Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Komentarze

Salva

  • Avatar
    Salva 29.03.2016 11:48
    Tak apropo recenzji i śmieszności
    Komentarz do recenzji "Bokura wa Minna Kawaisou"
    A ja bardzo bym nie chciała, żeby recenzenci pozbawiali swoje teksty własnych opinii. Jeśli w przeszłości moje gusta pokryły się z tymi recenzenta, i w kolejnej recenzji napisze, że coś go śmieszyło, jest duża szansa że i mnie także rozśmieszy. Ja bazuję wiarygodność (względną) recenzji pod kątem tego czy się zgadzałam z innymi tekstami. Czasem to działa w drugą stronę, jeśli ktoś napisze, że coś go nie śmieszyło, a wiem że osoba ma inne poczucie humoru niż ja, to zapewne spróbuję, bo a nuż akurat mnie się spodoba.
  • Avatar
    Salva 12.09.2015 10:41
    Re: Hmm
    Komentarz do recenzji "Itazura na Kiss"
    Bo w zasadzie powinno się sugerować opiniami, które są dla nas wartościowe (podobne do naszych? interesujące?). Nigdy nie rozumiem tego niesmaku i komentarzy, że nie należy się sugerować recenzją. Jeśli ktoś ślepo wierzy opinii jednej, nieznanej mu osoby, to sam jest sobie winien. Recenzent przedstawia pewne aspekty danej serii, ocenia przez pryzmat własnego gustu i doświadczeń. Argh.
  • Avatar
    Salva 4.05.2015 10:21
    Re: Ep3
    Komentarz do recenzji "Hibike! Euphonium"
    I jeszcze jedno. To co prezentują te dzieciaki, to podejście i sposób odzywania się, trąci mi strasznie ludźmi z USA. Wszystko nam się należy, nauczyciel jest zły, wszystko dla nas, możemy być bucami bo to NAM SIĘ NALEŻY.
  • Avatar
    Salva 4.05.2015 10:17
    Re: Ep3
    Komentarz do recenzji "Hibike! Euphonium"
    Oczywiście, że oceniam całość przez pryzmat własnej kultury i wychowania. Mało kto ma kwalifikacje wypowiadać się na temat społeczeństwa japońskiego, nie powielając opinii innych ludzi. Musiałabym zapytać kilku Japończyków jak oni widzą taką sytuację i dlaczego, żeby uznać, że faktycznie dzieci nie miały innego wyboru. Na ten moment nadal uważam, że Taki zachował się tak jak powinien. Nie widzę tu arogancji, widzę pasję do muzyki i rękę do prowadzenia młodych ludzi.
  • Avatar
    Salva 3.05.2015 17:57
    Pytanie osobiste
    Komentarz do recenzji "Hibike! Euphonium"
    Ooo JJ, a na czym grałeś?
  • Avatar
    Salva 3.05.2015 17:55
    Re: Ep3
    Komentarz do recenzji "Hibike! Euphonium"
    Norrc napisał(a):
    Oczywiście nie oznacza to, że popieram nastawienie i zachowanie członków orkiestry, ale nie uważam, aby taka bezkrytyczna ich ocena była adekwatna do sytuacji. Nauczyciel też zresztą święty nie był, podejść do sprawy mógł inaczej.


    Jak podejść do sprawy inaczej? Ja bym smarkaczom głowy pourywała, on i tak był delikatny. Co miał zrobić, popatać biedne dzieciątka po główce i nagradzać i chwalić? A jak się zachowują bezczelnie i nieodpowiedzialnie, na dodatek okazują się niewychowanymi burakami to wina nauczyciela, bo źle podszedł?

    Moim zdaniem zachował się jak wzorowy pedagog. Postawił sprawę jasno, bez gniewu, bez agresji. Ale uświadomił im, że pewne decyzje mają swoje konsekwencje. On ich nie pytał czy chcą się opierniczać, on ich spytał czy chcą to robić dla radości grania czy mają większe ambicje. Jak dzieciątka mają za mało odwagi, żeby się przyznać, że granie to nie jest szczyt ich marzeń to trudno. Niech cierpią. Najwyraźniej rodzice w domu nie nauczyli ich, co to znaczy ponosić odpowiedzialność za swoje decyzje, zatem zrobi to szkoła. I dobrze.
  • Avatar
    A
    Salva 31.01.2015 10:09
    Tsunagatte iru - 繋がっている
    Komentarz do recenzji "Fuse: Teppou Musume no Torimonochou"
    Piękny zimowy poranek to dobra pora na oglądanie anime. Zwykle nie jestem zwolenniczką filmów, wolę rozwleczone historie, które mogę oglądać w małym porcjach. Fuse pokazało mi, że najwyraźniej nie w samej długości jest problem, a w filmach jako takich.

