Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Forum Kotatsu

Komentarze

Kysz

  • Avatar
    A
    Kysz 21.10.2018 17:51
    Po 3 epkach
    Komentarz do recenzji "SSSS.Gridman"
    Nie planowałam tego oglądać, bo zobaczyłam wielkiego robota i pomyślałam, że to kolejne mechy a to akurat gatunek, za którym nieszczególnie przepadam. Na szczęście nie jest to do końca prawdą. Pomijając robota, mamy tu na razie do czynienia z całkiem interesującą, pełną tajemnic fabułą. Na razie więcej jest niewiadomych, niż odpowiedzi i z odcinka na odcinek dochodzi kolejna porcja pytań. Oczywiście najważniejszą kwestią jest to, dlaczego  kliknij: ukryte  Ogólnie to Akane wydaje się tu centralną postacią, co sugerują nawet op i ed. Nie zdziwiłabym się, gdyby dochodziła tu kwestia jakiejś sztucznej rzeczywistości, wykreowanej w jej umyśle, bądź coś podobnego. Niestety, jest to jednocześnie historia z rodzaju tych, które łatwo spaprać, więc właściwie do samego końca nie będzie wiadomo, czy jest to warte uwagi, czy raczej kolejny niewypał.
  • Avatar
    A
    Kysz 16.10.2018 22:29
    Po 3 epkach
    Komentarz do recenzji "Kaze ga Tsuyoku Fuite Iru"
    Na razie jest naprawdę bardzo dobrze. Tempo póki co mamy odpowiednie, z niczym się specjalnie nie spieszą a jednocześnie nie czuć dłużyzn. Miło, że dostaniemy 23 odcinki, bo pozwoli to na dokładne przedstawienie fabuły.

    Generalnie Haiji jest genialny, już uwielbiam gościa. Z jaką gracją on tam wszystkimi manipuluje, a jak przy tym jest jednocześnie sympatycznym gościem, to się nie da wręcz opisać. Pozostaje tylko kwestia dlaczego tak mu zależy na tym wyścigu. Patrząc po tej jego kontuzji obstawiam, że  kliknij: ukryte 

    Jeśli chodzi o Kakeru, to teraz powinniśmy dostać ważny moment dla rozwoju tej postaci, bo zostanie nam pewnie przedstawiona cała historia, przez którą nabawił się takiej traumy. To będzie też pierwsze poważne wyzwanie dla fabuły – czy przedramatyzują to, czy nie. Jeśli uda się z tego dobrze wybrnąć, zapewne będzie można też spać spokojnie o całą resztę.

    Poza tym jestem zakochana w endingu. Obok tego do Merc Storia jest to na razie mój ulubiony utwór z tego sezonu. O grafice nie muszę chyba wspominać, bo jest świetna. Animacja biegów jest płynna, krzywizn brak, do tego stylistycznie dobrze to dopracowano. Miodzio.

    Ja póki co jestem tym zachwycona i jest to na razie mocny kandydat do mojej sezonowej topki (ba, nawet na no. 1). Z niecierpliwością czekam na więcej!
  • Avatar
    A
    Kysz 11.10.2018 20:54
    Po 1 epku
    Komentarz do recenzji "Merc Storia -Mukiryoku Shounen to Bin no Naka no Shoujo-"
    Lekkie, kolorowe fantasy to jest to, co lubię. Nie szukam w tym żadnego wybitnego seansu, ale prostej, odprężającej rozrywki. Merc Storia na razie zapowiada się nawet na nie najgorszą tego typu serię. Jeśli to będzie, jak sugeruje ending, anime, w którym największa uwaga skupi się na odkrywaniu świata, to może być nawet całkiem nieźle. Wydaje się bowiem, że świat ten ma nam wiele do zaoferowania. Co prawda osobom znającym grę pewnie zaoferuje więcej, ale myślę, że i bez tego może być całkiem ok.

    Swoją drogą sam ending bardzo mi się spodobał. Jest spokojny, melodyjny, taki… słodki i puchaty, o! Z każdym przesłuchaniem coraz bardziej go lubię.

    Myślę, że bez problemu obejrzę całość. Pierwszy odcinek niczym mnie nie zirytował, a to już sporo. Bohater jest w porządku – ot, taki dzieciak, który trochę by chciał coś pokazać, ale się boi jednocześnie. Jego relacje z Merc są bardzo fajne, co również dodaje temu sporo uroku. Cóż, nie mam zamiaru udawać, że z tego może wyjść coś nadzwyczajnego, ale dla mnie powinno być w sam raz.^^
  • Avatar
    A
    Kysz 10.10.2018 12:44
    Po 1 epku
    Komentarz do recenzji "Release the Spyce"
    Tak jak się spodziewałam – nic szczególnego. Ot, taka uboga wersja Princess Principal bez pomysłu na siebie. Wsadzili stado uroczych dziewczynek, które ratują świat i myślą, że to wystarczy. Ech, nawet nie chce mi się pisać jak bardzo oklepany to motyw.

    Ale nawet na utartych schematach można daleko zajechać, jeśli widać jakiś fajny pomysł na ich wykorzystanie. A tego tu nie odczułam. Co gorsza, odniosłam wręcz wrażenie, że twórcy wrzucają tutaj to, co akurat jest im potrzebne, nie przejmując się za bardzo założeniami tego świata. Bohaterki dysponują takimi możliwościami technicznymi, że aż głowa boli. Nawet nie wiem po co im te przyprawy, bo skoro mają całą masę różnego rodzaju gadżetów w stylu Bonda, to i bez wspomagaczy by sobie pomogły. No, ale wtedy nie mogłyby się im tak oczka świecić, no i musiałoby się obyć bez takich szałowych akcji z kataną. Ogólnie jest absurdalnie a przez to mało interesująco. O ileż ciekawiej by się to oglądało, gdyby miało to jakiś sens.

    Wciąż wszakże nie jest to rzecz całkowicie skreślająca ten tytuł. W dalszej kolejności bowiem wypada się przyjrzeć bohaterkom. I pod tym względem też póki co szału nie ma. Zestaw postaci będzie klasyczny, do tego niestety uzupełniony yuri fanserwisem. Skoro w pierwszym epku już było lizanie i sceny zazdrości, to dalej spodziewać się należy tylko spotęgowania takich motywów. Osobiście ich nie lubię, ale nie mam nic przeciwko, jeśli nie stanowią one podstawy w kreacji bohaterek, tj. mają one jakiś charakter, a ich wzajemn relacje są głębsze niż wzajemne klejenie się do siebie. Na razie żadna z bohaterek mnie do siebie nie przekonała, wręcz wszystkie wypadły trochę mdło.

    Niewątpliwie za zaletę należy uznać dynamiczne sceny walki i ogólnie całą oprawę graficzną. Jak się przymknie oko na to, że to bez sensu, to można nawet czerpać jakąś przyjemność z ich oglądania. Podoba mi się też, że momentami widać, jakby twórcy nie traktowali tego tak całkiem serio i może w tym upatrywać należy jakiejś nadziei. Ot, chociażby ten ochroniarz na początku i to, co się potem stało z nim i jego szefem. Gdzieś w tym wyczułam delikatne motywy autoparodii, więc jak w to pójdą, to będzie fajnie.

    Oglądać będę na pewno, nie jest to w końcu takie złe i na razie nic mnie do tego nie zraziło (absurdy świata przedstawionego są głupie, ale mnie nie odrzucają jako tako). Na cuda nie liczę, powtórki z Princess Principal tu nie będzie, ale chociaż jako przyjemne patrzydło to się powinno sprawdzić.
  • Avatar
    A
    Kysz 6.10.2018 21:52
    Po 1 epku
    Komentarz do recenzji "Uchi no Maid ga Uzasugiru!"
    Ja mam mieszane odczucia. Generalnie nie planowałam tego oglądać, dopóki nie uświadomiono mnie, że to od Doga Kobo będzie. A ja to studio lubię. Stwierdziłam więc, że będę musiała to sprawdzić i nie zgłębiałam dłużej w fabułę. Wyrobiłam więc sobie przekonanie, że główna bohaterka będzie twardo stąpającą po ziemi dziewczyną z w miarę normalnym charakterem, natomiast pokojówka to będzie totalny świr śliniący się do niej i uprzykrzający jej tym życie. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że co prawda pokojówka ze swojej roli się wywiązuje, ale Misha to zwyczajnie mały paskudny, rozwydrzony bachor. I całe to traktowanie się jej zwyczajnie należy, a wręcz powinna dawno dostać solidne lanie, bana na komputer, albo chociaż wycieczkę do jakiegoś ośrodka wychowawczego zajmującego się takimi trudnymi przypadkami (a najlepiej wszystko to razem wzięte). Ni w ząb nie jest to słodkie a tylko irytuje i właściwie gdyby nie pokojówka, to dałabym sobie spokój z tą serią. A tak to prawdopodobnie dam jej jeszcze szansę, bo znajduję pewną przyjemność w tym, jak pokojówka uprzykrza małej życie.
  • Avatar
    A
    Kysz 6.10.2018 21:39
    Po 1 epku
    Komentarz do recenzji "Irozuku Sekai no Ashita kara"
    Jest to mój trzeci i ostatni z jesiennych faworytów, cieszę się więc, że na razie zaprezentował się bardzo udanie.

    Tym razem mamy do czynienia ze światem, w którym magia istnieje praktycznie jako uzupełnienie codzienności. Pomaga w wielu prozaicznych rzeczach, co nie znaczy, że nie jest fascynująca. Po prostu wyjątkowo obeszło się bez wielkich zaklęć ratujących świat. Sam ten pomysł jest już warty uwagi i przypomina mi magię ze świata Flying Witch.

    Do tego wszakże musimy dołożyć też dramę i jeśli już gdzieś należy szukać potencjalnych niebezpieczeństw, to właśnie tutaj. To, że bez dramatu się nie obejdzie, to akurat wiadomo od początku, pytanie tylko brzmi czy z tym nie przesadzą i na ile naturalnie zostanie on rozwiązany. Na razie zaczęli się dość delikatnie, więc może tym razem się jednak uda.

    Dodatkowym plusem dla mnie jest tutaj obecność bohaterów obojga płci, którzy prawdopodobnie odegrają równorzędne role (wyłączając główną dwójkę oczywiście). Byleby nie wprowadzili jakiegoś naciąganego motywu wielokąta romantycznego i będzie dobrze. Raczej tego tu nie zapowiadają w każdym razie – kiedy w pierwszym odcinku wszyscy myśleli, że Hitomi to sekretna dziewczyna Shou, specjalnie patrzyłam, czy któraś z bohaterek podejrzanie reaguje na tę rewelację i na szczęście u żadnej takiego zachowania nie zauważyłam. Patrząc po plakacie promocyjnym, zostaje jeszcze jedna dziewczyna, ale to akurat babcia głównej bohaterki z przyszłości, więc chyba nie wysłałaby swojej wnuczki do przeszłości, gdyby chciała z nią konkurować.

    Oczywiście wizualnie jest bardzo ładnie, ale to P.A. Works, oni tak mają. Co prawda Glasslipa zepsuli, ale tu chyba tego nie powtórzą.

    Także ja na razie jestem bardzo dobrej myśli i liczę na porządną serię o magii, przyjaźni i miłości w szkolnej odsłonie, z lekką nutką dramatu.
  • Avatar
    A
    Kysz 5.10.2018 22:38
    Po 1 epku
    Komentarz do recenzji "Sora to Umi no Aida"
    Ależ to było głupie… Nie, żebym spodziewała się po tym cudów, ale miałam nadzieję na chociaż przeciętnej jakości serię dziewczynkową. A dostałam… to!

    Ogólnie chodzi o to, że z wód na Ziemi zniknęły wszystkie ryby. Pomysłowi Japońcy naukowcy stwierdzili więc, że idealnym rozwiązaniem będzie stworzenie sztucznych zbiorników… w kosmosie. A co się będą ograniczać! Do niedawna, w owych zbiornikach łowili tylko rybacy (płci męskiej), ale po zaostrzeniu przepisów dotyczących wolności, równości i bra… a nie sorry, to tylko równość tu była. Zatem po zaostrzeniu przepisów dotyczących równości, w kosmos mogły zacząć latać kobiety. Na przykład takie, jak siedemnastoletnia Haru Soramachi, będąca idealnym przykładem chodzącej głupoty. No dobra, kij z tym – słodkie dziewczynki robiły już nie takie rzeczy. Sęk w tym, że Haru, będąc w drodze do centrum treningowego, gdzie ma się zacząć jej szkolenie na rybaka, gubi się w mieście, do którego przyjechała i przypadkowo znajduje w jakiś agencji zajmującej się kosmicznym rybołówstwem, gdzie zostaje wciągnięta w kłótnie między dwiema dziewczynami a rybakami, którzy uważają, że to nie jest zajęcie dla kobiet. Ponieważ grupy rybaków liczą trzy osoby (kij wie dlaczego), dziewczyny postanawiają, że udowodnią facetom, iż nadają się do tego zajęcia tak samo, jak oni, z pomocą… Haru. Zatem lecą w kosmos. A potem robi się jeszcze durniej. Na czym bowiem polega łowienie w kosmosie? Ano na operowaniu czymś na kształt łodzi podwodnej po wcześniejszym przyzwaniu na smartfona jakiegoś bóstwa, które użycza rybakom swojej mocy. Eeee… chyba gdzieś zgubiłam mózg. A potem zeżarły go gumowe kaczuszki, będące „bronią” jednego z bóstw przyzwanych przez doświadczonych rybaków (żeby było śmiesznej, owym bóstwem była sama Izanami, wyglądająca jak mała loli). Btw. od kiedy do japońskiego panteonu należy Odyn?:P

    Naprawdę nie wiem co powiedzieć. Nie dość, że koncept tego anime sam w sobie jest mocno kontrowersyjny (łowienie ryb w kosmosie itp.), to jeszcze scenariusz wydaje się pisany na kolanie w kiblu i to po suto zakrapianej imprezie. Jakby tego było mało, do produkcji zatrudniono same niedoświadczone seiyuu, które brzmią paskudnie. Bohaterka jest totalną idiotką, ale to taką naprawdę potężnie głupią, co aż tak często się w anime nie spotyka (na szczęście).

    Nie wiem czy podołam temu wyzwaniu, ale moim celem jest obejrzenie wszystkich dziewczynkowych anime, jakie kiedykolwiek wyszły, a to ewidentnie się do takich zalicza… Czuję się jak kompletna masochistka w tym momencie… Może się okazać, że przy tym nawet Two Car było serią właściwie całkiem w porządku.
  • Avatar
    A
    Kysz 5.10.2018 19:43
    Po 1 epku
    Komentarz do recenzji "Yagate Kimi ni Naru"
    To kolejna seria sezonu jesiennego, co do której mam dość wysokie oczekiwania. Generalnie nie uważam siebie za szczególną fankę shoujo­‑ai, a yuri fanserwis ogólnie mnie odrzuca. Od czasu jednak, jak obejrzałam Aoi Hana, za każdym razem mam nadzieję, że kiedyś doczekamy się jeszcze tak ciepłej, w miarę dojrzałej, pozbawionej tony fanserwisu serii, która w równie naturalny sposób traktować będzie o związkach homoseksualnych. Yagate Kimi ni Naru na razie zaczęło nieźle i ma potencjał na właśnie taki tytuł.

    Podoba mi się przede wszystkim to, że nie zamyka nas się w serii z tylko dziewczęcą obsadą, w której wszystkie panienki obowiązkowo muszą się zakochiwać w innych dziewczynach. To nie jest świat, w którym króluje homoseksualizm i mam nadzieję, że na dalszym etapie historii akcenty heteroseksualne też się pojawią, bo dzięki temu fabuła wypadnie bardziej realistycznie.

    Również charaktery głównych bohaterek wydają mi się całkiem interesujące. Nie ma tu tak wyraźnego podziału na „tą słodką” i „tą bardziej męską”. W sensie obie bohaterki są bardzo dziewczęce, a jednocześnie nie sprawiają wrażenia infantylnych laleczek, którym tylko jedno w głowie. Ciekawi mnie, jak się będą rozwijały relacje między nimi, ale mam wrażenie, że nie powinniśmy tu dostać zbytniego narzucania drugiej osobie, a na pewno obejdzie się bez patologii w rodzaju tej z Citrusa. To raczej będzie spokojny, niespieszny romans, nastawiony bardziej na kwestie uczuciowe, niż erotyczne. A przynajmniej pierwszy odcinek dokładnie coś takiego zapowiada.

    Do tego wszystkiego mamy naprawdę śliczną grafikę, zwłaszcza jeśli chodzi o kolorystykę i tła. Projekty postaci też są bardzo ładne, przy czym czasami mam wrażenie, że niektóre kadry nie najlepiej oddają ich urok. No i mundurki szkolne są paskudne z tym jakimś dziwnym szyciem na wysokości piersi – sprawia to, że figura dziewczyn wydaje się trochę kanciata.

