzi w zatrudnieniu protagonisty szansę na wyrwanie go z sideł przeszłości. A że ma ona wyjątkowy dar przekonywania, chłopak nie ma innego wyboru, jak tylko stanąć oko w oko ze swoją nową klasą. Niestety jego olewcza postawa niezbyt przypada do gustu uczniom, szczególnie niejakiej Sistine Fibel, która, podobnie jak jej przyjaciółka Rumia Tingel, jest bardzo zmotywowana do nauki magii. Wiadomo, że w tego typu historii zwiastuje to tylko jedno – kłopoty, ale na szczęście w tej serii niektóre rzeczy nie są takie, jakie na pierwszy rzut oka się wydają.

Ten krótki opis zawiązania fabuły mógłbym zapisać na dysku i wklejać go co jakiś czas przy okazji recenzowania kolejnego tytułu spod znaku „magicznych akademii”. Najsłabszy uczeń/nauczyciel, wyjątkowa szkoła, uczennica, której nie podoba się zachowanie/postawa głównego bohatera, to motywy oklepane jak schabowy na niedzielę. Co więc sprawia, że jedne adaptacje są lepsze od innych? Jak napisałem powyżej, nie ma tu w zasadzie żadnych elementów oryginalnych, ale podobnie jak w recenzowanym przeze mnie kiedyś Rakudai Kishi no Cavalry, tak i tutaj twórcy starają się do worka schematów wrzucić coś, co zadecyduje o wyższości tej historii nad wieloma innymi.

Pierwszym odrobinę odmiennym elementem są bohaterowie, mimo że prawie każdy z głównej obsady ma swoją porcję tragicznej przeszłości. Co ciekawe, twórcom udało się na tyle dobrze wpleść te historie w główne wątki i uzasadnić nimi działania bohaterów, że nic mnie nie raziło, nawet gdy po raz kolejny widziałem te same retrospekcje. Glenn ma słabsze momenty, kiedy wychodzi z niego etatowy błazen, ale tak naprawdę to bardzo sympatyczna i dobrze napisana postać. Jego początkowe lenistwo i niechęć do bycia nauczycielem magii mają solidne uzasadnienie w tragicznej, ale mimo wszystko nie przerysowanej przeszłości. Tak naprawdę to, kim obecnie jest, jego przemiana, jego reakcje i zachowania, są bardzo dobrze uzasadniane przez to, co działo się w jego życiu i za to daję serii duży plus. Poza tym, kiedy trzeba, potrafi pokazać, że jest nie tylko facetem z krwi i kości, ale także nauczycielem, który potrafi zadbać o swoich uczniów. Oszczędzono mu także bycia niezniszczalnym herosem, którego nic się nie ima, fakt – jest potężnym magiem, ma też asa w rękawie (dosłownie), ale nie jest bogiem. Ma swoje braki, słabości, ale i atuty, które potrafi wykorzystać i nie są nimi tylko magia czy siła fizyczna, lecz także umiejętność logicznego myślenia.

Po wczytaniu się w pierwowzór zacząłem żałować spłycenia relacji Glenna i Sistine alias „Biały Kot”. Po cichu liczyłem na nieco bardziej rozbudowany wątek romantyczny między tą dwójką, ponieważ jako typowa para w tego rodzaju seriach doskonale się do tego nadawali. Początkowo negatywnie nastawiona dziewczyna powoli przekonuje się do nowego wychowawcy i choć ten co jakiś czas doprowadza ją do szału, zaczyna coraz bardziej się do niego zbliżać. Mimo że w ich relacji nie ma niczego odkrywczego, reakcje dziewczyny na zachowania głównego bohatera były bezbłędne (nawet gdy z pomocą magii wysyłała go na wycieczkę po najbliższej okolicy), a wisienką na torcie była jej rewelacyjna mimika. Podobała mi się także jej mocna motywacja do nauki magii za sprawą obietnicy, jaką złożyła dziadkowi. Uroku nie można odmówić również jej przyjaciółce, Rumii Tingel, blondynce o spokojnym usposobieniu, bardzo dojrzałej jak na swój wiek. Jej historia podobała mi się najbardziej, mimo tego, że jak pisałem, każdy w tej serii dostał porcję tragicznej przeszłości. Chylę czoła przed autorem, że te wątki są tutaj integralnym elementem fabuły, a nie tylko narzędziem mającym na celu wzbudzenie litości widza. Niestety w przypadku Rumii trudno napisać coś więcej, bo w zasadzie każde rozwinięcie tematu zdradzałoby istotne informacje. Pozostańmy więc przy tym, że podobnie jak jej przyjaciółka, jest postacią aż nazbyt sympatyczną i jednym z głównych powodów, które sprawiają, że całą historię śledzi się z przyjemnością.

