Recenzja Gamera jest zasadniczo poprawna pod względem opisu zawiązania fabuły, co należy chwalić, bo ja do dziś nie mam pojęcia o co tam dokładnie chodzi (lektura LN na później, jak już ją przetłumaczą). Fakt faktem, szczegóły zostały pominięte, ale generalna idea została przekazana, za co należą się tak Gamerowi (za podjęcie się nie lada zadania) jak i Ave (za ogarnięcie wstępnego zagmatwania recenzji, co sama przyznała) duże brawa.
Tyle, że w tym wypadku ma rację. Człowiek który w takich warunkach nie przystosowuje się do sytuacji błyskawicznie ma mierne szanse by przeżyć, nie wspominając o tym, że swoim zachowaniem ściąga niebezpieczeństwo także na Yuno. Oczywiście kliknij: ukryte później Yuki nabiera nieco pewności siebie, ale dzieje się to stosunkowo późno i nie do końca zaciera pierwsze złe wrażenie.
Zasadniczo seria ma jeden problem – 13 odcinków. Niestety ludzie z Sunrise wyraźnie nie mieli pewności co do potencjalnych zysków z tej serii, więc zdecydowali się na „bezpieczne” pół sezonu, co odbiło się na Horizonie bardziej, niż ten na to zasługuje. Potencjał jest tu naprawdę bardzo duży, tak ze względu na ciekawe postaci, jak i skomplikowaną fabułę (jej przedstawienie w anime to istny koszmar, ale dalej jest już lepiej). Co ciekawe: a)główny bohater nie jest bezpłciową ofiarą losu – zboczeniec z poczuciem humoru i jasno ustawionymi priorytetami to miła odmiana. b) fanserwis w tej serii wyraźnie pełni formę dodatku do reszty, co cieszy, bo tym samym nie przeszkadza, a wręcz umila oglądanie (choć fakt faktem, momentami te cycki są ogromne…) c)drugi sezon ma szansę być o wiele bardziej udany, ze względu na świetne wyniki sprzedaży Trzymam za Horizona kciuki.
Idea przewodnia odcinka jest absolutnie idiotyczna, ale końcówka to Toradora w najlepszym tego słowa znaczeniu. Warto, choćby dla tych kilku ostatnich minut.
Zasadniczo nie mam zastrzeżeń do tego filmu, bo to pierwszorzędna robota pod absolutnie każdym względem. Fenomenalna grafika, tak bardzo charakterystyczna dla Makoto Shinkai'a zachwyca, choć mam wrażenie, że zniknęło wrażenie fotorealizmu obecne w poprzednich filmach. Ogólny projekt całej Agarthy jest piękny w swojej prostocie, ale bardzo mocno czuć tu inspirację Laputą, czy choćby Mononoke studia Ghibli. Samo w sobie nie jest to wadą, ale… Dźwięk jakoś nigdy nie przemawiał do mnie w filmach Shinkai'a i tutaj jest podobnie. Jest fajny, nastrojowy, ale do wybitnych mu daleko. Nastrój jest chyba tym, co wyróżnia tą produkcję spośród innych od tego reżysera. Jest zupełnie inny od poprzednich filmów – ciepły, nastrojowy i nieco melancholijny. I właśnie tej części najbardziej „nie lubię”. Mimo wszystko czułem się tak, jakbym oglądał film studia Ghibli, a nie tego oczekiwałem. Niby wiedziałem, że ma to być coś zupełnie innego, ale jednak… tak, wolę poprzednie filmy. Żeby było jasne, to nie jest zła produkcja, po prostu lubię ten nieco przybijający klimat charakterystyczny dla Shinkai'a. Amen
Komentarz do recenzji "Macross Frontier ~Sayonara no Tsubasa~"
Wszystko sparkli niczym Edward na pustyni, kolory tęczy w pełnym rozkwicie i idiotyczny pop… Macross at it's finest! A tak na poważnie – graficznie jest naprawdę niesamowicie, szczególnie bitwy powodują opad szczęki. Udźwiękowienie ustępuje, ale to po prostu nie mój gatunek muzyki i tyle. Fabularnie… dziwne, mocno zakręcone i nielogiczne, podobnie postaci… Daje okrągłą ósemeczkę – wojennego SF nigdy za mało. Aha, kliknij: ukryte serfujący Macross Quarter FTW!!!
Wyłapać mogą, ale nie powinny one wpłynąć na ocenę. Chodzi o wywołanie pewnych wrażeń i uczuć.
Oh, really? W takim razie co wpływa? Ja przepraszam bardzo, ale jeśli zacznę ignorować takie „detale” to nie będę w stanie ocenić żadnego anime. W imię konwencji mam zgodzić się na jawne kpienie sobie z tych resztek inteligencji które posiadam? Oczywiście, sam możesz oceniać serię jak chcesz, wedle dowolnych kryteriów, ale mówienie, że inni nie mają do tego prawa tylko dlatego, że starają się mimo wszystko analizować to, co widzą, TO jest właśnie głupota.
Nie żeby miało to jakiekolwiek znaczenie, ale to, że seria jest przeznaczona dla młodych chłopców nie znaczy, że inni jej nie obejrzą. Idąc za ciosem, starsi widzowie mogą, ale nie muszą, wyłapać fabularne nieścisłości, nielogiczność i brak spójności wewnętrznej. Równie dobrze mogą to zrobić widzowie, których wiek mieści się wewnątrz „targetu”. Innymi słowy, głupota była, jest i będzie głupotą niezależnie kto na nią patrzy i ile ma lat. Amen.
Komentarz do recenzji "Ore no Imouto ga Konna ni Kawaii Wake ga Nai"
Anime nie jest złe, ale rujnują je postaci, zwłaszcza Kirino. Nie mam nic przeciwko tsundere, uważam, że osoba z charakterem jest potrzebna, by widz nie zaziewał się na śmierć, albo nie przejadł słodyczą moebloba. Ale tutaj sytuacja wygląda zupełnie inaczej – Kirino jest najzwyklejszą w świecie s***. Bezczelna, wrzaskliwa, nie umie najzwyczajniej w świecie podziękować za pomoc, zachowuje się jak jakaś księżniczka, w głęboki poważaniu mając cały wysiłek brata mający na celu poprawienie relacji między nimi. Zazdrość o niego to jedno, ale to, co ona wyprawia jest zupełnie nie do przyjęcia. Kyosuke, zamiast pokazać, że to on ma jaja, zachowuje się jak jakieś popychadło, mimo iż jest starszy. Miast dać małolacie w pysk, pokazać, że nie akceptuje takiego zachowania, to ten podkula ogon i potulnie idzie do kąta. Mimo wszystko mam do niego trochę sympatii, bo nie jest to zła postać, jedynie źle poprowadzona. Sytuację ratują Kuroneko i Saori. Pierwsza jest zdecydowanie bardzo ciekawą postacią i ma duży potencjał, którego niestety nie wykorzystano. O drugiej mógłbym napisać w sumie to samo, tyle że to „mała czarna” jakoś bardziej do mnie trafiła. Podsumowując, niezłe anime, ale z potężną wadą uniemożliwiającą wysoką ocenę.
Czwarta kinówka faktycznie nie należy do cudów, ale daleko jej do anime słabego. W telegraficznym skrócie: kliknij: ukryte Samo założenie fabularne jest kalekie niczym weteran I wojny światowej – no bo jeśli każda łajza i inny tentacle monster może się wymknąć z piekła, to co w nim takiego wyjątkowego? Należy żałować, że tego wymiaru nie został Z GŁOWĄ wykorzystany w mandze, bo tu wszystko się sypie już w podstawach. Postaci są słabe, z truskaweczką na czele. Ja rozumiem, rozpacz, strach o los siostry itd., ale nie podejrzewać kolesia Z PIEKŁA GOD DAMNIT o to, że coś knuje, to już wybitny objaw skretynienia. Kolejna sprawa to niby główni źli… są tacy przekonujący w swojej retoryce… Ale! Mamy też plusy! o dziwo Orihime ani razu nie palnęła czegoś/nie zachowała się jak idiotka. Możliwe że z powodu małej ilości czasu antenowego jaki jej dano. Mniejsza, efekt jest jak najbardziej pozytywny. Strona techniczna to najlepszy aspekt tego anime. Walki są efektowne i dynamiczne, choć animacja jest taka… nie wiem jak to określić… rozmyta? Poza tym, Piekło, jako lokacja zawodzi na całej linii projektem otoczenia. jest mało przemyślane, nudne i statyczne – nie tego się spodziewałem. Walki są, jak już mówiłem, bardzo efektywne, a jednak finalowy pojedynek to: 1. Absolutnie komiczna przemiana Ichigo – Szkieletor na sterydach… 2. Kiepska jest, szczególnie w porównaniu do tej tuż przed nią, której całą esencję oddaje jedno stwierdzenie: IMMA FIRING MAH LAZOR!!! BLAH!!! To tyle, jest średnio, ale da się oglądać i nawet nie wściec się (aż tak bardzo) na głupotę twórców… Aha, o muzyce nic nie napisałem, bo od czasu pierwszej kinówki nic ciekawego już w Bleachu nie słyszałem.