    Mnie pierwszy odcinek kupił i czekam na więcej – jest szansa, że to naprawdę będzie bardzo dobre shoujo­‑ai.
  • Avatar
    Kysz 5.10.2018 17:39
    Komentarz do recenzji "Seishun Buta Yarou wa Bunny Girl Senpai no Yume o Minai"
    Miałam tego nie oglądać, ale zachęciłeś mnie tym komentarzem i postanowiłam chociaż sprawdzić. Przyznam, że ten pierwszy odcinek mnie zaciekawił, z pewnością będę kontynuowała seans.^^

    Faktycznie kojarzy się to trochę z Oregairu, mnie jeszcze do głowy przyszło Haganai (i w obu przypadkach nie chodzi tylko o podobieństwo głównych bohaterek xd). Szkoda, że to harem będzie, aczkolwiek ma plusa za przyjaciela głównego bohatera, który jeszcze na dodatek ma dziewczynę. Na razie relacje między bohaterami wypadły fajnie, dość naturalnie, a to też jest spora zaleta. Może więc faktycznie wyjdzie z tego dobra alternatywa dla Oregairu.
  • Avatar
    Kysz 4.10.2018 21:42
    Re: Zostaje jednak 6/10
    Komentarz do recenzji "Hanebado!"
    Niewiele to znaczy, zważywszy na to, że trener w czasach swojej świetności mógł pokazywać rzeczy, który wykraczały już ponad realistyczny bandminton. Choć samo to, że tak to rozwiązali zaliczam na plus tego tytułu.

    Swoją drogą, z ciekawości zerknęłam sobie na kilka filmików z meczy profesjonalistów i licealistów. I wychodzi na to, że intensywność wymian i procent krycia to tu była na poziomie profesjonalnego debla męskiego, a z licealnym singlem żeńskim to to nie miało nic wspólnego.
  • Avatar
    A
    Kysz 4.10.2018 19:42
    Po 1 epku
    Komentarz do recenzji "Zombieland Saga"
    Ahahahahahahahahahaha… nawet nie wiem co mam o tym napisać, tak bardzo to było porąbane. xd

    Dobrze, że wcześniej nie zdradzono nam zbyt wiele z tematyki serii, bo zaskoczenie było tym większe, a głupawka radośniejsza. Scena przed openingiem – miodzio. Potem przebudzenie w „nawiedzonym domu” również boskie. W dalszej części troszkę to siadło, ale generalnie bawiłam się świetnie. Pies jest cudowny, rozwaliła mnie scena z ptakami. Najgorzej wypada menadżer – czuję co chcą tu zrobić, ale to jednak nie jest to. Momenty ma spoko, ale chyba za bardzo chcą iść w ten motyw świra. Swoją drogą chciałabym zobaczyć scenę wykopywania zwłok, może nam pokażą. xd

    Oby to nie straciło rozpędu w dalszych epkach, bo może tu wyjść bardzo dobra komedia. Jest w tym świeżość, zarówno jeśli chodzi o ujęcie idolkowie, jak i zombie. Zdecydowanie zainteresowali mnie tym pierwszym odcinkiem!

    Swoją drogą podoba mi się mimika postaci. Bardzo dynamiczna, to się chwali.^^
  • Avatar
    Kysz 4.10.2018 19:10
    Re: Zostaje jednak 6/10
    Komentarz do recenzji "Hanebado!"
    Nie mówię o realizmie na zasadzie „brak super mocy, bohaterowie faktycznie grają w badmintona”, tylko „na ile jest to poziom, który można prezentować w liceum”, panie mądraliński. A nie sądzę, by tak faktycznie wyglądały zawody na tym szczeblu…
  • Avatar
    A
    Kysz 4.10.2018 19:07
    Po 1 epku
    Komentarz do recenzji "Akanesasu Shoujo"
    Zaczęło się całkiem nieźle nawet. Większych głupot nie wyłapałam, może trochę za mało było zdziwienia u bohaterek, kiedy faktycznie przeniosły się do innego świata. Od biedy można to przypisać niedowierzaniu, ale znowuż rzucenie się do głaskania nieznanych stworzeń nie jest najmądrzejszą rzeczą, którą można zrobić. Podobał mi się za to sam moment przenosin do tego świata – ot, nagle w nim były, bez żadnych fajerwerków, niepotrzebnych udziwnień ani tym podobnych pierdół. Poza tym jest mnóstwo tajemnicy, choć już wiadomo, że zmarły braciszek bohaterki odegra w tym sporą rolę. Nie rusza mnie ten motyw jakoś szczególnie, ale może uda się nie zepsuć tej serii nawet z nim.

    O bohaterkach póki co niewiele można powiedzieć. Mamy raczej sztampowy zestaw – ta energiczna, ta niewinna, ta milcząca, ta wyszczekana i ta porządna. Patrząc po endingu każda z nich będzie miała swoją smutną historię, ale może tchną w nie choć trochę życia. Ciekawe, czy każda z nich będzie miała swoje alter ego w tym równoległym świecie (na razie nigdzie ich nie było widać, choć nie wiem kto to na tym drzewie siedział).

    Wizualnie było ok, ale bez szału. CGI brzydkie na poziomie, tj. nie wypala oczu, ale jest brzydkie, bo to komputer. Projekty postaci mi się podobają, acz do szczególnie oryginalnych nie należą. Cała reszta to raczej przeciętny standard. Gorzej z muzyką – tak źle wkomponowanej piosenki w scenę akcji dawno nigdzie nie słyszałam. Tak jakby randomowo coś puścili, bo musiało coś lecieć.

    Pewnie będę śledzić, chociażby z ciekawości, co tu dalej wymyślą. Nie nastawiam się na żadne cudo, więc może się też nie zwiodę.
  • Avatar
    A
    Kysz 3.10.2018 21:31
    Po 1 epku
    Komentarz do recenzji "Kaze ga Tsuyoku Fuite Iru"
    Jest to zdecydowanie jeden z moich jesiennych faworytów. Wygląda na ciekawą serię sportową w realistycznej odsłonie. Na pewno brak super mocy, o tym nie ma co mówić nawet. Na ile realistyczne będzie tempo biegania, to się zobaczy, ale znowuż przy tej dyscyplinie trudno naciągać jakoś szczególnie rzeczywistość. Co najwyżej mogą przedstawić super czas, ale to by niczego nie dodało do atrakcyjności sportu, a popsuło realizm, więc byłoby rozwiązaniem całkowicie bezsensownym. Ja wiem, że Japończycy mają bujną wyobraźnię, ale tutaj chyba nie ma nawet jak zadziałać. Poza tym umówmy się – Shion Miura to nie jest osoba, którą kojarzyć można z brakiem realizmu, patrząc na jej ostatnią zekranizowaną w formie anime pozycję (czyli Fune wo Amu)

