Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

3/10
postaci: 3/10 grafika: 4/10
fabuła: 3/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

5/10
Głosów: 20
Średnia: 4,95
σ=1,66

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Beatless

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2018
Czas trwania: 24×24 min
Tytuły alternatywne:
  • ビートレス
Tytuły powiązane:
Postaci: Androidy/cyborgi; Pierwowzór: Powieść/opowiadanie; Miejsce: Japonia; Czas: Przyszłość; Inne: Harem
zrzutka

Co za dużo, to niezdrowo, czyli nieudana próba stworzenia widowiskowego anime, kiedy ma się słaby pomysł i jeszcze gorszy budżet.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Seans Beatless był trudnym doświadczeniem mimo początkowo bardzo optymistycznego nastawienia z mojej strony. Duża w tym zasługa studia Diomedea które miało spore problemy z regularnością produkcji, czego skutkiem były aż cztery odcinki powtórkowe wyemitowane w przerwach pomiędzy odcinkami pierwszej serii. Kłopoty z ciągłością emisji spowodowały, że anime zostało podzielone i cztery ostatnie odcinki pod zbiorczym tytułem Beatless: Final Stage widzowie mogli zobaczyć dopiero w jesiennej ramówce. Oczywiście ten problem nie dotyczy widzów, którzy po serię sięgną po jej emisji, ale należy pamiętać, że Final Stage to integralna część tej serii i bez znajomości tych czterech odcinków seans nie będzie miał sensu, choć niestety muszę przyznać, że nawet jako całość nie jest to widowisko warte zapamiętania.

W niedalekiej przyszłości ludzkość dzięki postępowi technologicznemu stworzyła zaawansowane androidy nazywane HiE (Humanoid Interface Element), obdarzone sztuczną inteligencją i mające za zadanie wspierać ludzi zarówno w życiu zawodowym, jak i prywatnym. Dzięki temu wynalazkowi ludzkość prawie całkowicie polega na istotach, które przewyższają ją inteligencją i możliwościami. Niestety z powodu wysokiej ceny na zakup osobistego androida mogą sobie pozwolić tylko majętne osoby, a do takich nie należy główny bohater, Arato Endou, który w przeciwieństwie do większości społeczeństwa, traktuje HiE na równi z ludźmi. Pewnej nocy chłopak zostaje zaatakowany przez jedną z maszyn, a od pewnej śmierci ratuje go Lacia, będąca jedną z pięciu eksperymentalnych jednostek, które uciekły z laboratorium Metaframe. Znajdujący się w sytuacji bez wyjścia protagonista zgadza się na wzięcie odpowiedzialności za jej działania i zostaje jej właścicielem.

Jak widać, w zawiązaniu historii nie ma ani krzty oryginalności; jest typowy, miły chłopak o dobrym sercu, niezwykła dziewczyna i wydarzenie, które sprawia, że ich drogi się krzyżują, będące zapowiedzią czegoś o wiele poważniejszego. Niestety anime od samego początku boryka się z kilkoma problemami, które nie znikają do samego końca. Pierwszym z nich jest rozplanowanie wydarzeń w obrębie serii, która spokojnie moim zdaniem mogłaby zostać zamknięta w dwunastu odcinkach. Efektem rozciągnięcia wydarzeń do dwudziestu czterech odcinków jest spadek tempa, chaos oraz braki jakościowe wynikające z drugiego problemu tej ekranizacji, jakim jest budżet nieadekwatny do wizji twórcy. Mówimy bowiem o serii sensacyjno­‑przygodowej, w której walki i sceny akcji stanowią istotny element fabuły. O ile pierwszy odcinek jeszcze jakoś się pod tym względem broni, głównie ze względu na to, że jego akcja toczy się w większości w nocy, to kolejne odcinki wyglądają coraz gorzej. W oglądaniu nie pomaga także chaotyczność wydarzeń, brak wyjaśnień dla motywów i działań niektórych postaci czy też bardzo słabi antagoniści i sama fabuła oraz niespójna wizja świata. Wisienką na torcie jest próba zaspokojenia licznych fantazji widzów poprzez wprowadzanie takich elementów jak, na przykład watek przygody głównej bohaterki ze światem mody.

Niestety bohaterowie to również bardzo słaba strona tej serii. Główny bohater to typ ginącego powoli (i na szczęście) chłopaka o dobrym sercu i niskim instynkcie samozachowawczym objawiającym się nadmierną wiarą w dobrą stronę ludzkiej natury. Efektem tego jest naiwne i łatwowierne podejście do wielu spraw. Irytuje także jego brak zdecydowania i ogólna nijakość. Tak naprawdę gdyby nie partnerująca mu Lacia, seans byłby całkowicie nie do zniesienia, choć jako para doskonale wpisują się w stereotyp „bohatera takiego jak Ty”™ i perfekcyjnej w każdym calu kobiety niezłomnie stojącej u jego boku, ale nawet w tej kategorii nie wybijają się ponad przeciętność. W Lacii irytowały mnie próby sztucznego nadania jej głębi poprzez niedookreślanie jej stosunku do głównego bohatera, mające zwykle postać niedopowiedzeń czy gier słownych. Sytuację pogarszał ciapowaty charakter protagonisty, przez co zamiast oczekiwanego przeze mnie przyjemnego wątku romantycznego dostałem zabawę w kotka i myszkę i tylko pojedyncze sceny nieznacznie poprawiające sytuację. Lacia całkowicie nie sprawdziła się jako przeciwwaga dla głównego bohatera, choć w porównaniu do niego wypada o wiele lepiej.

