Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Polcon 2018

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 8/10 grafika: 5/10
fabuła: 8/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 6 Zobacz jak ocenili
Średnia: 8,00

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 16
Średnia: 7,25
σ=1,82

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (moshi_moshi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Miira no Kaikata

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2018
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • How to Keep a Mummy
  • ミイラの飼い方
Postaci: Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność
zrzutka

Praktyczny poradnik dla hodowców mumii, smoków, oni i innych nadnaturalnych stworzeń.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Sora Kashiwagi to sympatyczny, rozgarnięty i nad wiek dojrzały licealista, którego los pokarał tatusiem o niezwykłych zainteresowaniach. Otóż Kashiwagi senior radośnie przemierza dalekie krainy, eksplorując co ciekawsze miejsca i od czasu do czasu przysyłając latorośli jakąś nietypową „pamiątkę” – na przykład przeklętą lalkę lub morderczego stracha na wróble. Dlatego nikogo nie powinna dziwić reakcja chłopca, gdy odbiera od kuriera wielką paczkę zawierającą trumnę. Jakby tego było mało, z owej trumny dochodzą bardzo złowieszcze dźwięki. Cóż, Sora nie spieszy się z jej otwarciem, więc mroczny lokator postanawia zrobić to sam. Jednak jakież jest zdziwienie bohatera, gdy zamiast wampira zza wieka wychodzi maleńka mumia! Małe to, niegroźne (prawdopodobnie) i słodkie, aż żal wywalać za drzwi lub odsyłać z powrotem, toteż Sora postanawia zatrzymać prezent z Egiptu…

W ten sposób w życiu bohatera zaczyna się nowy rozdział, pełen radości, ale i wyzwań, no bo na czym właściwie polega opieka nad mumią? Czy mumie coś jedzą, a jeśli tak, to co? Czy trzeba im zmieniać bandaż? Czy wolno mumie kąpać? Na te i wiele innych pytań odpowie Wam właśnie Miira no Kaikata. Co więcej, zrobi to w sposób wyjątkowo zabawny i ciepły, a jeśli zamiast maleństwa w bandażach marzycie o posiadaniu smoka lub dziecka oni, nic nie szkodzi. Znajdzie się też kilka ciekawostek i przydatnych wskazówek dotyczących innych niesamowitych istot, ponieważ nadnaturalna menażeria powiększa się z odcinka na odcinek.

Seria to zbiór luźno powiązanych ze sobą opowieści o blaskach i cieniach (choć tych jest niewiele) posiadania pupila, tyle że w tym przypadku raczej nietypowego. Ponieważ jeden Sora zapewne miałby sporo problemów, opiekując się tak licznym stadkiem, wkrótce dołączają do niego szkolni koledzy. Jego najlepszy przyjaciel, Tazuki, trochę wbrew własnej woli zostaje opiekunem rozbrykanego dziecka oni, zaś kolejnymi posiadaczami fantastycznych istot stają się koleżanka z klasy, Asa Motegi, oraz cierpiący na bezsenność szkolny znajomy, Daichi Tachiaki. Zaskoczyło mnie, jak wiele twórcy wycisnęli z naprawdę prostego pomysłu – mamy czwórkę znajomych i ich „maskotki” oraz mnóstwo codziennych sytuacji i dylematów, które zna każdy właściciel chociażby psa lub kota. Warto jednak podkreślić, że całkiem sporo dowiadujemy się też o samych bohaterach, między innymi obserwując ich reakcje na zachowania pupili. W dodatku to nie jest tak, że dostajemy „koszmar dentystów”, czyli anime tak słodkie, że powoduje próchnicę. Opieka nad zwierzęciem wiąże się z odpowiedzialnością i nie zawsze przypomina sielankę – owszem, kiedy jest wesoło, to jest, ale bywają chwile zwątpienia, złości i strachu. Bo kochany pieszczoch źle się czuje, bo coś zniszczył, bo polazł nie wiadomo gdzie i nijak nie możemy go znaleźć. O tych niezbyt przyjemnych sytuacjach również nie zapomniano.

Co więcej, zły dzień miewają także bohaterowie, nie zawsze uśmiechnięci i do rany przyłóż. Wbrew pozorom seria bywa bardzo emocjonalna, potrafi umiejętnie ukazać niepewność oraz strach o przyszłość. Tyczy się to zwłaszcza Sory i Tazukiego, którzy znają się od podszewki i jak to przyjaciele, nie zawsze idealnie się dogadują. Do tego dochodzą różne wydarzenia z przeszłości, może niezbyt dramatyczne, ale mające ogromny wpływ na podejście chłopców do pewnych spraw. Generalnie widać, że twórcom nie brakuje zmysłu obserwacji oraz dbałości o detale – wszystkie ważniejsze kwestie, jak chociażby istnienie istot nadnaturalnych, zostają wyjaśnione.

Jednak największą zaletą Miira no Kaikata pozostają postacie, pełne energii, sympatyczne, a przy tym wiarygodne i zachowujące się sensownie. Sora to wyjątkowo udany egzemplarz protagonisty, chłopak jest zaradny i odpowiedzialny, ale mimo wszystko pozostaje nastolatkiem, który nie zawsze wie jak się zachować i co powiedzieć. Ma też swoje wady, które skutecznie wytyka mu Tazuki, równie sensowny, ale mający mniej cierpliwości i zdradzający niewielkie skłonności sadystyczne. Nieco mniej dowiadujemy się o Motegi i Tachiakim, ale jest to logiczne o tyle, że seria ma tylko dwanaście odcinków i zgodnie z tytułem, skupia się raczej na nieludzkich bohaterach. Nie znaczy to jednak, że widz dostaje tylko niewielki wycinek rzeczywistości, oprawiony w ramkę. Bohaterowie funkcjonują w całkiem zgrabnie naszkicowanym świecie, gdzie znalazło się miejsce zarówno dla ich rodzin, jak i bytów znacznie potężniejszych niż nasze nietypowe maskotki. Co więcej, nie jest to świat idealny, zawsze przyjazny i bezpieczny – rządzi się on swoimi prawami, które poznaje także widz. Ale wracając do bohaterów, pierwsze skrzypce grają oczywiście nadnaturalne stworzenia z Mii­‑kunem (tak Sora nazwał mumię) na czele. Bogowie, jeżeli ktoś po seansie nie ma ochoty zaopiekować się mumią miniaturką lub ślicznym smoczątkiem, to jest chyba całkowicie wyprany z uczuć. Tak cudacznej, nierozgarniętej i pociesznej grupki ze świecą szukać – twórcy magical girls powinni obligatoryjnie oglądać Miira no Kaikata, żeby zobaczyć, jak powinna wyglądać idealna maskotka. Patrząc na wyczyny Mii­‑kuna, człowiek na przemian rozpływa się i rechocze ze śmiechu. Zresztą nie inaczej jest w przypadku pozostałych istot. Brawa należą się twórcom tym bardziej, że rzeczone fantastyczne stworzenia nie mówią, a jedynie wydają z siebie nieartykułowane dźwięki. Ich mimika również nie należy do najbogatszych, a mimo to widz doskonale wie, w jakim nastroju jest pieszczoch.

Tu dochodzimy do jednego z nielicznych, ale najpoważniejszego problemu serii, to jest bardzo słabej oprawy graficznej. Po prostu widać, że studio dostało tyle pieniędzy, co kot napłakał – nie powiem, żebym była tym zaskoczona, ostatecznie mówimy o ekranizacji komiksu internetowego, a nie kolejnym hicie znanego mangaki. Acz „rozluźnienie” rysowników trochę boli, bo ostatecznie nie musieli męczyć się nad skomplikowanymi choreograficznie scenami pojedynków, a jedynie narysować kulający się motek bandaży. Projekty ludzkich postaci są proste, a projekty istot nadnaturalnych jeszcze prostsze. Przez większość czasu bohaterowie siedzą i rozmawiają, korzystając z trzech pomieszczeń na krzyż, więc w czym problem? Tła nie wychodzą poza standard, czyli mamy kilka domów i wąskie uliczki, salon w domu Sory, sypialnię Tazukiego i szkolny dach. Żadna filozofia, nikt nie kazał grafikom wykreować alternatywnego świata. Tymczasem te schematyczne projekty postaci i oklepane tła przerosły ekipę – dziwne krzywizny i scenograficzna nędza kłują w oczy, podobnie jak uboga kolorystyka. Światełkiem w tunelu okazały się ze dwa odcinki zaskakujące widza pięknymi scenami deszczu i widokami przyświątynnego lasu. Czyli dało się, ale komuś musiało się chcieć…

Tym razem daruję sobie ocenę ścieżki dźwiękowej, ponieważ jedynymi z nią związanymi rzeczami, które zapadły mi w pamięć, były teledyski do czołówki i napisów końcowych. Podkreślam, pamiętam obrazy, a nie piosenki, a to o czymś świadczy. W sumie tylko kojarzę opening, o całkiem przyjemnej linii melodycznej i takim sobie wokalu, ale to zdecydowanie zbyt mało, by wystawić uczciwą ocenę, nawet niską. Natomiast chciałabym złożyć wyrazy uznania dla Ai Kayano, która brawurowo wcieliła się w aż trzy role: Mii­‑kuna, Conny'ego (pupila Tazukiego) oraz ciocię Sory, Kaede. Serio, gdyby ktoś mi powiedział, nie uwierzyłabym, że ta sama osoba zagrała te trzy postacie. Zresztą jak na tak słabą technicznie serię, seiyuu naprawdę stanęli na wysokości zadania i dali prawdziwy popis umiejętności.

Miira no Kaikata to solidna porcja endorfin dla każdego, kto lubi udane połączenie okruchów życia z lekką komedią. Temat jest odświeżający, a bohaterowie pocieszni i przy okazji charakterni. Jak na anime, w którym słodkie istoty robią słodkie rzeczy, jest tu zaskakująco dużo „mięska” – zresztą przed seansem nigdy nie przyszłoby mi do głowy myśleć o zasuszonym ciele owiniętym w bandaż jako o czymś słodkim, a tu proszę. Jeżeli nie wierzycie, że mumia może być rozczulająca, urocza i puchata, to koniecznie musicie obejrzeć Miira no Kaikata i zrewidować swoje poglądy. To anime to mała niedofinansowana perełka, której potencjału na pewno nie wykorzystano w pełni w tych dwunastu odcinkach i dlatego mam cichą nadzieję, że to nie ostatnie spotkanie z Mii­‑kunem i jego opiekunem.

moshi_moshi, 19 maja 2018

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: 8bit
Autor: Kakeru Utsugi
Projekt: Takahiro Kishida
Reżyser: Kaori
Scenariusz: Deko Akao
Muzyka: Ken'ichirou Suehiro, Mayuko

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Miira no Kaikata - wrażenia po pierwszych odcinkach Nieoficjalny pl