    Na razie pierwszy odcinek zaczął się dobrze. Przede wszystkim miło, że mamy do czynienia ze studentami, nie uczniami liceum. To zawsze fajna odmiana a wydaje mi się, że zaprezentują się oni stosownie do wieku. Podoba mi się też charakter głównego bohatera. W końcu nie jest to super energiczny dzieciak, który się wszystkim jara, ale też nie można go nazwać sztywniakiem. Ma fioła na punkcie biegania i czasami mu pod tym względem naprawdę odbija. Z drugiej strony jest Kakeru, który wydaje się bardziej poważny. Ale np. jego mina w łazience daje nadzieję, że nie będzie to kolejny nudny, wiecznie milczący typ. Poza tym skoro zaczęło się od tego, że coś ukradł, to już go to wyróżnia z grona podobnych postaci, którzy raczej by się na coś takiego nie zdobyli. Reszta bohaterów to… cóż… zbieranina różnych typów osobowości. Na razie żaden jakoś szczególnie nie rzucił mi się w oczy, mam nadzieję, że z czasem ich charaktery zostaną trochę rozbudowane. Nie chciałabym, żeby poprzestali na budowaniu ich kreacji wokół tej jednej cechy przedstawionej w pierwszym epku.

    Wizualnie było świetnie, choć momentami miałam wrażenie, że animacja nie była taka płynna, jak być powinna. Mimo wszystko zostało to odpowiednio zamaskowane i nie rzucało się bardzo w oczy. Za to pod względem stylu, nie mam temu nic do zarzucenia. Fajny op i ed, pewnie będzie mi się ich dobrze słuchało.

    Także jestem nastawiona bardzo pozytywnie. Dodatkowo 23 epki dają nadzieję na dobrze rozbudowaną historię a pierwowzór książkowy – na jej zakończenie.
  • Avatar
    Kysz 3.10.2018 20:48
    Re: Zostaje jednak 6/10
    Komentarz do recenzji "Hanebado!"
    Qrcze, to musiałam przeoczyć.-.-  kliknij: ukryte 
  • Avatar
    A
    Kysz 3.10.2018 18:12
    Zostaje jednak 6/10
    Komentarz do recenzji "Hanebado!"
    Na szczęście na zakończenie postanowiono nam dać jakiś lepszy fragment, dzięki czemu nie musiałam obniżać noty. A spodziewałam się, że jednak dostaniemy szambo.

    Generalnie serię dobija tania drama. Rozumiem dodanie dramatyzmu, nawet podkręcenie go, ale bardzo łatwo z tym przesadzić. Coś, co normalnie będzie może dla kogoś bolesne, trochę łzawe, po wyolbrzymieniu przestanie mieć sens. Pal licho to jednak – najgorsze, że cały wątek Ayano jest po prostu głupi.  kliknij: ukryte  O ludzie, większych bzdur to tu się nie dało wymyślić. To się nazywa patologia i to należy karać. Szczęściem w nieszczęściu,  kliknij: ukryte 

    Znacznie lepiej rozwiązano wątek Nagisy. Tu wszakże jej przemiana była zbyt nagła, a osobowość po przeobrażeniu zbyt różna, co znowuż psuło trochę naturalność takiej sytuacji. Potem wszakże Nagisa zeszła trochę na drugi plan i szkoda, bo w dalszej części była to jedna z fajniejszych bohaterek (na początku strasznie mnie wkurzało jej zachowanie – w sumie też dlatego, że również było przesadzone).

    Skupienie się na historii postaci drugoplanowych stanowiło zarówno wielką zaletę, jak i wadę tej serii. Ogólnie wprowadzenie klubu, w którym trenują zawodnicy obojga płci jest ciekawym pomysłem. Szkoda, że tak rzadko wykorzystywanym w anime. Tutaj panów jest tylko dwóch i stoją całkowicie na drugim planie, ale jednak są i nawet poświęca się im trochę czasu. Sęk w tym, że przez takie rozdrobnienie brakuje czasu na rozbudowanie tych wątków pobocznych i cierpią one na pewną bezbarwność. Jak niby przedstawić dramat zawodnika, jeśli o nim samym nam się do tej pory prawie w ogóle nie mówiło? Dałoby się to przedstawić nawet pozostawiając postać w tle (patrze chociażby Uchuu Kyoudai), ale na to znowuż trzeba czasu i jednak trochę pomysłowości.

    Poza tym wszakże sam badminton wyszedł tutaj wyjątkowo dobrze. Nie znam się na tym sporcie ni w ząb, ale podejrzewam, że realizmu w tym nie było. Jednak przez dość specyficzny poziom prezencji samych meczy, jak i ogólny wydźwięk tej serii, wyjątkowo mi to nie przeszkadzało. Za oprawę graficzną należą się zresztą specjalne brawa. Co prawda skaczące cycki były brzydkie i mogli to sobie darować, ale poza tym – cud, miód, orzeszki. Było dynamicznie i ciekawie a przy tym oryginalnie. Zresztą muzycznie również była to seria znacznie powyżej przeciętnego poziomu. Opening z pewnością jest jednym z lepszych z letniego sezonu (tak wizualnie, jak i muzycznie), ale oprawa meczy także zasługuje na wyróżnienie, mimo iż poszczególne kawałki same w sobie nie były szczególnie interesujące.

    Ogólnie to seria jest na pewno warta uwagi, prezentuje kilka nietypowych rozwiązań, które jednak mogą umknąć pod toną niepotrzebnie wyolbrzymionego dramatu. Nawet jednak mogłabym dać to 7/10, gdyby nie motyw Ayano i jej matki, który mnie irytował swoim debilizmem. Zostaje więc 6/10 z maleńkim plusikiem. Chociaż w porównaniu do takiego Harukana Receive, które wychodziło w tym samym sezonie, Hanebado z pewnością prezentuje się ciekawiej, trochę szkoda mi więc je zostawiać z taką samą notą…
  • Avatar
    Kysz 25.09.2018 19:37
    Re: 12 odcinek
    Komentarz do recenzji "Hanebado!"
    Kooge napisał(a):
    Miło było zobaczyć trochę negatywnych elementów, szczególnie jak mówimy o nastolatach.