Dużo jest w serii postaci drugoplanowych, ale na szczególne uznanie zasługuje klasa, do której uczęszczają bohaterki. Miłą odmianę stanowi to, że pozostali uczniowie nie są tylko wypełniaczem tła, a grupą osób, z których każda odmiennie i nieraz zabawnie reaguje na otoczenie. To niby niewielki detal, jednak będący miłym elementem, wzbogacającym seans. Nieco więcej czasu poświęcono niejakiej Re=L – w zasadzie dostaje ona całe trzy odcinki, więc miałem nawet wątpliwości, czy nie należy dołączyć jej do głównej obsady. To nieokazująca emocji, prostolinijna dziewczyna, która najchętniej rozwiązałaby każdy napotkany problem za pomocą brutalnej siły. Walczy potężnym, przywoływanym za pomocą magii mieczem, a w przeszłości jej drogi skrzyżowały się z Glennem w czasach zaliczanych do jego „tragicznej przeszłości”. Kilka słów chciałbym również poświęcić mentorce i opiekunce Glenna, wiedźmie Celice Arfonii. To właśnie dzięki jej „wsparciu” główny bohater rozpoczyna pracę w akademii. Kobieta traktuje go jak syna i wierzy, że dzięki nowemu zajęciu uda się mu pogodzić z tym, co było, i zacząć nowe szczęśliwe życie. Kupiła mnie charyzmą, podejściem do głównego bohatera oraz tym, w jak uroczy sposób potrafiła go przekonać do swojego punktu widzenia. Zdecydowanie cieszy mnie, że nawet na drugim planie nie znajdziemy postaci irytujących czy wciśniętych na siłę, tylko osoby, które mają konkretną rolę do odegrania i dają się polubić mimo niekiedy mocno ograniczonego czasu ekranowego. To właśnie dzięki mnogości postaci drugoplanowych ten świat nie wydaje się pusty i żyje własnym życiem.

Niestety bez wyjątku rozczarowują antagoniści – typowe knuje mające tajne i mroczne cele. Podział serii na cztery prawie niezależne epizody sprawia, że każdy z nich ma swoje pięć minut, a widz przy okazji dowiaduje się nieco więcej o świecie, który okazuje się nie tak kolorowy i usłany różami, jak może się na pierwszy rzut oka wydawać. Szkoda tylko, że ze względu na ograniczenia czasowe w zasadzie wszystkie wątki są traktowane dość powierzchownie i pozostawiają widza z pewnym niedosytem. W zasadzie każda przedstawiona tu historia mogłaby zostać wykorzystana do stworzenia osobnej interesującej serii, ze szczególnym uwzględnieniem przeszłości Glenna, wątku Rumii i epizodu poświęconego Re=L.