Altramertes
28.06.2011 09:53 Nie jest tragedią, ale
Komentarz do recenzji "Hoshizora e Kakaru Hashi"
Anime wybitnie sztampowe w każdym calu, więc daruje sobie komentowanie konkretów. Jedyne co warte jest nadmienienia to dwie kwestie. kliknij: ukryte W odcinku jedenastym zostałem niezwykle pozytywnie zaskoczony, kiedy Ibuki przejęła inicjatywę i sama zaproponowała bohaterowi „chodzenie”. Był to najlepszy moment w całej serii, udowadniający, że tsundere to nie tylko irytująca i wrzeszcząca dziewczyna z ADHD, ale także, właśnie dzięki silnemu charakterowi, osoba potrafiąca wyjść z inicjatywą i wziąć sprawy we własne ręce, nie czekając aż ich książę łaskawie podejmie decyzję. Słowem, za cały odcinek 11 wielkie brawa. Ostatni odcinek natomiast to już kompletna klapa, która dla mnie spowodowała, że ocena poszybowała w dół z prędkością spadającego meteorytu. Wybranką bohatera zostało 5‑letnie dziecko z wyraźnym upośledzeniem psychicznym, a osadzone w ciele 16‑latki. Nie dość, że było to irytujące jak ciężka *******, to jeszcze musiałem się męczyć z tym plugastwem przez 24 minuty! Skandal! Jedyne co mam na pocieszenie, to fakt, że obserwując komentarze innych oglądających do tego konkretnego odcinka, moje odczucia nie były odosobnione. Podsumowując, seria bardzo średnia, męcząca, z jednym świetnym odcinkiem i jednym tragicznym. „Mocne” 4
P.S. Shota fanserwis był powodem, dla którego do tej pory sądzę, że oglądałem zakamuflowanego yaoi'ca…
Altramertes
14.06.2011 09:58 Całkowicie się zgadzam
Komentarz do recenzji "Yosuga no Sora"
Jak już wyżej napisałem całkowicie zgadzam się z opinią recenzentki, choć jest jedna kwestia która mnie odrobinkę zdziwiła. Moim skromnym zdaniem, tekst nie do końca odzwierciedla tak mocno negatywną ocenę. Oczywiście główne wady zostały zawarte, ale po 2 oczekiwałem troszkę więcej jadu. Jednocześnie podziwiam autorkę za takie właśnie podejście, bowiem zachowanie neutralnego poziomu emocji w recenzji czegoś tak niezmiernie głupiego i obrzydliwego dla mnie osobiście jest nie lada wyczynem. To tyle:)
Komentarz do recenzji "Ore-tachi ni Tsubasa wa Nai"
Po prostu nie da rady oglądać tej serii na trzeźwo! Postaci to antropomorficzne aparaty do pantyshot'ów, fabuła nie istnieje, na ekranie panuje totalny chaos, całkowicie uniemożliwiający zrozumienie o co chodzi, a chordy statystów tylko powiększają i tak już potężne uczucie zagubienia. Gagi są wyświechtane, nieśmieszne, a fanserwis ohydny (drugie pojawienie się loli i murzyna przyprawiło mnie o mdłości). Podsumowując, seria na 1 i przyznam szczerze, że brakuje mi w tym momencie guzika odwrotnego do „ulubione”, jakiegoś „znienawidzone”, czy czegoś w tym stylu. Jeśli ktoś uważa, że nadmiernie pluję jadem to niech sam spróbuje tego gniota obejrzeć, a zrozumie, co mam na myśli…
Seria pełna bzdur. kliknij: ukryte Dlaczego główny bohater dostaje w ostatnim odcinku power‑up'a? Kim jest białowłosa dziewczyna z którą rozmawiał (jeśli to faktycznie Byakushiki, to dlaczego inne pilotki nie rozmawiają tak ze swoimi maszynami?) Dlaczego czwórka pilotów nie może sobie poradzić z równą sobie na poziomie technologicznym maszyną, tym bardziej, że dysponują wsparciem jednostki jeszcze bardziej zaawansowanej? Dlaczego „genialna” pani doktor stara się stworzyć okazję do pokazania się swojej siostrze przez napuszczenie na nią i resztę śmiertelnie niebezpiecznego przeciwnika? Dlaczego w.w. pani doktor nie wie jakim cudem Byakushiki się rusza, skoro stworzyła tę technologię? Dlaczego istnieje technologia natychmiastowego leczenia ran, a nie jest wdrożona do użytku przez służby medyczne? Dlaczego Ichika jest idiotą? To ostatnie jest pytaniem retorycznym, ale musiałem mieć jakąś puentę. Co do kwestii technicznych: tu jest zdecydowanie lepiej. Tła są w miarę szczegółowe, postacie schematycznie narysowane, ale znośne i przyjemne dla oka. Projekty mechów nie są klasyczne dla tego typu gatunku i bardziej pasuje do nich określenie „egozszkielet” niż cokolwiek innego. Mimo to wyglądają bardzo ciekawie i tchną świeżością w zatęchłym pojęciu „mech”. Walki są efektywne, nie przesadzone w kwestii siły ognia pojedynczych jednostek, co nie zmienia faktu, że jakiekolwiek prawa fizyki nie mają tu racji bytu. Muzyka… jest. Coś tam w tle leci i w sumie tyle da się powiedzieć. Co ciekawe, melodia użyta podczas ostatniego starcia, grana chyba na fortepianie, stanowiła bardzo ciekawy kontrast dla wydarzeń na ekranie i dała bardzo pozytywny efekt. Podsumowując, seria mocno średnia, z kupą bzdur i średnią oprawą techniczną. Postaci i fabuła to samo. Nieco naciągane 5.
Komentarz do recenzji "Angel Beats!: Another Epilogue"
Panowie chyba nie spojrzeli na tytuł. Ten krótki odcinek specjalny miał pokazać, co by było GDYBY kliknij: ukryte Otonashi zdecydował się zostać. To tak kwestii wyjaśnienia:)
Ciężko, oj ciężko będzie tym, którzy wezmą się za ta serię. Nie dość, że jest kiepska pod względem technicznym (grafika naprawdę ssie i to epicko, szczególnie widać to po projektach postaci, które wyglądają niczym żywcem wyciągnięte z Minecraft'a, a muzyki praktycznie się nie zauważa – jedynie opening jest w miarę znośny), to jeszcze nie istnieje tu coś takiego jak fabuła, a tylko zlepek mniej lub bardziej (zazwyczaj wcale) powiązanych ze sobą epizodów. A postaci… czasem naprawdę żałuje że nie mam wpływu na wydarzenia z serii. Każda, ale to dosłownie każda osoba występująca w Dragon Crisis to kompletny i odrealniony idiota! Szalę goryczy przelał 8 odcinek, kliknij: ukryte kiedy to loli‑smoczyca ma się udać do szkoły. Ryuji oczywiście jest temu przeciwny, ale co tam!, zmienia zdanie już po chwili, na widok wielkich niczym muszla klozetowa (i w podobnej tonacji kolorystycznej) oczu loli/smoka (niepotrzebne skreślić). Nowa pani doktor też zaskakuje. Używając, nie przymierzając, granatnika rakietowego (sic!) w zamkniętym pomieszczeniu! Nic to, że sama rakieta leci z prędkością auta stojącego w korku ulicznym, jest pozbawiona jakiejkolwiek głowicy i manewruje niczym pszczoła. Już nie mówiąc, że służyła jedynie „ocenie” możliwości głównego bohatera… Te wymienione i cała reszta postaci za swoją głupotę… powinny zniknąć. Jak, to już zostawiam do waszej oceny. Nie polecam Dragon Crisis nikomu.
A tak całkiem na poważnie, seria baardzo średnia, z zestawem standardowych bohaterów, mało śmiesznych gagów i średniawej grafiki. O dźwięku nawet nie warto wspominać. Jedyne co serię ratuje, to pojawiające się od czasu do czasu pojedynki mechów, którym brakuje co prawda realizmu, a mimo to dają radę. Są szybkie, naładowane akcją i kompletnie nierealistyczne, tak samo jak i projekty maszyn. Ale bądźmy szczerzy, poza mną, who cares?
No właśnie. Pierwszy odcinek miał przyjemny, radosny klimat pierwszej OAV. Drugi, mimo zatopienia go w odmętach angstu też dawał radę, choćby z racji spójności fabuły i sekwencji wydarzeń. Natomiast trzeci to typowe „piąte koło”, nikomu niepotrzebne, niezwykle słabe i powiązane z resztą jedynie osobą głównego bohatera. To właśnie trzeci odcinek zadecydował o takiej, a nie innej ocenie. Ale jedno trzeba Mémoire przyznać. Ma świetny soundtrack, z openingiem i wszystkimi trzema endingami na czele. Dla nich samych warto obejrzeć to anime. Tak brzmi moje zdanie:)
Komentarz do recenzji "Suzumiya Haruhi no Shoushitsu"
Naprawdę kawał dobrej roboty KyoAni! Po niemalże tragicznym sezonie z 2009 straciłem wiarę w możliwości dobrego rozwoju historii o brygadzie SOS, ale, klękajcie narody, pomyliłem się. Film jest naprawdę świetny i mogę tylko potakiwać fm'owi. Bardzo ładna grafika, świetnie zmodyfikowany soundtrack i utwór końcowy, które brzmi genialnie (fakt, że go nie przetłumaczono… no nic, jedna osoba więcej na stos:P). Zaś co do postaci i samej historii: perfect! Nie będę się wysilał komentując poszczególne rzeczy. Tylko dwa słowa o alternatywnej Yuki… Moen, a jej uśmiech… powala na kolana (ot co, toć jestem facetem). Tyle. Bardzo gorąco polecam!
Re: Gamer2002 - Genialna recenzja...
Re: wow
a)główny bohater nie jest bezpłciową ofiarą losu – zboczeniec z poczuciem humoru i jasno ustawionymi priorytetami to miła odmiana.
b) fanserwis w tej serii wyraźnie pełni formę dodatku do reszty, co cieszy, bo tym samym nie przeszkadza, a wręcz umila oglądanie (choć fakt faktem, momentami te cycki są ogromne…)
c)drugi sezon ma szansę być o wiele bardziej udany, ze względu na świetne wyniki sprzedaży
Trzymam za Horizona kciuki.
Nieźle
"Śmierdzi" Ghibli
Nastrój jest chyba tym, co wyróżnia tą produkcję spośród innych od tego reżysera. Jest zupełnie inny od poprzednich filmów – ciepły, nastrojowy i nieco melancholijny. I właśnie tej części najbardziej „nie lubię”. Mimo wszystko czułem się tak, jakbym oglądał film studia Ghibli, a nie tego oczekiwałem. Niby wiedziałem, że ma to być coś zupełnie innego, ale jednak… tak, wolę poprzednie filmy. Żeby było jasne, to nie jest zła produkcja, po prostu lubię ten nieco przybijający klimat charakterystyczny dla Shinkai'a. Amen
Cukierek jakich mało
Re: Again? Wha...?!
Oh, really? W takim razie co wpływa? Ja przepraszam bardzo, ale jeśli zacznę ignorować takie „detale” to nie będę w stanie ocenić żadnego anime. W imię konwencji mam zgodzić się na jawne kpienie sobie z tych resztek inteligencji które posiadam? Oczywiście, sam możesz oceniać serię jak chcesz, wedle dowolnych kryteriów, ale mówienie, że inni nie mają do tego prawa tylko dlatego, że starają się mimo wszystko analizować to, co widzą, TO jest właśnie głupota.
Re: Again? Wha...?!
Szalenie irytujące
Re: zła
Re: Ochyda
Średnio, ale
kliknij: ukryte Samo założenie fabularne jest kalekie niczym weteran I wojny światowej – no bo jeśli każda łajza i inny tentacle monster może się wymknąć z piekła, to co w nim takiego wyjątkowego? Należy żałować, że tego wymiaru nie został Z GŁOWĄ wykorzystany w mandze, bo tu wszystko się sypie już w podstawach.
Postaci są słabe, z truskaweczką na czele. Ja rozumiem, rozpacz, strach o los siostry itd., ale nie podejrzewać kolesia Z PIEKŁA GOD DAMNIT o to, że coś knuje, to już wybitny objaw skretynienia. Kolejna sprawa to niby główni źli… są tacy przekonujący w swojej retoryce… Ale! Mamy też plusy! o dziwo Orihime ani razu nie palnęła czegoś/nie zachowała się jak idiotka. Możliwe że z powodu małej ilości czasu antenowego jaki jej dano. Mniejsza, efekt jest jak najbardziej pozytywny.
Strona techniczna to najlepszy aspekt tego anime. Walki są efektowne i dynamiczne, choć animacja jest taka… nie wiem jak to określić… rozmyta? Poza tym, Piekło, jako lokacja zawodzi na całej linii projektem otoczenia. jest mało przemyślane, nudne i statyczne – nie tego się spodziewałem. Walki są, jak już mówiłem, bardzo efektywne, a jednak finalowy pojedynek to:
1. Absolutnie komiczna przemiana Ichigo – Szkieletor na sterydach…
2. Kiepska jest, szczególnie w porównaniu do tej tuż przed nią, której całą esencję oddaje jedno stwierdzenie: IMMA FIRING MAH LAZOR!!! BLAH!!!
To tyle, jest średnio, ale da się oglądać i nawet nie wściec się (aż tak bardzo) na głupotę twórców… Aha, o muzyce nic nie napisałem, bo od czasu pierwszej kinówki nic ciekawego już w Bleachu nie słyszałem.
Błąd w recenzji
Zapewne drobna pomyłka lub niedopatrzenie:D
Nie jest tragedią, ale
Podsumowując, seria bardzo średnia, męcząca, z jednym świetnym odcinkiem i jednym tragicznym. „Mocne” 4
P.S. Shota fanserwis był powodem, dla którego do tej pory sądzę, że oglądałem zakamuflowanego yaoi'ca…
Re: Krótko
Drobna literówka
Więcej literówek nie odnaleziono:)
Całkowicie się zgadzam
Nie da rady
Krótko i na temat.
Co do kwestii technicznych: tu jest zdecydowanie lepiej. Tła są w miarę szczegółowe, postacie schematycznie narysowane, ale znośne i przyjemne dla oka. Projekty mechów nie są klasyczne dla tego typu gatunku i bardziej pasuje do nich określenie „egozszkielet” niż cokolwiek innego. Mimo to wyglądają bardzo ciekawie i tchną świeżością w zatęchłym pojęciu „mech”. Walki są efektywne, nie przesadzone w kwestii siły ognia pojedynczych jednostek, co nie zmienia faktu, że jakiekolwiek prawa fizyki nie mają tu racji bytu.
Muzyka… jest. Coś tam w tle leci i w sumie tyle da się powiedzieć. Co ciekawe, melodia użyta podczas ostatniego starcia, grana chyba na fortepianie, stanowiła bardzo ciekawy kontrast dla wydarzeń na ekranie i dała bardzo pozytywny efekt.
Podsumowując, seria mocno średnia, z kupą bzdur i średnią oprawą techniczną. Postaci i fabuła to samo. Nieco naciągane 5.
Re: Na to czekałem !
Tragedia
Krótkie podsumowanie
Rich girl: checked
Loli: checked
Reverse trap: checked
German killing machine: checked
All systems: checked
H.A.R.E.M. fully operational
A tak całkiem na poważnie, seria baardzo średnia, z zestawem standardowych bohaterów, mało śmiesznych gagów i średniawej grafiki. O dźwięku nawet nie warto wspominać. Jedyne co serię ratuje, to pojawiające się od czasu do czasu pojedynki mechów, którym brakuje co prawda realizmu, a mimo to dają radę. Są szybkie, naładowane akcją i kompletnie nierealistyczne, tak samo jak i projekty maszyn. Ale bądźmy szczerzy, poza mną, who cares?
Niby średnie, ale
Baaardzo dobry