    Nu, ale jakby miło było, gdyby Ayano przegrała i nadal trwała w swoim przekonaniu bycia najlepszą, traktując innych jak nic nie warte śmieci! To bym się wtedy nawet nad 8 mogła zastanowić.^^
  • Avatar
    Kysz 25.09.2018 19:25
    Re: 12 odcinek
    Komentarz do recenzji "Hanebado!"
    Slova napisał(a):
    A ja kupuję. Nagisa nie musi wygrac, robi to tylko dla siebie i dla swojej satysfakcji. Ale równei dobrze dla tej samej satysfakcji może powiedzieć „nagrałam się już, pokazałam ci, że wcale nie jesteś aż taka super” i poddać mecz. Do by było dla Ayano jeszcze bardziej druzgocące, niż normalna wygrana, gdyż ta dziewczyna na zwycięstwach buduje własną wartość. Gdyby wygrała walkowerem z przeciwnikiem, który MÓGŁBY ją pokonać… To byłby dla niej cios.

    Naaaah. W kontekście ostatnich wydarzeń, to może, ale tak dla całości do byłoby kiepskie. Zaczynają serię od tego, że Nagisa ma traumę po wysokiej przegranej z Ayano. Leczą ją z niej i co – teraz mają to skończyć tym, że Nagisa nadal przegrywa z Ayano, ale przynajmniej podejmuje walkę? Bez sensu. Znaczy – może miałoby to rację bytu w naprawdę dobrze poprowadzonej, dojrzalszej sportówce (takie Baby Steps, albo Ping Pong), ale tu? Nieeee. Ayano musi przegrać, żeby móc w zrozumieć co to znaczy porażka, wreszcie jasno przyznać, że przegrała (bez żadnego „a wcale nie, ja nie przegrałam, bo przecież…”). Poza tym Nagisa nie gra dla własnej satysfakcji – gra by wygrać. Też się jej coś od tej historii należy!
  • Avatar
    A
    Kysz 24.09.2018 20:18
    12 odcinek
    Komentarz do recenzji "Hanebado!"
    W tym momencie daję temu 6/10.

    Co musi się stać, żebym zwiększyła do 7/10:
    - Ayano musi przegrać. Nie kupuję żadnej wygranej, ale „po odrodzeniu” a tym bardziej wycofania się z gry Nagisy z powodu kontuzji/bólu kolana (pod co chyba bardzo usilnie przygotowują tu grunt).
    - matka Ayano musi dostać solidnego kopa w dupę od kogokolwiek, najlepiej włącznie z córką. Najlepiej niech się Ayano na nią faktycznie wypnie za to, co zrobiła.

    Co sprawi, że obniżę notę do 5/10:
    - radosne połączenie matki z córką na koniec – najgłupsza rzecz, jaką tu mogą wymyślić
    - jakakolwiek forma siły przyjaźni na koniec
    - wygrana Ayano

    Wkurza mnie to jak psują sportówkę z tak dobrym potencjałem. Ta drama wciskana wszędzie sprawia, że to jest niestrawne. Jeszcze ta obłąkana Ayano by przeszła, gdyby ten wątek nie był głównym w serii. W sensie no – to by było fajnie mieć bohaterkę z takim podejściem, przynajmniej coś innego od reszty. Aczkolwiek z większością tych jej tekstów (zwł. tych nie w meczach) to przesadzają. Ale tu każda postać musi mieć za sobą tonę dramy a to jest akurat męczące. Jej poziom powinien być co najwyżej taki, jak w przypadku wątku chłopaków – ot, żeby dodać dramaturgi i tyle.

    Szczerze powiedziawszy obawiam się, że po ostatnim epku jednak obniżę tę notę, bo mnie on strasznie wkurzy. Twórcy anime nie będą pewnie mieli tyle odwagi by to porządnie zakończyć.
  • Avatar
    Kysz 22.09.2018 22:58
    Re: Miły przeciętniak
    Komentarz do recenzji "Harukana Receive"
    Przecież tu nawet wodę potraktowali komputerem. Piłka w locie zresztą też zawsze była tak animowana. Niby detale, ale że paskudne, to też i psuły wszystko.
    No tak, wole pokaz slajdów, niż więcej dennego CGI, ale najbardziej to bym chciała jednak porządną animację, przynajmniej w kluczowych momentach.
  • Avatar
    Kysz 22.09.2018 22:55
    Re: Miły przeciętniak
    Komentarz do recenzji "Harukana Receive"
    Akawashi napisał(a):
    W której sportówce nastolatkowie prezentują realny poziom? :D Przynajmniej nie ma żadnego „nakama power”, czy „500+ do skilla za każdą traumę”, ani żadnych geniuszy.

    Hm… no chociażby w takim Baby Steps, żeby przytoczyć najlepszy przykład, ale po części też właściwie w Shakunetsu no Takkyu Musume czy Ookiku Furikabutte. W sensie w każdej z tych serii widać jednak wyraźną różnicę poziomów między (bardziej) profesjonalnymi zawodnikami, czy tymi grającymi dłużej. Inaczej rzecz biorąc – idą takim tempem poziomu, żeby zostało miejsce na wyższe rozgrywki. Ale generalnie to fakt – w szkolnych sportówkach bohaterowie raczej nie prezentują poziomu odpowiedniego do ich wieku. Po prostu tu mi to aż za bardzo nie pasowało, bo one robiły rzeczy, które nawet na profesjonalnym poziomie częstokroć wyglądają gorzej.

    Akawashi napisał(a):
    Rozumiem, że trafiło na twój sport, ale dość krytycznie podeszłaś do, bądź co bądź, lekko komediowej sportówki opartej na fanserwisie.