Oprawa graficzna stoi na dobrym poziomie, choć nie jest to najwyższa półka ani jeśli chodzi o animację, ani o stronę graficzną. Projekty postaci są ładne i nie deformują się zbytnio, chyba że twórcy celowo używają tego efektu do ukazania emocji, szczególnie w scenach komediowych, co wychodzi im wyjątkowo dobrze. Tła są dość różnorodne, jednak tu już bardziej widać nie najwyższy budżet serii. Dotyczy to w szczególności ilości detali, po których najlepiej widać oszczędności. Również wszelkiego rodzaju efekty specjalne towarzyszące walkom są dawkowane z umiarem, tak aby zadowolić żądnego akcji widza, nie drenując przy okazji budżetu. Niestety w kwestii oprawy graficznej czuję lekki niedosyt, bo mimo wszystko używana magia i różnorodne ataki z jej wykorzystaniem mogły być o wiele bardziej widowiskowe, tym bardziej że akcji jest w serii całkiem sporo. W kilku momentach wykorzystano także animację komputerową, ale jednak każdy kolejny sezon przynosi pewną poprawę i obrazy generowane komputerowo coraz mniej odcinają się od tych wykonanych tradycyjnie.

W ramach umiarkowanego narzekania chciałem poruszyć jeszcze dwie kwestie, które przykuły moją uwagę. Pierwszą z nich są mundurki uczennic akademii, jak można przypuszczać, mające na celu przyciągnięcie męskiej części widowni, odczuwającej potrzebę obcowania z kuso ubranymi animowanymi dziewczynami w wieku licealnym. Twórcą wspomnianych strojów był zapewne fan wszelkiej maści pasków i szelek, które tutaj nie tylko podtrzymują zakolanówki, ale także łączą spódniczki z przykrótkimi kamizelkami. Poza tym fanserwisu w serii nie ma przesadnie dużo i nie wychodzi on poza kanony gatunku, więc nie powinien zniesmaczyć nawet bardziej wyczulonych na ten element osób.

Drugą sprawą, która nieco mnie irytowała, były walki, a w zasadzie ich następstwa w postaci ran. Podobało mi się, że seria nie boi się krwi, ba, nawet przelewa ją w nadmiarze, co nie jest regułą. Nie lubię jednak absurdów, gdy człowiek przebity na wylot mieczem słusznych rozmiarów przeżywa ten atak. Fikcja fikcją, magia magią, ale w pewnych sytuacjach człowiek nie ma prawa przeżyć, nawet gdyby ostrze jakimś cudem ominęło wszystkie ważne organy. Wiem, że się czepiam, jednak za stary jestem na niektóre rzeczy.

Pozytywnie oceniam oprawę dźwiękową, szczególnie bardzo fajnie dobrane głosy seiyuu i ich pracę, której efektem były bardzo naturalnie wygłaszane dialogi. Dobrze swoją funkcję spełniała także grająca w tle muzyka, a utwory były odpowiednio dobrane do tego, co działo się na ekranie. Opening i ending są sympatycznymi utworami, chociaż nie trafiły do mnie aż tak, żebym chciał dodać je do swojej playlisty.

Roku de Nashi Majutsu Koushi to Akashic Records to solidna seria przygodowa z wątkiem magicznym, którą z czystym sumieniem polecę każdemu, kto szuka przyjemnej i niezobowiązującej rozrywki. Przyzwoita grafika, ciekawy i kryjący wiele tajemnic świat przedstawiony, sympatyczni i charyzmatyczni bohaterowie z dobrze napisaną przeszłością, to coś, co niestety ma do zaoferowania niewiele anime. Niewielkie wady, czy może nawet czepialstwo z mojej strony, absolutnie nie przekreślają przyjemności z seansu. Szkoda jedynie tego, że seria, jak wiele innych, jest tylko reklamówką light novel i nie należy się po niej spodziewać wiele więcej, chociaż twórcom udało się całkiem dobrze zakończyć opowiadaną historię. Chociaż w to wątpię, mam niewielką nadzieję, że doczekamy się kiedyś kontynuacji przygód naszych bohaterów, które, jak mam nadzieję, odsłonią kolejne tajniki tego interesującego świata.

KamilW, 19 sierpnia 2017

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Liden Films
Autor: Tarou Hitsuji
Projekt: Kurone Mishima, Satoshi Kimura, Yoshinori Iwanaga
Reżyser: Minato Kazuto
Scenariusz: Touko Machida
Muzyka: Hiroaki Tsutsumi

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Roku de Nashi Majutsu Koushi to Akashic Records - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl