Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Forum Kotatsu

Komentarze

Kysz

  • Avatar
    Kysz 16.06.2018 16:07
    Re: Cute girls doing cute things done right.
    Komentarz do recenzji "Comic Girls"
    Eee… ale właśnie chodzi o to, że Chaos w ogóle nie uczy się na błędach. Jest totalnie zakompleksiona i to nie jest zdawanie sobie sprawy ze swoich braków – to jest użalanie się na sobą i swoją beznadzieją. Choć koleżanki starają się jej pomagać, jak mogą, to ona nie wyciąga z tego żadnych wniosków, tylko dalej brnie w zaparte. To jest postać, nad którą wyżywanie się scenarzystów uczyniono jednym z głównych gagów tej serii i to właśnie słabe. Ona w ogóle się nie rozwija tylko dalej biadoli na sobą i swoim brakiem talentu. Zamiast ciężko ćwiczyć np. nad proporcjami, nadal rysuje te swoje moe bloby a potem płacze, że nie jest tak dobra w rysowaniu, jak reszta.

    Owszem, zgadzam się, że seria jest znacznie lepsza w kreacjach postaci, niż takie Hinako Note, ale to akurat trochę zbyt mało. Tamten tytuł należy akurat do jednych z gorszych w tym gatunku, więc trochę słabo do niego porównywać. Z drugiej strony skali mamy przecież takie serie, jak Yuru Camp, YoriMoi, czy z bardziej klasyczno­‑słodkich rzeczy GochiUsa, że nie wspomnę o takim NNB. Powiedziałabym, że reszta postaci Comic Girls jest gdzieś tak na poziomie New Game albo Kinmoza, tylko właśnie Chaos ciągnie to mocno w dół. Naprawdę przez pierwsze 3­‑4 odcinki mi to tak nie przeszkadzało, ale im dalej, tym robi się to coraz bardziej męczące.

    Lina napisał(a):

    Hisomaso i Hinamatsuri odrzuciły mnie na starcie założeniami, na dodatek w przypadku Hisomaso – CGDCT x Bones x Mari Okada = rzeczy, które zapowiadały, że raczej mi się nie spodoba, ale może spróbuje się jeszcze za nie zabrać. Nie lubię „szalonych” slice­‑of­‑life.

    Hm… ale przecież Hisomaso nie ma kompletnie nic z CGDCT. Ale tak… całkiem zero. Inna sprawa, że to bardziej jednak komedia niż okruszki, na dodatek naprawdę przemyślana. Naprawdę warto spróbować, no chyba, że naprawdę lubisz tylko takie zwyczajne okruszki, bez żadnych udziwnień.
  • Avatar
    Kysz 16.06.2018 15:54
    Re: Cute girls doing cute things done right.
    Komentarz do recenzji "Comic Girls"
    Bredzisz, wszyscy wiedzą, że best girl w Hinamatsuri jest Hitomi i to motywy z nią są najlepsze. A na serio – tam wszystko ze sobą świetnie współgra, więc pozbawienie serii jakiegokolwiek motywu odjęłoby jej naprawdę sporo
  • Avatar
    Kysz 16.06.2018 11:20
    Re: Cute girls doing cute things done right.
    Komentarz do recenzji "Comic Girls"
    Choć początkowo uważałam to za naprawdę dobrą odsłonę cgdct, to coraz gorzej mi się to ogląda. A wszystko z powodu Chaos, która jest chodzącą beznadzieją i uosobieniem wszystkiego, co może być najgorszego w moe dziewczynkach. Jedyną jej zaletą jest to, że sama lubi moe. xd Żarty oparte na tym, że nic jej nie wychodzi, były ok tak przez 3 odcinki, teraz są męczące. Szkoda, bo generalnie reszta postaci jest bardzo fajna i na pewno jak na standardy typowej moe seryjki – niezwykle udana (by wspomnieć całkowicie bezosobowe plastiki ze Slow Start dla porównania). Naprawdę ciekawie wychodzą gagi z nimi w roli głównej i to jest duży plus. Ogólnie to Comic Girls startowało u mnie z mocnego 7/10, teraz ma takie troszkę zaniżone, ale 6/10. Drugiego Hidamari Sketch z tego na pewno nie będzie.

    P.S. A jeśli chodzi o ten sezon, to zdecydowanie nic nie pobije Hisomaso – serii, robionej z taką pasją, z takim pomysłem dawno nie widziałam. Do tego bezpardonowe Hinamatsuri, do którego nie byłam początkowo przekonana, ale które jest genialne. Wotakoi mnie natomiast mocno zawodzi. Byłam mocno napalona na ten tytuł, początkowe odcinki wyszły spoko, ale teraz mam wrażenie, nie ma pomysłu co z tym zrobić. Trochę kręcą się w kółko, a mają przecież cudowny potencjał na topową obyczajówkę.
  • Avatar
    A
    Kysz 3.06.2018 20:04
    O czym to właściwie jest?
    Komentarz do recenzji "Last Period -Owarinaki Rasen no Monogatari-"
    Szczerze? Nie mam absurdalnie zielonego pojęcia!

    Z jednej strony dostajemy standardowe kolorowe fantasy na podstawie gry, w którym nie ma zbyt wiele fabuły a bohaterowie po prostu robią różne rzeczy. Już od pierwszego odcinka widać jednak, że dochodzi też do burzenia czwartej ściany, padają bowiem różnego rodzaju (lepsze bądź gorsze) żarty świadczące o tym, że niektórzy bohaterowie zdają sobie sprawę, że są… no… bohaterami anime. Z czasem dochodzą do tego wszelkiej maści nawiązania do innych anime i prawdopodobnie też ogólnie do japońskiej popkultury, acz tych akurat nie jestem w stanie dokładnie wyłapać, bo ich nie rozumiem (widać, kiedy mają być, ale do czego nawiązują… zabijcie mnie – nie wiem).

    Pytanie brzmi – do czego to w ogóle zmierza? Cóż… pewnie do niczego konkretnego. Dostajemy kilka zagadek m.in. dlaczego Campanella gra na dwa fronty, kim właściwie jest Choco albo skąd się właściwie biorą jeny w tym świecie itp. Może doczekamy się ich rozwiązania, może nie… nic nie wskazuje w każdym razie, by to się miało ułożyć w jakąś logiczną całość. A szkoda, bo ma to niezłe podstawy na fajną serię, tylko po prostu nie udało się poskładać do kupy wszystkich pomysłów. Wiele żartów jest nieudanych, czy też są raczej po prostu bez wyrazu a i bohaterowie są trochę zbyt nijacy. Powiedziałabym wręcz, że przy lepszej realizacji mogłaby powstać z tego druga KonoSuba, bo mniej więcej taki tor ta seria obrała.

    Mnie to się nawet nieźle ogląda, nawet pomimo tego, że jest to bzdurne. Ale jak już pisałam niżej – ja tam lubię tego typu kolorowe fantasy. No i Last Period z pewnością prezentuje się lepiej, niż wymienione przeze mnie w poprzednim komentarzu tytuły. Acz dzieje się tak dlatego, że tym razem mamy do czynienia raczej z parodystyczną odsłoną. Poziom nawiązań to zupełnie inna sprawa (ale np. takie Higurashi z 3 epka było spoko. No i czy 7 ep nie był nawiązaniem do Kemono Friends trochę?) – w niektórych przypadkach mam wrażenie, że albo ja mam zbyt małą wiedzę, albo po prostu jest to zbyt stonowane i mało wyraziste.

    No nic. Zostają 4 odcinki do końca. Tak, jak przewidywałam wcześniej, obejrzę to do końca, ale nie sądzę, by się z tego coś urodziło ciekawego.
  • Avatar
    Kysz 16.04.2018 20:22
    Re: Po 1 epku
    Komentarz do recenzji "Otaku ni Koi wa Muzukashii"
    Kłamanie najbliższej osobie przez rok zwykle nie prognozuje wspaniałego związku.

    Wydaje mi się to trochę zbyt mocnym słowem jak na to, czego dotyczy. Jakby nie patrzeć, nawet w związku nie musimy się przyznawać do jakiegoś hobby partnerowi, choć oczywiście z reguły to robimy, bądź z czasem samo wychodzi na jaw. Z takim „hobby”, jak bycie fujoshi, które jest przez społeczeństwo jednak traktowane negatywnie (w najlepszym przypadku trochę prześmiewczo) jest naprawdę ciężej. Na pewno jak poznała tego chłopaka, to nie była to pierwsza rzecz, jaką chciałaby mu zakomunikować. A z czasem wcale nie jest łatwiej. Inna sprawa, że chłopak, który wspomniała raczej ideałem też nie był, swoje za uszami miał, skoro ledwie po zerwaniu zaczął chodzić z inną. Owszem, nie był to zbyt przyszłościowy związek, ale jednak bycie rzuconym z powodu własnego hobby może tworzyć pewną niechęć do przyznawania się do swojej pasji w przyszłości. Rzekłabym, że jej największym grzechem było tutaj nie to, że się nie przyznała, ile że wybrała sobie na chłopaka tak płytką osobę, prawdopodobnie kierując się samym jego wyglądem.

    Nie ukrywajmy, że bohaterka w dużej mierze to kłębek wad, a większość jej stresów wynika z jej własnego działania. Czy to w pracy czy w miłości nie angażuje w pełni siebie i bardziej jest przejęta swoją personą społeczną niż samą sobą. W dodatku jej autorefleksja jest zerowa.

    Ja ją raczej odbieram jako osobę po prostu całkiem realistycznie wykreowaną, która ma wady, ale nie takie z tyłka wzięte, jakie najczęściej widzi się w anime, tylko całkowicie normalne, które właściwie może posiadać co druga osoba. Aczkolwiek owszem, autorefleksji to jej brak.
    A to, że nad wszystko przekłada swój wizerunek w społeczeństwie jest akurat bardzo japońskie. To główny bohater stanowi ewenement pod tym kątem, a nie że ona jest dziwna i kłamliwa.

    Jednak nie ukrywajmy, że to jest bardzo antypatyczna osoba.

    No właśnie ja tu nie widzę tego, że ona jest postacią mocno antypatyczną. No bo dlaczego? Bo posiada wady? Ale to naturalne u każdego. A poza tym jest w sumie raczej towarzyska, do tego pełna energii i z poczuciem humoru. Gdyby nie fakt, że się wstydzi swojego hobby i go ukrywa, pewnie ludzie by się ta nie czepiali jej, bo nic odrzucającego nie zrobiła w tym pierwszym epku.

    Ugh, fujos… Kowai

    Chyba nie załapałam o co ci tutaj chodziło. xd
  • Avatar
    Kysz 15.04.2018 21:04
    Re: Po 1 epku
    Komentarz do recenzji "Jikkenhin Kazoku: Creatures Family Days"
     kliknij: ukryte 
  • Avatar
    A
    Kysz 15.04.2018 19:37
    Po 1 epku
    Komentarz do recenzji "Jikkenhin Kazoku: Creatures Family Days"
    Na miejscu głównego bohatera miałabym ochotę raczej zabić tę swoją rodzinkę a już zdecydowanie nigdzie bym się z nimi nie pokazała. Chłopak zmieniający się w psa, dziewczyna­‑pająk, dziewczyna­‑roślina i czytająca myśli – mieszanka wybuchowa, którą trudno jakoś poukładać. Bohater też skrywa w sobie jakąś tajemnicę, choć na razie wygląda, jakby był jedynym normalnym członkiem tej familii.
    Animacja kuleje, ale tego się spodziewałam przy koprodukcji japońsko­‑tajwańskiej, więc byłam przygotowana – po prostu podchodzę do tego, jak do jakiegoś starszego anime. xd
    Na razie wygląda to przeciętnie i choć miało parę irytujących momentów (głównie związanych z dziewczyną­‑pająkiem), to niczym mnie szczególnie nie odrzuciło. Pewnie szykują tutaj sporą dozę dramy, ale na razie dam temu szansę, bo jednak trochę mnie to ciekawi.
  • Avatar
    A
    Kysz 15.04.2018 18:58
    Po 1 epku
    Komentarz do recenzji "Hisone to Masotan"
    Dość liczyłam na tę serię po zapowiedziach i na razie nie jestem zawiedziona. Całość tchnie trochę retro klimatem, zarówno pod względem grafiki, jak i chociażby humoru czy sposobu kreacji postaci. Główna bohaterka na razie wypada niezwykle interesująco. Z pozoru to cicha i nieśmiała dziewczyna, ale jak to mówią – pozory mogą mylić. Ma ona pewne zaburzenie psychiczne, która objawia się tym, że… nie potrafi trzymać języka za zębami. Dosłownie mówi, co myśli, mimo iż najczęściej wypadałoby po prostu skłamać bądź zamilknąć. Dlatego na co dzień stara się nie mówić zbyt wiele, choć czasem po prostu nie wytrzymuje i wygarnia otoczeniu różne, zwykle nieprzyjemne rzeczy.

    Pozostali bohaterowie póki co trzymali się bardziej w tle, choć generalnie widać, że w ich kreacjach będziemy mieli do czynienia z pewnym przejaskrawieniem niektórych cech a także dodaniem akcentów humorystycznych. Humor na szczęście się sprawdza, mnie w każdym razie te sceny, które miały śmieszyć, faktycznie rozśmieszyły. A skoro już przy tym jesteśmy… Zastanawialiście się, jak właściwie bohaterowie mają pilotować smoki? Ja tak, ale faktyczny sposób przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Najbardziej interesujący z tego wszystkiego jest sposób opuszczenia „pokładu”... a zwłaszcza wyjście… ekhm… ewakuacyjne w nagłych przypadkach. xd Cóż, nikt nie mówił, że będzie łatwo.

    Wygląda to ciekawie i jestem naprawdę dobrej myśli co do dalszej części. Show na pewno będzie nietypowe a czy udane… zobaczymy, ale mam nadzieję, że tak, bo może wyjść z tego fascynująca seria.
  • Avatar
    Kysz 15.04.2018 10:37
    Re: Po 1 epku
    Komentarz do recenzji "Otaku ni Koi wa Muzukashii"
    Zdecydowanie wiele nadinterpretujesz.

    Owszem, bohaterka nie przyznaje się do swojego hobby, ale zwróć uwagę co się stało, gdy jej były chłopak o nim usłyszał. Ja się jej wcale nie dziwię – sama raczej nie afiszuję się z tym, że lubię yaoi. Może nie ukrywam się jakoś szczególnie i jakby ktoś zapytał, jakie mangi czytam, to bym mu powiedziała, ale sama tego tematu nie wyciągnę. Powiedziałam to w poprzedniej pracy i ludzie naprawdę dziwnie reagowali. A nie jestem taką zatwardziałą fanką, jak ona. To jest naprawdę bardzo logiczne podejście, no a w Japonii termin „otaku” ma znacznie bardziej negatywny wydźwięk, tym bardziej nie dziwi, że ludzie na co dzień się z tym nie obnoszą.


    Innymi słowy, jej celem jest dossać się do kogoś z dobrym wyglądem i oszukać go, co do tego kim jest, po czym zbudować cały związek na kłamstwie.

    Mówisz o tym momencie, w którym stwierdza ona, że bohater nie jest w jej typie? A co w tym dziwnego? Trudno wyrokować po rysunkowej postaci, ale jak na standardy 2D główny bohater jest w sumie przystojny, więc to raczej nie tak, że ona wybiera po prostu samych przystojniaków, tylko że ma pewien typ urody, który się jej podoba. Również normalna sprawa, każdy w ten sposób dobiera sobie partnera czy partnerkę a przynajmniej wygląd gra zawsze pierwsze skrzypce, zanim poznamy czyjś charakter. Ona traktuje go jak przyjaciela i pewnie dlatego trudno jej na niego spojrzeć jak na potencjalnego partnera (to też bardzo typowe).

    Nie wspominajmy już o tym, że przy okazji spędza dość dużo czasu wywyższając się nad głównego bohatera i w sposób niegrzeczny, wręcz chamski, wytyka mu jego wady, z których większość posiada też sama.

    A tego, to już w ogóle nie zauważyłam, bo chyba nie chodzi o to przekomarzanie się przy piwie? Które zresztą wcale nie było jakieś szczególnie chamskie, bo co ona mu powiedziała takiego niby? Zważ, że bohaterowie znają się z dzieciństwa, ich relacje są znacznie bliższe, niż zwykłych kolegów z pracy, mogą sobie pozwolić na docinki. No i zauważ, że w sumie to bohaterka stwierdza również, że ceni sobie bohatera jako przyjaciela (biorąc pod uwagę przedstawione okoliczności, to tych przyjaciół raczej nie ma zbyt wiele), dodaje też, że w sumie to do tej pory zakochiwała się w samych śmieciach (czyli bohatera za śmiecia nie uznaje).

    Jak dla mnie bohaterka jest bardzo sympatyczna, właśnie dlatego, że jest taka realistyczna. Trochę głupiutka, ale to też stanowi pewną część jej uroku – na pewno nie jest tępa i daleko jej do typowego „pustaka”. Ma swój charakterek, ale nie jest na tyle przebojowa, by jawnie przyznawać się do zainteresowań, które nie są szczególnie akceptowalne społecznie. Nie wiemy też jak wyszło, że poprzedni chłopak się dowiedział – może mu powiedziała, a wcześniej zwyczajnie nie było okazji do tego, czy też nie spodziewała się, że to może stanowić aż taką przeszkodę (nie ma powiedziane od kiedy nabawiła się takiego urazu… no chyba, że coś przeoczyłam).

    W każdym razie stosujesz bardzo mocne słowa na jej określenie, kiedy mieliśmy zaledwie jeden odcinek, by ją poznać i w sumie to nie zrobiła w nim niczego szczególnie odpychającego a tym bardziej dwulicowego.

    Najbardziej można się czepiać tego, że nie chce chodzić z otaku, mimo iż sama jest fujoshi – czyli, że sama trochę stereotypowo ich traktuje, mimo iż tak samo wszyscy inni patrzą na fujoshi i nie jest to dla niej miłe. Też nie powiem, by to było aż tak dziwne i nienaturalne, bo ludzie często mają skłonności do wybielania swoich wad, a dostrzegania tych samych wad u innych. No ale to, że bohaterka ma wady, czyni ją tylko jeszcze bardziej realistyczną i ciekawą postacią.

    Mówiąc krótko – ja ją bardzo polubiłam.
  • Avatar
    Kysz 14.04.2018 23:28
    Re: Po 1 epku
    Komentarz do recenzji "Otaku ni Koi wa Muzukashii"
    Aby na pewno mówimy o tym samym tytule? o.O
  • Avatar
    A
    Kysz 14.04.2018 19:07
    Po 1 epku
    Komentarz do recenzji "Otaku ni Koi wa Muzukashii"
    Szczerze powiedziawszy jestem zachwycona tym pierwszym odcinkiem. Nie ma żadnego plątania się, wielkiego ukrywania i tony nieporozumień, tylko od razu przechodzą do konkretów. W takim Net­‑juu praktycznie całą serię zajęło bohaterom dojście do tego kto jest kto, tutaj potrzebowali na to zaledwie 1 odcinka (no może dwa, bo rudy jeszcze „w paczce” nie jest). Poza tym wyraźnie szykują się tu dwie pary, co samo w sobie jest rzadko spotykane w anime. Nie muszę chyba dodawać, że dorośli bohaterowie to skarb.^^

    Z minusów… hm… brzydkie CGI ludzi w tle. Naprawdę wolę, jak robią nieruchome postaci w tle zamiast takich potworków. Poza tym żadnych innych wad nie wyłapałam a przynajmniej żadnych, które psułyby mi seans – czepiać się zbiegów okoliczności nie zamierzam, wyszło to wszystko naturalnie i faktycznie takie rzeczy się przecież zdarzają (wcale nie rzadko; jak to się mówi: „świat jest mały”). Humor jest fajny, dostajemy też nawiązania do anime i gier, co stanowi dodatkowy smaczek dla fanów (ach ta Katou… jak zawsze słodka ;p).

    Jak dla mnie szykuje się (wcale nie taka ukryta) perełka tego sezonu (zwłaszcza, że jest on dość ubogi w naprawdę dobre anime), jest też szansa, że będzie to wręcz jeden z lepszych romansów w anime. Patrząc na to, że serię zapowiedziano tylko na 11 epków, prawdopodobnie skończy jako reklama mangi, ale jak utrzymają taki poziom do końca, to pewnie skuszę się na tę mangę faktycznie. :)
  • Avatar
    A
    Kysz 13.04.2018 18:25
    Po 1 epku
    Komentarz do recenzji "Last Period -Owarinaki Rasen no Monogatari-"
    Nie wiem w sumie co o tym sądzić. W sensie – widać, że na siłę to próbuje być zabawne, ale niekoniecznie wszystkie żarty są udane. Mocno też opiera się na schematach i ogólnie jest jakieś takie… ani mnie ziębi, ani grzeje. Ale… ja lubię takie serie. xd Zapowiada się tu wesoły i kolorowy syf na podstawie gry – coś a la Escha & Logy czy Shining Hearts ~Shiawase no Pan~. Nie wiem dlaczego, ale czerpię pewną masochistyczną przyjemność z oglądania takich serii, dziwnym trafem tylko, jeśli chodzi o kolorowe fantasy.
    Poza tym jest ładne graficznie (pod względem stylu i kolorystyki). Także ja się na pewno skuszę na seans całości.^^
  • Avatar
    A
    Kysz 11.04.2018 17:44
    Po 1 epku
    Komentarz do recenzji "Rokuhoudou Yotsuiro Biyori"
    Szykuje się bardzo przyjemna seria. Wręcz rzekłabym, że wygląda to na potencjalnego następce Kimi to Boku, tylko panowie są ciut starsi. Owszem, 1 odcinek nie jest całkowicie porywający, ale stanowi na tyle zachęcające wprowadzenie, że nie trzeba będzie mnie dwa razy namawiać do dalszego seansu. Spokojny klimacik, sympatyczni bohaterowie, ładna grafika i przyjemna muzyka a to wszystkie w kulinarnej otoczce – brzmi kusząco^^
  • Avatar
    A
    Kysz 9.04.2018 20:37
    Po 1 epku
    Komentarz do recenzji "Omae wa Mada Gunma o Shiranai"
    To prawda – zdecydowanie nie znam Gunmy. xd Ale co tam, anime promujące jakieś regiony i miasta to zawsze seria dla mnie.^^ Głupsze niż Urawa no Usagi­‑chan raczej nie będzie. Znaczy – na pewno nie będzie, bo już podali więcej faktów o Gunmie niż w całej serii Urawy o Urawie. xd
    Może akurat znajdę tu inspirację do mojej podróży do Japonii – mam jeszcze do zagospodarowania dwa dni i a nuż mnie akurat Gunma przekona. ;p
  • Avatar
    A
    Kysz 9.04.2018 19:51
    Po 1 epku
    Komentarz do recenzji "Binan Koukou Chikyuu Bouei Bu Happy Kiss!"
    Nic specjalnego. Co prawda tego się obawiałam, bo jednak spora część uroku pierwszej serii Binana polegała na zaskoczeniu, więc każda kolejna odsłona ma sporą przeszkodę do pokonania już na starcie. Widać, że tutaj brakuje świeżości pomysłów i ciągną to na tych samych żartach, co poprzednie części. Tak się zastanawiam, czy chociaż raz się uśmiechnęłam podczas seansu, ale chyba nie… Nie mówiąc już o parskaniu śmiechem, jak to wyglądało przy pierwszym epku pierwszego Binana.
    Sami bohaterowie też są trochę nijacy. Może nie odpychający, ale nic w nich szczególnego nie widzę. Może najprędzej ten blondyn… bo reszta to w sumie… no są, bo są, ale żadnego bym nie wyróżniła. Widać, że En był najpopularniejszą postacią tamtej odsłony, bo teraz w centrum jest koleś prezentujący podobny typ charakteru. Zielonowłosy i różowowłosy to odniesienia do Io i Ryuu, zaś ten z pomarańczowymi kłakami ma być chyba takim przeciętnym, trochę nudnym chłopaczkiem, jak Atsushi. Tylko blondyn nie ma za bardzo odpowiednika. Rada szkolna to też niemal idealne odzwierciedlenie tej poprzedniej, przy czym ten z różowymi włosami jest bardziej dziecinny.
    Także w sumie to nie wiem… może dam jeszcze ze 2 epki szansy, bo jakoś bardzo mnie to nie irytuje i mam lekki sentyment do pierwszego Binana, ale wygląda to na typowe odcinanie kuponów, bez jakiegokolwiek pomysłu na nowe żarty. Tak trochę czuję już zmarnowany czas przy tym.
  • Avatar
    A
    Kysz 9.04.2018 19:16
    Po 1 epku
    Komentarz do recenzji "Gurazeni"
    Graficznie jest paskudne, ale nikt się raczej nie spodziewał niczego innego. Za to tematyka całkiem ciekawa a przede wszystkim nietypowa. Co prawda oparcie niemal całego pierwszego epka na monologach wewnętrznych głównego bohatera to ruch dość ryzykowny, bo łatwo może widzów zniechęcić do serii. Ja zamierzam jej dać szansę, ciekawi mnie co właściwie chcą tu pokazać dalej.

    Do tego wszystkiego dorośli bohaterowie, na dodatek profesjonalni gracze, stanowią taką rzadkość w anime, że dla nich samych warto dać temu szansę. Podoba mi się zresztą postać Bondy i jego podejście do wszystkiego, jakże odmienne od tego, co zazwyczaj oglądamy w anime. Ma on swoje dziwactwa, ale twardo stąpa po ziemi. Naprawdę fajnie było to widać we fragmencie, w którym najpierw rozwodził się nad wielką szansą jakiegoś świeżaka, by zaraz potem gładko tę szansę pogrzebać, bo w końcu on nie jest od tego, by myśleć o karierze przeciwników, tylko by grać. Jest to niby normalne, ale pokazanie tego wprost w anime było całkiem odświeżające.

    Mnie to zaciekawiło i na pewno będę śledzić z uwagą, zwłaszcza że lubię serię sportowe a każda jedna mniej typowa od standardowego „od zera do bohatera w szkolnym wydaniu” stanowi nie lada gratkę.
  • Avatar
    A
    Kysz 9.04.2018 18:20
    Komentarz do recenzji "Cutie Honey Universe"
    Ja jednak odpadam. xd To było moje pierwsze spotkanie z Cutie Honey i najprawdopodobniej ostatnie. Co najciekawsze – akurat fanserwis uważam za najlepsze, co ten pierwszy odcinek miał do zaoferowania. Cała reszta była raczej meh… No dobra, rozwaliły mnie jeszcze dwie nauczycielki uprawiające seks w parku na terenie szkoły. Nie wiem czy to można uznać stricte za fanserwis patrząc na to ja to wyglądało. xd
    Inna sprawa, że seria wyraźnie jest skierowana do osób zaznajomionych z tą franczyzą. Nie dostajemy żadnego wprowadzenia kto jest kto i tak dalej, tylko jakby dalszą część. Idzie się niby wszystkiego domyślić, ale to jednak nie to samo.
    Dla mnie zbyt szalone i to tym rodzajem szaleństwa, który nie do końca jest w moim typie.
  • Avatar
    Kysz 9.04.2018 17:54
    Re: Po 1 epku
    Komentarz do recenzji "Amanchu! ~Advance~"
    SDczki są fajne… na ogół. Ale te tu są paskudne, gorsze nawet niż te z Lovely Complex. xd
  • Avatar
    A
    Kysz 8.04.2018 20:27
    Po 1 epku
    Komentarz do recenzji "Amanchu! ~Advance~"
    Paskudne SD ✓
    Upiooo (czy jak ten dźwięk się tam zapisuje) ✓
    Siostrzyczka bijąca braciszka ✓
    Teko użalająca się nad sobą ✓
    Nurkowanie –

    Czyli w sumie standard. Nurkowania było tyle, co nic – ledwie w kilku przebłyskach się pojawiło. Ważniejsza od tego była chociażby scena, w której Pikari zapomina góry od stroju kąpielowego w „polowych gorących źródłach” i obawia się, że będzie musiała świecić cyckami przed obcymi facetami. Ogólnie to spodziewam się tego, co w pierwszej serii i niczego więcej. Już w pierwszym odcinku pokazali wszystko to, co uznawałam za największe wady pierwszego sezonu i to się raczej nie zmieni. To całkiem sympatyczna seria, więc na pewno będę oglądała do końca, ale zachwytu nie przewiduję.
  • Avatar
    A
    Kysz 7.04.2018 17:20
    Wersja z 2007 a seria 2018 - porównanie pierwszych odcinków
    Komentarz do recenzji "Gegege no Kitarou [2007]"
    Po Hakaba Kitarou zainteresowałam się tą franczyzą. Obejrzałam 1 ep najnowszej wersji (z 2018), którą byłam lekko zawiedziona i postanowiłam porównać ją sobie z serią z 2007 roku. I muszę przyznać, że różnica jest kolosalna!

    Swoją drogą rodzi się ciekawe pytanie: czy 11 lat różnicy między seriami anime to dużo, czy mało? Wydawałoby się, że nie jakoś szczególnie wiele, ale jednak różnicę pod względem technicznym widać bardzo wyraźnie. Niestety – dotyczy to również klimatu i to na niekorzyść nowej wersji.

    Przede wszystkim należy zwrócić uwagę, że GeGeGe, w przeciwieństwie do Hakaba, to seria skierowana raczej do młodszego widza. Co za tym idzie, nie jest ani tak mroczna, ani tak brutalna, jak tamto anime i pewne rzeczy muszą być przedstawione zupełnie inaczej. Czy oznacza to, że trzeba pozbawiać ją tym samym jakiejkolwiek dozy mroczniejszego klimatu? Nie i na szczęście nikt tego nie próbował zrobić. Jednakże, w wersji z 2018 roku ów mrok jest znacznie delikatniejszy, rzekłabym wręcz, że ciut ugrzeczniony. Bardziej stawia się tu na sceny akcji, niż budowanie klimatu. Oczywiście, mając o wiele lepsze zaplecze techniczne, niż te 11 lat temu, jak najbardziej można sobie pozwolić na odrobinę szaleństwa. Jednak Kitarou to przede wszystkim nutka grozy i niepewności, której w wersji z 2018 roku jest jak na lekarstwo. Co prawda obie historie  kliknij: ukryte 

    Jak natomiast wypada sam Kitarou? Tutaj skłaniałabym się raczej w stronę postaci z nowszej odsłony, acz obie wersje w sumie złe nie są. Co prawda Kitarou decyduje się na pomoc ludziom, ale jest to raczej jego forma odwdzięczenia się za pomoc okazaną w dzieciństwie, niż altruistyczny czyn (swoją drogą ten motyw wygląda wręcz parodystycznie, jak się zna wersję z Hakaba. Ja przynajmniej szczerze się z tego uśmiałam xd). Kitarou z anime z 2018 roku wydaje się wszakże bardziej oziębły w stosunku do ludzi, choć nie wiem po kiego pozwala pałętać się między nogami tej całej Manie.

    No właśnie – Mana, czyli postać, której absolutnie nie powinno być w serii takiej, jak ta. Stanowi ona niepotrzebny, kompletnie irytujący dodatek ludzki i naprawdę nie rozumiem po kiego w serii z 2018 wrzucono ją na główny plan. W 2007 roku co prawda w 1 epku też pojawia się pewien chłopak, ale różnica między ich rolami jest przeogromna. Chłopak, jako jedna z osób odpowiedzialnych za wypuszczenie demona, staje się jego celem, siłą rzeczy zostaje więc w to wszystko wmieszany. Kitarou wykorzystuje go jako przynętę, niejako z przymusu bierze więc on udział w całej akcji. Mana natomiast wplątuje się w to przypadkowo… i pałęta się za resztą tylko z własnej ciekawości. Co prawda rozumiem jej motywacje, natomiast ni w ząb nie potrafię załapać dlaczego Kitarou jej po prostu gdzieś nie zostawił. I niestety, ale ona towarzyszyć nam będzie przez cały seans (co chyba ma mieć wytłumaczenie fabularne, sądząc chociażby po openingu), ale do mnie nie przemawia.

    Jak natomiast wypada porównanie strony audiowizualnej? Oczywiście, najnowsza wersja prezentuje znacznie wyższy poziom animacji i to nie powinno nikogo dziwić. Jednocześnie jednak jest też tą wersją znacznie „ładniejszą” pod względem stylistycznym, co akurat stanowi jej wadę. Wygląd postaci jest zbyt ugładzony, co widać zwłaszcza na przykładzie Neko Musume, z której zrobiono niemalże bishoujo, co kompletnie odbiega od jej oryginalnej wersji. W obu seriach pojawia się charakterystyczny dla tej franczyzy opening „Gegege no Kitarou”. W tym nowszym widać chyba więcej odniesień muzycznych do oryginału, ale generalnie oba sprawiają się dobrze, bo nie zostały zanadto udziwnione (ach, ta wersja z lat 80. xd).

    Osobiście chętniej obejrzałabym serię z 2007 roku… gdyby tylko była gdzieś w całości dostępna z angielskimi napisami. Łudzę się trochę, że z powodu wydania nowej wersji, może jakaś grupa wróci do jej poprzedniczki, ale pewnie nic z tego nie będzie. :( Mimo, że w Japonii jest to serial kultowy, na Zachodzie nie cieszy się aż taką popularnością a większości pewnie odrzuca fakt, że jest skierowany do młodszej widowni (mimo iż można się przy tym wspaniale bawić niezależnie od wieku, zwłaszcza że jest pełen odniesień do japońskiego folkloru).
  • Avatar
    Kysz 6.04.2018 21:23
    Komentarz do recenzji "Yuuri!!! on Ice"
    Generalnie nic tu nie jest powiedziane wprost. Dla mnie to również tylko shounen­‑aiowy fanserwis (zwłaszcza, że wszystkie takie sceny zawsze kończą się jakimś żartem) i nic więcej, ale dużo osób się na to „nabiera” (jeśli można tak to ująć). Jeśli lubisz shipować ze sobą przystojnych panów, to będziesz tu miała spore pole do popisu, lecz jeśli liczysz na konkrety, to się ich nie doczekasz.
  • Avatar
    Kysz 6.04.2018 18:32
    Komentarz do recenzji "Yuuri!!! on Ice"
    Nie jest. xd
  • Avatar
    Kysz 5.04.2018 20:14
    Komentarz do recenzji "Tada-kun wa Koi o Shinai"
    Kij z Teresą, ale bijąca nieznajomego chłopaka Alexandra raczej moją ulubioną bohaterką tej serii nie zostanie.

