Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Otaku.pl

Komentarze

Sanrio Danshi

  • Avatar
    A
    Kysz 1.04.2018 21:26
    Myślałam, że jednak będzie to lepsze...
    Naprawdę nie miałam co do tego wielkich wymagań. Nie liczyłam tu na drugie Kimi to Boku, ale po prostu chciałam obejrzeć lekką historyjkę o słodkich chłopcach robiących słodkie rzeczy. I początkowo było nawet nieźle, ale z czasem zrobiło się zwyczajnie… nudno. Panowie dużo gadali, głównie o przyjaźni i tym podobnych pierdołach. Każdy dostał swoją (odpowiednio udramatyzowaną) historię do opowiedzenia, do tego doszły wszelkie smaczki związane z postaciami Sanrio. Dość cukierkowe, ale raczej strawne. Zabrakło w tym jednak jakiegoś polotu, pomysłu na całą serię, bo to, co początkowo się nieźle oglądało, szybko zaczęło męczyć powtarzalnością.

    Sami bohaterowie nie są na szczęście tacy źli i chociaż trochę się wyłamują ze schematów, które odgrywają. Najlepiej prezentuje się chyba Shunsuke, który gra rolę tego opanowanego, ale miewa momenty, w których pokazuje zupełnie inne, bardziej „zabawne” oblicze. Ogólnie wszyscy są raczej sympatyczni, żaden mnie jakoś szczególnie nie irytował (no może trochę Ryou).

    Graficznie jest źle a wręcz bardzo źle. Same projekty postaci są ok, ale w ruchy wyglądają paskudnie. Liczne deformacje są na porządku dziennym, zaś animacja po prostu boli (chyba nigdy nie zapomnę sceny, w której Kouta wchodzi do domu i dosłownie przepływa w powietrzu na schody prowadzące na piętro… brrrr).

    Długo zastanawiałam się nad oceną i ostatecznie stanęło na 4/10. Bywały odcinki, których oglądanie zajmowało mi ze dwie godziny, bo tak bardzo mnie nudziło to, co dzieje się na ekranie, że co chwila stopowałam i przeglądałam różne rzeczy w internecie. Najlepiej z tego wszystkiego oceniam początkowe odcinki i samą końcówkę (przy „niespodziance” na występie naprawdę się zaśmiałam ;p), ale drugi raz bym po to nie sięgnęła. Na następce Kimi to Boku musimy jednak trochę poczekać.
  • Avatar
    A
    Kysz 6.01.2018 18:58
    Po 1 epku
    W sumie nie planowałam tego oglądać, ale jakoś tak dzisiaj naszła mnie ochota na anime, a że to akurat wyszło…

    I hej, to było całkiem przyjemne! Od dawna nie oglądałam serii z biszami, którzy by mnie nie irytowali, bo obecne schematy są zbyt przesadzone jak na moje gusta. Ci tutaj też są trochę przerysowani, ale właśnie przez to, że dodano im cechę, której z reguły bisze nie posiadają (czyli zainteresowanie maskotkami Sanrio), nie czuję się tym aż tak przytłoczona. Swoją drogą idealnym wyborem jest zrezygnowanie z bohaterki w tej serii, bo jako reverse harem to by pewnie nie było już fajne. Znaczy, widać momenty, w których ma ona być (jak wtedy, kiedy jeden z bohaterów wpada na dziewczynę na korytarzu), ale ponieważ nie ma jej wymienionej w obsadzie należy zakładać, że będą to tylko takie smaczki dla fanek (na zasadzie „poczuj się jak bohaterka”, bo sceny z nią są pokazane z jej perspektywy).

    Grafika jest biedna i to wręcz na takim poziomie, który trochę boli (uh, te sztuczne ruchy postaci…). Projekty postaci to standard, na czele z bardziej zwyczajnym protagonistą. Na szczęście jest to jeszcze na oglądalnym poziomie, poza tym oszczędzają z animacją gdzie się da, zastępując ją statycznymi kadrami, więc nie ma aż tyle momentów, w których musimy się krzywić.

    Ogólnie było… nieźle. Na pewno nie będzie to taką tragedią, jak Konbini Kareshi, choć jednak nie liczę tu na poziom Kimi to Boku. Ponieważ zrezygnowano z romansu, będziemy mieli do czynienia z serią o słodkich biszach robiących słodkie rzeczy, a to rzadkość w anime. Jako iż pierwszy odcinek niczym mnie nie odrzucił, postanowiłam jednak dać temu szansę i liczę na przyjemny seans.