El‑Meloi? Nie, stanowczo nie komediowa,a Twoje reakcje dowodzą, że cel został osiągnięty.
I „nie jest to tytuł dla starszych” – hm, T‑17 to nie jest rating dla najmłodszych widzów, a osiągnięto go i tak cenzurując kolejne sceny z Casterem. Po drugiej serii nie powinieneś mieć już wątpliwości…
Azumanga Daioh i Minami‑ke, ale to inny styl osobowy (przyjaciółki ze szkoły i trzy siostry, odpowiednio). Z mang warto też wspomnieć o Yotsubato! autora Azumangi (to bardzo podobny styl do Usagi Drop, samotny facet wychowujący córkę).
Daerian
8.01.2012 15:35 Re: Nie, nie i jeszcze raz NIE
Komentarz do recenzji "Black Lagoon"
Nieciekawy główmy bohater? Kto, Rock? Postać z pokładami mroku tuż pod skórą z którymi chyba nawet Revy może mieć problemy aby konkurować?
Mam nadzieję, kliknij: ukryte że odcinek 11 rzucił trochę światła na sytuację i motywy policjanta wystarczająco, abyś Eire nie miała go więcej za całkiem bezmyślnego, a wysłanie bohaterów do parku – za całkiem idiotyczne ;-)
Pomińmy fakt, że fani Unseen University Pratchetta i Books of Magic Neila Gaimana tak intensywnie walczyli z fanami Rowling kto od kogo ściąga (tak, Pratchett był oskarżany o ściąganie od Rowling…) że w końcu cała trójka autorów wzięła i uciszyła fanów mówiąc, że to po prostu podobny typ postaci znany od dawna w kulturze.
Naprawdę, do wymyślenia nietypowej budowli na magiczną szkołę wcale nie trzeba ściągać od Rowling. Nie była ona zresztą pierwszą, ani ostatnią osobą z takim pomysłem… A opis mandragory – w sumie co innego mieli powiedzieć? Plus to jest tłumaczenie z japońskiego, aby mówić cokolwiek o podobieństwie najpierw należałoby porównać japońską wersję Harrego Pottera (założę się, że jest) z japońskim tekstem w Ao no Exorcist.
Cóż, ja to też ocenzuruję na wszelki wypadek… to nie jest miła wizja. W oryginalnej książce, kliknij: ukryte gdy Caster wracał po rozmowie z Saber zastał swojego Mastera podczas prób stworzenia z instrumentu muzycznego z żywej nadal dzięki magii dziewczynki, na którym się grało naciskając na wyciągnięte z brzucha jelita.
Polecam więc mangę, bo seria do kliknij: ukryte procesu Rina podąża zgodnie z nią (z wyjątkiem jednego czy dwóch filerów), potem zaś odchodzi od niej całkowicie.
Urobuchi Gen. Polecam sprawdzić imię i nazwisko autora. Naprawdę uważasz, że człowiek, który o sobie mówi, że nie umie pisać happy endów, bo to mu nie wypływa z duszy i historie nie są wtedy kompletne liczy się z uczuciami nastoletnich widzów? Podpowiem – nie. On tylko sprawia, że przywiążesz się do nich… i będzie Cię bardziej boleć, gdy napisze zakończenie historii w swoim stylu. Bohaterowie nie zachowują się dojrzale, fabuła jest chaotyczna… w zasadzie mam wrażenie, że oglądamy inną serię.
jestem już po 10 odcinku i jest coraz gorzej, więc można liczyć co najwyżej na spektakularny finisz ... Autor nie miał chyba jakiegokolwiek pomysłu na tą serie, jest jeszcze gorsza od chaotycznego FSN:UBW ;p
Gdyby nie to, że anime jest napisane na bazie w pełni zakończonej książki, to może można by tak mówić. Ta seria ma prostu inne tempo i sposób narracji niż zwykłe Fate – szczególnie, że powstawała oryginalnie w innym medium niż Stay/Night.
W czym tkwi problem? Bardzo proste i dość oczywiste wyjaśnienie tkwi w tym, że w tym miejscu widzimy kliknij: ukryte nie aktualny i prawdziwy przebieg zdarzeń, tylko wspomnienia głównej bohaterki, które jak było pokazane są co i rusz przepisywane na nowo i fałszowane. Po prostu cała scena śmierci posiadaczy dzwonków została dodana do jej pamięci – nie wiem w czym widzisz problem i niespójność.
zaskoczyły mnie dość drastyczne zdjęcia ukazane w kilku kadrach o tematyce wojennej. Nie jestem przekonana czy AŻ takie dramatyzowanie jest konieczne i właściwe.
Może jestem trochę znieczulony, ale nie widziałem tu nic, co by się specjalnie wybijało ponad normę.
Poza tym, mimo iż są pokazane momenty ładowania rewolweru, jego amunicja zdaje się nie kończyć
Gdyby czepiać się czegoś takiego, nie można by nic z Hollywood oglądać ;-) Tu i tak jest względnie nieźle, przynajmniej nie strzela ogniem ciągłym ;-)
Ciekawe są różne wzmianki Dalian dotyczące książek. Ona sama jest irytująco grubiańska. Aż ma się ochotę sprać to kapryśne, nieprzyjazne dziecko.
Oh, daleko jej jeszcze do niektórych innych osobniczek z anime, którym wszystko uchodzi na sucho.
Jeśli chodzi o spadkobiercę bibliotecznej spuścizny, wygląda bardziej jak Tamaki z „Ouranu” i ma stanowczo zbyt wiele tolerancji dla rozwydrzonej pannicy…
Cóż,w przeciwieństwie do innych anime z bohaterkami tego typu nie daje sobie wchodzić na głowę, ba, odcina się skutecznie ;-)
Drogi Hugh czyta je bez najmniejszych problemów lingwistycznych choć nie jest powiedziane by ów miał jakieś specjalne ku temu zdolności.
Stawiałbym na fakt bycia nosicielem klucza do biblioteki – to samo w sobie czyni go częściowo magicznym.
Wydaje się także, że Upiorne Księgi wcale nie są tak tajemnicze, za jakie powinny uchodzić, ba! Można by przypuszczać, że każdy przeciętny mieszczanin coś o nich wie.
No ja na przykład sporo wiem z legend i opowieści o niektórych księgach, które podobno mają być magiczne ;-) To akurat jest dość logiczne, że w świecie w którym magia ksiąg naprawdę działa.
Czytanie ksiąg to moment, w którym akcja zamiera, a wrogowie spokojnie czekają na swoją turę, żeby przeciwnik mógł się wykazać.
To niestety minus, przypominający oczekiwania na transformację z MG.
Samo „używanie klucza” jest nieco makabryczne
Ale za to wyśmienicie pasuje do serii, pokazując że korzystanie z takiej wiedzy to nie tylko „fun and games” ;-) (poza tym kojarzy się z Uteną…)
Daerian
2.12.2011 16:54 Re: Reklama dźwignią handlu...
Komentarz do recenzji "Tiger & Bunny"
Beast Boy robił karierę aktorską, w tym w z tego co pamiętam w reklamie i nikt się go nie czepia ;-) Super Young Team też nie był przedstawiony specjalnie negatywnie, ale jak mówię – wyjątki, wyjątki.
Daerian
2.12.2011 13:49 Re: Reklama dźwignią handlu...
Komentarz do recenzji "Tiger & Bunny"
Smutna? Bez przesady. Nie każdy superbohater ma wujka Xaviera albo urodził się Brucem Waynem… trzeba jakoś zarabiać na chleb. DC i Marvel mocno unikają tego tematu, zapewniając większości superbohaterów co najmniej własną firmę (są wyjątki, ale mocno nieliczne. X‑meni się nie liczą, oni mają bogatego wujka.).
Polecam wspomniane opowiadanie – jego fabuła obraca się wokół pojęcia tzn. „faktu niezmiennego” (w opowiadaniu – amutanta), który jest dość częstym motywem w opowieściach o podróży w czasie – wydarzenie, do którego zawsze niezależnie co zrobimy by mu zapobiec, dojdzie. Tak po prostu jest… Ogólnie, twórcy gry będącej pierwowzorem anime wyraźnie bawili się wykorzystywaniem i łączeniem w jedną całość kilku różnych popularnych metod i teorii podróży w czasie – w mojej opinii wyszło im to całkiem dobrze. Jest to też smaczek dla osób, które tak jak ja lubią ten motyw i zapoznały się już z pewną ilością dzieł o tym traktujących ;D
Dyskutowałbym raczej z teorią postawioną w recenzji dotyczącą końca serii – wbrew pozorom, wątek podróży w Steins;Gate nie jest właśnie pogmatwany, jest jednym z bardziej klarownie przeprowadzonych historii tego typu. Twórcom udało się zachować konsekwencję zbudowanej teorii i pójść ścieżką nie prowokującą widza do wyszukiwania paradoksów, ani specjalnie ich nie tworząc (co stanowi bolączkę bardzo wielu historii z podróżami w czasie w fabule). Dla mnie większym problemem był stanowczo początek serii (który stanowił wyzwanie dla mojej cierpliwości) niż koniec… Brawa należą się też twórcom za sprawne zaadaptowanie do swojej historii metody na podróże w czasie ze słynnego opowiadania J.T. McIntosha „Tenth Time Around” – w Polsce wydane pod tytułem „Dziesiąte podejście” w antologii opowiadań autora noszącej ten sam tytuł co wspomniane opowiadanie.
Także przy opisie postaci pozwolę sobie się nie zgodzić – Makise Kurisu stanowczo nie jest typową tsundere. Owszem, zawiera elementy tego typu postaci, jednak posiada sporo innych cech w znacznie większym stopniu określających jej osobowość. Powiedziałbym, że to chyba niestety trwający od jakiegoś czasu trend na zbyt szerokie używanie tego słowa i nazywanie tsundere każdej postaci, której zdarza się wyrazić coś innego niż zachwyt głównym bohaterem ;-) Główny bohater natomiast szalonym naukowcem owszem jest, nawet jeśli większa część kliknij: ukryte jego zachowania to poza służąca poprawieniu samopoczucia Mayuri. Nie trzeba mieć tytułu naukowego, aby być szalonym naukowcem w końcu – a biorąc pod uwagę dość dużą wiedzę bohatera oraz fakt, że przypadkiem, bo przypadkiem, ale jednak skonstruował wehikuł czasu – cóż, spełnia wymagania. Lekkiego fioła owszem ma, ale nadal kliknij: ukryte większa część tego to poza obliczona i wykonywana dla Mayuri
No popatrz! A ja obejrzałem jednym okiem przy piwku z kumplami i mi się spodobało. I nawet zrozumiałem z tego znacznie więcej niż recenzentka, z której recenzji ewidentnie wynika, że pomimo trzykrotnego obejrzenia, wcale nie zrozumiała o co chodzi w tym anime.
No popatrz, długa ta libacja musiała być… zaś na serio – jestem gotów się założyć, że nie zauważyłeś nawet połowy tego, co zostało ukryte w tłach, muzyce, kompozycji obrazu… Utena to nie jest seria na lekki, popołudniowy seans, jeśli chcę się ją w pełni zrozumieć i wyłapać wszystko co w niej ukryte. Za dużo tu starannie schowanej metafory i alegorii. O ile oczywiście rzeczywiście zrozumiałeś fabułę, a nie prześlizgnąłeś się po jej pierwszej warstwie, co owszem, jest dość proste i nie wymaga wysiłku umysłowego.
Miałem dokładnie takie samo zdanie Salva, póki nie odkryłem przestawienia wydarzeń – to w końcu jednak jest znaczny honor, a tu przyznany tak sobie losowemu dzieciakowi…
Największym minusem serii jest bez wątpienia fakt, że scenarzysta uznał, że napisze powieść lepiej od jej autora – z tego co słyszałem nowelce wątek Angel Dust był umieszczony na samym początku historii (jeszcze przed wątkiem Meo), a nie pod koniec. Tym samym Ayaka kliknij: ukryte miała znaczną amnezję przez resztę historii i powoli budowała na nowo swoje stosunki z bohaterem, a ten zaczął współpracować z Alice i hodować kręgosłup – co zresztą sporo tłumaczy z późniejszych wydarzeń – np. czemu szef yakuzy uznał go za godnego podzielenia się sake.
Daerian
2.11.2011 02:07 Re: Jedyny plus - jest Haro~
Komentarz do recenzji "Gundam AGE"
Qualu napisał(a):
W ogóle cała ta seria wydaje mi się być celowana do 8‑12 latków, dzieci fanów pierwszych serii spod znaku Sunrise, którzy chcą przelać miłość do gundamów na pociechy
Zdumiewające, jak zgadłaś? No, w sumie możliwe, że te wszystkie zapowiedzi jak to powstaje nowa seria Gundama przeznaczona dla młodszych odbiorców mogły być wskazówką… Tylko nie wiem co złego w tym jest.
Dziury w fabule są. Ale akurat tutaj mamy do czynienia z metodą „przynęty”, co było ładnie powiedziane, więc nie wiem do końca na co narzekasz. Przynęta zwykle musi być dostępna, a nie zamknięta w sejfie, aby ryba się do niej nie dostała ;-) Plus, kliknij: ukryte kto mówi, że mu naprawdę na ich bezpieczeństwie i życiu zależy? Dodatkowo, nie jest to czas zmarnowany (i to nie tylko ze względu na odprężenie po scenach w szkole i budowanie sielskiej atmosfery przed uderzeniem) – te sceny jednak podbudowują naszą wiedzę o postaciach. A co do przewidywalności – nie zamierzam komentować aż do znacznie późniejszych wydarzeń w serii…
Bardzo dobry początek i koniec serii, niestety środek wypadł bardzo blado. Mimo to seria mi się podobała, chociaż ostateczna ocena zbyt wysoka być nie może.
Sugestie o tym, że „coś tu jest nie tak” były podawane od początku w ładny sposób, prowadząc idealnie do zakończenia, będącego logicznym wynikiem tego, co było nam wcześniej sugerowane. Szkoda tylko, że wspomniany środek prezentował znaczny spadek formy – zagadka zatrzymała się praktycznie w miejscu, nowych sugestii było za mało. Za to zakończenie było śliczne.
Nawiasem mówiąc – część komentujących zarzuca serii zbytnią przewidywalność, a inni – zbyt nielogiczne i znikąd nie wynikające zaskoczenie w ostatnich dwóch odcinkach. Jak widać, prawda zapewne leży gdzieś pośrodku – według mnie sugestii było bardzo dużo i można było bez problemów domyśleć się niemalże całej lub całej prawdy, ale równocześnie – nie było ich tyle, aby zepsuć tajemnicę serii.
Re: nie zachwyciło...
I „nie jest to tytuł dla starszych” – hm, T‑17 to nie jest rating dla najmłodszych widzów, a osiągnięto go i tak cenzurując kolejne sceny z Casterem. Po drugiej serii nie powinieneś mieć już wątpliwości…
Re: Podobne anime
Re: Nie, nie i jeszcze raz NIE
Re: Ale...
Re: Odcinek 3
Tak, plagiat...
Naprawdę, do wymyślenia nietypowej budowli na magiczną szkołę wcale nie trzeba ściągać od Rowling. Nie była ona zresztą pierwszą, ani ostatnią osobą z takim pomysłem…
A opis mandragory – w sumie co innego mieli powiedzieć? Plus to jest tłumaczenie z japońskiego, aby mówić cokolwiek o podobieństwie najpierw należałoby porównać japońską wersję Harrego Pottera (założę się, że jest) z japońskim tekstem w Ao no Exorcist.
Re: Polecam!
W oryginalnej książce, kliknij: ukryte gdy Caster wracał po rozmowie z Saber zastał swojego Mastera podczas prób stworzenia z instrumentu muzycznego z żywej nadal dzięki magii dziewczynki, na którym się grało naciskając na wyciągnięte z brzucha jelita.
Manga
Re: 1/10
Biorąc pod uwagę, że Zachód wymyślił takie rzeczy jak Battletech czy Warhammer 40k, to nie mogę się zgodzić z tą teorią ;-)
Bohaterowie nie zachowują się dojrzale, fabuła jest chaotyczna… w zasadzie mam wrażenie, że oglądamy inną serię.
Gdyby nie to, że anime jest napisane na bazie w pełni zakończonej książki, to może można by tak mówić. Ta seria ma prostu inne tempo i sposób narracji niż zwykłe Fate – szczególnie, że powstawała oryginalnie w innym medium niż Stay/Night.
Re: Podziwiam autorkę
Re: minirecenzja ;)
Może jestem trochę znieczulony, ale nie widziałem tu nic, co by się specjalnie wybijało ponad normę.
Gdyby czepiać się czegoś takiego, nie można by nic z Hollywood oglądać ;-) Tu i tak jest względnie nieźle, przynajmniej nie strzela ogniem ciągłym ;-)
Oh, daleko jej jeszcze do niektórych innych osobniczek z anime, którym wszystko uchodzi na sucho.
Cóż,w przeciwieństwie do innych anime z bohaterkami tego typu nie daje sobie wchodzić na głowę, ba, odcina się skutecznie ;-)
Stawiałbym na fakt bycia nosicielem klucza do biblioteki – to samo w sobie czyni go częściowo magicznym.
No ja na przykład sporo wiem z legend i opowieści o niektórych księgach, które podobno mają być magiczne ;-) To akurat jest dość logiczne, że w świecie w którym magia ksiąg naprawdę działa.
To niestety minus, przypominający oczekiwania na transformację z MG.
Ale za to wyśmienicie pasuje do serii, pokazując że korzystanie z takiej wiedzy to nie tylko „fun and games” ;-) (poza tym kojarzy się z Uteną…)
Re: Reklama dźwignią handlu...
Super Young Team też nie był przedstawiony specjalnie negatywnie, ale jak mówię – wyjątki, wyjątki.
Re: Reklama dźwignią handlu...
DC i Marvel mocno unikają tego tematu, zapewniając większości superbohaterów co najmniej własną firmę (są wyjątki, ale mocno nieliczne. X‑meni się nie liczą, oni mają bogatego wujka.).
Re: Ocena anime
Ogólnie, twórcy gry będącej pierwowzorem anime wyraźnie bawili się wykorzystywaniem i łączeniem w jedną całość kilku różnych popularnych metod i teorii podróży w czasie – w mojej opinii wyszło im to całkiem dobrze. Jest to też smaczek dla osób, które tak jak ja lubią ten motyw i zapoznały się już z pewną ilością dzieł o tym traktujących ;D
Ocena anime
Brawa należą się też twórcom za sprawne zaadaptowanie do swojej historii metody na podróże w czasie ze słynnego opowiadania J.T. McIntosha „Tenth Time Around” – w Polsce wydane pod tytułem „Dziesiąte podejście” w antologii opowiadań autora noszącej ten sam tytuł co wspomniane opowiadanie.
Także przy opisie postaci pozwolę sobie się nie zgodzić – Makise Kurisu stanowczo nie jest typową tsundere. Owszem, zawiera elementy tego typu postaci, jednak posiada sporo innych cech w znacznie większym stopniu określających jej osobowość. Powiedziałbym, że to chyba niestety trwający od jakiegoś czasu trend na zbyt szerokie używanie tego słowa i nazywanie tsundere każdej postaci, której zdarza się wyrazić coś innego niż zachwyt głównym bohaterem ;-)
Główny bohater natomiast szalonym naukowcem owszem jest, nawet jeśli większa część kliknij: ukryte jego zachowania to poza służąca poprawieniu samopoczucia Mayuri. Nie trzeba mieć tytułu naukowego, aby być szalonym naukowcem w końcu – a biorąc pod uwagę dość dużą wiedzę bohatera oraz fakt, że przypadkiem, bo przypadkiem, ale jednak skonstruował wehikuł czasu – cóż, spełnia wymagania. Lekkiego fioła owszem ma, ale nadal kliknij: ukryte większa część tego to poza obliczona i wykonywana dla Mayuri
Cóż...
Re: Obejrzeć i zapomnieć
Re: Recenzja do kosza!
No popatrz, długa ta libacja musiała być… zaś na serio – jestem gotów się założyć, że nie zauważyłeś nawet połowy tego, co zostało ukryte w tłach, muzyce, kompozycji obrazu… Utena to nie jest seria na lekki, popołudniowy seans, jeśli chcę się ją w pełni zrozumieć i wyłapać wszystko co w niej ukryte. Za dużo tu starannie schowanej metafory i alegorii.
O ile oczywiście rzeczywiście zrozumiałeś fabułę, a nie prześlizgnąłeś się po jej pierwszej warstwie, co owszem, jest dość proste i nie wymaga wysiłku umysłowego.
Re: Fabuła...
Fabuła...
Re: Jedyny plus - jest Haro~
Zdumiewające, jak zgadłaś? No, w sumie możliwe, że te wszystkie zapowiedzi jak to powstaje nowa seria Gundama przeznaczona dla młodszych odbiorców mogły być wskazówką…
Tylko nie wiem co złego w tym jest.
Re: Odcinek 3
Dodatkowo, nie jest to czas zmarnowany (i to nie tylko ze względu na odprężenie po scenach w szkole i budowanie sielskiej atmosfery przed uderzeniem) – te sceny jednak podbudowują naszą wiedzę o postaciach.
A co do przewidywalności – nie zamierzam komentować aż do znacznie późniejszych wydarzeń w serii…
Re: Odcinek 3
Sugestie o tym, że „coś tu jest nie tak” były podawane od początku w ładny sposób, prowadząc idealnie do zakończenia, będącego logicznym wynikiem tego, co było nam wcześniej sugerowane. Szkoda tylko, że wspomniany środek prezentował znaczny spadek formy – zagadka zatrzymała się praktycznie w miejscu, nowych sugestii było za mało. Za to zakończenie było śliczne.
Nawiasem mówiąc – część komentujących zarzuca serii zbytnią przewidywalność, a inni – zbyt nielogiczne i znikąd nie wynikające zaskoczenie w ostatnich dwóch odcinkach. Jak widać, prawda zapewne leży gdzieś pośrodku – według mnie sugestii było bardzo dużo i można było bez problemów domyśleć się niemalże całej lub całej prawdy, ale równocześnie – nie było ich tyle, aby zepsuć tajemnicę serii.