    Ogólnie to poziom i styl komedii przypomina mi w trochę Anime­‑Gataris. Zdecydowanie drugi Nozaki­‑kun z tego nie będzie niestety.

    Pomijając jednak poziom humoru, nie było tak źle. Wydaje się, że może wyjść z tego całkiem sympatyczna seria.
  • Avatar
    A
    Kysz 1.04.2018 21:56
    Po 1 epku
    Komentarz do recenzji "Gegege no Kitarou [2018]"
    Tak podejrzewałam, że po obejrzeniu Hakaba Kitarou sięgnięcie od razu po to może nie być najlepszym pomysłem.
    Przede wszystkim ta cała Mana jest strasznie irytująca! Nie wiem po co w ogóle ją tu dodali a najgorsze, że zajęła większość czasu antenowego. Pałęta się pod nogami i tylko przeszkadza. Znając życie będzie tylko od tego, żeby ją ratować…
    Kitaro, który nie jest małym złośliwym potworem to też nie to samo. Widać jego oziębłość w stosunku do ludzi, ale w porównaniu z jego wersją z Hakaba Kitarou jest wręcz milutki. Ja wiem, że GeGeGe jest ogólnie bardziej stonowane i ugrzecznione, ale i tak mi to zgrzyta.
    Grafika oczywiście przeszła odświeżenie tak, by bardziej dostosować się do gustów masowego odbiorcy. Nie podoba mi się to, ale też nie spodziewałam się niczego innego.
    Za to na plus zaliczam opening. Po tych wszystkich dziwnych wariacjach m.in. z 2007 roku, ta wersja bardziej przypomina tę pierwotną, z lat 60. (a pragnę zauważyć, że jestem zakochana w tamtym openingu^^').
    No nic, poczekam co się będzie działo dalej a w międzyczasie zerknę na jakąś poprzednią część.
  • Avatar
    A
    Kysz 1.04.2018 21:26
    Myślałam, że jednak będzie to lepsze...
    Komentarz do recenzji "Sanrio Danshi"
    Naprawdę nie miałam co do tego wielkich wymagań. Nie liczyłam tu na drugie Kimi to Boku, ale po prostu chciałam obejrzeć lekką historyjkę o słodkich chłopcach robiących słodkie rzeczy. I początkowo było nawet nieźle, ale z czasem zrobiło się zwyczajnie… nudno. Panowie dużo gadali, głównie o przyjaźni i tym podobnych pierdołach. Każdy dostał swoją (odpowiednio udramatyzowaną) historię do opowiedzenia, do tego doszły wszelkie smaczki związane z postaciami Sanrio. Dość cukierkowe, ale raczej strawne. Zabrakło w tym jednak jakiegoś polotu, pomysłu na całą serię, bo to, co początkowo się nieźle oglądało, szybko zaczęło męczyć powtarzalnością.

    Sami bohaterowie nie są na szczęście tacy źli i chociaż trochę się wyłamują ze schematów, które odgrywają. Najlepiej prezentuje się chyba Shunsuke, który gra rolę tego opanowanego, ale miewa momenty, w których pokazuje zupełnie inne, bardziej „zabawne” oblicze. Ogólnie wszyscy są raczej sympatyczni, żaden mnie jakoś szczególnie nie irytował (no może trochę Ryou).

    Graficznie jest źle a wręcz bardzo źle. Same projekty postaci są ok, ale w ruchy wyglądają paskudnie. Liczne deformacje są na porządku dziennym, zaś animacja po prostu boli (chyba nigdy nie zapomnę sceny, w której Kouta wchodzi do domu i dosłownie przepływa w powietrzu na schody prowadzące na piętro… brrrr).

    Długo zastanawiałam się nad oceną i ostatecznie stanęło na 4/10. Bywały odcinki, których oglądanie zajmowało mi ze dwie godziny, bo tak bardzo mnie nudziło to, co dzieje się na ekranie, że co chwila stopowałam i przeglądałam różne rzeczy w internecie. Najlepiej z tego wszystkiego oceniam początkowe odcinki i samą końcówkę (przy „niespodziance” na występie naprawdę się zaśmiałam ;p), ale drugi raz bym po to nie sięgnęła. Na następce Kimi to Boku musimy jednak trochę poczekać.