Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Komentarze

Yoru wa Mijikashi Aruke yo Otome

  • Avatar
    A
    vries 26.11.2017 19:02
    O ile jest Makoto Shinkai jest mistrzem rzemiosła animacji, to Masaaki Yuasa jest mistrzem sztuki animacji. Są jak woda i ogień. Osobiście wolę jednak Yuasę, którego animacje robione we flashu nie są szczególnie efektowne, ale dobrze oddają klimat szaleńczej eksplozji akcji… w komedii­‑romantycznej. Takie filmowe Tatami Galaxy. Cóż mogę powiedzieć… Bardzo dobre.
  • Avatar
    A
    The Beatle 26.11.2017 02:09
    9/10
    Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że Yuasa jest w formie. Ten film to ziszczenie tego, na co można było z niecierpliwością czekać od zakończenia Ping Ponga. Tym razem przepołowiono Tatami Galaxy i Uchouten Kazoku i w nieoczekiwany sposób połączono po jednej z połówek, tworząc nową jakość. Skojarzenia są absolutnie nieprzypadkowe, bo autor pierwowzorów dla wszystkich trzech tytułów jest jeden: Tomihiko Morimi. (Dotarło do mnie, że jakkolwiek Uchouten Kazoku uważam za świetne, nie mogę odżałować, że nie reżyserował Yuasa.) W każdym razie seans Tatami Galaxy jest bardzo wskazany przed Yoru wa Mijikashi, bo występuje sporo bezpośrednich nawiązań, w tym kilka wspólnych dla obu anime postaci – to w zasadzie to samo uniwersum.

    Film jest oparty na dwóch koncepcjach: niekończącej się nocy i wielu wątkach przeplatających się na wszystkie możliwe sposoby. Sprzyja temu krajobraz i ekosystem Kioto pozwalający na najróżniejsze błyskotliwe dziwactwa, w których duet Morimi­‑Yuasa się specjalizuje. Wątkiem przewodnim, czego nietrudno się domyślić, uczucie; z boku pojawia się alkohol, sztuka retoryki, używane książki, musicalowy teatr, przeziębienie i shunga, czyli dawne japońskie obrazy erotyczne, czego domyślić się nie da. Nie przypuszczam też, żeby ktoś mógł to sobie wyobrazić, bo jednak na tym polega wielkość twórców, że tego również wyobrazić się nie da. A obejrzeć nawet nie tyle trzeba, co wypadałoby – jeśli nie w takich filmach leży istota tego, czym jest dobre anime, to nie wiem gdzie.

    Jeszcze napomknę, że muzycznie film wziął mnie z zaskoczenia. W szczególności kawałki musicalowe były takie, że zgubiłem się pomiędzy śmianiem się z humoru sytuacyjnego i odniesień, zaskoczeniem, że dało się je dobrze zrobić, a zastanawianiem się, gdzie ja to wcześniej słyszałem. No ale muzyka zawsze była mocną stroną Yuasy, więc może należało się tego spodziewać w równym stopniu co jego charakterystycznego stylu rysunku. Gorąco polecam.