Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Yatta.pl

Komentarze

Quan Zhi Gao Shou

  • Dodaj komentarz
  • Recenzja anime
  • Avatar
    A
    Raikami 13.07.2017 12:18
    Odświeżający seans
    To moje pierwsze zetknięcie z chińskojęzyczną produkcją anime. Prawdę mówiąc już w pierwszym odcinku sądziłem, że będzie to droga przez mękę. Na szczęście moje wątpliwości zniknęły wraz z toczącą się fabułą. Coś, co przyciągnęło mnie jak magnes to dojrzali bohaterowie z dojrzałą fabułą. Nie ma fanserwisu. Jest rażący po oczach niczym neony sponsoring, ale… Trzeba z czegoś zarabiać. Le Xiu czy lepiej znany jako Le Qiu to ten typ protagonisty, który przyciąga widza swoimi postępami, motywami, pomysłami. Świetny Leader, doza tajemniczości i drzemiącej pasji do tego co robi.

    Nie zgodzę się, że jest podobnym bohaterem jak Kirito z SAO. Podobieństwa typu: Zaczynał od zera, miał przeciwników, walczył z potworami itp nie trafiają do mnie. Le Xiu to całkowicie inny bohater z inną przeszłością, motywami i planowaniem. Obaj bohaterzy są najlepszymi graczami. Jednak tutaj Le Xiu jest zdecydowanie nad Kirito. Wiedza, doświadczenie, obycie z grą są na całkiem innym poziomie.

    NA PLUS: brak fanserwisu w jakiejkolwiek postaci, dojrzali bohaterowie, nie wyczuwalny romans. Chodzi mi o to, że bliższa relacja pewnej dwójki bohaterów jest widocznie głębsza. Może to być oczywiście jedynie przyjaźń, ale podświadomość podpowiada, że między tą dwójką próbuje pojawić się coś więcej. Ich wątek jest wyraźnie zaznaczony na podświadomości widza, będąc wciąż jedynie wątkiem epizodycznym. Dojrzałe relacje! Nieprzesłodzone realia, brak haremu, główny bohater nie jest ciamajdą jak prawie każdy chłopak w japońskich produkcjach.

    NA MINUS: Sponsoring bywa upierdliwy. McDonald jest WSZĘDZIE i w KAŻDYM odcinku. Chińskie dialogi. Po 2­‑3 odcinkach można się oswoić, ale wciąż język chiński gryzie się mocno z przyzwyczajeniami. Głosy postaci często są nietrafione, ale ma to miejsce przede wszystkim z postaciami drugo/trzecio planowymi. animacja jest słaba. Rzadko zwracam na to uwagę, ale tutaj bywały sceny z lotu ptaka, gdzie bohaterowie poruszali się jak postać w pierwszym GTA na konsolę PS1. Dynamika postaci została nierealnie odwzorowana do dynamiki scen. W japońskich wersjach często jest odwrotnie. Dynamika nie jest za wolna, ale za szybka.

    Nie wiem czy jasno to napisałem. Dla przykładu: w chińskim anime bohater, który powinien zrobić już 10 kroków zrobił zaledwie 4 zaś w japońskim anime bohater, który miał zrobić 10 kroków, zrobił 30.

    Na sam koniec.
    Chciałbym już zobaczyć następny sezon. Chiński dubbing jest trudny do słuchania, ale dla historii, fabuły, relacji i samych bohaterów oglądnę znowu i znowu. Polecam każdemu, kto boi się tej produkcji przez wzgląd na jej pochodzenie.

    Jeszcze tylko muzyka do dodania. Widać, że chińczycy nie potrafią ogrywać kawałków, które przy odpowiednim zmontowaniu łapałyby widza za serce. Niemniej gitara w endingiu to majstersztyk zaś 1­‑2 soundtracki potrafiły wywołać ciary na plecach. W ostatnim odcinku został użyty motyw zagrany na klawiszach. W połączeniu ze sceną, potrafił zaangażowanego widza rozczulić.

    Polecam oglądać to anime w wersji z angielskimi napisami. Na tę chwilę 13­‑07­‑2017r polskie napisy są całkiem dobre, ale źle zgrywają się z odcinkami. Są opóźnienia zaś ostatnie 2 odcinki nie są przetłumaczone. Lepiej zobaczyć po angielsku o ile ten język nie sprawia trudności.

    Zostawiam 8/10. Tak tworzonych bohaterów i relacji między nimi chciałbym widzieć więcej w japońskich produkcjach. Quan Zhi Gao Shou to bardzo dobra seria, ponieważ da się w nią uwierzyć. Da się uwierzyć w bohaterów i wreszcie da się uwierzyć w realia oraz relacje jakie tam zostały zawarte. Ode mnie ogromna łapka w górę i wielkie serducho dla w/w tytułu.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    swobby 11.06.2017 22:00
    Dobry przykład dla Japonii
    Co prawda jestem dopiero po dwóch odcinkach, ale już teraz mogę powiedzieć, że to anime (?) zdecydowanie trafiło w moje gusta, jeśli chodzi o wykonanie. Nałogowym graczem nie jestem i skłamałabym mówiąc, że tego typu fabuły interesują mnie najbardziej, ale sposób opowiadania historii, przedstawiania wydarzeń, prowadzenia dialogów jest tutaj bardzo przyjemny i interesujący. Całość bardzo przypomina takie typowo japońskie anime (w wykonaniu), jak np. SAO (którego nie lubię i nigdy nie obejrzałam do końca, bo mnie znudziło), ale jednak czuć tą odmienność (np. przejścia ze sceny na scenę, udział muzyki w tworzeniu klimatu). Tą odmienność czuć zwłaszcza w scenach humorystycznych – są bardziej naturalne i wyważone, a przy tym naprawdę zabawne, w przeciwieństwie do tak charakterystycznego, karykaturalnego wręcz humoru w typowych anime z Japonii (pomijam tu kompletnie temat japońskich scen SD, których tutaj jak na razie nie ma). Efekty graficzne robią wrażenie, w tych dwóch odcinkach chyba widziałam najlepsze jak dotąd połączenie cgi z tradycyjną animacją (a podobno to Japonia jest najlepsza w cgi :p). Co prawda momentami miałam wrażenie, że aż lekko przesadzono z tą efektownością i różnorodnością, osiągając nieco sztuczny rezultat, ale to były zaledwie krótkie momenty… Zakończenie drugiego odcinka aż chwyciło lekko za serce – lekko, bo te sceny nie są typowymi animowymi wyciskaczami łez, są naprawdę nieprzesadzone. Ma się to uczucie oglądania czegoś dla starszej widowni – niby podobne rzeczy co w SAO, walki z bossami, integracje z graczami, typowo gamingowa terminologia, ale fakt, że bohaterami są dorosłe osoby, robi swoje :).

    Plusy (jak dotąd):
    - główny bohater (z trochę irytującym uśmiechem), który mimo oczywistego podobieństwa do Kirito z SAO już wydaje się być intrygującą i przede wszystkim naturalną postacią, podobnie zresztą jak i inne postacie, np.  kliknij: ukryte , która jest całkiem zabawna :) ;
    - efekty graficzne, które sprawiają, że naprawdę masz wrażenie, jakbyś oglądał coś ekskluzywnego i „jedynego w swoim rodzaju”;
    - muzyka – ost świetnie oddaje klimat wydarzeń, opening jest spoko, a piosenka z endingu już mi wpadła w ucho :) ;
    - aktorzy – wykonują bardzo dobrą robotę, są naprawdę na wysokim poziomie, tak jak zazwyczaj seyuu w japońskich anime
    - szczegółowa animacja i piękne tła, zwłaszcza nieboskłony xD

    Lekkie minusy (bardzo subiektywne):
    - kreska postaci – jak dla mnie troszkę za bardzo przesłodzona, taka, która mogłaby dobrze pasować do shonen­‑ai, ale w sumie nie ma tragedii;
    - język chiński – na początku troszkę dziwnie się go słuchało, ale szybko przywykłam; piszę o tym tylko dlatego, bo dla wielu słuchanie tego języka zdaje się być wielkim problemem, osobiście uważam, że warto się postarać i do niego przekonać, żeby móc doświadczyć czegoś oryginalnego :) ja nie mam już problemu ze słuchaniem tych dialogów, zwłaszcza, że aktorstwo nie jest ani trochę drewniane.

    Jak na razie to ta seria ma ode mnie mocne 8, ciekawa jestem jak dalej rozwija się fabuła i relacje między postaciami. Warto oglądać, polecam!
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 4
    bobik 25.05.2017 21:03
    Echh niestety ze względu na Chiński darowałem sobie tą serie;p
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 8
    The Beatle 3.05.2017 13:19
    Mówi się w tym sezonie o czarnych koniach, ale w mojej opinii takie zdanie ze strony kogoś, kto nie zetknął się z Quan Zhi Gao Shou, nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością. To definitywnie jest czarny koń obecnego sezonu.