Obrazu sytuacji nie ratują postacie drugoplanowe, łącznie z najbardziej irytującą siostrą protagonisty, z jaką miałem do czynienia podczas mojej przygody z japońską animacją. Niby zawsze wesoła i pogodna Yuka jest chodzącym przeciwieństwem swojego brata, jednak jej osobowość i zachowanie irytowały mnie za każdym razem, gdy pojawiała się na ekranie. Nie lepiej wypadły „siostry” Lacii, czyli cztery pozostałe HiE, które uciekły z laboratorium. Tak naprawdę tylko szalona czerwonowłosa Kouka wzbudziła moją sympatię dzięki prostolinijnemu charakterowi, jasno określonemu celowi i całkiem uroczej aparycji. Poza nią wszystkie one miały momenty, które sprawiały, że ich obecność na ekranie mnie denerwowała. Zarówno pozbawiona życia pokojówka Saturnus, lolitkowata Snowdrop, jak i wyrachowana i dumna Methode były dla mnie nieciekawe i nie potrafiły zyskać mojej sympatii. Poza tym widać w nich wyraźnie chęć hołdowania fetyszom widzów, dzięki czemu mamy przegląd wzorów zachowań i aparycji poszczególnych androidów. Podobna sytuacja dotyczy ludzkiej części obsady, czyli przyjaciół głównego bohatera, Kengo i Ryou oraz antagonistów, Gingi Wataraia i pojawiającej się później Eriki Burroughs, a także innych osób, których role były w najlepszym przypadku całkowicie nieciekawe. Jeśli o antagonistach mowa, to całkowicie zmarnowano ich potencjał, a wyciągnięta z kapelusza Erika dopełniła tylko obrazu nędzy.

Wizja świata przedstawionego, a także fabuła również nie spełniają oczekiwań. O ile ten pierwszy element jeszcze jakoś się broni, choć i w nim nie brakuje dziur i nieścisłości, to fabuła, rozplanowanie wydarzeń w obrębie odcinków oraz niektóre zachowania bohaterów całkowicie mnie rozczarowały. Wizja koegzystencji maszyn i ludzi, jak również związanych z tym problemów, ma naprawdę bardzo duży potencjał, co niejednokrotnie pokazały różne produkcje. Na tym tle Beatless ma swoje zalety, ale niestety nie są one w stanie przesłonić ogólnych wad tego anime.

Oprawa wizualna serii wpasowuje się w ogólny obraz całości. Jak już mówiłem, raczej niewielki budżet nie pozwolił rozwinąć skrzydeł ani rysownikom, ani animatorom, czego efektem są bardzo słabe i nieefektowne (w porównaniu do light novel) projekty postaci, w dodatku deformujące się przy każdej możliwej okazji, oraz niesamowicie puste i martwe lokacje, w których ma miejsce akcja. Tła również nie zachwycają ilością detali, szczegółowością ani kolorystyką, choć ten ostatni aspekt wyszedł chyba najlepiej. Najbardziej rażą wspomniane przeze mnie bardzo puste i nienaturalnie wyglądające ulice dużego przecież miasta, w którym rozgrywa się akcja. Jeśli już są na nich jacyś ludzie, to kadr wygląda niesamowicie statycznie. Sytuacji nie poprawiają walki, starające się sprawiać wrażenie dynamicznych. Niestety niedoborów budżetu nie da się oszukać i naprawdę o wiele lepiej oglądałoby się tą serię, gdyby całość zamknięto w dwunastu odcinkach, co pozwoliłoby lepiej rozplanować pracę animatorów oraz fabułę, by uniknąć ciągłych powtórek czy dłużyzn.

Nieźle natomiast słucha się muzyki towarzyszącej seansowi. I to zarówno tej, która pojawia się w trakcie odcinków, jak i otwierających i kończących je utworów. Szczególnie pierwszy opening przypadł mi do gustu, z resztą było już nieco gorzej, ale mimo to uważam, że muzyka to najmocniejszy element tego tytułu. Również praca aktorów głosowych zasługuje na pochwałę, choć i od tego są wyjątki w postaci siostry Ryou – Shiori, oraz Kengo. Początkującej aktorce Uki Satake mogę wybaczyć, ale bardzo doświadczony Daiki Yamashita nieco mnie tutaj rozczarował.

Nie spodziewałem się wiele, a otrzymałem jeszcze mniej – to chyba najlepsze podsumowanie tej serii. Niespójna wizja świata przyszłości, naciągana i nudna intryga, nieciekawi i często irytujący bohaterowie, a także budżet nieadekwatny do założeń sprawiają, że seans Beatless był męczący i nie spełnił swojego założenia, jakim powinno być dostarczanie rozrywki. Czarę goryczy przepełniły cztery odcinki powtórkowe oraz rozdzielenie emisji spowodowane ciągłymi opóźnieniami produkcyjnymi. Ta seria zawiodła mnie na całej linii i nie polecam jej nikomu, ponieważ jest więcej interesujących i lepszych historii o podobnej tematyce, na które warto poświęcić swój czas.

KamilW, 24 listopada 2018

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Diomedea
Autor: Satoshi Hase
Projekt: Hiroko Yaguchi, Redjuice
Reżyser: Seiji Mizushima
Scenariusz: Gou Zappa, Tatsuya Takahashi

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Beatless -- wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl