Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 7/10 grafika: 7/10
fabuła: 5/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,00

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 25
Średnia: 6,84
σ=1,67

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Avellana)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Mahoraba ~Heartful Days~

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2005
Czas trwania: 26×24 min
Tytuły alternatywne:
  • まほらば ~Heartful days~
Tytuły powiązane:
Postaci: Artyści, Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Harem, Magia
zrzutka

On, ona i stado oryginałów w tle. Przyjemne „patrzydło”, ale czy coś poza tym?

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Ryushi Shiratori przybywa do Tokio, by rozpocząć studia i spełnić swoje marzenie – zostać rysownikiem książek dla dzieci. Gdzieś mieszkać musi, więc dość naturalne jest, że zamierza wynająć pokój w domu prowadzonym przez cioteczną siostrę jego matki. Narutakisou, staroświecki budynek wciśnięty między drapacze chmur, od początku wydaje się miejscem niezwykłym. Tym bardziej, że gospodynią okazuje się nastoletnia córka jego ciotki, Kozue Aoba! Ponieważ jednak życie nie składa się z samych blasków, bohater szybko przekona się, że Naritakisou zamieszkuje grupka oryginałów, z których kilkoro znajdzie szczególne upodobanie w zatruwaniu mu życia. A śliczna Kozue kryje sekret, który poważnie skomplikuje ich ewentualne relacje towarzyskie…

Mahoraba ma sporo zalet: jest miła i kolorowa, humor nie przekracza granic dobrego smaku, a wzruszenie nie przekracza granic taniego melodramatu. Fabuła składa się z ciągu luźno powiązanych epizodów z obowiązkową kulminacją w finale, domykającą część wątków, ale pozostawiającą odpowiednio dużo miejsca na ewentualną kontynuację. Postaci są sympatyczne i dają się lubić, choć Kozue prezentuje irytujący dla niemal wszystkich pań i części panów typ „idealnej kury domowej”, najszczęśliwszej, kiedy może prać, sprzątać i gotować. Z drugiej strony Ryushi to najzwyklejszy „bohater haremówki” – miły, dobrze wychowany, zawsze chętny do pomocy i wymagający pilnego wysłania na kurs asertywności. Tu jednak przynajmniej nie potyka się o własne nogi i faktycznie ma talent plastyczny.

Najpoważniejszą natomiast wadą tej serii jest całkowity i absolutny brak oryginalności. Twórcy postawili na sprawdzone motywy i bardziej wyrobiony widz bez trudu zauważy, że wszystkie lepsze pomysły były wykorzystywane już wcześniej (często na wiele sposobów). Wiele z nich przy tym tracąc oryginalny kontekst traci sporo sensu. Najlepiej widać to na przykładzie licznych zapożyczeń z Maison Ikkoku. Ikkoku­‑kan był raczej starym budynkiem, ale wtapiał się w otoczenie i nie zwracał uwagi tak, jak otoczone drzewami wiśni Narutakisou w nowoczesnej dzielnicy. Gospodyni Ikkoku­‑kan, Kiyoko, jest dorosłą kobietą, bardziej na miejscu niż słodziutka jak cukierek licealistka. W Maison Ikkoku także o wiele lepiej umotywowany był wątek sąsiadów, imprezujących każdej nocy w pokoju bohatera… Przykłady można by mnożyć, a praktycznie dla każdej postaci w Mahorabie znaleźć odpowiednik w innym anime.

Grafika jest odpowiednia dla tego typu serii, czyli przyjemna dla oka, barwna (obowiązkowe włosy w kolorach tęczy), z wyrazistą, choć bardzo typową kreską. Postaci można bez trudu odróżnić, co nie jest banalne – licząc bohaterów drugoplanowych zbierze się kilkanaście osób. Animacja nie zachwyca, ale już tła są odpowiednio szczegółowe i chwilami naprawdę ładne. Wszystko razem, łącznie z muzyką, zasługuje na określenie „solidna rzemieślnicza robota” – bez niedoróbek, ale i bez jakiegoś błysku. Tym, co mi najbardziej przeszkadzało, były natomiast projekty postaci – szczególnie pary bohaterów. Ryushi wygląda na jakieś 13­‑14 lat i ma odpowiedni do tego chłopięcy głos. Można od biedy uwierzyć, że właśnie zaczyna liceum, ale na pewno z żadnej strony nie przypomina studenta… To samo tyczy jego kolegów z roku – od licealistów różni ich tylko brak mundurków. Kozue wygląda na swój wiek, ale ma chyba nie najlepiej dobraną seiyuu, która w wersji „podstawowej” brzmi, jakby była o kilka lat młodsza.

Mahoraba, co warto podkreślić, nie zawiera żadnych poważnych wad. To miła i lekka seria, w sam raz do obejrzenia dla odprężenia po ciężkim dniu. Całkowity brak oryginalności sprawia, że trudno mi dać jej wyższą ocenę, ale szczególnie dla osób, które nie widziały jeszcze wielu tzw. „haremówek”, jest to pozycja jeśli nie warta polecenia, to przynajmniej zwrócenia uwagi.

Avellana, 26 listopada 2006

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: J.C.STAFF
Autor: Akira Kojima
Projekt: Masahiro Fujii
Reżyser: Shin'ichirou Kimura
Scenariusz: Yasunori Yamada
Muzyka: Anne