Shenai
24.07.2011 14:15 Re: Obejrzałem, przeczytałem... zgadzam się.
Komentarz do recenzji "Gosick"
Jak zaznaczyłem, ciężko było opisać wszystko bez spoilerowania. Postanowiłem opuścić więc wytykanie niektórych wad by zwyczajnie nie psuć seansu tym, którzy zdecydują się zobaczyć tą serie i skupiłem się na tych bardziej kardynalnych niedociągnięciach. Z drugiej strony patrząc pisanie o tych rzeczach ogólnikowo było by też bez większego sensu i naraziło by się pewnie na dużo większą krytykę. Ocena była wystawiana bez związku z bieżącym sezonem.
Zgadzam się z tym, że jest w Windy tales nie mniej symboliki niż w Kino no tabi. Tyle że szukanie podobieństw nie ma sensu Kino no tabi to obraz przepełniony wartościami uniwersalnymi. Windy tales to taka właśnie symbolika pod płaszczem codzienności taka, bym zaryzykował, dosyć intymna symbolika która nie mówi wprost, ale odpowiednio trąca we właściwe struny we wnętrzu widza. Tak to widzę, chociaż ciężko wyrazić to o co mi dokładnie chodzi.
Taka uwaga odnośnie grafiki tej serii, mianowicie mi się ona bardzo kojarzy z francuskimi animacjami René Laloux z lat 70‑tych. Może aby poza projektami postaci. Seria bardzo dobra fabularnie i stawiająca parę ciekawych pytań, chociaż unikająca trochę odpowiedzi na nie. Jak dla mnie to jednak zaleta, można sobie porozmyślać trochę.
Genialnie prosta historia, pełna swoistego uroku. I chociaż wszystko w tej serii już gdzieś kiedyś było to zestawienie ich nie razi a raczej wywołuje wrażenie niemal „swojskości”. Cóż, zawsze miałem słabość do takich zwyczajnych historii. Seria która zapewniła mi świetny odpoczynek od wszelakich „głębokich” opowieści. Reasumując, najlepsze anime jakie ostatnio oglądałem.
A dla mnie to anime było trochę taką podróżą do dzieciństwa, coś takiego jak czytanie Opowieści z Narni po latach. Kto „przetrwa” pierwsze, trochę infantylne odcinki może się nieźle bawić przy całkiem udanej serii fantasy (a nie jest ich przecież aż tak wiele). Jeszcze tak ode mnie to in plus należy dodać, że świat opowieści, chociaż dosyć rozbudowany, nie zasypuje nas tysiącami specjalnych terminów które często zamiast uwiarygadniać po prostu męczą i utrudniają odbiór.
O Presence to jak pisałem, gdyby nie dialogi to ta miniatura była by naprawdę mała perełką a tak nadęte gadki psują wrażenia. W gruncie rzeczy, to oba z filmów w których pojawiają się dialogi dało by się chyba zrobić również bez nich bez żadnej straty lub z niejakim zyskiem jak w przypadku Presence właśnie.
Chyba nie jestem grupą docelowa tego anime… Wielkich piersi raczej też nie jestem amatorem. Chociaż w samym pomyśle coś jest… Może skłoni kogoś do ruszenia zadka sprzed monitora.
Cudownie wykreowany świat. Tego właśnie zazwyczaj poszukuje w anime jak i w literaturze. Znalazłem taki w Utenie, chociaż w moim odczuciu pierwsze odcinki były mylące względem całości. Anime z gatunku „trzeba znać” , „trzeba zobaczyć” aby sobie wyrobić opinie. Dla mnie klasyka.
U mnie dzieła Yasuhiro Yoshiury wywołuja zawsze odległe skojarzenia z najlepszymi powieściami P.K. Dicka co dla mnie stanowi rekomendacje samą w sobie.
Wiązałem chyba z tym tytułem zbyt duże nadzieję. Ogląda się co prawda niezle ale jakoś mnie nie przekonują ani wykreowany świat ani jego bohaterowie. Jak dla mnie kolejne dość schematyczne anime fantasy z piersiastą protagonistką.
Komentarz do recenzji "Darker than BLACK: Ryuusei no Gemini"
W sumie wiele gadania o niczym. Pierwsza seria kończy się w sposób, który pozostawia więcej pytań niż daje odpowiedzi. Po takim zakończeniu twórcy mogli zaserwować nam co tylko im się podoba a dali płytką fabułę, którą na siłę udziwniono. Odcinanie kuponów i tyle. Chyba lepiej zostawić świetne anime niż psuć wrażenia fanów taka kontynuacją. Może i sama seria nie jest tragiczna, pojawia się parę dosyć ciekawych pomysłów. Nie da się jednak uniknąć porównania z pierwowzorem a tu plasuje się ona na skraju tragedii. Bez znajomości pierwszej serii może bym dał 4‑5 na 10. Ze znajomością daje 3 a to i tak chyba z sentymentu.
Dokładnie, ja te 13 odcinków męczyłem ponad pół roku, w większych ilościach jest śmiertelne. Ale ocena 3 pasuje „tylko fanatycy gatunku siądą i toto z radością obejrzą” a znam takich co chwalili.
Komentarz do recenzji "Darker than BLACK: Ryuusei no Gemini"
Eh… Moje uwielbienie do studia Bones, po tej kontynuacji może zostać boleśnie zweryfikowane. Do tego kolejny Fullmetal, może ten przebije bardzo średnią (moim zdaniem)pierwszą serie.
Właściwie to 90 min. anime to 10 miniatur podejmujących tematykę robotów. Jedno z ciekawszych anime jakie mi wpadły w ręce w ostatnim czasie. Polecam. Pracuje nad recenzją właśnie ;)
Re: Obejrzałem, przeczytałem... zgadzam się.
Re: Kwestia "wybitności"...
Re: Mhm
Re: Nowy rekord