    Możliwe, że za bardzo skupiłam się na krytyce pewnych rzeczy i przez to wyszło tak, jakby nic mi się tu nie podobało.^^' Nie miałam znowuż aż tak wielkich wymagań co do tej serii, bo spodziewałam się właśnie bardziej fanserwiśniego tytułu. Ale przez to, że faktycznie zrobiono z tego sportówkę pełną gębą (tj. większość czasu poświęcono na aspekty sportowe), postanowiłam ją jako taką potraktować. A przy takim ujęciu sprawy zabrakło mi większej dawki realizmu w przedstawianiu meczy. Paradoksalnie, gdyby tu było może mniej sportu a więcej okruszków, oceniłabym to lepiej.
  • Avatar
    Kysz 21.09.2018 21:35
    Re: Miły przeciętniak
    Komentarz do recenzji "Harukana Receive"
    Też, ale przy okularach postanowiłam udawać, że to specjalne okulary sportowe. A na bransoletkę nie znalazłam wytłumaczenia, więc u mnie przebija jednak te okulary. xd
  • Avatar
    A
    Kysz 21.09.2018 20:28
    Miły przeciętniak
    Komentarz do recenzji "Harukana Receive"
    Miło się to oglądało, ale zarówno jako sportówka, jak i anime słodkodziewczynkowe jest to seria całkowicie przeciętna. W tej pierwszej kategorii jest zbyt nieprawdopodobne, zaś w drugiej po prostu zbyt mało jest scen typowych dla tego gatunku.

    Jeśli chodzi o część „moe”, to muszę przyznać, że tutaj bardzo fajnie wypadają po prostu same bohaterki. Nie są to skomplikowane kreacje, ale nie ma tu postaci typowo irytującej. Poza tym każda ma jakiś tam swój specyficzny charakter, dzięki czemu nie jest mdło. Podobała mi się zwłaszcza główna bohaterka – wesoła, energiczna, ale właściwie to całkiem zwyczajna dziewczyna (a nie kolejny chodzący wulkan energii, który wtrąca się nawet w to, w co nie trzeba). Fajnie też, że Haruka od początku była osobą wysportowaną, nie ma więc tutaj klasycznego schematu „od zera (ciamajdy) do super zawodniczki”, acz tak po prawdzie to niewiele brakuje, bo przeskok jej umiejętności i tak jest spory. Spośród pozostałych postaci szczególnie do gustu przypadła mi Claire, ale to dlatego, że ja lubię takie zadziorne, trochę pyskate bohaterki.

    Poza tym wszakże anime skupia się praktycznie tylko na samym aspekcie sportowym. Treningi oraz mecze wypełniają większość czasu antenowego, zatem zdecydowanie należy na to patrzeć głównie jako na sportówkę. I tutaj zaczynają się schody.

    Od razu może przyznam, że w plażówkę grywam sporo (acz w żadnym razie nie profesjonalnie), więc wiem ile wysiłku trzeba w to włożyć i jak ciężko przychodzą pewne rzeczy. Sęk w tym, że w serii bohaterki grają niemalże na profesjonalnym poziomie. To, co banda nastolatek w wieku licealnym wyczynia na boisku po prostu przechodzi wszelkie pojęcie. Serwis z wyskoku, krycie niemal każdego skrawka boiska, bloki do każdego ataku, nie ważne z którego miejsca trzeba dobiec, podkręcone piłki, poke shoty (przy których baaardzo często zdarzają się nieczyste odbicia, a tych tu ani razu nikt nie gwiżdże). A skaczą, że hohoho – powinni im chyba siatkę podnieść, bo to aż się nie godzi. Choć swoją drogą, że wygląda to różnie w zależności od ujęcia – czasami przy zagrywce widać, że bohaterka tylko lekko wyskakuje nad ziemię, by innym razem latać praktycznie metr nad ziemią (btw. ciekawe czemu Haruka przy serwie rozkłada tak szeroko nogi o.O). W tym wszystkim dziwi mnie tylko, że żadna z postaci nie pomyślała o zagraniu piąstką zaraz za siatkę (o co się aż prosiło w meczu, w którym Kanata zagrywała tyle poke shotów. Ja rozumiem, że to miała być długofalowa strategia, ale myślę, że więcej by zyskały, gdyby ona jednak miała bardziej różnorodne zagrania, skoro ich przeciwniczki niemal z automatu biegły na drugi koniec boiska). Przy tym wszystkim noszenie bransoletki z koralików podczas meczu, to już jest klasyczna wisienka na torcie głupoty (bądź truskawka, żeby się dostosować klimatem do sportowych komentatorów, nawet jeśli z innej dyscypliny xd).

    Ogólnie ok, ale niepotrzebnie aż tak przesadzono z poziomem, który prezentują dziewczyny. To teraz, skoro przeszły kwalifikacje i zmierzą się z najsilniejszymi drużynami z całego kraju, jak pokazać, że poziom rozgrywek jest wyższy? Będą całkiem latać po boisku? Dziurawić linię siłą ataku? Bo trudno teraz wejść na level wyżej, zostając jeszcze w miarę na realistycznym poziomie. Szkoda, bo przecież siatkówka plażowa to sport sam w sobie bardzo widowiskowy, którego wcale nie trzeba specjalnie ulepszać, żeby się na to dobrze patrzyło.

    Graficznie jest kiepsko, przede wszystkim przez paskudną animację. Jeśli nie korzysta się akurat z komputera, to mamy pokaz slajdów przy bardziej dynamicznych ujęciach. A niestety, ale CGI w tym krzyczy o dobicie, bo prezentuje jeden z najgorszych poziomów w anime pod tym względem (ta „idolkowa” scena z początku jednego z odcinków będzie mi się chyba śniła po nocach, taki to był koszmar). Muzycznie za to bez szału, ale poprawnie. Aczkolwiek Kana Yuuki jako Haruka wypadła nadzwyczaj ciekawie, chętnie jej w czymś jeszcze posłucham.

    Krótko mówiąc – miłe, lekkie patrzydło z sympatycznymi bohaterkami do wypełnienia czasu i szybkiego zapomnienia. Ode mnie 6/10, ale gdyby nie wybór tak bliskiej mi dyscypliny, to mogłoby być wręcz oczko niżej, bo w sumie niczego specjalnego w tym nie znalazłam.
  • Avatar
    A
    Kysz 24.07.2018 21:06
    Po 3 epkach
    Komentarz do recenzji "Kyoto Teramachi Sanjou no Holmes"
    Naprawdę szkoda, że to jest takie paskudne graficznie. Jeszcze pierwszy epek był raczej na przeciętnym poziomie, ale już dwa kolejne mocno bolą. Żeby tak chociaż pierwszy plan pozostał w miarę ogarnięty, to by się wybaczyło te karykatury ludzi w tle, brzydkie CGI, nijakie tła i toporną animację. Ale tu nawet główni bohaterowie na zbliżeniach potrafią być wykrzywieni do granic możliwości! W niektórych miejscach wyglądają wręcz na zupełnie inne osoby. o.O

    A szkoda tym bardziej, że jakby to trochę dopracować, wyszłaby z tego naprawdę fajna historia. Zresztą nie tylko o grafikę chodzi. Również fabularnie mamy do czynienia z przeplataniem dobrych wątków z kiepskimi rozwiązaniami w niektórych miejscach. Na przykład historia z drugiego odcinka była zbyt oczywista jak na zagadkę, ale znowuż motywy związane z japońskim folklorem wypadły jak najbardziej na plus.

    Potencjał widać też w samych bohaterach, którzy wyjątkowo są obdarzeni w miarę konkretnymi charakterami i naturalnym bagażem doświadczeń. Miło w końcu widzieć, że zarówno bohater, jak i bohatera, nie byli do tej pory oderwanymi od społeczności wyrzutkami. Oboje mieli wcześniej przynajmniej jednego partnera/partnerkę, co jak najbardziej normalną koleją rzeczy. Swoją drogą – naprawdę liczę, że tu jakiś przyjemny romans się wykluje, bo chemię widać z daleka i można by dobrze to wykorzystać.

    Cóż… nie jestem z tych, którzy odrzucają anime przez kiepską grafikę (no chyba, że mówimy o nadmiarze CGI), więc zacisnę zęby i będę udawała, że jest lepiej, niż faktycznie. Chociaż Wagakki Band w endingu mi to trochę wynagrodzi. A seria mimo swoich wad wydaje się przyjemna i na razie miło mi się ją ogląda.
  • Avatar
    A
    Kysz 17.07.2018 19:45
    Po 1 epku
    Komentarz do recenzji "Yuragi-sou no Yuuna-san"
    Gdyby nie zalew tandety w sezonie letnim, pewnie nawet bym na to nie spojrzała. A tak to postanowiłam dać szansę, zwłaszcza, że dawno nie oglądałam żadnej haremówki ecchi, bo większość odrzuca mnie już na starcie. W tym przypadku akurat wyglądało, jakby seria miała być raczej w klimacie starszych tytułów z tego gatunku, niż nowych pseudo­‑hentajców pokroju DxD i podobnych Testamentów. I faktycznie – pierwszy odcinek nadal to wrażenie podtrzymuje.

    Oczywiście, idąc tym tropem nie da się nie zauważyć, że jest to tytuł mocno szablonowy. Najwyraźniej widać to w postaci pozostałych haremetek. W zestawie mamy:
    - chłopczycowatą tsundere, która jest pierwsza do uszkadzania bohatera
    - biuściastą okularnicę ze skłonnością do alkoholu
    - dziecinną opiekunkę całego przybytku, która miewa matczyne skłonności (znaczy będzie się bohaterem opiekować)
    - małomówną, wycofaną loli (znając życie będzie ona jeszcze obżartuchem)
    Tu akurat szkoda, że autor nie zdecydował się na bardziej rozbudowane kreacje a przynajmniej mniej wyświechtane schematy.

    Lepiej za to (zwłaszcza na tle reszty) wypadają główny bohater i bohaterka. Ten pierwszy nie jest ani zboczeńcem, ani totalną ciapą, a na pewno nie idiotą. Owszem, rumieni się na widok nagiego damskiego ciała, ale większość chłopców w jego wieku pewnie reagowałabym podobnie. A chociaż nie tryska mu z nosa krew na taki widok. Również bohatera jest całkiem sympatyczna. Owszem, reaguje emocjonalnie, kiedy bohater przyłapie ją nago, ale znowuż – która nastolatka zareagowałaby inaczej? Jednakże nie obraża się za to na niego i nie wypomina mu tego wieki. Jakby to ując – fakt, że mamy takie a nie inne sceny (czyli bohater wylatujący w powietrze itp.) wygląda na mocno wymuszony, bo autor nie miał pomysłu na żarty, nie zaś dlatego, że postaci są tak kiepskie.

    Ogólnie to… nawet miło mi się to oglądało. Mimo iż było powtarzalne, to przynajmniej nie zawierało żadnych mocno niesmacznych scen. Wizualnie jest średnio, ale do przeżycia. Nie ma fajerwerków graficznych i dobrze, bo twórcy by na tym polegli (patrząc na to, że i obecnie ta grafika dokładnym wykonaniem nie grzeszy). Standardowo biusty są ciut za duże, ale jeszcze nie na tyle, by bardzo brzydziły (no może okularnica balansuje na granicy). Cenzura jest a i owszem, ale że scen typowo ecchi, które trzeba zasłonić nie ma aż tak dużo (poza tym większość dzieje się w łaźni, gdzie zawsze można cenzurę wytłumaczyć parą), to nie boli.

    W sumie myślę, że mogę przy tym miło spędzić czas. Schematyczność traktuję w tym bardziej jak powrót do starych dobrych czasów, gdy „anime były lepsze i żyło się łatwiej”, niż faktyczną wadę. Jak tylko zrobią coś ciekawego w oparciu o te schematy, to będę usatysfakcjonowana.