    Głównie dlatego, że to pierwsza produkcja chińska (wyjąwszy projekty filmowe i serie dla dzieci), która jest faktycznie dobra. Być może stało się tak dlatego, że to pierwsza produkcja chińska, której w ogóle dano szansę być dobrą – jest przemyślana, ma standardowe, 25­‑minutowe odcinki i nie oszczędza zbytnio na wykonaniu. Przede wszystkim jednak jest to anime wykonane z rzadko spotykaną pasją, której zwykle brakuje w japońskich produkcjach, a zauważa się to dopiero przy porównaniu.

    Seria porusza powoli tracący już na popularności (po boomie sprzed paru lat) temat gier MMORPG. Podchodzi jednak do tego ze strony nowatorskiej (prowokuję tutaj, żeby wskazać mi podobny tytuł w razie czego). Nie ma przeniesienia do świata gry, główny bohater nie jest nastolatkiem i widać implementację 1:1 motywów i smaczków zakorzenionych w grach oraz związanym z nimi community. Jest więc dwudziestokilkuletni profesjonalny gracz Glory (bardzo popularne MMO z modułem turniejowym, skomercjonalizowane na najwyższym poziomie gamingowym), który dzięki swoim osiągnięciom dorobił się przydomka „Bóg”, ale z pewnych powodów musiał zakończyć karierę i postanawia zacząć wszystko od nowa. Jego główną siłą jest to, że przez 10 lat ciągłego grania zjadł na Glory zęby i jako dobry strateg potrafi odnaleźć się w każdej sytuacji oraz wykorzystać potencjał innych graczy w drużynie. Całość ma miejsce w światku, w którym ludzie nie rozmawiają o niczym innym niż tylko o grze. Autentycznie nie ma tu w zasadzie wątków pobocznych. Bohater znajduje pracę w kafejce gamingowej (w Chinach mają takie rzeczy) i w dzień tam śpi, a w nocy gra. Inne postacie (w tym urocze panny, które chcąc nie chcąc, gromadzą się wokół protagonisty; ale przynajmniej coś potrafią poza byciem uroczymi) również konwersują wyłącznie o wynikach ostatnich turniejów, nowych serwerach, swoich wirtualnych przygodach. To może być przerażająca wizja, ale jeśli komuś miałoby to przeszkadzać w seansie, niech sobie na to spojrzy jak na pewnego rodzaju fantastykę. Najistotniejsze jednak, że wszystkie te rzeczy układają się dość logicznie i mają odzwierciedlenie w prawdziwych grach tego typu.

    Sama gra nosi znamiona miszmaszu kulturowego po chińsku. Ot, w MMO możemy spotkać rycerzy, kleryków i łuczników, ale również snajperów, ludzi z ręcznymi minigunami oraz kolesia walczącego z pomocą metalowych pazurów i cegieł (sic). Główny bohater też posługuje się niecodzienną hybrydą – wojennym parasolem, który może transformować we włócznię i ma funkcję strzelania z sześciolufowego działka. Cóż, przynajmniej mogę napisać, że nigdy czegoś takiego nie widziałem…

    Ale ciekawa jest jeszcze kwestia grafiki. Postacie wprawdzie nie przenoszą się do gry, a siedzą przy komputerach, ale wydarzenia w grze przedstawiane są „od wewnątrz”, jakby faktycznie były swoimi awatarami. Bardzo umiejętnie miesza się tradycyjną animację z efektami 3D – te mają dobrze znaną formę postaci z dalekiego tła, ale co rzadziej spotykane, również nieruchomych obiektów otoczenia. Animacja potrafi zrobić dobre wrażenie i to pomimo tego, że pojawia się recykling pewnych sekwencji. Łatwo to jednak wybaczyć, kiedy uświadomi się sobie, że przedstawiane są zaprogramowane ataki, mające swoje nazwy i chcąc nie chcąc wyglądające tak samo. Warto też wspomnieć o openingu i endingu, które zdecydowanie się różnią od utworów j­‑popowych wokalistek. Podobnie zresztą projekty postaci wydają się bardziej dorosłe i odbiegają od kanonu piękna typowego dla anime. Wprawdzie na realizm nie ma co liczyć, bo wszyscy są młodzi, szczupli i bez skazy, ale chyba ten styl odpowiada mi bardziej niż typowy japoński.

    Zdecydowanie warto dać szansę, a ja czekam niecierpliwie na kolejne odcinki i jestem ciekawy, co z tego wyniknie – zarówno co się stanie z serią, jak i z chińskimi anime, które po paru nieszczęśliwych przypadkach zacząłem już z góry skreślać.
    Odpowiedz
  • Dodaj komentarz
  • Recenzja anime