    Początek nie przyciągnął mnie jakoś szczególnie. Byłam nieco zaskoczona brutalnością, ale nic poza tym. Bohaterka ani mnie ziała ani grzębiła. A jednak nie przestawałam oglądać. Zaskoczyło mnie też, że anime bardzo szybko poszło w kierunku fantastycznym. Spodziewałam się czegoś bardziej realistycznego. Bardzo podobało mi się jak Hamaji spotyka Shino po raz pierwszy. Nie była przystosowana do życia w mieście, ale umiała sobie poradzić w przeróżnych nietypowych sytuacjach. To było całkiem fajne. Ogółem nie mam wiele do powiedzenia na temat bohaterów jako takich. Podobali mi się, podobała mi się Hamaji, podobał mi się Shino, braciszek mnie nie obchodził szczególnie. Cały pomysł z polowaniem na psie hybrydy wydawał mi się ciekawy chociaż trochę nie rozumiałam dlaczego ludzie byli aż tak krwiożerczy. Bardzo podobał mi się klimat filmu jako takiego, cały czas coś się działo, nie było nudno. Poszczególne sceny mnie zaskakiwały. Nie spodziewałam się, że np w danym momencie akurat ta dwójka bohaterów się spotka. Ba! Nie spodziewałam się romantycznego wątku, który był piękny i szalenie mi się podobał. A scena na dachu kiedy Hamaji łapie Shino, a potem go przytula jest obłędna. Moment kiedy się rozpłakał i pytał ją czy naprawdę nie będzie już samotny… Sama scena zrobiła na mnie wrażenie i sposób pokazania. To w gruncie rzeczy szalenie męskie i pociągające kiedy facet szuka oparcia. Poza tym był psowatym, jestem skrzywiona. Dziecka bym z psem nie miała, ale nie bez powodu za samców idealnych uważam stabilne emocjonalnie psy. Mało który człowiek jest tak cierpliwy do upierdliwych kobietami jak często bywają psy wobec suk.

    Ponadto muzyka bardzo mi się podobała. Nie była szczególna ale jeśli podczas seansu, który mnie wciągnął zwracam uwagę na muzykę to znaczy, że naprawdę trafiła w mój gust.

    Graficznie film też mi się podobał i nie mam tu niczego do zarzucenia.

    Ogółem jestem zaskoczona tym jak niskie noty ma ten film. Dobrze, że nie próbowałam nawet czytać recenzji czy patrzeć na oceny przed seansem. Dla mnie był piękny i jestem pewna, ze obejrzę go jeszcze co najmniej raz. Nie nudziłam się ani przez moment, a historia opowiedziana była w satysfakcjonujący mnie sposób. Bardzo polecam.
  • Avatar
    Salva 9.12.2014 16:32
    Komentarz do recenzji "Clannad"
    Ja także uważam, że za dużo zostało zaspoilerowane.
  • Avatar
    R
    Salva 26.09.2014 19:55
    Hmmm
    Komentarz do recenzji "Hoozuki no Reitetsu"
    Mnie się recenzja również nie spodobała i chyba w tym wypadku aż się pokuszę o alternatywną. Przy czym ja też nie jestem obeznana z kulturą japońską, nawet nieszczególnie mi się chce z nią zapoznawać. A jednak seria mi się szalenie podobała i sama postać Hozukiego była dla mnie przemiłą odmianą. Właśnie takiej postaci jako głównego bohatera mi brakowało. Uważam, że nawet nie mając pojęcia o nawiązaniach, nie patrząc na serię przez lupę i nie widząc wszystkich „smaczków” można się całkiem dobrze bawić.
  • Avatar
    Salva 17.07.2013 13:53
    Re: Deterioracja
    Komentarz do recenzji "Wilcze dzieci"
    Idealne dzieciństwo? Nie przesadzasz? I naprawdę uważasz, że Ame postępuje aż tak źle? Ja uważam, że on nie zrobił nic złego. Nie jest kopią swojego ojca, ma własny charakter, własne potrzeby i własne marzenia. Wybrał i jest szczęśliwy.

    Btw wilki nie żyją całe życie „stadnie”. Wilki robią to co zrobił Ame, w pewnym momencie opuszczają rodziców i zakładają własną rodzinę
  • Avatar
    Salva 14.07.2013 23:57
    Re: Deterioracja
    Komentarz do recenzji "Wilcze dzieci"
     kliknij: ukryte 
  • Avatar
    A
    Salva 14.04.2013 09:49
    Kwintesencja tego co najlepsze w serii
    Komentarz do recenzji "Toshokan Sensou: Kakumei no Tsubasa"
    Przez przypadek natknęłam się na informację o tym filmie ale nie byłam specjalnie zmotywowana żeby go obejrzeć. Kiedy odnalazłam go wśród mojej listy „do obejrzenia” stwierdziłam, że co mi zależy, spróbuję. I dobrze się stało.

    Film od razu wrzuca nas w znany z serii świat, gdzie bibliofile walczą z okropnymi i podłymi MBC pragną cymiocenzurować co tylko się da. Bez przerwy widzimy nienawiść jaką żywią główni bohaterowie wobec wyżej wymienionej siły, a jednak znaleźć możemy przykłady kiedy MBC zostają przedstawieni w może nie pozytywnym, ale nie do końca negatywnym świetle. Podoba mi się, że nie ma przesadzonego ani w jedną (źli, paskudni, pomiot szatana) ani w drugą (w gruncie rzeczy mają wrażliwe serduszka) stronę stanowiska.
    Nie mogę się przyczepić w żaden sposób do postaci, które jak w serii telewizyjnej zasługują na bezapelacyjne 10. Film przypomniał mi za co kochałam serię. Za niesamowicie żywe, wielowymiarowe charaktery i za cudowne relacje międzyludzkie. Otrzymujemy też bonus w postaci dość śmiałego jak na anime rozwinięcia wątku romantycznego głównych bohaterów. Iku po raz kolejny pokazuje, że „ma jaja” i że nie jest byle jaką, pierwszą z brzegu dziewczyną. Na fabułę nie zwróciłam zbyt wiele uwagi, ponieważ od obejrzenia pierwszego odcinka serii setting uznałam za idiotyczny ale nie przeszkadzający mi w oglądaniu. Więc zamiast psuć sobie nastrój myśleniem jakie to głupie po prostu wszystko po mnie spływało co pozwoliło na znacznie lepsze cieszenie się z oglądania. A jest się czym cieszyć. Film jest bardzo dobrze wyważony, momenty wartkiej akcji przeplatają się z elementami komediowy i tymi spokojniejszymi. Nie miałam wrażenia, że tempo jest za szybkie czy za wolne, ani przez moment też się nie nudziłam.
    Strona techniczna filmu nie powala na kolana ale przewyższa znacznie jakość serii TV. Tylko oprawa muzyczna bardzo mi się nie podobała, ale jestem też za bardzo przywiązana do endingu z serii, który dla mnie ma wartość w sporej mierze sentymentalną.

    Dla fanów Toshokan Sensou TV film ten to pozycja obowiązkowa! Zawiera wszystko co było najlepsze w serii i trochę więcej. Nie ukrywam, że mnie zachwycił szczególnie rozwój wątku Iku­‑Dojo.
  • Avatar
    A
    Salva 27.11.2012 01:37
    Hentai kinshi! - hentai tensai shoujo
    Komentarz do recenzji "Steins;Gate"
    Państwo pozwolą,

    KURISUUUUTIIINA~!

    Musiałam to zrobić. Musiałam. To mój nowy dzwonek będzie.


    A poważnie… Dawno temu trafiłam na anime o tytule Chaos Head. Zmierziło mnie do tego stopnia, że nie chciałam mieć z nim do czynienia. Kiedy pojawiło się Steins Gate i przeczytałam, że jest to seria powiązana z Chaos Head od razu zakwalifikowałam anime jako nie nadające się do oglądania. Kiedy zdecydowałam się na cosplay Kurisu i siłą rzeczy zechciałam zamieć jakieś pojęcie o postaci porzuciłam uprzedzenia i sięgnęłam po anime. Będę sobie gratulować jeszcze długo tej decyzji. Była to jedna z najlepszych dotyczących anime jakie podjęłam w życiu. Seria jest niesamowita, zostawiła mnie z małym niedosytem i potężną ilością ciepła w środku. Chora jestem, ciepło się bardzo przydało.

    Pierwsze kilka odcinków nie było zachęcających. Dziwny główny bohater (sigh, bądźmy szczerzy, boję się wariatów), psychodeliczny klimat, fartuchy. Nie wyglądało to zachęcająco dla mnie. W 5 odcinku jednak zauważyłam pewne zmiany. Nagle zorientowałam się jak niesamowicie żywe są dialogi Kurisu i Okabe. Oglądanie pewnych tytułów często zbiega się z aktualną sytuacją życiową oglądającego w taki sposób, że trudno odciąć własne doświadczenia od tego co widzimy na ekranie. Obserwowanie interakcji Kurisu i Okabe było niesamowicie fascynującym doświadczeniem. Iskry jakie moim zdaniem się pojawiały przy każdej rozmowie widziałam aż za dobrze. Kurisu od początku mnie kupiła. Już nawet nie wiem dokładnie czym. Może tym, że ona naprawdę dotrzymywała Okabe kroku? A może tym, że ktoś polecający mi ją jako potencjalną postać do cosplayowania nie brał pod uwagę jedynie wyglądu? Nie wiem. Hentai tensai shoujo (i klasyczne tsundere) bezapelacyjnie podbiła moje serducho. Nie powinnam zapewne pisać więcej na temat relacji Rina i Christiny. Będę się powtarzać jak zdarta płyta, że są cudowni, jestem nimi zachwycona i głównie dla TYCH rozmów tę serię obejrzałam.

    Postaci postaciami ale choć psychodeliczny klimat na początku mi przeszkadzał, potem zaintrygowało mnie to co się dzieje w serii. Nie jestem fanką science fiction, na dodatek oglądałam pierwsze odcinki w bardzo dziwny sposób. Uczenie się japońskiego (takie bardziej) skrzywiło mnie pod pewnymi względami i teraz strasznie się skupiam na tym co dokładnie postaci mówią w oryginale. Na dodatek starałam się uchwycić wszystkie charakterystyczne cechy Christiny potrzebne do cosplayu. Fabuła mi więc nieco umknęła, co nie jest dziwne ponieważ dla mnie naprawdę logika i sens fabuły nie jest kluczowym elementem w serii. Kluczowe są postaci. Niemniej jednak zaintrygował mnie pomysł powrotów do przeszłości i związana z tym kołomyja. Myślenie nad tym co się dzieje dostarczyło mi mnóstwa rozrywki. Do momentu w którym zaczęło do mnie powoli docierać w jak tragicznej sytuacji znajduje się Rin. Do 12 odcinka byłam serią zachwycona, po 12 odcinku seria robi się ciężkostrawna. Mrok i beznadzieja wylewały się z ekranu. Na szczęście po kilku kolejnych odcinkach wszystko wraca do mniejszej lub większej normy, znowu mamy piękne rozmowy głównych bohaterów i zostajemy wyrwani z błędnego koła.  kliknij: ukryte  Ba, uważam nawet, że abstrahując od absurdu całej sytuacji, to co się z nim działo było bardzo realistyczne. Poza jednym aspektem. Wiek. Ja naprawdę nie wiem gdzie Japończycy mają problem i z czym konkretnie. Ich obsesja żeby przedstawiać ludzi genialnych jako niedojrzałe dzieciaki jest przerażająca. Jestem w stanie przełknąć Christinę, która się zachowywała jak nastolatka, niemniej Rin to było przegięcie. Oczywiście on też miał swój świat i zdecydowanie nie był normalny, ale dawanie mu 18 lat to przesada. 25 przyjęłabym z pocałowaniem ręki, 18 nie jestem w stanie. Obciążenia psychiczne załamałyby nastolatka. Jestem tego pewna. Tymczasem Rin daje sobie świetnie radę, wykazuję się niesamowitą siłą charakteru i odwagą. Poza tym jest uroczym człowiekiem. Tak po prostu.  kliknij: ukryte 

    Zostawiając na moment moją ulubioną aktualnie parę szalonych naukowców (swoją drogą będzie wtręt osobisty przeszłam wesołą i długą drogę od pragnienia posiadania własnego Kazehayi do prawie­‑posiadania własnego Okarina, way to go), reszta bohaterów również zasługuje na uwagę. Irytująca do szaleństwa Mayuri zdecydowanie nie należała do moich ulubieńców ale była potrzebna w tej serii. Była kluczowa w niektórych momentach i wcale nie mam na myśli teraz tych najbardziej oczywistych. Ruka był jednym wielkim zaskoczeniem dla mnie i to co się z nim działo przez całą serię było po prostu… rozbrajające. Ten facet zawsze wywoływał uśmiech na mojej twarzy. Ba! Nawet teraz pisząc o nim „facet” nie mogę się przestać śmiać. Może nie powinnam… Jednak miano najbardziej zaskakującej postaci zaskarbiła sobie  kliknij: ukryte  Można z tego wnioskować, że cały czas byłam zaskoczona. Jedno jest pewne, Steins Gate wywołało wiele uczuć, w większości bardzo pozytywnych. Pod tym względem oczywiście największych emocji dostarczyło zakończenie. Było niesamowicie emocjonujące  kliknij: ukryte 

    Ponadto nie jestem w stanie przestać się rozpływać nad tym jak pokazano powstającą więź Rina i Christiny. Więź która zacieśniała się chociaż tylko jedna osoba pamiętała o tym co się dzieje. To było dla mnie niesamowite. Rin mimo wszystko rozbudzał w niej za każdym razem dokładnie te same uczucia i to nawet nie przez to, że po każdym time leapie zostawały w niej resztki tych uczuć. Fakt, że dziewczyna proponowała mu pomoc, to co razem wymyślali, wzajemne dopełnianie i wspieranie się. Znajduję najpiękniejsze i najbardziej satysfakcjonujące wątki romantyczne w najdziwniejszych miejscach i bardzo się cieszę, że ciągle udaje mi się odnaleźć w anime TAKIE postaci i TAKIE relacje.

    Na dodatek Mamorek pokazał klasę w tej serii. Od samego początku miałam skojarzenia z Kirą, a czasami w zachowaniu Rina widziałam Tamakiego. Co ciekawe nie przeszkadzało mi to zupełnie. Dziki śmiech (Kira), KURISUUUTIINA (pokochałam tego faceta za sposób w jaki wypowiadał to imię, za to samo mniej więcej pokochałam Kurisu, za celowo podkreślane Houoin­‑san w pierwszym odcinku), mroczne momenty słabości Rina, scena wyznania uczuć… Mamoru odwalił kawał dobrej roboty, byłam pod ogromnym wrażeniem.

    Komu polecić? Paradoksalnie? Fankom romansów! Moja ciągle spragniona iskrzących relacji dusza została nakarmiona do wypęku podczas oglądania Steins Gate. Oglądam anime dla postaci i dla relacji. Fabuła mi nie przeszkadza. Pod tym względem Steins Gate jest serią idealną. Zawiera niesamowity główny pairing i zupełnie niezasłużenie z obiektywnego punktu widzenia (którego nie ma) seria ode mnie dostaje 10/10. I tego mam zamiar się twardo trzymać. Jestem pod wrażeniem, że po tylu latach oglądania anime jakaś seria jest w stanie mnie skłonić do takiej oceny i do takiego komentarza <3



    A tak abstrahując od wszystkiego… POWAŻNIE?!!! Telefoniczna mikrofalówka?! Żelowe banany?! Kto to wymyślił?!!!!
  • Avatar
    A
    Salva 30.07.2012 12:27
    Za dużo płynów.
    Komentarz do recenzji "Nazo no Kanojo X"
    Może nie powinnam tego pisać, ale naprawdę aż przeczytałam recenzję i dobrze, że obiad skończyłam chwilę temu. Jestem przyzwyczajona do różnych dziwnych rzeczy. Jedzenie tuż po wyjściu z prosektorium etc. Naprawdę mało rzeczy mnie rusza niemniej przedstawienie śliny w tej serii mnie zamurowało. Naprawdę zrobiło mi się niedobrze i zastanawiam się jak zrytym trzeba być, żeby wpaść na tego typu pomysł. To było obrzydliwe. Generalnie nie znam ludzi, którzy mieliby jakieś prawdziwe fetysze, ale teraz jestem prawie pewna że byłabym kimś takim przerażona. Ja sobie odpuściłam po pierwszym odcinku.
  • Avatar
    Salva 22.07.2012 08:09
    Re: Kuroko no Basket ep 1-3
    Komentarz do recenzji "Kuroko no Basket"
    Adachiego przeczytałam co mi w ręce wpadło pomijając Touch :D Te krótkie zwłaszcza! Ale to dopiero po obejrzeniu Cross Game. Jest świetnym anime ze względu na głosy. Dużo emocji, których się nie da przedstawić za pomocą wersji papierowej przedstawili seiyuu. Ponadto uwielbiam opening.

    Bardzo polecam Ookiku, obejrzałam obie serie i jak mówiłam po Mihashim żaden główny bohater mi nie straszny. Główne combo bohaterów jest cudowne!

    Dzieki za propozycje, obłypię sobie :3
  • Avatar
    Salva 21.07.2012 08:35
    Re: Kuroko no Basket ep 1-3
    Komentarz do recenzji "Kuroko no Basket"
    A które z tych serii byś poleciła?

    Ja w zasadzie po Cross Game przepadłam dla twórczości Adachiego generalnie, mangowej głównie bo Touch mnie zmierził i nie znoszę tej serii. On dotykał głownie dwóch dziedzin, boksu i baseballu. O boksie nie wiem nic, ale baseball to moja wielka miłość. Co ciekawe, Majora nie obejrzałam. Widziałam pierwszy odcinek ale mnie do siebie nie przekonał. Będę musiała się przemóc i jednak dokończyć. Ale bardzo chętnie spróbowałabym jeszcze czegoś fajnego o koszykówce.
  • Avatar
    Salva 20.07.2012 14:01
    Re: AIR
    Komentarz do recenzji "Kuroko no Basket"
    ...

    Twoje wizje mnie przerażają, dodając do tego tę pod Progeuszem.
  • Avatar
    Salva 20.07.2012 08:59
    Re: AIR
    Komentarz do recenzji "Kuroko no Basket"
    A coś mi mówiło od samego początku, że wbrew pozorom to bardzo zdecydowanie nie jest seria dla facetów i to wcale nie tylko ze względu na kreskę. Za bardzo mi się spodobała jak na serię dla facetów…

    Mnie się bardzo podoba i lubię emocje jakie mi towarzysza podczas oglądania. Ale pewnie dlatego, że pojęcia o koszykówce nie mam. Jakby było o łucznictwie czy tańcu irlandzkim zapewne mialabym więcej ale :D
  • Avatar
    Salva 17.07.2012 18:30
    Re: na listopad
    Komentarz do recenzji "NANA"
    Whoa, o to to. Nanę najlepiej się ogląda jak na zewnątrz jest równie depresyjnie jak w anime. Mnie ten tytuł zawsze kojarzył się z wichurami i deszczem O__O Ciekawa jestem czy kiedyś dokończą mangę i pociągną anime. Chociaż nie jestem pewna czy nadal chcę oglądać Hachi biorąc pod uwagę, że mamy zdecydowanie ZA dużo cech wspólnych i to jest creepy.
  • Avatar
    Salva 17.07.2012 18:28
    Apropo imion
    Komentarz do recenzji "Shijou Saikyou no Deshi Ken'ichi"
    Shibuya Kazuya~

    Się nie mogłam powstrzymać.
  • Avatar
    A
    Salva 9.07.2012 15:47
    Kuroko no Basket ep 1-3
    Komentarz do recenzji "Kuroko no Basket"
    Serię zaczęłam oglądać z przyczyn dość nietypowych. Sportowe anime nigdy mnie nie kręciły. Uważałam tak do czasu aż natknęłam się na Cross Game i wszelkie anime o japońskim baseballu kocham wielką puchatą miłością jak i sam baseball zresztą. Niemniej na początku był to tylko baseball. Inne sporty mnie nie interesowały. Nie wiem dlaczego, ale Kuroko postanowiłam dać dzisiaj szansę. I teraz odkryłam wreszcie, że nie lubię tylko serii o baseballu ale najwyraźniej każda sportowa seria ma w sobie coś wartościowego. Dobra seria, of course. Oczywiście napalony ambitny facet, który pokaże całemu światu to jest must w przypadku takich serii. Ale rzadka rzecz, w tej serii mi to nie przeszkadza. Z drugiej strony Kagami ma piękną przeciwwagę w postaci przesadnie ciechego cienia. Uwielbiam postaci typu Kuroko. Przetrawiłam Mihashiego, ba! Polubiłam go. W zasadzie mało kto jest mi straszny niemniej Kuroko po prostu lubię. Przypomina mi Natsume. Spokojem, ciepłem, aczkolwiek trudno powiedzieć, żeby biło od niego dużo ciepła. Ukrywanie swojej obecności jest dla mnie nieco naciągane, ale daje spore pole do popisu dla autorów jeśli chodzi o komediowe sytuacje. Naprawdę mam nadzieję, że będą to nieco częściej wykorzystywać. Poza tym sam w sobie pomysł wydaje mi się ciekawy i nie mogę się doczekać co też oni z tego dadzą radę zrobić. Na dodatek przesympatyczna pani trener, która ma miarkę w oku jest przeuroczym dodatkiem! Byłam miło zaskoczona taką odmianą. Oczywiście, Aoba też była trenerem ale to nie było to. Tam była zepchnięta na dalszy plan i jej umiejętności mam wrażenie zostały niedocenione. W Kuroko postać kobiecą potraktowano należycie. Me approves. Nie podoba mi się jedynie przesadnie radosny blondasek ze stadem fanek. Może mieć na to wpływ mój niedawny Seans Skip Beata. Jak na razie mocne 8 i mam nadzieję, że seria mnie nie zawiedzie.
  • Avatar
    A
    Salva 1.07.2012 12:49
    Głupota nie ma granic
    Komentarz do recenzji "Skip Beat!"
    Obejrzałam sobie przed chwilą kilka odcinków Skip Beat. Pierwszy raz anime zobaczyłam dawno temu, przy czym nie pamiętam już czy przed czy po mandze. Mam wrażenie, że po rozpoczęciu lektury mangi. Wczoraj zaczęła mnie dziabać myśl „Skiiiiip biiiit”. Nawiedzała mnie co najmniej jak evil wersje Kyouko. Szczególnie zależało mi na zobaczeniu odcinków, w których Kyouko musiała grać w MV razem z Shou. Trafił mnie ciężki szlag widząc co autorka zrobila z tak świetnej mangi. Obejrzałam pierwszy odcinek i dopiero potem randomowe późniejsze. Aż doszlam do MV. Nie przypuszczałam, że Kyouko straciła charakter i całą swoją czarującą osobowość tak szybko. Pewnie dlatego, że w odcinkach z MV nadal widać resztki dawnej Kyouko. Kłody pod nogami, nieporozumienia, które w przypadku Rena i Kyouko nawarstwiają się co najmniej do rozmiaru Himalajów mnie osłabiły. Nie wiedzialam gdzie powinnam napisać swój komentarz bo nawiązuję i do mangi i do anime i do dramy. Jednakże za historię jest odpowiedzialna mangaczka więc do niej mam największe ale. To naprawdę mógł być cudownie poprowadzony nietypowy romans w show biznesowym settingu. Ale nie. Trzeba było przekombinować… Nie mogę patrzeć na tę bezsilną sirotę jaka się zrobiła z Kyouko. Zwłaszcza jak się patrzy na ostatnie chaptery mangi gdzie jej i Rena zidiocenie przekracza wszelkie granice tolerancji. Cudownie widać było to iskrzenie kiedy miała kontakt z Renem. Świetnie też zostało pokazane, jak Shou wbrew sobie zaczął się nią interesować podczas kręcenia MV. Nie mogę zrozumieć dlaczego autorka w zamian postanowiła pozbawić swą heorinę wszystkiego co było w niej dobre. Jestem wściekla. Bo to jest naprawdę świetna manga i miała mnóstwo potencjału. Nawiązując jeszcze do dramy, główna bohaterka nie mialam nawet 1% tej energii i aury, którą miała Kyouko. Co ciekawe idealnie dobrali aktora grającego Shou, był mniej więcej tak samo odpychający jak w anime i mandze. Głównie wizualnie.
  • Avatar
    A
    Salva 15.04.2012 22:32
    Bo tsundere i psy są fajne~
    Komentarz do recenzji "Inu x Boku SS"
    Przed chwilą przeszła mi przez głowę niedorzeczna myśl napisania recenzji alternatywnej. Skąd taka bezczelność z mojej strony? Ano stąd, że mnie ta seria się mimo wszystko podobała. Ave jak dla mnie pominęła w opisie elementy humorystyczne serii, które uznałam za całkiem dobre. Po pierwszym odcinku byłam zachwycona, uznałam, że seria naprawdę ma szansę być naprawdę fajna. Potem moja ocena spadła na łeb na szyję, ale po obejrzeniu dwóch ostatnich odcinków zobaczyłam, że porównując do innych serii zeszłego sezonu, InuXBoku NIE zostało spartolone pod koniec. Albo ujmując rzecz inaczej, końcówka mnie miło zaskoczyła bo nie spodziewałam się, że będzie tak dobra (mając w pamięci resztę serii). Dobry początek, kiepski środek i bardzo dobry koniec to dla mnie powody, żeby stawiać Inu x Boku dość wysoko w moim rankingu lubianych serii. Głównie dlatego, że rzadko się zdarza, żeby zakończenie mnie mile zaskoczyło.

    Przyznam się, że częściowo przespałam 11 odcinek, ale generalnie zakończenie było niespodziewanie miłe o tyle,  kliknij: ukryte  Ale no właśnie, ja to oceniam z perspektywy kogoś, dla kogo bardzo ważny jest wątek romantyczny i kto potrafi dużo wybaczyć jeśli tego typu wątek się pojawia i jest w miarę sensowny (bo sorry, ale Itazury to nawet ja nie zdzierżyłam). Jasne, że relację Riri i Soushiego trudno uznać za normalną, jednak dla mnie miała niesamowity urok. Była inna od tego co zwykle widzę. Ta więź naprawdę tam była, te uczucia nie były wzięte z kosmosu i oni faktyznie przez te 12 odcinków i nie tylko coś zbudowali. To właśnie dlatego tak mnie mile zaskoczyła końcówka, bo spodziewałam się, że dobrze dobrze, teraz jest fajnie ale potem się potkną o byle pierdołę i będzie po ptokach. A tu nie. Tu jednak Riri pokazała, że ma j.. ma to co trzeba, żeby nie być rozmamłaną tsundere. Pewnie, że mogłoby być lepiej, ale moje standardy w stosunku do anime chyba się ostatnio obniżyły, skoro IxB mnie oczarowało końcówką. Humor na początku także mnie zachwycił. Bohaterka wydawała się interesująca, Soushi też wydawał się czymś więcej niż zwykłym sługą (te analogie do psów…). Trudno powiedzieć, że anime miało fabułę, to prawda. Ale jak dla mnie 0 to przesada, wydaje mi się, że jakbym się zastanowiła to mogłabym wymienić kilka serii, które były dobre mimo braku konkretnej fabuły. Seria miała momenty gdzie wyłam ze złości i frustracji (felerny… narzeczony, psia jego mać, te endingi to dzielenie świata na S i M, ręce mi opadły… Kyon, co oni Ci zrobili?), ponadto znęcanie się nad Watanukim uznałam za rzadkie chamstwo (jego SSB był creepy, nie znoszę takich postaci, te królicze uszka na dodatek, co to w ogóle było?!). Ta blondyna natomiast nadawała się do zamknięcia… Niemniej barman był uroczy, UWIELBIAŁAM patrzeć na ruchy jego rąk jak stał za barem xD I te rozkminy jego syna, rozpłynęłam się… Seria miała dla mnie momenty, które czyniły ją interesującą i wartościową. Klimatyczne sceny w pokoju Riri zawsze mi się bardzo podobały, te rozwiane firanki. Fakt, że zmianę Riri pokazano bardzo powoli, ale pokazano! Dla mnie było to o tyle realistyczne, że człowiek nie zmienia się ot tak, bezproblemowo. Zajęło jej to sporo czasu ale uznaję to za plus. Satysfakcjonujący finał dostarczył mi więcej radości niż się spodziewałam dostać, więc tym wyżej oceniam budowane wcześniej napięcie i nagromadzenie nieporozumień. Byłam bardzo zadowolona z ostatniego odcinka. Dostarczył mi dokładnie tego co trzeba, a czego się absolutnie nie spodziewałam dostać. Zwłaszcza na tle innych serii tego sezonu.
  • Avatar
    Salva 15.04.2012 18:32
    Re: why ?
    Komentarz do recenzji "Guilty Crown"
    Like srsly? Naprawdę robiłeś coś takiego? Chciało Ci się? Ja bym bardzo chętnie zobaczyła, bo dzisiaj obejrzałam ostatni odcinek i miałam już mega opad łapek. Nie przypuszczałam, że to anime przyprawi mnie o jeszcze większego facepalma niż zaserwowało mi wcześniej.
  • Avatar
    A
    Salva 3.02.2012 14:09
    Om nom nom.
    Komentarz do recenzji "Kimi to Boku"
    Mruczne anime! Stykając się zeń po raz pierwszy podeszłam do niego jak do jeża. Pierwszy odcinek nie był zły, ale pod koniec uznałam, że „no freakin' way, ja tego nie obejrzę dalej”. Coweekendowe oglądanie od lat shounenów z bratem nieco wpłynęło na mój odbiór tej serii. Seans w sarkastycznym, męskim towarzystwie nie pomaga wczuciu się w klimat takiej nastrojowej opowieści. Porzuciłam więc oglądanie, zdegustowana ideą bandy infantylnych chłopców, którzy najwyraźniej nic o życiu nie wiedzą i jeszcze na dodatek albo są wnętrami albo kastratami, a przynajmniej są mocno zniewieściali.

    Jak się okazało dość mocno się myliłam w swojej ocenie. Po paru miesiącach zobaczyłam recenzję moshi, która zasiała we mnie ziarno wątpliwości, że może seria nie była aż taka zła. Potem czyiś komentarz na forum przypieczętował wszystko. Zdecydowałam, że muszę zobaczyć co w tym anime jest! Pęknę, ale muszę zobaczyć. Przeboleję te estrogeny sikające z ekranu, dam szansę! I dałam…!

    Nie żałuję. Seria ujęła mnie już w trzecim odcinku. Oglądanie jej samemu w chłodne zimowe dni zdecydowanie dodało klimatu, którego brakowało wcześniej. Spokojne wieczory okazały się idealną oprawą. Zaskoczyło mnie już w początkowych odcinkach (a zaskoczenie przekształciło się potem w zachwyt), pokazywanie uczuć pomiędzy bohaterami. Koleżeństwo, przyjaźń, początki miłości. Zwłaszcza przyjaźń i to ostatnie było pokazane w niesamowity sposób. Ale zacznę może od bohaterów. Na początku patrzyłam mocno podejrzliwie na relacje tej grupki. Pierwszy rzut oka nie był łaskawy dla nikogo. Kujon, hermafrodyta, bliźniaki (mając w pamięci Ouran mocno podejrzliwie na nich łypałam). Nieszczególnie dobrze wyglądali. Jednak z czasem nabrałam ogromnej sympati do Yukkiego. Yuta musiał poczekać trochę dłużej na moje uczucie. Jak potem zobaczyłam niepokonani byli razem, z tym swoim stoickim spokojem i skłonnością do złośliwości. Biedny Kanamecchi. Mimo numerów, które bliźniaki radośnie uskuteczniali przyjaźń pomiędzy wszystkimi panami było widać. Potem spodobał mi się Shun. Najbardziej męski to nie jest, ale tak absolutnie uroczy i słodki. Ujął mnie (dajcie spokój, jak przeżywał spanie w środku prawie się rozpłynęłam). Zwykle drażnią mnie postaci w tym typie, ale on coś w sobie miał. Dopełniał tę grupę. Bliźniaki zauroczyły mnie wszystkimi numerami jakie wywijali. Było tego za dużo żeby rozwodzić się nad każdym, ale kilka szczególnie utkwiło mi w pamięci np zabawa w dom. Być może dlatego, że ostatni odcinek absolutnie mnie zachwycił pod każdym niemal względem? Np scena kiedy Yukki tak cudownie serio odpowiadał tej małej… Om nom nom. Miałam mnóstwo uciechy przy oglądaniu tego. Serious humour (jak by to powiedzieli bohaterowie Bakumana… Ostatnio czytałam i trochę to pomogło w określeniu moich preferencji gatunkowych, które zawsze były, tylko nienazwane, seria nieco wpłynęła na światopogląd, może nie całościowy ale ten na teraz) odpowiada mi najbardziej, zwłaszcza, że parskanie śmiechem w reakcji na taki humor wśród samych bohaterów nie było rzadkością. Tak cudownie widać było komedię charakterów. Analizując po kolei panów, Kaname nie podobał mi się aż tak bardzo (no dobra, nie lubię facetów, którzy lecą na starsze babki chociaż właściwie powinnam bo ostatnio doszłam do wniosku, ze tylko coś młodszego nie zniszczy mnie psychicznie w związku). Już z dwojga złeg… nie, nadal wolałam Kaname od Chizuru. Chizuru był cudowny tylko w odcinku festiwalowym, kiedy był przebrany za tę jednostkę płci żeńskiej z WC­‑tu. Kaname miał więcej pięknych momentów. Strasznie podobało mi się jego zachowanie przy przedszkolaku, który rozgryzł go bez większych problemów. Dzieciak był niczego sobie, ale zaskarbił sobie sympatię jak z wdzięczności popchnął na niego ukochaną Kaori­‑sensei. I te słowa, że chciałby mieć takiego brata. 13 odcinek zostawił mnie z takim ciepłem w serduchu, że aż mi podgrzewaczka dziś wieczorem niepotrzebna. No przynajmniej na pół godziny jeszcze… Potem albo obejrzę jeszcze raz albo przemyślę nie zamarznięcie przez noc. Niemniej wracając do Kaname, jego wątki romansowe nieszczególnie mi się podobały. Ale to też jest dobra rzecz bo ogromną zaletą tej serii była różnorodność pokazywanych relacji. Myślałam, że jak w przypadku moe blobów w typie K­‑On czy innych sketchbooków elementy romansowe będą stanowiły, jeśli w ogóle się pojawią, kompletny margines. Tymczasem w KtB od samego początku bardzo delikatnie i subtelnie wpleciono pierwsze zauroczenia. Nie widziałam serii, w której zrobiono by to równie zgrabnie. Bo w zasadzie wszyscy panowie w pewnym momencie padają ofiarą tego zjawiska. Albo wspomnień albo sytuacji, które mają aktualnie miejsce. Przeurocze było jak Chizuru upewniał się czy kolega nie ma nic przeciwko i startował do Misaki. Biedny, wybrał sobie rzadką horpynę na obiekt uczuć.

    Urzekł mnie klimat serii, taki stonowany. Szalenie lubię od czasu do czasu obejrzeć takie anime. Ja jestem człowiek spokojny, taka seria pozwala ukoić nerwy i odpocząć. Ponadto pomaga dostrzec też uroki zwykłego codziennego życia. Bardzo sobie cenię ten aspekt. Zakochałam się też w muzyce, może dlatego, że było jej mało, jednak kiedy już się pojawiła momentalnie zwracałam na nią uwagę. Zwykle albo jeden utwór rzuca mi się w uszy, albo po jakimś czasie zauważam. Jeśli jednak coś w środku zaczyna mi krzyczeć „muzyka!” i przestaję zwracać uwagę na fabułę , a zaczynam się wsłuchiwać to znaczy, że coś mi się spodobało. Utwory przede wszystkim bardzo ładnie podkreślały poszczególne sceny.

    Na temat kreski się nie wypowiem zbyt obszernie, bo nawet ja zauważyłam, że nieco oszczędzali. Projekty postaci bardzo mi się podobały, zaraz sobie wyprodukuję jakiś radosny i ciepły komplecik z panami. Niemniej nie padłam na kolana z zachwytu. No i drażnił mnie Chizuru, ja rozumiem, że transfer student i trzeba to pokazać, ale na bogów czy wszyscy studenci są blond?! Wiem, blondyni to rzadkość u nich, bo genetycznie mało zróżnicowani są jeśli chodzi o kolorystykę (ale brązy się pojawiają!). Miłą odmianą byłby chociaż rudy transfer student. Ten żółty kolor włosów i fryz Chizu doprowadzały mnie do szału. Patrzyłam za to z przyjemnością na niego w momencie kiedy był przebrany za babkę z WC. Te niebieskie oczy się świetnie komponowały z czarnymi włosami, mogli pójść w coś takiego. Ale nie, musiał być pełny jajcarz (mentalnie i fizycznie).

    Generalnie dla mnie to była cudowna, nastrojowa seria. Nie mogę się doczekać kontynuacji i mogę z radością odszczekać pod stołem wszystko, co mówiłam wcześniej. Byleby w życiu tak miłych niespodzianek i odkryć czekało na mnie więcej.