Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 8/10 grafika: 4/10
fabuła: 7/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

6/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,33

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 7
Średnia: 6,57
σ=1,18

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Mitsuboshi Colors

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2018
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • 三ツ星カラーズ
Widownia: Shounen; Postaci: Dzieci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Realizm
zrzutka

Wielkie małe przygody trójki dzieciaków – dla odmiany z miastem w tle.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Yui, Sacchan i Kotoha to trzy małolaty, które spotykają się w parku, w „tajnej kryjówce”, będącej jednocześnie siedzibą ich organizacji, Colors. Jakiej organizacji? Rzecz jasna stającej w obronie pokoju na świecie, a przynajmniej w najbliższej okolicy! Wyzwań nie brakuje – od poszukiwań złodziejskiego kota po ratowanie miasta przed plagą alergenów, nasze bohaterki mają pełne ręce roboty!

Anime, których bohaterkami są dziewczęta, w dalszym ciągu są wyjątkowo popularne w Japonii, jeśli popatrzyć na przekrój poszczególnych sezonów. Cechą wspólną większości takich produkcji jest jednak to, że pokazywane są tam nie tyle (uproszczone nawet) istoty ludzkie, co produkty przygotowane z myślą o fanach. Czyli słodkie, niewinne dwuwymiarowe ślicznotki, wyglądające jak gimnazjalistki i z procesami myślowymi na poziomie skomplikowania wczesnej podstawówki – nawet jeśli formalnie są dorosłe lub uczęszczają do liceum. Na tym tle Mitsuboshi Colors wyróżnia się bardzo wyraźnie, bowiem jego trzy bohaterki to w drugiej kolejności dziewczynki, a w pierwszej – dzieciaki. Czasem nieznośne, czasem bezczelne, pełne genialnych pomysłów na zagospodarowywanie sobie wolnego czasu. W tym cudownym wieku, kiedy już można liczyć na odrobinę samodzielności, ale jeszcze cały świat pełen jest najfantastyczniejszych przygód, kryjących się dosłownie za każdym rogiem.

Oczywiście jest to obraz pod pewnymi względami wyidealizowany, choćby dlatego, że chyba nawet w Japonii, nie mówiąc już o paranoidalnej Ameryce czy coraz ostrożniejszej Europie, nikt by nie puszczał sześcio- czy siedmiolatków samopas na kilka godzin. Z drugiej jednak strony to właśnie wyróżnia Mitsuboshi Colors – bohaterki poruszają się w obrębie swojej dzielnicy, która tworzy odrębny mikrokosmos, z ulicą handlową, stacją i parkiem jako najważniejszymi punktami orientacyjnym. Dziewczynki są też doskonale znane dorosłym mieszkańcom tej okolicy, którzy często w sposób zamierzony lub też nie towarzyszą w ich perypetiach. Jeśli dodać do tego, że odcinki podzielone są zazwyczaj na trzy krótsze epizody, idealne do skali pokazywanych przygód, wychodzi w sumie seria czarująca, bezpretensjonalna i przy okazji pozbawiona fanserwisu (chyba że ktoś wszędzie, ale to naprawdę wszędzie jest w stanie dopatrzeć się podtekstów).

Nie ma jednak cudów – poziom poszczególnych epizodów jest dość nierówny. Po części odpowiada za to sama fabuła, chociaż trzeba powiedzieć uczciwie, że pod tym względem ocena w dużej mierze zależy od oczekiwań i preferencji widza. Dla mnie najbardziej udanymi historyjkami były te najbardziej przyziemne, jak choćby ta o poszukiwaniu w parku roślin jadalnych czy też o wizycie w zoo. Niestety jednak część pomysłów na takie scenariusze wydała mi się przekombinowana i wzięta żywcem z bardziej abstrakcyjnych (i schematycznych) tytułów komediowych – tu przykładem może być wożenie robiącego zdjęcia kota w wózku (jakie zwierzę by tak wysiedziało?!) czy też próba znalezienia osoby, która w stosowny sposób puentowałaby żarty Sacchan. Zdecydowanie wolałabym, żeby Mitsuboshi Colors trzymało się bardziej rzeczywistości, bo to wychodzi mu najlepiej.

Jest jednak coś jeszcze, co ciągnie ocenę tej serii w dół – oprawa wizualna. Wydawać by się mogło, że to akurat nie powinno zawodzić, szczególnie że nikt nie oczekiwałby cudów i popisów animacji. Oszczędzać jednak trzeba umieć, a tymczasem niektóre odcinki wyglądają prawie jak pokaz slajdów, zaś bohaterki poruszają się zawsze wśród zastygłego nieruchomo tłumu. Tła w dużej mierze składają się z przefiltrowanych zdjęć (czasem z wątpliwym efektem końcowym), a postaci przy różnych okazjach deformują się w sposób, na który nie da się nie zwracać uwagi. Pojedyncze usterki tego typu nie byłyby poważną wadą, ale tutaj skala problemu jest taka, że marna grafika autentycznie przeszkadza chwilami w oglądaniu i sprawia, że potencjalnie ciekawe epizody stają się nudne i nieefektowne (jak choćby ten z paradą i szkolnym festynem).

Gdyby z kolei wskazać najmocniejszy punkt serii, byłyby to postaci. Bohaterki zostały obdarzone, jak zwykle w podobnych przypadkach, odmiennymi i kontrastującymi charakterami. Yui jest spokojna i czasem płaczliwa, Sacchan hiperaktywna i nieznośna, a Kotoha nie odrywa się od gier komputerowych i ma zamiłowanie do makabry. Uczciwie trzeba powiedzieć, że prawie wszystkie cechy ich osobowości da się znaleźć w prawdziwych dzieciakach, co zaliczam na zdecydowany plus. Wrażenie psuje tylko to, o czym pisałam wyżej – w niektórych epizodach dziewczynki zachowują się bardziej jak sformalizowana grupa komediowa, co psuje efekt naturalności. Jednak – mimo że tej trójce poświęcono niemal cały czas ekranowy – prawdziwą ozdobą serii są dorośli. Poznajemy ich tu trochę – przede wszystkim policjanta Saitou, właściciela sklepu z drobiazgami oraz mamę Sacchan, plus sporą grupę pojawiających się okazjonalnie statystów. Wyjątkowo podobały mi się ich relacje z małolatami, pokazujące, że dorośli doskonale mogą uczestniczyć w dziecięcych zabawach, asystując i podsuwając pomysły, ale nie nadzorując i nie wtrącając się, dopóki sprawy nie zaczną się wymykać spod kontroli.

Ze względu na epizodyczną konstrukcję Mitsuboshi Colors jest serią, gdzie zdecydowanie wystarczy jeden czy dwa odcinki, by wyrobić sobie opinię o całości. Nie znaczy to, że nie potrafi potem zaskoczyć – pomysłowością bohaterek i absurdalnymi sytuacjami, w które wmanewrowują siebie lub otoczenie – jednak każdy bardzo szybko może wyrobić sobie opinię, czy jest to anime dla niego. Ja polecam, amatorom komedii i osobom, które docenią absurdalny humor, a może nawet będą mogły porównać zachowanie Yui, Sacchan i Kotohy z zachowaniem znajomych dzieciaków – słowo daję, sporo rzeczy jest tu celnie zaobserwowanych i uniwersalnych.

Avellana, 14 kwietnia 2018

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Silver Link
Autor: Katsuwo
Projekt: Takumi Yokota
Reżyser: Tomoyuki Kawamura
Scenariusz: Shougo Yasukawa
Muzyka: Michiru

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Mitsuboshi Colors - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl